Dziennik, 31 grudnia
Dziś poszedłem do mieszkania mojej przyjaciółki, Bożeny, żeby podlać kwiaty i nakarmić jej żółwia. Bożena wraz z mężem wyjechała na urlop w góry dokładnie mówiąc, w Beskidy. Klucz zostawiła mi kilka dni wcześniej, bo przecież mieszkamy w tym samym bloku, tylko w innych klatkach. Nie przypuszczałem, że zwykła przysługa przerodzi się w przygodę, a końcówka roku przyniesie mi takie zamieszanie.
W tym roku na Sylwestra zostałem sam. Miałem nadzieję, że uda mi się spędzić go z Julia, z którą byłem od dwóch lat. Myślałem, że jesteśmy sobie pisani ale kilka dni temu, przy kolacji, usłyszałem od niej coś, czego się nie spodziewałem. Julia, mając pełne usta pierogów z kapustą i grzybami, rzuciła mi nagle: Słuchaj, pokochałam kogoś innego. No i jestem już w ciąży, czwarty miesiąc. On to zaakceptował, jego rodzina nalega na ślub.
Oczywiście był to dla mnie cios. Zaskoczony spytałem tylko: A ja? Co ze mną?
Ty? Daj spokój, przecież nasze uczucie zgasło dawno temu. To w sumie ulga odpowiedziała spokojnie, jakby mówiła o pogodzie.
Po tych słowach zebrała swoje rzeczy i wyszła. Zostałem w pustym mieszkaniu, oplątany wspomnieniami i goryczą. Cztery dni przepłakałem, nie wychodząc z domu, pijąc tylko kawę i zupełnie tracąc poczucie czasu. W końcu przyszła do mnie moja znajoma Kinga. W czasie rozmowy uświadomiła mi, że muszę ruszyć dalej i trochę się ogarnąć, bo i tak mieliśmy razem spędzać tego sylwestra, razem z nową ekipą.
Równo 31 grudnia obudziłem się z poczuciem, że coś musi się wydarzyć. Zawsze powtarzałem sobie, że jak spędzę Sylwestra, taki będzie mój nowy rok a ja nie chciałem przesiedzieć tej nocy samotnie w domu, ani tym bardziej jechać do rodziców, którzy od razu zaczęliby mnie żałować. Mama nigdy nie przepadała za Julią…
Wieczorem ogarnąłem się na tyle, by wyjść najpierw krótki spacer po Poznaniu w deszczu, potem szybkie zakupy. Przypadkowo w kieszeni znalazłem listę, którą Bożena przygotowała przed wyjazdem. Drugim punktem zaraz po podlewaniu kwiatów było karmienie żółwia dwa razy w tygodniu! Z przerażeniem uświadomiłem sobie, że przez własne problemy całkiem o tym zapomniałem.
Bez wahania pobiegłem więc do mieszkania Bożeny, klucz pasował bez najmniejszego oporu. Wszedłem do przedpokoju i nagle zamarłem. W całym mieszkaniu paliło się światło, choinka migotała kolorowymi lampkami, a z telewizora głośno leciała jakaś piosenka. Z łazienki dochodziły dziwne dźwięki.
Otworzyłem drzwi do łazienki i zamarłem po raz drugi przede mną, całkiem obcy facet, golił się przed lustrem i podśpiewywał pod nosem.
Pierwsza myśl: włamywacz? Ale po co miałby się golić? Opanowałem się i zapytałem zdecydowanie: Kim pan jest?!
Nieznajomy szybko zmył pianę, uśmiechnął się i przedstawił: Spokojnie, nic się nie stało. Jestem Jan, kuzyn Bożeny. Pracuję na co dzień w Warszawie, a tu byłem służbowo. Bożena wie, że dziś wróciłem późno i pozwoliła mi się przespać. Wymieniliśmy się kontaktami.
Zapytałem jeszcze nerwowo: A widział pan żółwia?
Uśmiechnął się i wskazał na róg pokoju: Jasne, już go nawet nakarmiłem. Gdzieś sobie tam łazi.
Ubrał koszulę i zaproponował:
Skoro zaraz północ, co powiesz, żebyśmy Sylwestra spędzili razem? Przyniosłem szampana, a tu jeszcze dziesięć minut do Nowego Roku.
Przypomniałem sobie wtedy o prezencie, który leżał w moim mieszkaniu, przygotowany kiedyś dla Julii gruby, błękitny sweter z prawdziwej polskiej wełny. Nie zdążyłem jej go dać.
Bez słowa wybiegłem z mieszkania Bożeny, pobiegłem do siebie, złapałem pakunek i wróciłem z powrotem, zdyszany wpadłem do środka w samą porę zegar wybijał północ.
Jan podał mi kieliszek prosecco, a ja wręczyłem mu sweter.
Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku!
Jan odwinął papier, przyłożył sweter do siebie był idealny, także w ramionach! Zaśmiał się:
Takiego sylwestrowego prezentu to jeszcze nie miałem!
A ja pomyślałem: Mnie też los zaskoczył najpierw rozstanie, teraz nowa znajomość… Tego już jednak nie powiedziałem na głos tylko się uśmiechnąłem.
Rok później, Nowy Rok świętowaliśmy w trójkę ja, Jan i nasza mała córka już w naszym wspólnym domu.
Ten Sylwester nauczył mnie, że żadne zakończenie nie zamyka drogi przed czymś zupełnie nowym. Czasami trzeba się zgubić, by odnaleźć się na nowo.



