30 grudnia
Dziś wieczorem siedzę przy biurku, piszę te słowa i wciąż czuję emocje, które od rana mną targały. Przyjechałam do mamy na Nowy Rok i chciałam zrobić jej niespodziankę, dlatego nikomu nie powiedziałam, że jadę. Zbliżyłam się do bloku w rodzinnym Toruniu, uśmiechnęłam się i wzięłam głęboki oddech może trochę ze stresu, a może z ekscytacji. Z delikatnym stuknięciem zapukałam do drzwi. Otworzyły się niemal natychmiast, a w ramiona wtuliła mi się moja kochana siostrzyczka, Hania! Cały dzień przeleciał w świątecznym zamieszaniu. Kroiłyśmy razem sałatki, a mama szykowała mój ulubiony polski klasyk schab pieczony z warzywami.
Wiesz, czułam, że przyjedziesz powiedziała mama, nalewając nam herbaty. Nawet kupiłam wczoraj dodatkowe jajka, bo tak coś podpowiadało mi serce… Ale, szczerze mówiąc, sądziłam, że nie będziesz sama. Od czasu rozstania z Igorem w ogóle z nikim się nie spotykasz?
Nie mamo, daj już spokój machnęłam ręką i udałam, że bardzo zajmuję się krojeniem ogórków.
W tej chwili zadzwonił mój telefon. Zerknęłam i aż usiadłam z wrażenia.
Ale to był tylko ostatni z dzisiejszych zaskoczeń.
***
Wczoraj jeszcze wieczorem siedziałam oparta o kuchenny parapet w swoim mieszkaniu w Warszawie, nad laptopem, kończąc roczny raport. Boże, jak ja kocham i nienawidzę jednocześnie tego końca roku pomyślałam. Te wszystkie podsumowania, liczby, audyty. Jutro już ostatni dzień i jeśli komisja nie znajdzie błędów, będę wolna aż do 12 stycznia. Strasznie się zmęczyłam ostatnimi tygodniami miałam wrażenie, że żyję tylko od raportu do raportu.
Szef mi powiedział, że jeśli wszystko będzie w porządku, dostanę premię i mogę śmiało brać urlop. Chciałam pojechać do mamy i Hani, tak bardzo za nimi tęskniłam. Musiałam jeszcze zdążyć do sklepu po prezent dla mamy Hani już wcześniej kupiłam nowy telefon.
Bilety na pociąg do Torunia kupiłam już na początku miesiąca, tak na wszelki wypadek. Jeśli się nie uda, to oddam pomyślałam, wybierając dolną kuszetkę w przedziale.
Noc przed wyjazdem miałam przedziwny sen: byłam w lesie, a tam mała dziewczynka, może pięcio- lub sześcioletnia, siedziała samotnie na pniu i przewracała kartki w książce. Zapytałam, czy się zgubiła, a ona odpowiedziała: Nie, ja się jeszcze nie odnalazłam. Wstawaj, nie przegap swojej szansy, przecież dziś wieczorem spotkasz swoje przeznaczenie. No już, wstawaj, raport czeka!
Otworzyłam oczy. Boże, prawie zaspałam! Spojrzałam na zegar. Dziewiąta rano miałam mieć ostatnią kontrolę, a raport był już gotowy, ale nie mogłam się spóźnić.
Piętnaście minut później byłam już wyczesana, lekko umalowana i gotowa biec na przystanek. Kawa na wynos dzisiaj trzeba było działać szybko. Na szczęście do pracy miałam tylko pięć przystanków i nawet miejsce w autobusie się znalazło.
Usiadłam i przeglądałam ludzi w autobusie nagle zobaczyłam na przedzie tę samą dziewczynkę, co ze snu! Puściła mi oko, ale w tej samej chwili ktoś mnie potrącił, zza pleców przesuwał się chłopak z ogromnym plecakiem. Kiedy spojrzałam jeszcze raz, dziewczynka już zniknęła. To przez zmęczenie widzę już dziwne rzeczy pomyślałam.
W pracy od rana panował rwetes, ale w końcu raport złożyłam idealnie i szef, pan Waldemar Michałowski, wręczył mi kopertę.
Obiecałem, to masz. Wolne, z premią, Wesołych Świąt! powiedział z uśmiechem.
Dziękuję bardzo i wzajemnie, panie Waldemarze! odpowiedziałam.
Za premię kupiłam mamie piękny szal, Hani śliczną bluzkę, a do tego trochę smakołyków i butelkę musującego wina. Wieczorem pakowałam się do pociągu, cała zadyszana dobiegłam do przedziału i potknęłam się o czyjś plecak, lądując spektakularnie w korytarzu.
Prawie się rozpłakałam, ale w tym momencie czyjeś dłonie pomogły mi wstać.
Przepraszam najmocniej, to mój plecak, nie zdążyłem go schować. Strasznie mi przykro! usłyszałam miły głos, zobaczyłam uśmiech, od którego nagle zrobiło się cieplej.
Nic się nie stało, to ja nie patrzyłam pod nogi odparłam, cała czerwona z zakłopotania.
Okazało się, że ten chłopak, Andrzej, będzie jechał ze mną w jednym przedziale. Wysoki, przystojny, z pogodnymi oczami. Przypomniałam sobie słowa dziewczynki ze snu: “Wieczorem spotkasz swoje przeznaczenie”. To niemożliwe… ale może?
Andrzej pomógł mi z bagażem, zaprosił, bym wygodnie usiadła. Rozmawialiśmy chwilę jechał do Torunia tylko służbowo, na spotkanie, i wracał następnego dnia na Wigilię do siebie.
Noc w pociągu i powrót na ostatnią chwilę przed Nowym Rokiem. A pani? zapytał, patrząc życzliwie.
Do mamy i siostry. Dawno nas nie było razem, dostałam kawałek urlopu na święta.
A mąż, chłopak? zagadnął żartobliwie.
Nikogo nie mam, jeszcze nie poznałam tego właściwego. Może kiedyś… A pan? Rodzina czeka?
Nie, jestem taki samotny jak pani. Szukam tej jedynej.
Poczułam, jak robię się cała czerwona. Gdy pani się rumieni, to jak jabłko pod koniec sierpnia zażartował.
Wstyd mi było, ale nie mogłam się powstrzymać od śmiechu. Andrzej wyjął szarlotkę, którą upiekła mu mama na drogę częstował mnie kawałkiem podany serdecznie na chusteczce. Chwilę później do naszego przedziału wsiadła starsza pani, pani Weronika, z wnuczkiem Kubą, którego wiozła do córki na święta. Odkąd pracuję w Poznaniu, rzadko go widuję, więc choć na Nowy Rok podaruję sobie ten czas zwierzyła się. Pani Weronika wyciągnęła domowe pierniczki, piliśmy razem herbatę, rozmawialiśmy o tradycjach i życiu.
Z Andrzejem wyszliśmy potem do korytarza. Pociąg przejeżdżał przez iluminowany Bydgoszcz z okien widzieliśmy migocące światła i świąteczne ozdoby. Andrzej zapytał nieśmiało, czy moglibyśmy wymienić się numerami. Jeśli nie masz nic przeciwko… Ja? Oczywiście, czemu nie…
A kiedy wracasz do stolicy? spytał.
10 stycznia.
To długo będziesz z rodziną… Są takie znajomości, przypadkowe jak podróż pociągiem. Miło się rozmawia, jakby znało się kogoś od lat rozmyślał głośno. Też tak sądzę przyznałam. A potem położyliśmy się spać.
***
Do Torunia dojechałam o dziesiątej rano. Celowo nie mówiłam rodzinie, że przyjeżdżam chciałam sprawić im niespodziankę. Wiedziałam, gdzie mama trzyma zapasowe klucze w razie czego. Razem z Andrzejem stanęliśmy przed dworcem, pożegnaliśmy się serdecznie. Życzyliśmy sobie, żeby w ten sylwestrowy wieczór każde z nas spotkało kogoś, przy kim będzie chciało zostać na zawsze.
Chociaż Andrzej od razu wpadł mi w oko, nie miałam zwyczaju narzucać się komukolwiek. Ale coś w głębi duszy mówiło mi, że chciałabym powiedzieć: “Zostań, spędzimy Nowy Rok razem”, ale wolałam odgonić te myśli, zostawić wszystko przypadkowi i losowi…
***
Więc dziś wieczorem, już po całej podróży, kiedy mama przyjęła mnie ciepło, a Hania skakała wokół mnie jak mały szczeniaczek, poczułam pełnię szczęścia. Dzień zleciał na przygotowaniach, plotkach i śmiechu. Mama zapowiadała makowiec, a ja wyłożyłam upominki.
Przeczuwałam, że przyjedziesz mama śmiała się, opowiadając o wczorajszych zakupach nawet kupiłam dwie tacki jajek, “na wszelki wypadek”. Ale pomyślałam, że może nie będziesz sama. Z Igorem dalej się nie widujesz, prawda?
Mamusiu, daj już spokój… rzuciłam i wtedy… zadzwonił mój telefon.
To był Andrzej. Serca aż mi mocniej zabiło.
Cześć, dojechałeś już? zapytałam.
No… nie do końca. Ktoś tu w Toruniu musi uratować samotnego podróżnika, nie miałbym ochoty dołączyć do Was?” zaśmiał się.
Podniosłam wzrok na mamę. Mamo, nie masz nic przeciwko, jeśli Andrzej wpadnie do nas na święta? Przyjechał tu służbowo i nie zdążył już wrócić do siebie.
Oczywiście, że nie, niech wpadnie! Będzie wesoło! uśmiechnęła się mama.
Uśmiechnęłam się przez łzy. To była dobra decyzja. Tamta dziewczynka ze snu miała rację nie przegapiłam swojego przeznaczenia.



