CZY PAMIĘTAM? TEGO SIĘ NIE DA ZAPOMNIEĆ!
Paulino, mam pewną sprawę Wiesz, pamiętasz moją nieślubną córkę Joasię? mój mąż Andrzej znów zaczął mówić półsłówkami, co od razu mnie zaniepokoiło.
Czy pamiętam? Tego się nie da zapomnieć! Co się dzieje? opadłem ciężko na krzesło, oczekując czegoś nieprzyjemnego.
Sam nie wiem, jak ci to powiedzieć Joasia błaga, żeby wziąć jej córkę, czyli naszą wnuczkę Andrzej jąkał się i unikał mojego wzroku.
A z jakiej to paki, Andrzejku? A mąż Joasi? Zwariował?! zaczynało mnie to wszystko coraz bardziej intrygować.
Widzisz Joasi niedługo zostało życia. Męża żadnego nie miała. Jej matka od dawna mieszka z nowym mężem w Niemczech i nie utrzymują kontaktu. W rodzinie nikt więcej jej nie został. Dlatego prosi Andrzej był wyraźnie zakłopotany.
No i? Co postanowiłeś? Ja już wiedziałem, jak postąpię.
Właśnie z tobą chciałem się skonsultować, Paulino. Jak powiesz, tak będzie w końcu spojrzał mi głęboko w oczy.
Zgrabnie to rozegrałeś. Nagrzeszyłeś w młodości, a teraz chcesz, żeby to Paulina brała odpowiedzialność za cudze dziecko? aż krew mnie zalała z tej jego bezradności.
Paulina, przecież jesteśmy rodziną, powinniśmy zdecydować razem próbował się tłumaczyć Andrzej.
No proszę, rodzina mu się przypomniała! A kiedy skakałeś po kobietach, to ze mną rad nie zasięgałeś! A ja przecież jestem twoją żoną! łzy ścisnęły mi gardło i wybiegłem do drugiego pokoju.
…Jeszcze w liceum chodziłem z koleżanką Jolą. Ale kiedy do naszej klasy dołączył Andrzej, zapomniałam o wszystkich chłopakach. Po tygodniu już zostawiłam Jolę dla niego. Andrzej od razu zaczął mnie odprowadzać do domu, całował w policzek pod drzewem za szkołą, rwał mi kwiaty z miejskich rabatek. Po tygodniu wylądowaliśmy razem w łóżku. Nie protestowałam, byłam zakochana po uszy. Po maturze Andrzeja powołali do wojska, służył daleko, w Szczecinie.
Rok pisaliśmy do siebie listy. Potem Andrzej przyjechał na przepustkę. Nie wiedziałam, jak mu się przypodobać, chciałam, by był dumny ze swojej narzeczonej. Andrzej zawsze mówił czułe słowa:
Paulina, wrócę za rok, zrobimy wesele! I tak już uważam cię za żonę.
Po takich słowach miękły mi kolana, a głowa była pełna obietnic. Tak miało być już zawsze. Andrzej spojrzy na mnie tym swoim czułym wzrokiem, a ja topnieję jak lody w słońcu.
Andrzej wrócił do jednostki, a ja czekałam, licząc się za przyrzeczoną narzeczoną. Pół roku później dostałam od Andrzeja list: pisał, że musimy się rozstać, bo na terenie jednostki znalazł prawdziwą miłość i nie wróci do naszego miasta.
Zostałam sama z dzieckiem pod sercem. Ot, taka bajka bez szczęśliwego końca. Babcia zawsze mówiła:
Nie wierz polu obsianemu, tylko temu w spichlerzu.
…Kiedy przyszedł czas, urodziłam syna, Michała. Były chłopak, Tomek, zaoferował pomoc. Nie miałam wyjścia, przyjęłam ją. Z Tomkiem byłam wtedy blisko, nie wierzyłam już, że Andrzej wróci.
Nagle wrócił. Tomek otworzył mu drzwi. W progu stanął Andrzej.
Mogę wejść? Andrzej był wyraźnie zirytowany.
Skoro już tu jesteś, to wejdź odpowiedział Tomek, chłodno otwierając drzwi.
Mały Michał poczuł napiętą atmosferę i wtulił się w Tomka.
Tomek, idź na spacer z Michałem nie wiedziała, co począć.
Tomka z Michałem wyszli na zewnątrz.
To twój mąż? zapytał Andrzej z zazdrością.
A co ci do tego? Po co przyszedłeś? odpowiedziałam ze złością, totalnie nie spodziewając się jego wizyty.
Tęskniłem i przyszedłem. Widzę, że masz rodzinę, więc nawet nie czekałaś na mnie. No nic, idę. Przepraszam, że przeszkodziłem Andrzej kierował się do wyjścia.
Zaczekaj, Andrzej. Po co tu przyszedłeś? Na wspomnienia? Tomek mi pomaga, wychowuje twojego syna, jeśli nie zauważyłeś próbowałam go powstrzymać. Uczucia do Andrzeja jeszcze nie wygasły.
Wróciłem do ciebie, Paulino. Przyjmiesz mnie? spojrzał na mnie z nadzieją.
Serce mi zadrżało. Odpowiedziałam:
Wejdź, siadaj, zaraz będzie obiad.
Tomek miał pecha. Mimo wszystko wierzyłam, że Michałowi potrzebny jest prawdziwy ojciec, nie kolejny wujek. Tomek później ożenił się z kobietą, która już miała dzieci.
…Minęło kilka lat. Andrzej nigdy nie zaakceptował Michała, zawsze był do niego chłodny. Podejrzewał, że to syn Tomka. Andrzej był kochliwy, nieustannie wdawał się w romanse z koleżankami, znajomymi, a nawet znajomymi moich znajomych. Cierpiałam, płakałam, ale nie byłam w stanie odejść. Kochałam go, był moim słońcem. Czasem miałem ochotę rzucić wszystko i zniknąć, ale potem mówiłam sobie: Dokąd pójdę? Kogo znajdę takiego, jak on?. Wiedziałem, że Andrzej zginąłby beze mnie dla niego byłam i żoną, i matką, i powierniczką.
…Andrzej stracił matkę, gdy miał czternaście lat. Umarła nagle, we śnie. Myślę, że temu szukał przez życie czułości i zrozumienia w ramionach innych kobiet. Przebaczałam mu wszystko, tłumaczyłam się przed sobą. Pewnego razu, kiedy naprawdę porządnie się pokłóciliśmy o jego kolejne wyskoki, wyrzuciłam go z domu. Zamieszkał wtedy u ciotki. Minął miesiąc, a mnie już nawet nie pamiętała się przyczyna kłótni, ale Andrzej nie wracał. Poszedłem do jego ciotki. Otworzyła mi drzwi zdziwiona:
Paulina, po co ci Andrzej? Powiedział, że się rozwiedliście. Teraz ma nową dziewczynę.
Dzięki niej dowiedziałem się, gdzie mieszka ta kobieta. Pojechałam tam.
Dzień dobry! Andreja proszę zawołać! próbowałam być miła.
Dziewczyna uśmiechnęła się złośliwie i zatrzasnęła mi drzwi przed nosem. Odeszłam cicho.
…Andrzej wrócił po roku. U dziewczyny urodziła się wtedy córka, Joasia. Do dziś mam do siebie żal, że wtedy wyrzuciłam męża z domu. Może, gdybym nie była taka stanowcza, nigdy nie byłoby tej Joasi? Od tego czasu byłam dla Andrzeja jeszcze bardziej oddana, tęskniłam za każdym jego uśmiechem i starałam się być najlepszą żoną.
Tematu nieślubnej Joasi nigdy z Andrzejem nie poruszaliśmy. Bałem się, że jak tylko zacznę o niej mówić, rozpadnie nam się cała rodzina na kawałki jak domek z kart. Oboje milczeliśmy, nie chcąc rozgrzebywać przeszłości.
Cóż, dziewczyna, dziecko i tak się znalazło Zdarza się, każdemu się przytrafia. Byle tylko te kusicielki trzymały się z daleka od cudzych mężów.
Mijali lata. Andrzej był coraz bardziej stateczny. Minęły romanse, życie stało się spokojniejsze. Andrzej coraz więcej czasu spędzał w domu, przed telewizorem. Nasz Michał wcześnie się ożenił, dał nam trójkę wnuków. I właśnie wtedy
Nagle pojawia się nieślubna Joasia, po wielu latach. Prosi, żebyśmy przygarnęli jej córkę.
Zastanawiam się, jak tu Michałowi powiedzieć, skąd w domu pojawiła się obca dziewczynka? Przecież nie wie o dawnych grzeszkach swojego ojca.
…Bez wahania sporządziliśmy dokumenty o opiekę nad pięcioletnią Aliną. Joasia zmarła, jej krótka droga na tym świecie dobiegła końca, miała tylko trzydzieści lat. Grób porasta trawą, a życie idzie dalej.
Andrzej wziął na siebie rozmowę z Michałem. Syn wysłuchał wyjaśnień ojca i powiedział krótko:
Rodzice, co było, minęło, ja wam nie jestem sędzią. Dziewczynka to nasza krew, musimy ją przyjąć.
Odetchnięciem z ulgą przyjęliśmy te słowa. Mamy mądrego, wyrozumiałego syna.
…Dziś Alina ma już szesnaście lat. Uwielbia swojego dziadka Andrzeja, zwierza mu się, a mnie nazywa babcią i mówi, że to ja jestem do niej najbardziej podobna. Zgadzam się bez mrugnięcia okiem.
Patrząc z perspektywy lat, rozumiem, że każdy błąd i każdy trud pozwalają docenić to, co mamy. Rodzina z wszystkimi wadami i bliznami jest najważniejsza. Wybaczyć potrafi tylko ktoś naprawdę silny sercem. I tego chcę się trzymać dopóki starczy mi sił.



