Żadnej magii
Nowy Rok zbliżał się z prędkością ekspresu z Warszawy do Gdańska nie do zatrzymania.
Ala aż łapała oddech od tego tempa. Czuła się jakby stała na peronie Dworzec Centralny bez biletu, z przekonaniem, że szczęścia nie będzie, humor świąteczny nie nadejdzie, a już na pewno wszystko wyjdzie do bani.
I na co jej było to całe zapraszanie gości? Kto chciałby spędzać Sylwestra z życiową przegrywką?
***
31 grudnia rozpoczął się od lokalnej katastrofy: pralko-suszarka, która od dekady była jej chlubą, wyzionęła ducha spektakularnie robiąc w łazience jezioro niczym na Mazurach.
Znalezienie hydraulika w Sylwestra to już wyższa szkoła jazdy! Po godzinach nerwówki Ala zdołała kogoś dorwać i odetchnęła z ulgą, łudząc się, że może lista pechów na dziś się wyczerpała.
Ale gdzie tam
W południe jej rudy kot Stefan, samozwańczy kulinarny ekspert, zeżarł całą kiełbasę przygotowaną do sałatki jarzynowej. Zostawił jej tylko smętny groszek i kiszone ogórki.
Mistrz tupetu nie poprzestał na tym, bo zapragnął zapolować na sikorkę, która naiwnie wpadła na parapet przez uchylone okno
W wyniku tego polowania ogromny fikus runął z parapetu, pociągnął za sobą sosnową choinkę, a ta pogrzebała starą lampki choinkowe, które Ala kochała od lat.
Odłamki doniczki i bombek, przechowywanych wiernie od dzieciństwa, wymieszały się z ziemią
Z ledwością powstrzymała łzy, sprzątając ten galimatias.
Potem rozbiła się karafka, przypiekł się kurczak, a zwieńczeniem męczarni była panika na końcu: bo już mieli przyjść goście, a Ala odkryła, że nie kupiła tortu. Przerażona zadzwoniła do siostry.
Zoska, dramat! Nie ma tortu!
Wyluzuj! zabrzmiał po drugiej stronie pogodny głos już podjechałam. Zejdź na dół. Zaraz ogarniemy.
Ale gdzie jesteś?
Przecież mówię: pod blokiem!
Zeszła na dół i zobaczyła klasyczny obrazek: przy aucie siostry stała ich najlepsza przyjaciółka Basia z ogromną torbą oraz ciocia Kryśka z miską galarety w rękach.
Po co ci tyle tej galarety? Cała miednica?! jęknęła Ala.
Na wszelki wypadek! odparła z namaszczeniem ciotka, która była wybitnie utalentowana w udzielaniu nieproszonych rad Wiem, jak wy gotujecie! Przed nami cała długa noc. Sałatka jarzynowa jest?
Ala tylko bezradnie wzruszyła ramionami
W trakcie gdy dziewczyny biegały po miasto za tortem, Basia zawieszała serpentyny, które wszędobylski Stefan wciągnął na siebie, aż wyglądał jak istota z innej planety.
Ratować kota zabrał się mąż Zoski Mirek. Właśnie wrócił z pracy i w idealnym momencie.
Stefan był spokojny tylko do momentu, aż zobaczył Alę. Gdy tylko ją dostrzegł, rzucił się jej na szyję, zostawiając Mirekowi pamiątkę w postaci czerwonej szramy na przedramieniu.
Potraktowali ranę, a sam Mirek uosobienie męskiej odwagi zgłosił się do pomocy kuchennej paniom.
Jego pomoc ograniczała się do głębokich rozważań o tym, że sałatka to stan ducha, nie tylko składniki, ale Ali i Zosce to w zupełności wystarczyło.
Ala, co to za pudełko? krzyknęła Basia z pokoju. Szczęśliwego Nowego Roku tu napisane, a z boku jakaś adnotacja! Otworzyć w nocy. Babcia Jadwiga.
Ala przybiegła natychmiast:
O matko, zupełnie zapomniałam! Zoska! To babcia zostawiła! Przed wyjazdem mówiła, żebyśmy otworzyły dopiero w Nowy Rok, koło drugiej w nocy. Obiecywała niespodziankę.
Ej, ciekawe co tam jest? Zoska z zaciekawieniem oglądała pudełko może sprawdzimy teraz?
Ala stanowczo pokręciła głową:
Żarty?! Zaraz to sprawdzi, zobaczysz. Pewnie założyła kłódkę z zagadką! Zróbmy, jak babcia przykazała. Wycierp się trochę!
Tajemnica podgrzała atmosferę. Nawet ciocia Kryśka podsunęła się bliżej, zerkając kątem oka na paczkę.
***
Potem już tylko tradycyjny przemówienie prezydenta, szampan za zdrowie!, niczego nieświadome podjadanie kociej sałatki, kupa śmiechu i gorące dyskusje i wreszcie:
Już druga? upewniła się Ala. A skoro tak, to pora na wielki moment! Niespodzianka od babci Jadzi!
Pudełko powierzono jedynemu przedstawicielowi męskiej części zgromadzenia.
Mirek coś tam podłubał i zdjął wieczko.
W środku, na warstwie waty, leżały nie banknoty, nie zdjęcia, lecz dziesiątki maleńkich, starannie zwiniętych w rulonik karteczek, przewiązanych kolorowymi wstążkami. Na każdej widniała imienna naklejka.
Co to w ogóle jest? Mirek nie mógł się nadziwić.
Ala otworzyła pierwszą z brzegu, z napisem Ala i przeczytała na głos:
Alusiu, moja złota wnuczka. Coś dziś poszło nie tak? Pralka się zepsuła? Kot zjadł sałatkę? Bez paniki! Każdy problem to okazja, by zamówić pizzę i włączyć ukochany serial. A tort kupi się i rano. Najważniejsze, by byli blisko ci, z którymi tę pizzę można zjeść. Kocham cię na całą Polskę i jeszcze dalej. Twoja babcia Jadzia.
Zapadła cisza, którą w sekundę rozerwał wybuch śmiechu.
Ala śmiała się, aż łzy popłynęły jej po policzkach.
Skąd ona skąd ona wiedziała?!
To magia szepnęła rozbawiona ciotka Kryśka.
Teraz ja, teraz moja! Zoska wyciągnęła rękę jak niecierpliwe dziecko.
Rozwinęła swoją karteczkę:
Zosieńko, kochana. Przestań się kłócić z Mirkiem o byle co. Przytul go czasem. Wiesz, że masz dobrego chłopa choć lubi filozofować. Gdy znowu zacznie, po prostu go pocałuj. To najlepszy sposób na męską logikę. Buziaki dla was.
Mirek zarumienił się po cebulę i pocałował żonę przy burzy oklasków.
Basia, czytając swoją, chichotała:
Basieńko, piękna dziewczyno. Szukaj miłości nie w barze, tylko w bibliotece albo w Biedronce pod domem. Tam są normalni ludzie, tacy jak ty, tylko nie noszą ultramodnych rurek. I przestań farbować włosy na fiolet. Twoje są lepsze!
Ja nie wierzę Skąd babcia wiedziała, że dopiero dwa dni temu zmieniłam kolor?!
W końcu przyszła pora na ciocię Kryśkę. Odwijała karteczkę z miną, jakby trafił jej się dokument księgowy tajny przez poufne.
Krysiu, moja droga. Wiem, że jesteś najmądrzejsza i wszystko wiesz najlepiej. Ale zdradzę ci pewien sekret: czasem lepiej nic nie mówić i po prostu zjeść kawałek tortu. Ściskam cię z całych sił.
Ciotka Kryśka poczerwieniała, burknęła coś pod nosem i zabrała się za milczenie nad własnym kawałkiem tortu. To był pierwszy wieczór od dekady, kiedy nie udzieliła nikomu żadnej rady.
Rozmowy i śmiechy trwały do świtu.
Dziewczyny zadzwoniły do babci Jadzi na Skypea. Babcia, siedząc w fotelu w Krakowie, uśmiechała się i mówiła: Moje kochane! Cieszę się, że niespodzianka się udała! Żadnej magii po prostu dobrze was znam! I bardzo, bardzo was kocham!
Rano, sprzątając pobojowisko po zabawie, Ala włożyła wszystkie karteczki do pięknego słoika i ustawiła go na honorowym miejscu. To nie były zwykłe życzenia. To był przepis na szczęście od babci: nie bój się chaosu, śmiej się z porażek, ciesz bliskością ludzi i jedz, na co masz ochotę (ale z umiarem!). I przede wszystkim pamiętaj, że najlepszy prezent to świadomość, że gdzieś jest ktoś, kto cię dobrze zna i kocha. Na zawsze.



