Wszystko, co się dzieje, jest na dobre
Grażyna Zielińska matka Joli od najmłodszych lat starała się wychować córkę na swoje podobieństwo. Jola właściwie zawsze była posłuszna. Matka uważała się za kobietę silną i wyjątkowo zaradną, więc niezmiennie żądała od córki, by postępowała dokładnie według jej wskazówek.
Jolu, żeby w życiu osiągnąć to samo, co ja, musisz iść ścieżką, którą ci wskazuję. Ani kroku w bok. Zrozumiałaś? Na całe życie zapamiętaj! powtarzała surowym tonem.
Tak, mamo przytakiwała Jola.
Jola kochała swoją mamę i zawsze starała się ją zadowolić. Nie chciała jej zawieść. Matka chciała widzieć w córce chodzącą perfekcję. Ale im starsza była Jola, tym trudniej jej to wychodziło.
Dziecko to dziecko Jola od zawsze coś pobrudziła, podrze, przewróci się czy stłucze szklankę. Ale w szkole uczyła się świetnie, bo wiedziała, że jeśli dostanie trójkę, dla matki stanie się to tragedią.
Jolu, wstyd i hańba! Jak mogłaś dostać tróję? Nie szanujesz nas z tatą? Popraw to natychmiast, nie rób nam wstydu!
Dobrze, mamo odpowiadała grzecznie Jola, czasem nieśmiało próbowała tłumaczyć: Mamusiu, to tylko jedna trójka, przez przypadek
Nieważne, córko Musisz być najlepsza i najmądrzejsza.
Jola to wszystko przeżywała, ale trójkę szybko poprawiała na piątkę albo szóstkę. Skończyła liceum ze złotym medalem inaczej być nie mogło. Grażyna była dumna, gdy córka bez problemu dostała się na Uniwersytet Warszawski.
Brawo, córko! po raz pierwszy pochwaliła matka. I tak masz dalej iść przez życie.
Grażyna prowadziła własną firmę budowlaną niecodzienny biznes jak na kobietę. Wszystko trzymała żelazną ręką, a niektórzy przedsiębiorcy się jej wręcz bali. Nie miała najmniejszych wątpliwości, że po studiach wciągnie córkę do pracy koło siebie.
Jola marzyła, żeby się wyrwać spod kontroli matki, odetchnąć pełną piersią, nawet chciała studiować w innym mieście, ale na próżno.
Córko, musisz być pod moim okiem, pod opieką. Jaki inny uniwersytet? Zostajesz w Warszawie, będziesz miała bliżej i bezpieczniej! ucięła temat matka.
Jola nie miała siły się sprzeciwiać. Na trzecim roku mocno się zakochała. Wcześniej bywała na randkach, czasem ukradkiem przed matką, ale nic poważnego z tego nie wynikało.
Paweł przystojny blondyn z niebieskimi oczami, z sąsiedniej grupy, zdobył jej serce. Joli nauka szła świetnie, a Pawłowi szła raczej kiepsko szczególnie nie znosił prac zaliczeniowych. Pewnego dnia zaczepił ją na uniwersyteckim korytarzu:
Jola, pomóż mi z tą zaliczeniówką, tonę
Dobrze, pomogę zgodziła się z przyjemnością, w końcu Paweł bardzo jej się podobał.
Od tamtej pory Jola pisała mu większość prac, a on odwdzięczał się czułością i pozwalał jej się kochać. Chodzili razem na spacery, do kina, do kawiarni.
Grażyna szybko coś wyczuła i spytała wprost:
Córko, zakochałaś się, prawda?
Skąd wiesz? zdziwiła się Jola.
Masz to wypisane na czole Przedstaw mi go, muszę wiedzieć, co to za jeden.
Jola zaprosiła Pawła do domu. Rodzice powitali go uprzejmie, nawet Grażyna nie miała się do czego doczepić. Gdy Paweł wyszedł, matka tylko powiedziała:
Jaka tam wielka miłość? Ten chłopak tylko cię wykorzystuje i tyle. Ani błyskotliwy, ani rozmowny, co ty w nim widzisz?
Nieprawda, mamo Jola pierwszy raz w życiu się postawiła. Paweł jest ambitny, lubi czytać, interesuje się historią. To ty go onieśmielasz swoim charakterem, każdy jest inny, a on po prostu młody.
Córko, on do ciebie nie pasuje starała się trzymać swoje.
Ale Jola postanowiła być uparta.
Przepraszam, mamo, ale choćbyś nie wiem co mówiła i tak będę z Pawłem i tak go kocham.
Grażyna spojrzała na córkę z niedowierzaniem i tylko machnęła ręką.
Kiedyś zrozumiesz, że Paweł to zwykły przeciętniak.
Jola jednak postawiła na swoim po studiach wyszła za Pawła za mąż. I bardzo się cieszyła, że matka co do niego się myliła.
Życie pokazało, że tzw. trójkowicze potrafią sobie świetnie radzić i szybciej się rozwijają od prymusów. Tak właśnie było z Pawłem. Po studiach bez problemu znalazł dobrą pracę, podczas gdy Jola pracowała pod skrzydłami matki.
Paweł miał swoje mieszkanie rodzice kupili mu jeszcze na studiach więc po ślubie Jola była szczęśliwa, że wreszcie uwolniła się spod nadzoru mamy. Ale za wcześnie się cieszyła matka wciągnęła ją do firmy.
Pewnego dnia Paweł wrócił z pracy z dobrą nowiną:
Jolunia, awansowałem, jestem teraz kierownikiem działu, wprawdzie na okres próbny, ale dam z siebie wszystko.
I rzeczywiście, po trzech miesiącach został na stałe. Pawłowi przeszkadzało tylko jedno że żona z najlepszym dyplomem wciąż pracuje pod okiem matki.
Jola, z mamą nigdy nie wyjdziesz na swoje. Musisz w końcu wyzwolić się spod jej wpływu narzekał. Chcesz być całe życie jej cieniem? Ona cię przytłacza, a ty tylko się podporządkowujesz.
Jola bolała się tych słów, ale wiedziała, że są prawdziwe. Z czasem Paweł przestał się już czepiać jej uległości, choć Joli nie stało się lżej Paweł stawał się coraz bardziej zamknięty, jakby obojętny. Joli to nawet na rękę ważne, że był, a nie komentował.
Minął rok, aż Paweł pewnego popołudnia wszedł do domu i powiedział cicho:
Poznałem inną kobietę Zakochałem się. Odchodzę. Ona jest prawdziwa
Po raz pierwszy w życiu Jola wpadła w furię krzyczała, płakała, rzucała talerzami, telefonem o ścianę, pogniotła kilka koszul Pawła. Potem się uspokoiła.
Paweł patrzył na to spokojnie, po czym powiedział:
Jednak masz w sobie temperament! Szkoda, że nie poznałem go wcześniej i po prostu wyszedł.
Nienawidzę cię! krzyknęła za nim. Zebrała rzeczy, wynajęła kawalerkę i odeszła.
Mamie nic nie mówiła. Wiedziała, jaką usłyszy reakcję. Przez miesiąc, a może i dłużej, udało jej się ukrywać swój stan, ale Grażyna natychmiast coś wyczuła.
Co się z tobą dzieje, Jola? Wzrok przygaszony, chodzisz jakbyś życie straciła masz kłopoty z mężem?
Skąd ci to przyszło do głowy? Nie mam problemu, bo nie mam męża.
Boże, wiedziałam! Zostawił cię. Kiedy to się stało?
W kwietniu.
I nic nie mówiłaś?
Jola westchnęła. Przerywać matce nie miała sensu cierpliwie słuchała potoku pretensji wobec Pawła i jej samej.
Ostrzegałam cię. Przynajmniej już nie będziesz mu służyć. Dobrze, że nie ma dziecka. Od teraz rób tak, jak ci mówię. Jasne?
Mamo, wszystko, co się dzieje, jest na dobre odpowiedziała niespodziewanie Jola, po czym dodała: Od dziś już u ciebie nie pracuję. Mam dość wyszła z gabinetu, zostawiając mamę w osłupieniu.
Jola postanowiła wyjechać, byle jak najdalej. Wiedziała, że matka nie da jej chwili wytchnienia codzienne kazania, kontrolowanie miała tego dość.
Szła ulicą bez celu, aż wsiadła do tramwaju. Na swojej stacji wysiadła i od razu skręciła nogę w jakiejś dziurze. Syknęła z bólu, usiadła.
Tego mi jeszcze brakowało pomyślała z trudem.
Wszystko w porządku? zapytał młody mężczyzna, który przechodził obok. Pomógł jej wstać. Zrobiła krok, noga bolała.
Boli? dopytał współczująco.
Bardzo przyznała przez zęby.
No to koniec żartów, złap mnie za szyję. Nim zdążyła zaprotestować, podniósł ją lekko i zaniósł do swojego samochodu. Jedziemy do szpitala, lepiej to sprawdzić.
Jestem Przemek. A ty jak masz na imię?
Jola.
W szpitalu okazało się, że nie ma złamania, tylko stłuczenie. Zapakowali jej mocny opatrunek, powiedzieli jak zadbać o nogę i wypuścili do domu. Przemek czekał na nią i odwiózł pod drzwi.
Daj mi swój numer, może będziesz potrzebować pomocy poprosił uprzejmie.
Jola podała mu numer bez wahania. Na drugi dzień zadzwonił.
Powiedz, co ci przywieźć? Pewnie ci ciężko z tą nogą?
Sok, owoce, może chleb powiedziała.
Po chwili dzwonek Przemek wszedł z dwoma siatkami zakupów.
Jezus Maria, po co tyle tego?
A będziemy świętować nasze poznanie! Jeśli pozwolisz, wszystko przygotuję. A może od razu będziemy mówić sobie ty?
Jola roześmiała się po raz pierwszy od dawna. Przemek szybko przygotował posiłek, rozgrzał szaszłyk w mikrofalówce, nalał soku do kieliszków. Uprzedził od razu, że alkoholu nie pije. Wieczór minął cudownie.
Po czterech miesiącach Jola i Przemek się pobrali, a po roku urodziła się mała Hania. Gdy ktoś pytał, gdzie poznała takiego super męża, śmiała się:
Poznał mnie na ulicy Nie wierzycie? To zapytajcie jego!
Dziękuję za przeczytanie, wsparcie i życzę powodzenia.



