Zobaczyć na własne oczy Po tragicznej utracie męża i sześcioletniej córeczki w wypadku, Ksenia przez wiele miesięcy nie mogła dojść do siebie. Przez długi czas przebywała w klinice, a przy niej wytrwale czuwała mama. To właśnie ona pewnego dnia powiedziała: – Ksenia, firma po Denisie może zaraz upaść, Eryk ledwo sobie radzi. Dobrze, że Eryk to porządny człowiek… Ale sama rozumiesz. Słowa matki obudziły Ksenię z letargu. Kiedy wróciła do pracy, uratowała chybotliwy rodzinny biznes. Jednak w sercu wciąż bolała strata dziecka. – Córciu, powinnaś wziąć dziewczynkę z domu dziecka, taką która ma jeszcze gorzej niż ty – doradziła jej matka. – Dasz jej dom, a sama znajdziesz w tym ukojenie. Ksenia posłuchała mamy i odwiedziła dom dziecka. Tam poznała Arię – prawie niewidomą dziewczynkę, którą rodzice porzucili tuż po porodzie. Aria od zawsze widziała świat tylko jako cienie, ale nauczyła się czytać Braille’em i wierzyła, że kiedyś spotka swoją dobrą wróżkę. Gdy Aria miała prawie siedem lat, pojawiła się Ksenia – piękna, elegancka i głęboko nieszczęśliwa, lecz dobra. Kobiety od razu połączyła więź, a życie Kseni nabrało nowego sensu. Z czasem dowiedziała się, że jeśli Aria przejdzie operację, ma szansę odzyskać wzrok. Arię wychowywano z ogromną troską, a firma Kseni rozwijała się, choć ona sama nie myślała już o miłości. Aria wyrosła na prawdziwą piękność, skończyła studia i zaczęła pracować z matką. Ksenia była nieustępliwa wobec adoratorów córki, obawiała się, by ktoś nie wykorzystał jej niepełnosprawności dla pieniędzy. Aż w końcu pojawił się Antoni – troskliwy, wydawał się idealny. Poprosił Arię o rękę i ruszyły przygotowania do ślubu. Po operacji dziewczyna miała odzyskać wzrok. Jednak przypadkowo, podczas wizyty w restauracji, Aria słyszy, jak pani Irena – matka Antka – planuje jej śmierć, by syn zdobył majątek żony! Zszokowana Aria i Ksenia zrywały zaręczyny i grożą Antonowi policją. Matka z synem uciekają z miasta. Po czasie Aria przeszła udaną operację, a jej lekarz – doktor Dariusz – zakochuje się w niej z wzajemnością. Sukces, ślub i narodziny córeczki z szarymi oczami stają się dopełnieniem tej historii. Aria wreszcie sama mogła zobaczyć na własne oczy, jak piękne może być życie.

Zobaczyć na własne oczy

Po przerażającej tragedii, w której w wypadku straciła męża i sześcioletnią córeczkę, Kinga długo nie mogła dojść do siebie. Pół roku spędziła w klinice, nie chciała nikogo widzieć. Przy niej trwała jedynie jej mama, która cierpliwie do niej mówiła. Aż któregoś dnia powiedziała:

Kingusiu, firma twojego męża zaraz może się rozsypać. Ledwo się jeszcze trzyma, a Jurek już nie daje rady. Dzwonił do mnie, prosił, bym ci przekazała. Dobrze, że to porządny człowiek, ale

Te słowa jakby obudziły Kingę z letargu.

Tak, mamo, trzeba się czymś zająć. Mój Tomek ucieszyłby się, gdybym kontynuowała jego dzieło. Zresztą wprowadził mnie w szczegóły, chyba przeczuwał

Kinga wróciła do pracy i uratowała chwiejący się rodzinny biznes. Z firmą było już dobrze, ale Kinga bardzo tęskniła za zmarłą córeczką.

Córeczko, powiem ci coś z serca zwróciła się do niej mama Może spróbowałabyś przygarnąć dziewczynkę z domu dziecka? Taką, której jeszcze gorzej się powodzi. Ułatwisz jej życie, a i sobie pomożesz. Zobaczysz, to będzie twoje wybawienie.

Kinga długo rozważała słowa matki i doszła do wniosku, że miała rację. Wkrótce pojawiła się w domu dziecka choć wiedziała, że nikt nie zastąpi jej własnego dziecka, przynajmniej spróbuje.

Marysia od urodzenia była prawie całkiem niewidoma. Rodzice oboje z tytułami magistra i świetnych rodzin zupełnie się przerazili diagnozą i oddali ją do domu małego dziecka. Widać tchórzostwo lepiej wykształconych też nie omija.

Tak więc dziewczynka trafiła do placówki, gdzie nadano jej imię Maria. Rosła, nie widziała świata, rozpoznawała tylko cienie i kontury. Nauczyła się czytać Braillea, kochała bajki i miała wiarę, że gdyś pojawi się i dla niej dobra wróżka.

Kiedy Marysia miała prawie siedem lat, zjawiła się wróżka piękna, kolorowa, elegancka, a jednocześnie bardzo smutna. Dziewczynka nie była w stanie dojrzeć jej postaci, ale czuła, że to ktoś dobry. Gdy Kinga przekroczyła próg domu dziecka, dyrektorka aż się zdziwiła po co jej dziecko z niepełnosprawnością? Ale Kinga nie miała ochoty tłumaczyć, tylko rzuciła standardowy tekst, że ma środki i chęć, by komuś pomóc.

Wychowawczyni przyprowadziła Marysię za rękę. Kinga tylko ją zobaczyła i od razu wiedziała to jest to dziecko. Mały anioł, złote loczki i ogromne niebieskie oczy zupełnie ślepe, ale czyste i spokojne.

Kto to? nie mogła oderwać wzroku Kinga.

Marysia. Najdelikatniejsza i najcieplejsza z naszych dzieci powiedziała wychowawczyni.

Ona jest moja zdecydowała od razu Kinga.

Kinga i Marysia nie mogły bez siebie żyć. Kiedy Marysia zagościła w domu Kingi, życie kobiety nabrało sensu. Kinga zaczęła jeździć z nią do lekarzy. Lekarze trochę ją uspokoili jeśli przeprowadzi się operację, być może dziewczynka odzyska wzrok, choć będzie musiała nosić okulary.

Kinga natychmiast to podchwyciła. Tuż przed szkołą Marysia przeszła zabieg. Niestety, widziała nadal bardzo słabo. Była jeszcze iskierka nadziei, ale trzeba było poczekać, aż dorośnie. Czas płynął. Kinga kochała Marysię bezgranicznie, a biznes rozkwitał. Panowie jej nie interesowali całą uwagę poświęcała córce.

Marysia wyrosła na nieziemsko piękną dziewczynę, skończyła studia, nie była rozpuszczona i potrafiła docenić dobro. Pracowała w firmie matki. Kinga zazdrośnie strzegła jej otoczenia, nie dając żadnemu łowcy posagu szansy. Majątek był spory, więc jeśli tylko coś wyczuła, od razu dawała do zrozumienia: tu się nie obłowisz.

No i przyszła miłość. Marysia zakochała się w Olku. Kinga poznała chłopaka, nie wzbudził jej podejrzeń i nie była przeciwna ich spotkaniom. Po pewnym czasie Olek oświadczył się dziewczynie. Trwały przygotowania do ślubu, a pół roku po nim miała odbyć się ostatnia operacja przywracająca Marysi wzrok.

Olek był miły, troskliwy, czuły choć czasem Kingę nawiedzała myśl, że coś w nim jest zbyt idealnego… Szybko te myśli odganiała. Młodzi pojechali razem do restauracji pod Warszawą, żeby zaplanować dekoracje sali na wesele. W południe lokal świecił pustkami.

Marysia i Olek rozsiadły się przy stoliku. On odłożył komórkę na blat, gdy wtem w aucie włączył się alarm. Wyszedł sprawdzić, a w tym czasie zadzwonił telefon Olka. Dzwonił uparcie, Marysia nie chciała odbierać, ale w końcu nie wytrzymała. Jeszcze nim cokolwiek powiedziała, usłyszała donośny głos jego matki, Teresy.

Synku, mam pomysł, jak szybko pozbyć się twojej ślepej Marysi! Znajoma w biurze turystycznym odłożyła dla was wycieczkę zaraz po ślubie pojedziecie w Tatry. Powiesz jej, że marzy ci się widok na szczyty. Pójdziesz z nią na szlak, postaraj się, by gdzieś przypadkiem się poślizgnęła. A potem odmeldowujesz się na policji, że żona zaginęła. Możesz opowiadać, że się pokłóciliście i wyszła sama. Dramat, łzy, żądania: szukajcie!. A jak ją znajdą? Powiedzą, że się przejechała. Kto tam w górach będzie się dochodził Wiem, że zagrasz wdowca jak nikt. I jej matka ci uwierzy. Bo jeśli zrobią operację i wróci jej wzrok, trudniej już będzie się jej pozbyć. Tyle kasy! Synku, zapamiętaj, nie zawal tego. Kończę.

Tereska się rozłączyła. Marysia odrzuciła telefon, jakby się poparzyła. Myśli huczały jej w głowie: Matka Olka chce mnie zabić. On pewnie też Jeszcze chwilę temu była szczęśliwą narzeczoną, a tu planują ją wykończyć! Po prostu dech jej zaparło.

Olek wrócił, beztrosko mówiąc:

Nie wiem czemu włączył się alarm. Może kot? Śladów brak w tej chwili ponownie zadzwonił telefon. Olek chwycił go i odebrał: Tak, pewnie, dobrze, Romku rozłączył się i dodał: Słuchaj, Roman mnie pilnie wzywa do biura.

Jedź powiedziała cicho Marysia, ja poczekam na mamę, pogadamy sobie o dekoracjach.

Okej, lecę rzucił jeszcze, po czym wybiegł.

Marysia została przy stoliku i rozpłakała się. Kiedy zobaczyła ją znajoma kelnerka, Basia, zapytała:

Marysiu, wszystko w porządku? Gdzie poleciał Olek, przecież mieliście

To nic Basiu, zaraz przyjedzie mama, czekam tylko na nią. Olka wezwali do pracy.

Zrobić ci herbatę? Chyba się rozklejasz? zaproponowała Basia. Marysia tylko skinęła głową.

Kinga wiedziała, że córka pojechała z Olkiem do restauracji, ale ten telefon ją zaniepokoił. Co się tam mogło wydarzyć? myślała, wsiadając do auta.

Dojechała po dwudziestu minutach, podeszła do córki.

Marysiu, cała się trzęsłam, jadąc tutaj.

Mamusiu, oni chcą mnie zabić! łkała Marysia.

Kto?

Olek i jego matka. Słyszałam, jak rozmawiali. On zostawił telefon, a ona myślała, że rozmawia z synem. Powiedziała wszystko do słuchawki! Namówiła go, żeby zabrał mnie w góry i zrzucił. I jeszcze jej się spieszy, żebyśmy nie zdążyły zrobić operacji!

Dziecko, czy ty jesteś pewna? Was coś nie przestraszyło?

Mamo, przysięgam, własne uszy to słyszały. Teresa nawet nie zorientowała się, że to nie Olek odbiera. Wyłączyłam się od razu.

Kinga była oszołomiona. Czyżby się aż tak pomyliły co do Olka? Co teraz? Ledwo to rozważały, gdy Marysi zadzwonił telefon Olek:

No i jak? Mama już przyjechała? Dogadałyście się w kwestii wystroju?

Kinga wzięła telefon.

Olek, cześć. Dobrze, że poznaliśmy wasze plany z mamusią. Teraz mnie słuchaj, bo nie mam zamiaru dłużej się bawić O planach i tych waszych wycieczkach

Jakich planach, wycieczkach? Olek brzmiał szczerze zaskoczony, ale grał dobrze.

O tych, gdzie Marysia miała przypadkiem zginąć w Tatrach.

Chyba załapał bo mama jeszcze zdążyła wysłać mu esemesa, by się nie ociągał.

Zginąć po co? Przecież nie mamy tam jechać Kinga słyszała po tonie, że chłopak jest wystraszony, ale jeszcze robi dobrą minę.

Po to, żebyś został bogatym wdowcem. Ale muszę cię rozczarować, nie tym razem. Jeśli twój telefon trafi na policję, będą mogli odzyskać nagranie rozmów, nawet te skasowane. Rozumiesz?

Olkowi zeszło, zanim odpowiedział:

Rozumiem, ale to nie ja To matka

Mało mnie to obchodzi. Prawdziwy z ciebie podlec, zwalasz winę na swoją matkę. Żegnaj, Olek.

Następnego dnia Olek ulotnił się z Warszawy. Winił matkę, że wszystko zawaliła, wyciągnął od niej kasę i zwiał. Bał się, że Kinga i Marysia pójdą na policję. Teresa popędziła do koleżanki do Gdańska.

Szok zobaczyć wszystko na własne oczy

W klinice okulistycznej Marysia przeszła operację. Kinga trwała przy niej, gdy Marysia jeszcze miała opatrunki. Chodziły na spacery do parku. Młody okulista, doktor Michał, był przy Marysi od początku. Operację przeprowadził doświadczony chirurg, ale to Michał opiekował się nią codziennie i niemal świecił oczami na jej widok.

Kinga patrzyła na niego podejrzliwie, ale był romantyczny, zakochany i nie wyglądał na oszusta. Kiedy zdjęto Marysi opatrunki, Michał wręczył jej wielki bukiet róż. Marysia doznała szoku po raz pierwszy w życiu mogła zobaczyć najpiękniejszy bukiet i przystojnego, wysokiego blondyna z szarymi oczami.

Boże, jak się cieszę, wszystko widzę! i rozpłakała się ze szczęścia, a Michał od razu zaczął ją pocieszać.

Od tej pory musiała zawsze nosić okulary, ale powiedziała, że woli patrzeć na świat nawet przez szkła niż nie widzieć go wcale!

Minęło trochę czasu, odbyło się cudne wesele Marysi i Michała. A po roku urodziła im się śliczna córka o szarych oczach po tacie. Marysia była szczęśliwa jak nigdy wcześniej miała kochającego, odpowiedzialnego męża, któremu w życiu nie przyszło by do głowy wyrządzić jej krzywdę.

Dziękuję za przeczytanie, subskrypcje i wsparcie. Oby Wam się w życiu dobrze układało!

Rate article
Fajna Tajna
Zobaczyć na własne oczy Po tragicznej utracie męża i sześcioletniej córeczki w wypadku, Ksenia przez wiele miesięcy nie mogła dojść do siebie. Przez długi czas przebywała w klinice, a przy niej wytrwale czuwała mama. To właśnie ona pewnego dnia powiedziała: – Ksenia, firma po Denisie może zaraz upaść, Eryk ledwo sobie radzi. Dobrze, że Eryk to porządny człowiek… Ale sama rozumiesz. Słowa matki obudziły Ksenię z letargu. Kiedy wróciła do pracy, uratowała chybotliwy rodzinny biznes. Jednak w sercu wciąż bolała strata dziecka. – Córciu, powinnaś wziąć dziewczynkę z domu dziecka, taką która ma jeszcze gorzej niż ty – doradziła jej matka. – Dasz jej dom, a sama znajdziesz w tym ukojenie. Ksenia posłuchała mamy i odwiedziła dom dziecka. Tam poznała Arię – prawie niewidomą dziewczynkę, którą rodzice porzucili tuż po porodzie. Aria od zawsze widziała świat tylko jako cienie, ale nauczyła się czytać Braille’em i wierzyła, że kiedyś spotka swoją dobrą wróżkę. Gdy Aria miała prawie siedem lat, pojawiła się Ksenia – piękna, elegancka i głęboko nieszczęśliwa, lecz dobra. Kobiety od razu połączyła więź, a życie Kseni nabrało nowego sensu. Z czasem dowiedziała się, że jeśli Aria przejdzie operację, ma szansę odzyskać wzrok. Arię wychowywano z ogromną troską, a firma Kseni rozwijała się, choć ona sama nie myślała już o miłości. Aria wyrosła na prawdziwą piękność, skończyła studia i zaczęła pracować z matką. Ksenia była nieustępliwa wobec adoratorów córki, obawiała się, by ktoś nie wykorzystał jej niepełnosprawności dla pieniędzy. Aż w końcu pojawił się Antoni – troskliwy, wydawał się idealny. Poprosił Arię o rękę i ruszyły przygotowania do ślubu. Po operacji dziewczyna miała odzyskać wzrok. Jednak przypadkowo, podczas wizyty w restauracji, Aria słyszy, jak pani Irena – matka Antka – planuje jej śmierć, by syn zdobył majątek żony! Zszokowana Aria i Ksenia zrywały zaręczyny i grożą Antonowi policją. Matka z synem uciekają z miasta. Po czasie Aria przeszła udaną operację, a jej lekarz – doktor Dariusz – zakochuje się w niej z wzajemnością. Sukces, ślub i narodziny córeczki z szarymi oczami stają się dopełnieniem tej historii. Aria wreszcie sama mogła zobaczyć na własne oczy, jak piękne może być życie.