MAŁŻEŃSTWO Z ROZSĄDKU
Panie Andrzeju, czy mogę z panem porozmawiać? w drzwiach gabinetu pojawiła się jasnowłosa głowa Oliwii. Zawsze kapryśna i za głośna dziewczyna była podejrzanie grzeczna i spokojna.
Czego chcesz? oderwałem wzrok od komputera i zmierzyłem pasierbicę spojrzeniem spod byka.
Mam do pana ogromną prośbę Oliwia nie czekała na zaproszenie do gabinetu. Bezczelnie przekroczyła próg, zamknęła za sobą drzwi i usiadła naprzeciwko mnie.
Nie zamierzam ci podnosić pensji! powiedziałem ostro, jakbym dokładnie wiedział, po co przyszła. Nawet nie proszę. Nie radzisz sobie z obowiązkami, zawsze się spóźniasz i nie dotrzymujesz terminów, przez ciebie inni mają kłopoty już nie raz rozmawiałem z Oliwią o jej braku odpowiedzialności. Denerwowało mnie, że prowokuje konflikty w pracy i knuje przeciwko współpracownikom, którym nie ufała.
Od miesięcy miałem już zamiar ją zwolnić, ale zabrakło mi odwagi. Oliwia była córką mojej żony, Iwony, którą poznałem piętnaście lat temu. Żyliśmy szczęśliwie do czasu, aż zachorowała na raka. Iwona zmarła dwa lata temu, a ja z litości nie potrafiłem skrzywdzić jej roztrzepanej córki, która tak bardzo przypominała mi moją żonę.
Z pensją już wszystko jasne fuknęła niezadowolona Oliwia. Chodzi o coś zupełnie innego.
A konkretnie? uniosłem brwi i pochyliłem się nieco.
Panie Andrzeju zaczęła nieśmiało wie pan, jak ciężko było mi się pozbierać po śmierci mamy? To była moja jedyna prawdziwa bliska osoba.
I dlatego wpędzałaś ją w nerwy? zmarszczyłem się. Wiedziałem, że Iwona kochała Oliwię, ale dziewczyna od zawsze była nieujarzmiona i matka przejmowała się nią nieustannie. Do czego zmierzasz? Przestań grać na litości, mów od razu. Mam dużo pracy.
Panie Andrzeju kręciła się na krześle, nie mogąc się odważyć na prośbę. Może mógłby mi pan pomóc finansowo? Chciałabym spróbować sił w biznesie, ale potrzebuję pieniędzy na kurs.
Nie przerwałem. Z twoim podejściem nie poradzisz sobie ani w nauce, ani w interesach. Ile razy ci mówiłem: Oliwia, czas dorosnąć! A ty wciąż jakbyś miała szesnaście lat.
Obiecuję, jak tylko pomoże mi pan ze startem, zmienię się. Mam już dość tej bylejakości. Chcę normalnie żyć, pracować, mieć karierę, założyć rodzinę, dzieci
Hm prychnąłem z niedowierzaniem. Jakoś dziwnie na nią spojrzałem. Masz kogoś? Jakiś chłopak się pojawił?
Nikogo nie mam machnęła ręką. Gdyby był, nie zasiedziałabym się tutaj. Z partnerem łatwiej się ustawić w życiu.
Masz rację… Tylko partner partnerowi nierówny postukałem palcami w blat. Coś chciałem jej powiedzieć, ale się wahałem. Wiesz co? Mam dla ciebie propozycję, dzięki której będziesz mogła naprawdę wygodnie żyć.
Propozycję? Oliwia była zdziwiona, nie wiedziała, do czego zmierzam.
Dam ci te pieniądze, pod jednym warunkiem uśmiechnąłem się tajemniczo, odchylając w fotelu.
Jakim warunkiem? dziewczyna się spinała. Nie miała pojęcia, czego się po mnie spodziewać.
Wyjdź za mnie za mąż, a dostaniesz wszystko, czego chcesz rzuciłem to jak biznesową ofertę, składając dłonie na biurku i wpatrując się w nią poważnie.
Za pana?! początkowo była w szoku, a potem uznała to za kiepski żart i roześmiała się głośno. Ale pan dowalił! Tak można żartować z własną pasierbicą?
Skąd pomysł, że żartuję? wcale mnie nie rozbawiła. Zobaczyła w moich oczach, że mówię serio. Choć dzieli nas wiele lat, jesteśmy dorosłymi ludźmi, możemy być szczęśliwi razem.
Szczęśliwi?! Jest pan dla mnie jak ojciec! Dlaczego ja? wybuchnęła. Miałem czterdzieści pięć lat, dbałem o siebie, ale dla niej pozostawałem zwykłym starym facetem. Nie rozumiała, po co mi taki układ, szczególnie że wokół mnie kręciło się wiele innych kobiet.
Wiesz chyba, że chcę rozwinąć firmę i podpisuję kontrakt z dużą spółką? odczytałem jej nieme pytanie i sam wyjaśniłem. W umowie jest warunek, że muszę być żonaty. Takie zasady przyszli kontrahenci uważają, że małżeństwo świadczy o stabilności i wzbudza zaufanie.
Ale co ja do tego mam? Nie może pan wziąć ślubu z kimś innym?
Po pierwsze, znamy się od lat, wiesz, że kochałem twoją mamę. Po drugie, nie rozpowiesz, że nasze małżeństwo to fikcja. Po trzecie, potrzebujesz pieniędzy. Jeśli zostaniesz moją żoną, oddam ci firmę rozmawiałem z nią zupełnie jak z partnerem biznesowym.
Mówi pan o fikcyjnym małżeństwie? Żadnych uczuć? złagodniała zupełnie.
Tylko fikcja. Więc co, zgadzasz się? spytałem twardo.
Muszę pomyśleć.
Zastanów się przytaknąłem i wskazałem jej drzwi.
Zamykając drzwi za Oliwią, przez chwilę żałowałem tego szalonego pomysłu. Znałem jej nieprzewidywalność. Mogła się zgodzić, a w ostatniej chwili uciec sprzed ołtarza. Ale było za późno na odwrót.
Nie postrzegała mnie nigdy jako mężczyzny, ale do ojca też mi daleko. Nigdy jej nie adoptowałem, zawsze trzymaliśmy się na dystans.
Coś się jednak zmieniło po tej rozmowie. Zaczęła patrzeć na mnie inaczej. Byłem przystojny, przedsiębiorczy. Jednak najważniejsze byłem bogaty.
Ostatecznie Oliwia postanowiła przyjąć moją propozycję. Dogadaliśmy się, że formalnie bierzemy ślub, ale każde żyje osobno.
Po ślubie natychmiast spełniłem obietnice. Dałem jej nowe mieszkanie w Warszawie, środki na działalność, opłaciłem studia i zapewniłem wszystko, czego potrzebowała.
Oliwia ze swej strony nie uchylała się od obowiązków. Towarzyszyła mi na spotkaniach biznesowych, udając szczęśliwą żonę.
Faktycznie, po ślubie porzuciła hulaszczy styl życia. Spoważniała i zaczęła mi się przyglądać z innej strony. Okazało się, że jestem mądry, troskliwy, szczodry. Z każdym wyjazdem coraz mniej miała ochoty się rozstawać. Pierwszy raz zrozumiała, za co jej matka kochała właśnie mnie.
Przez rok ani razu nie żałowała tej decyzji.
Po roku postanowiliśmy się rozwieść już nie mieszkaliśmy razem, kontrakt został podpisany, nie musiałem podtrzymywać pozoru udanego małżeństwa. Ale przez rok nasze relacje się zmieniły. Już nie widziałem w niej rozkapryszonej dziewczyny, a ona przywykła do mnie, choć kiedyś nie mogła mnie znieść.
Dzięki, teraz sobie poradzisz. Zgodnie z obietnicą daję ci wolność powiedziałem, wychodząc z nią z urzędu stanu cywilnego.
Naprawdę chcesz rozwodu? zapytała nagle Oliwia, stojąc przy drzwiach.
A ty nie? spojrzałem na nią i w jej oczach zobaczyłem szczere żal.
Nie chcę powiedziała szczerze Oliwia.
Ja też nie uśmiechnąłem się, przyciągnąłem ją do siebie i spojrzałem poważnie w oczy. Ale jeśli zostaniesz moją żoną, to już na zawsze.
Zgadzam się.
Do urzędu nie weszliśmy. Zmieniliśmy decyzję tuż przy drzwiach.



