– Oksano, jesteś zajęta? – zapytała mama, zaglądając do pokoju córki. – Daj mi minutkę, mamo. Wysyłam właśnie maila i już ci pomogę – odpowiedziała Oksana, nie odrywając wzroku od ekranu. – Na sałatkę brakuje mi majonezu. Źle policzyłam… I zapomniałam kupić koperku. Może pobiegniesz jeszcze do sklepu, póki otwarty? – Dobrze. – Wybacz, że cię męczę. Już fryzurę zrobiłaś… Ten Sylwester to prawdziwy zawrót głowy – westchnęła mama. – Już się zbieram. – Oksana zamknęła laptopa i obróciła się do mamy. – Co mówiłaś? Założyła kozaki i futerko, ale czapki nie wzięła, żeby nie zniszczyć fryzury. Sklep był tuż obok. Mróz lekki, śnieżek prószył – prawdziwa noworoczna atmosfera. W sklepie ludzi już mało. Zostali tylko ci, co w pośpiechu o czymś zapomnieli. Koperek ostał się tylko w wiązance z natką pietruszki i szczypiorkiem, trochę zwiędły. Oksana chciała zadzwonić do mamy, zapytać, czy taki może być, ale telefon zostawiła w domu. Chwilę pomyślała, w końcu wzięła zielony zestaw, znalazła też ostatnią paczkę majonezu, zapłaciła i wyszła ze sklepu. Nie zdążyła odejść daleko, gdy zza rogu wyjechał samochód i oślepił ją światłami. Oksana cofnęła się odruchowo na bok. Obcas kozaka wpadł w nierówność pod śniegiem, kostka się wykręciła, a Oksana upadła na chodnik. Torebka potoczyła się na bok. Próbowała wstać, ale ból w kostce był tak silny, że aż łzy stanęły jej w oczach. Wokół pusto, telefonu brak – co robić? Nie słyszała nawet, jak za nią cicho zamykały się drzwi auta. – Nie zrobiła pani sobie krzywdy? – Nachylił się nad nią młody mężczyzna. – Może pani wstać? Pomogę – wyciągnął rękę. – Chyba przez pana złamałam nogę. Jeździcie tu tymi samochodami jak po lodowisku – z łzami w głosie syknęła Oksana, ignorując jego pomoc. – Sama pani sobie winna. Po co w takich szpilkach na nocne spacery? – Idź pan do diabła – warknęła, pociągając nosem. – Zamierza pani tu przesiedzieć do rana? Dobra, nie jestem zabójcą ładnych dziewczyn. Gdzie pani mieszka? – Tam – Oksana wskazała na sąsiedni blok. Facet nagle zniknął. Po chwili jednak wrócił autem, cofnął i zatrzymał przy niej. – Podniosę panią, proszę nie stawać na tę nogę. Raz, dwa, trzy – i zanim zdążyła zaprotestować, już dźwignął ją z ziemi i postawił na jedną nogę. Drugą zgięła z bólu. – Daje pani radę? – zapytał, jedną ręką ją trzymając, drugą otworzył drzwi samochodu. – Torebka moja! – krzyknęła Oksana, lądując na siedzeniu. Mężczyzna spojrzał za siebie, podniósł jej torbę i wrzucił na tylne siedzenie. Pod klatką pomógł jej wysiąść, a potem wziął na ręce. Kopnięciem zamknął drzwi auta. Przed drzwiami stanął i zapytał: – Klucze w torebce? W domu ktoś jest? – Mama. – W takim razie wpisz kod i poproś, by otworzyła. Windy nie było, więc musiał zanieść Oksanę na trzecie piętro. Przytuliła się do jego szyi, słyszała, jak już ciężko dyszy. W słabym świetle klatki schodowej zobaczyła pot spływający mu po skroniach. „Dobrze mu tak, po co szaleje autem pod sklepem”, pomyślała z satysfakcją. – Proszę mnie postawić, dalej pójdę sama – poprosiła przed swoim mieszkaniem. Nie skomentował, tylko ciężko oddychał. Drzwi nagle się otworzyły – i w progu stanęła mama. – Oksana? Co się dzieje? Mężczyzna ruszył w jej stronę, mijając mamę, ostrożnie postawił Oksanę na podłodze i głęboko odetchnął. – Krzesło proszę – powiedział do przerażonej mamy. Mama przyniosła krzesło z kuchni, Oksana usiadła, wyciągając bolącą nogę. Mężczyzna ukląkł przed nią. – Co tu się dzieje? – spytała mama. On jej kompletnie nie słyszał. Przytrzymując stopę, gwałtownie rozpiął zamek od buta. Oksana krzyknęła z bólu. – Co pan robi? To boli! – wykrzyknęły jednocześnie z mamą, patrząc jak kostka szybko puchnie i nabiera bordowego koloru widocznego przez rajstopy. – Wezwę pogotowie – powiedziała mama. – To tylko zwichnięcie. Jestem lekarzem. Proszę natychmiast o lód – rzucił ostrym głosem. Mama pobiegła po mrożonego kurczaka z zamrażarki. – Proszę przyłożyć do kostki – rzekł, prostując się i chwytając za klamkę. – Pan wychodzi? – przestraszyła się Oksana. – Zejdę po elastyczny bandaż z samochodu. I przy okazji przyniosę pani torebkę. – Czy ty zostawiłaś torebkę u niego w aucie? Oksana, kto to jest? – Mama przyklękła przy córce, przykładając mrożonkę do jej stawu. Oksana syknęła z bólu. – Wyjechał z zakrętu, przewróciłam się i przyniósł mnie do domu. Serio, nic więcej nie wiem. – Może to złodziej? Zaraz ucieknie z twoją kasą, kluczami… Może zadzwonić po policję, zanim ucieknie? – szepnęła mama. – Mama, jaka policja? Gdyby chciał mnie okraść, to zostawiłby mnie tam na mrozie, a nie niósł tutaj. – Sama nie wiem… – zawahała się mama. Domofon zadzwonił. – To pewnie on. Otwórz proszę – powiedziała Oksana. Facet wszedł, rzucił jej torebkę na szafkę i powiedział: – Proszę sprawdzić, czy wszystko jest. – Zdjął kurtkę i ukląkł na niej przed Oksaną. – Teraz będzie bolało. Muszę nastawić kość. Proszę mocno złapać za oparcie. Jedną ręką chwycił jej stopę, drugą wygiął. Oksana zawyła, zagryzając wargę. – Coś się przypala! – rzucił w stronę mamy. Mama pobiegła do kuchni. W tym momencie kostka eksplodowała bólem, aż Oksanie pociemniało w oczach. Biczem przeszyło aż do samego karku. – Już dobrze, za chwilę ulży – powiedział cicho. Mama wróciła do przedpokoju. – Mięso nie… – zaczęła, ale przerwał jej: – Nastawiłem staw. Przez kilka dni będzie boleć, nie przeciążać. – Podniósł się, włożył kurtkę. – Dziękuję panu. Przepraszam, tyle złego o panu pomyślałam. Może zostanie pan, do północy zostało niewiele czasu, nie zdąży pan do siebie. Wszystko już gotowe – dodała szybko mama. Zamyślił się na moment. – Okej, jeśli nie będę przeszkadzał. – Ależ proszę, nie. Jeszcze szampana pan otworzy. – Mamo! – Oksana spojrzała na nią karcąco. – Co? Mięso zaraz wyciągnę z piekarnika, a pan zaprowadzi Oksanę do pokoju. Oparta na jego ramieniu, Oksana podskoczyła na jednej nodze do kanapy i usiadła, wyciągając nogę. Dotyk jego ręki na talii rozgrzewał ją przyjemnie. – Dziękuję – powiedziała z wdzięcznością. – Nie ma za co, to przez mnie się pani przewróciła – odparł. – Nie, to ja się przestraszyłam. Jak pan ma na imię? – Waldek. Przejdziemy na ty? – Jasne. Jesteś naprawdę lekarzem? – Chirurgiem. Wpadłem tu po zakupy… – usiadł obok. – Czeka żona, pewnie się zamartwia. – Odeszła pół roku temu. Miała dosyć, że ciągle mnie nie ma. Nawet święta i weekendy w pracy. Wzięła córkę i wróciła do matki. – Wyglądam okropnie, prawda? – Wcale nie. I tak we troje przywitali Nowy Rok. Jak Sylwestra spędzisz, tak cały rok przeżyjesz. Kiedy Waldek wyszedł, położyły się spać. Oksana długo nie mogła zasnąć, czując jeszcze jego rękę na swojej talii i rozmyślając o tych chwilach. Rano mogła już stanąć na nogę, choć staw był bardziej spuchnięty, bandaż uciskał. Dało się chodzić. Nie kryła radości, gdy Waldek znów do nich zajrzał. Zdjął bandaż, zbadał nogę, znów zabandażował. – Wszystko dobrze. Chodzisz, Oksano? – Przecież wczoraj umawialiśmy się na „ty”. Tak, mogę. – Herbaty? – spytała mama. – Innym razem, muszę do pracy. – Przyjedziesz jeszcze? – zapytała w pośpiechu Oksana. Uśmiechnął się. Po dwóch miesiącach Oksana przeprowadziła się do niego. – Nawet nie jest rozwiedziony. A jak żona wróci? – kręciła głową mama, gdy Oksana pakowała walizkę. – Nie wróci. Już ma kogoś innego. – No nie wiem… Wydaje mi się, że się spieszycie. To był dla niej szczęśliwy rok. Czuła czasem zazdrość, gdy Waldek jeździł do córki. Często musiał dyżurować. Nawet w święta i weekendy. A tam tyle młodych pielęgniarek… Ale gdy był obok, była szczęśliwa. Minął rok. Mimo wszystko był szczęśliwy. Waldek nadal nie rozwiódł się z żoną – to był jej jedyny żal. Mama ciągle radziła, by porozmawiała i podjęła decyzję. Oksana zwlekała. W Sylwestra krzątała się w kuchni. W pokoju migała światełkami choinka, w sypialni na łóżku leżała nowa sukienka. Oksana sprawdzała mięso w piekarniku, kiedy zadzwonił telefon. Zastała Waldka rozmawiającego przez telefon przy oknie. – Dobrze, zaraz przyjadę – odparł, odwracając się do niej. – Znów dyżur w szpitalu? – zapytała szeptem. – Nie, żona zadzwoniła, że córka płacze, nie chce iść spać bez taty. Szybko tam podjadę i wrócę, zdążę na północ, obiecuję. – Waldku, do Nowego Roku zostały trzy godziny… – głos jej drżał od łez. – Ułożę tylko córkę do snu, dam prezent i zaraz wracam. – Cmoknął ją w policzek i wyszedł. Oksana usiłowała się nie denerwować ani nie być zazdrosna, ale nie szło najlepiej. Wszystko już dopięła, ubrała sukienkę. Wskazówki zbliżały się do północy, a Waldka nie było. Nie dzwoniła – może prowadził. Napisała SMS, lecz nie odpisał. Zrezygnowana, zgasiła świece i spojrzała na pusty stół. Zrozumiała teraz byłą żonę Waldka. A jeśli ona wróci? Co wtedy? Przecież ona kocha Waldka… Czekać w samotności nie mogła. Przypomniała sobie o starszej sąsiadce z parteru – była zupełnie sama. Waldek wspominał, że nie miała rodziny ani dzieci. Oksana też była sama. Spotkać Sylwestra samotnie – to okropne uczucie. Wzięła dwa pojemniki, do jednego włożyła sałatkę, do drugiego kawałek ciasta i zeszła na parter. Sąsiadka długo nie otwierała. W końcu Oksana wyjaśniła nieco nerwowo, dlaczego przyszła. W końcu starsza pani otwarła drzwi. – Przyniosłam sałatkę i ciasto. Sama robiłam. Nie będzie pani miała mi za złe, że poczęstuję? – Wejdź – powiedziała staruszka. Była drobna i schorowana. Ale w mieszkaniu było przytulnie. Ani choinki, ani świątecznego stołu. Tylko cicho grał telewizor. – Dziękuję ci, usiądź. Ja zrobię herbatę – rzekła i poszła do kuchni. – Ty mieszkasz z Waldkiem? – zapytała przy herbacie. – Tak. Skinęła głową, jakby aprobowała. – Jego żona była bardzo zamknięta, nikogo nie zauważała. Ty jesteś inna. Znowu go do pracy wezwali? – Pojechał do córki. – Wróci, nie martw się. To dobry człowiek i mądry facet. – A pani jest sama? – Całe życie, choć mogłam mieć rodzinę… ale nie warto wspominać. Miłości mi nie brakowało, tylko przyjaciółka mi go odbiła… – Jak to? – Po szkole pojechałam do miasta na pielęgniarstwo. Mój Felek został w rodzinnych stronach. 31 grudnia pojechałam do niego. Chciałam spędzić z nim Sylwestra. Ale autobus się zepsuł, koło pękło. Ciemno było. Żadnych komórek. Kierowca poszedł po pomoc do wsi, a my zostaliśmy. Sylwester się zbliżał… Ruszyłam piechotą, chciałam szybciej dojść. Śnieg padał, potem wichura – prawdziwa śnieżna zamieć. Przeszłam kawał, powracać nie chciałam. Byłam młoda, zakochana. Myślałam, że autobus mnie dogoni. Sylwestra spędziłam na drodze. Gdy dotarłam, odmroziłam twarz i palce. Przez cztery dni leżałam nieprzytomna z gorączką. Gdy odzyskałam siły, przyjaciółka powiedziała, że Felek jest już z nią, że jest w ciąży z nim. On chciał rozmawiać, a ja odtrąciłam go, dumna byłam, młoda. Nigdy się już nie spotkaliśmy. Nie umiałam zapomnieć. Po latach dowiedziałam się, że przyjaciółka skłamała. Felek się załamał, popadł w alkoholizm, aż zamarzł gdzieś pod domem. Dobry człowiek był… – Staruszka przytarła oczy. – Tak już zostałam sama. A trzeba było pogadać, przebaczyć. Całe życie inne by było. – Widziałam was przez okno. Waldek przy tobie ma taki błysk w oku. Jeśli kochasz – wybacz mu i nie zazdrość. I wyjedźcie, bo jego żona wam nie da spokoju. Nie powtarzaj moich błędów. Oksana wróciła do mieszkania, wszystko schowała. Waldek wrócił dopiero rano. – Przepraszam. Sama nie wiem, co się stało. Chyba żona coś mi dolała do herbaty, bo dopiero teraz się obudziłem z potwornym bólem głowy. – Dlaczego się z nią nie rozwiedziesz? Nadal ją kochasz? – Nie, już nie. Gdybyś ją znała, nie pytałabyś. Kocham córkę. Oksano, wiem, że byłaś sama, na pewno sobie wszystko obmyśliłaś tej nocy. Ale między nami – serio, nic się nie wydarzyło, wierzysz mi? Oksana objęła go, spojrzała w oczy. – Wyjedźmy. Gdziekolwiek. Szpitali nie brakuje, a jesteś świetnym chirurgiem… – Teraz nie mam siły o tym rozmawiać. Głowa mi pęka. Potem, dobrze? Kocham cię. Usnął, a Oksana wtuliła się w niego, pamiętając słowa staruszki. «Córka jest malutka, dzieci szybko zapominają. Nie żyją razem pół roku. To wszystko knuje żona, może chce, żebym się poddała. Szkoda jej. Będę o niego walczyć. Gdy się obudzi – porozmawiamy…» Oksana zgasiła lampki na choince i położyła się obok Waldka, mocno do niego przytulając. „Kocham cię. To słowo nie oddaje wszystkiego. Kocham cię. Kocham Ciebie. Można różnie to powiedzieć. Ale kocham cię…” Annie Hall: „Gdy się kocha, można wybaczyć wszystko… Poza jednym – kiedy przestają cię kochać.”

Weronika, jesteś zajęta? zapytała mama, zaglądając do pokoju córki.

Chwilkę, mamo. Zaraz wyślę maila i pomogę Ci odpowiedziała Weronika, nie odrywając wzroku od ekranu.

Majonezu mi zabrakło do sałatki. Źle wyliczyłam. I koperku też nie kupiłam. Skoczysz do sklepu, póki jeszcze otwarty?

Dobrze.

Wybacz, że Cię proszę, już się uczesałaś. Ten świąteczny rozgardiasz zawraca mi głowę westchnęła mama.

Już, już Weronika zamknęła laptopa i spojrzała na matkę. Co potrzebujesz?

Założyła kozaki, płaszcz, ale czapki nie założyła, żeby nie zniszczyć fryzury. Sklep był zaraz za rogiem, nie zdąży zmarznąć. Na dworze lekki mróz, prószył drobny śnieg jak w bajce na Nowy Rok.

W sklepie było już niewiele osób tylko ci, którym czegoś nagle zabrakło. Koperek został tylko w wiązance razem z pietruszką i szczypiorkiem, wszystko trochę zwiędnięte. Weronika chciała zadzwonić do mamy i zapytać, czy kupować taki zestaw, czy obejść się bez, ale została bez telefonu. Zastanowiła się chwilę, wzięła zielone zioła, z półki z lekko przebranymi produktami wybrała paczkę majonezu, zapłaciła i wyszła.

Nie zdążyła się oddalić od sklepu, gdy zza zakrętu wyjechał samochód, oślepiając ją światłami. Weronika odskoczyła na bok. Obcas kozaka poślizgnął się na krzywym kawałku lodu ukrytym pod śniegiem. Skręciła nogę i upadła na chodnik. Torba odfrunęła na bok.

Próbowała wstać, ale kostka zapiekła takim bólem, że aż łzy napłynęły jej do oczu. Wokół pusto, telefonu nie ma. I co teraz? Nie zauważyła, kiedy za jej plecami zatrzasnęły się drzwi samochodu.

Nic poważnego się nie stało? Nad nią pochylił się młody mężczyzna. Możesz wstać? Pomogę Ci, jeśli chcesz zaproponował i wyciągnął dłoń.

Świetnie, nogę chyba przez pana złamałam. Jeżdżą tu państwo jak wariaci, lodowisko na drodze, a ja teraz cierpię syknęła przez łzy Weronika, ignorując pomocną dłoń.

Sama sobie winna, na obcasach po nocy chodzić mruknął mężczyzna.

Idź pan w diabły odburknęła Weronika, pociągając nosem.

Będziesz tu siedzieć do rana? Dobra, nie jestem mordercą pięknych kobiet. Gdzie mieszkasz?

Tam Weronika wskazała ręką na sąsiedni blok.

Mężczyzna odszedł, a po chwili usłyszała cofający samochód. Auto zatrzymało się tuż przy niej.

Podniosę Cię, ale nie stawiaj nogi na ziemi, dobrze? Raz, dwa, trzy i zanim zdążyła zaprotestować, chwycił ją i ostrożnie postawił na jednej nodze.

Dasz radę stać? zapytał, podtrzymując Weronikę i jednocześnie otwierając drzwi samochodu.

Torba! krzyknęła, wsiadając na miejsce pasażera.

Mężczyzna odwrócił się, podniósł torbę i wrzucił ją na tylne siedzenie.

Pod blokiem pomógł jej wysiąść i od razu podniósł Weronikę na ręce. Nogą zatrzasnął drzwi.

Przed wejściem do klatki zatrzymał się.

Klucze masz w torbie? Ktoś jest w domu?

Mama.

To wpisz kod i zawołaj mamę, żeby otworzyła.

Nie było windy, więc musiał wnosić ją po schodach na trzecie piętro. Weronika objęła go za szyję, wyczuwała, jak ciężko oddycha. W słabym świetle na klatce widziała strużki potu na jego skroni. “Dobrze Ci tak, nie szalej samochodem pod sklepem”, pomyślała z satysfakcją.

Postaw mnie, dalej już sama poprosiła przy drzwiach swojej kawalerki.

Mężczyzna nic nie odpowiedział, oddychał tylko głęboko. Drzwi nagle się otworzyły, a w progu stanęła mama.

Weronika? Co tu się dzieje?!

Mężczyzna wszedł z impetem. Mamie nie zostało nic innego, tylko odsunąć się na bok. Ostrożnie postawił Weronikę na podłodze i głęboko odetchnął.

Proszę przynieść krzesło powiedział do zdezorientowanej mamy.

Mama przyniosła krzesło z kuchni. Weronika usiadła z ulgą, wyciągając chorą nogę przed siebie. Mężczyzna klęknął przy niej.

Co się dzieje? oburzyła się mama.

On, jakby jej nie słyszał, jedną ręką przytrzymał nogę córki, drugą rozpiął zamek kozaka. Weronika syknęła z bólu.

Co pan wyprawia?! Boli ją! wykrzyknęła prawie równocześnie mama.

To tylko zwichnięcie, zaraz przyniosę lód spokojnie powiedział.

Mama, posłusznie, wróciła z kuchni z mrożonym kurczakiem.

Proszę przyłożyć do kostki oznajmił i ruszył do drzwi.

Pan wychodzi? wystraszyła się Weronika.

Zaraz wrócę, w samochodzie mam bandaż elastyczny, a przy okazji przyniosę torbę odpowiedział i zniknął.

Ty zostawiłaś torbę w jego aucie? Weronika, kto to jest? szepnęła mama, przykładając kurczaka do nogi córki.

Weronika zacisnęła zęby z bólu.

Samochód niespodziewanie wyjechał, skręciłam nogę i upadłam, on mnie tu przyniósł. Reszty nie wiem.

Może to oszust? Może warto zadzwonić na policję? szeptała mama.

Jaka policja, mamo? Gdyby chciał mnie okraść, zostawiłby pod sklepem. A przyniósł mnie tu.

Sama nie wiem powątpiewała mama.

W tym momencie zadzwonił domofon.

To on. Otwórz, proszę poprosiła Weronika.

Mężczyzna wszedł, spojrzał uważnie na Weronikę i jej mamę, położył torbę na szafce.

Proszę sprawdzić, czy wszystko jest powiedział, zdjął kurtkę i uklęknął.

Teraz będzie bolało, muszę nastawić kostkę. Trzymaj się poręczy krzesła, tak łatwiej.

Chwycił jej stopę i delikatnie zgiął. Weronika niemal krzyknęła z bólu.

Coś się przypala zauważył, rzucając okiem na mamę.

Mama rzuciła się do kuchni.

Następne sekundy to eksplozja bólu w kostce aż pociemniało w oczach Weroniki.

Już. Zaraz poczujesz ulgę szepnął mężczyzna.

Mama wybiegła z kuchni i zatrzymała się, widząc zapłakaną córkę.

Nic się nie przypaliło zaczęła, ale mężczyzna przerwał jej:

Już po wszystkim. Parę dni będzie bolało, niech pani nie nadwyręża nogi powiedział, poprawiając bandaż i zakładając kurtkę.

Dziękuję panu. Przepraszam, źle o panu pomyślałam Może zostanie pan do północy? Mało czasu do Nowego Roku, a wszystko już gotowe zaproponowała mama.

Mężczyzna zamyślił się.

Zostanę, jeśli nie będę przeszkadzał.

Skądże! Pomógłby pan z szampanem uśmiechnęła się mama.

Majka! Weronika spojrzała z naganą na matkę.

No i co? Wyjmę mięso z piekarnika, a pan niech odprowadzi Weronikę do pokoju rozkazała mama.

Opierając się na jego ramieniu, Weronika podskoczyła do kanapy. Próbowała delikatnie stanąć na palcach bolało, ale do zniesienia. Choć bolało, przyjemnie było czuć jego bliskość.

Dziękuję powiedziała, wyciągając nogę.

Nie ma za co. Przecież to trochę moja wina odpowiedział mężczyzna.

Żadna twoja wina. Sama się wystraszyłam i odskoczyłam. Jak masz na imię?

Robert. Możemy mówić sobie po imieniu?

Pewnie! Jesteś naprawdę lekarzem?

Chirurgiem. Chciałem tylko podskoczyć do sklepu po parę rzeczy usiadł obok.

Ma pan żonę? Czeka na pana z kolacją?

Odeszła pół roku temu. Miała dość, że nigdy mnie nie ma w domu. Nawet w weekendy i święta wzywali mnie do szpitala. Zabrała córkę i wróciła do mamy.

Pewnie okropnie wyglądam zawstydziła się Weronika.

Przeciwnie uśmiechnął się.

Tak wspólnie powitali Nowy Rok: ona, mama i Robert. Jak zaczniesz rok, tak go spędzisz.

Gdy Robert wrócił do domu, Weronika długo nie mogła zasnąć, pamiętając ciepło jego rąk i tamtą bliskość. Czy takie chwile da się zapomnieć?

Rano mogła już stanąć na nogę. Kostka spuchła mocniej, bandaż uciskał, ale dało się chodzić.

Weronika nie ukrywała radości, gdy Robert znów ją odwiedził. Zdjął bandaż, zbadał nogę i nałożył nowy.

Wszystko w porządku. Możesz normalnie stawać?

Przecież jesteśmy już na “ty”! Tak, mogę odpowiedziała Weronika.

Herbaty? zaproponowała mama.

Innym razem, muszę jechać na dyżur.

Odwiedzisz jeszcze? dopytała się Weronika.

Uśmiechnął się tylko.

Po dwóch miesiącach Weronika spakowała walizkę i przeprowadziła się do Roberta.

Przecież jeszcze nie ma rozwodu! A jak wróci żona? martwiła się mama.

Nie wróci. Robert mówił, że ona kogoś ma.

Nie wiem, czy się nie spieszysz…

To był szczęśliwy rok. Weronika czasem była zazdrosna Robert odwiedzał córkę, widywał żonę. Weronika poznała ją na zdjęciu była ładna.

Z czasem coraz lepiej rozumiała, dlaczego żona Roberta nie wytrzymała przy jego trybie pracy: wieczne dyżury, weekendy, a przecież w szpitalu młode pielęgniarki Robert miał magnetyzm, którego nie sposób nie zauważyć. Ale kiedy był w domu, Weronika czuła się najszczęśliwsza na świecie.

Minął rok. To był dobry czas, ale żona Roberta oficjalnie dalej była jego żoną i to coraz bardziej bolało Weronikę. Mama cały czas doradzała, by porozmawiała z Robertem i postawiła sprawę jasno. Ale Weronika zwlekała.

W sylwestra, przygotowując kolację, spoglądała na nową sukienkę ułożoną na łóżku. Mięso już się piekło, a Weronika usłyszała dźwięk telefonu. W pokoju dostrzegła Roberta przy oknie, z kimś rozmawiał.

Dobrze, zaraz będę powiedział i odłożył telefon.

Znowu wzywają Cię do szpitala? Weronika ledwo powstrzymała łzy.

Nie. To była żona. Córka nie chce iść spać bez taty. Pojadę na chwilę, ułożę ją i zaraz wrócę. Zawiozę też prezent. Zaraz wracam pocałował ją w policzek i wyszedł.

Weronika powtarzała sobie, by nie być zazdrosna, ale trudno było jej się nie martwić. Wszystko było gotowe, miała na sobie nową sukienkę. Wskazówki nieustępliwie zbliżały się do północy, a Roberta nie było. Bała się dzwonić może prowadzi. Wysłała wiadomość, ale nie odpowiedział.

Zrezygnowana, zgasiła świece. Teraz dobrze rozumiała żonę Roberta a co, jeśli jednak wróci? Co z nią będzie, skoro kocha Roberta?

Czekanie było nie do zniesienia. Weronika przypomniała sobie o starszej pani z parteru. Robert kiedyś wspominał, że całe życie była sama, nigdy nie wyszła za mąż. Teraz Weronika też była sama a Nowy Rok w samotności boli najbardziej. Zaniosła dwa pojemniki w jednym sałatka, w drugim kawałek ciasta i zeszła do sąsiadki.

Stara pani długo nie otwierała drzwi. Weronika szybko opowiedziała, po co przyszła. W końcu drzwi się otworzyły.

Przyniosłam Pani coś do jedzenia powiedziała nieśmiało. Upiekłam sama, mam nadzieję, że nie uraziłam.

Wchodź, córeczko odparła pani.

Była drobna, skromna, ale w mieszkaniu panowała ciepła atmosfera. Weronika nie widziała żadnej choinki ani wystawnej kolacji, tylko cicho grający telewizor.

Proszę, tu są pojemniki postawiła jedzenie na stole.

Dziękuję pięknie. Siądź, zrobię herbatę powiedziała staruszka.

Ty z Robertem Adamczykiem mieszkasz? zapytała przy herbacie.

Tak.

Staruszka kiwnęła głową, jakby była zadowolona z odpowiedzi.

Jego żona była inna. Nikogo nie zauważała, nie pracowała Ty jesteś inna. Znowu go wezwali do szpitala?

Pojechał do córki.

Staruszka znów kiwnęła głową.

Wróci. Nie bój się. To porządny człowiek.

A Pani jest sama?

Od zawsze. W młodości miałam ukochanego, ale przyjaciółka mi go zabrała. Poszłam do szkoły pielęgniarskiej w mieście, on został na wsi. W sylwestra chciałam wrócić do niego, ale autobus się zepsuł w szczerym polu, starych komórek nie było. W końcu poszłam na piechotę. Złapała mnie śnieżyca, mróz Gdy dotarłam do domu, przeziębiłam się poważnie. Leżałam cztery dni. A jak się ocknęłam, przyjaciółka mówiła, że jest w ciąży z moim Fiedziem. On próbował rozmawiać, ale byłam zbyt dumna i go odpychałam. Potem dowiedziałam się, że to było kłamstwo. Fiedia pił i w końcu zamarzł zimą pod domem. Był dobry. Pewnie życie wyglądałoby inaczej, gdybym wtedy z nim porozmawiała, spróbowała wybaczyć staruszka otarła oczy.

Widziałam was przez okno. Robert nigdy nie wyglądał przy tamtej kobiecie na szczęśliwego, tak jak przy tobie. Jak kochasz, to wybaczaj. Nie pozwól sobie na dumę. Najlepiej wyjedźcie razem, bo ona nie da wam żyć Nie rób moich błędów. Kieruj się sercem.

Weronika wróciła do mieszkania, schowała dania do lodówki. Robert wrócił dopiero rano.

Przepraszam Sam nie wiem, jak to się stało Może coś mi dolała do herbaty. Dopiero się obudziłem, ból głowy straszny.

Czemu się z nią nie rozwiedziesz? Kochasz ją jeszcze?

Nie. Gdybyś ją poznała, też byś nie zadawała takich pytań. Kocham córkę. Wiem, że czekałaś na mnie i pewnie sobie dużo wyobrażałaś. Między nami nic nie było. Wierzysz mi?

Weronika przytuliła się do niego i spojrzała mu w oczy.

Wyjedźmy gdziekolwiek. Wszędzie potrzebują chirurgów Jesteś dobrym człowiekiem.

Nie mam teraz siły o tym rozmawiać. Głowa boli niesamowicie. Potem, dobrze? Kocham Cię.

Zasnął, a Weronika przypomniała sobie słowa staruszki.

Córka jeszcze malutka, szybko zapomni. Oni nie mieszkają razem od pół roku, żona to aranżuje. Może tylko na to liczy, że się poddam. Ale ja nie odpuszczę. Kocham go. Gdy się obudzi, porozmawiamy

Weronika zgasiła choinkowe lampki i położyła się tuż obok Roberta.

“Kocham. To słowo to za mało ja kocham Ciebie. Można to powiedzieć na wiele sposobów, ale zawsze: kocham Cię.”

Z tej opowieści płynie jedna mądrość: w trudnych chwilach, nie rezygnuj z miłości i nie pozwól, by duma lub lęk przed ryzykiem odebrały ci szczęście. Trzeba wybaczać i walczyć o to, co ważne, bo na prawdziwe uczucie warto czekać i warto wierzyć, że zasługujemy na szczęście.

Rate article
Fajna Tajna
– Oksano, jesteś zajęta? – zapytała mama, zaglądając do pokoju córki. – Daj mi minutkę, mamo. Wysyłam właśnie maila i już ci pomogę – odpowiedziała Oksana, nie odrywając wzroku od ekranu. – Na sałatkę brakuje mi majonezu. Źle policzyłam… I zapomniałam kupić koperku. Może pobiegniesz jeszcze do sklepu, póki otwarty? – Dobrze. – Wybacz, że cię męczę. Już fryzurę zrobiłaś… Ten Sylwester to prawdziwy zawrót głowy – westchnęła mama. – Już się zbieram. – Oksana zamknęła laptopa i obróciła się do mamy. – Co mówiłaś? Założyła kozaki i futerko, ale czapki nie wzięła, żeby nie zniszczyć fryzury. Sklep był tuż obok. Mróz lekki, śnieżek prószył – prawdziwa noworoczna atmosfera. W sklepie ludzi już mało. Zostali tylko ci, co w pośpiechu o czymś zapomnieli. Koperek ostał się tylko w wiązance z natką pietruszki i szczypiorkiem, trochę zwiędły. Oksana chciała zadzwonić do mamy, zapytać, czy taki może być, ale telefon zostawiła w domu. Chwilę pomyślała, w końcu wzięła zielony zestaw, znalazła też ostatnią paczkę majonezu, zapłaciła i wyszła ze sklepu. Nie zdążyła odejść daleko, gdy zza rogu wyjechał samochód i oślepił ją światłami. Oksana cofnęła się odruchowo na bok. Obcas kozaka wpadł w nierówność pod śniegiem, kostka się wykręciła, a Oksana upadła na chodnik. Torebka potoczyła się na bok. Próbowała wstać, ale ból w kostce był tak silny, że aż łzy stanęły jej w oczach. Wokół pusto, telefonu brak – co robić? Nie słyszała nawet, jak za nią cicho zamykały się drzwi auta. – Nie zrobiła pani sobie krzywdy? – Nachylił się nad nią młody mężczyzna. – Może pani wstać? Pomogę – wyciągnął rękę. – Chyba przez pana złamałam nogę. Jeździcie tu tymi samochodami jak po lodowisku – z łzami w głosie syknęła Oksana, ignorując jego pomoc. – Sama pani sobie winna. Po co w takich szpilkach na nocne spacery? – Idź pan do diabła – warknęła, pociągając nosem. – Zamierza pani tu przesiedzieć do rana? Dobra, nie jestem zabójcą ładnych dziewczyn. Gdzie pani mieszka? – Tam – Oksana wskazała na sąsiedni blok. Facet nagle zniknął. Po chwili jednak wrócił autem, cofnął i zatrzymał przy niej. – Podniosę panią, proszę nie stawać na tę nogę. Raz, dwa, trzy – i zanim zdążyła zaprotestować, już dźwignął ją z ziemi i postawił na jedną nogę. Drugą zgięła z bólu. – Daje pani radę? – zapytał, jedną ręką ją trzymając, drugą otworzył drzwi samochodu. – Torebka moja! – krzyknęła Oksana, lądując na siedzeniu. Mężczyzna spojrzał za siebie, podniósł jej torbę i wrzucił na tylne siedzenie. Pod klatką pomógł jej wysiąść, a potem wziął na ręce. Kopnięciem zamknął drzwi auta. Przed drzwiami stanął i zapytał: – Klucze w torebce? W domu ktoś jest? – Mama. – W takim razie wpisz kod i poproś, by otworzyła. Windy nie było, więc musiał zanieść Oksanę na trzecie piętro. Przytuliła się do jego szyi, słyszała, jak już ciężko dyszy. W słabym świetle klatki schodowej zobaczyła pot spływający mu po skroniach. „Dobrze mu tak, po co szaleje autem pod sklepem”, pomyślała z satysfakcją. – Proszę mnie postawić, dalej pójdę sama – poprosiła przed swoim mieszkaniem. Nie skomentował, tylko ciężko oddychał. Drzwi nagle się otworzyły – i w progu stanęła mama. – Oksana? Co się dzieje? Mężczyzna ruszył w jej stronę, mijając mamę, ostrożnie postawił Oksanę na podłodze i głęboko odetchnął. – Krzesło proszę – powiedział do przerażonej mamy. Mama przyniosła krzesło z kuchni, Oksana usiadła, wyciągając bolącą nogę. Mężczyzna ukląkł przed nią. – Co tu się dzieje? – spytała mama. On jej kompletnie nie słyszał. Przytrzymując stopę, gwałtownie rozpiął zamek od buta. Oksana krzyknęła z bólu. – Co pan robi? To boli! – wykrzyknęły jednocześnie z mamą, patrząc jak kostka szybko puchnie i nabiera bordowego koloru widocznego przez rajstopy. – Wezwę pogotowie – powiedziała mama. – To tylko zwichnięcie. Jestem lekarzem. Proszę natychmiast o lód – rzucił ostrym głosem. Mama pobiegła po mrożonego kurczaka z zamrażarki. – Proszę przyłożyć do kostki – rzekł, prostując się i chwytając za klamkę. – Pan wychodzi? – przestraszyła się Oksana. – Zejdę po elastyczny bandaż z samochodu. I przy okazji przyniosę pani torebkę. – Czy ty zostawiłaś torebkę u niego w aucie? Oksana, kto to jest? – Mama przyklękła przy córce, przykładając mrożonkę do jej stawu. Oksana syknęła z bólu. – Wyjechał z zakrętu, przewróciłam się i przyniósł mnie do domu. Serio, nic więcej nie wiem. – Może to złodziej? Zaraz ucieknie z twoją kasą, kluczami… Może zadzwonić po policję, zanim ucieknie? – szepnęła mama. – Mama, jaka policja? Gdyby chciał mnie okraść, to zostawiłby mnie tam na mrozie, a nie niósł tutaj. – Sama nie wiem… – zawahała się mama. Domofon zadzwonił. – To pewnie on. Otwórz proszę – powiedziała Oksana. Facet wszedł, rzucił jej torebkę na szafkę i powiedział: – Proszę sprawdzić, czy wszystko jest. – Zdjął kurtkę i ukląkł na niej przed Oksaną. – Teraz będzie bolało. Muszę nastawić kość. Proszę mocno złapać za oparcie. Jedną ręką chwycił jej stopę, drugą wygiął. Oksana zawyła, zagryzając wargę. – Coś się przypala! – rzucił w stronę mamy. Mama pobiegła do kuchni. W tym momencie kostka eksplodowała bólem, aż Oksanie pociemniało w oczach. Biczem przeszyło aż do samego karku. – Już dobrze, za chwilę ulży – powiedział cicho. Mama wróciła do przedpokoju. – Mięso nie… – zaczęła, ale przerwał jej: – Nastawiłem staw. Przez kilka dni będzie boleć, nie przeciążać. – Podniósł się, włożył kurtkę. – Dziękuję panu. Przepraszam, tyle złego o panu pomyślałam. Może zostanie pan, do północy zostało niewiele czasu, nie zdąży pan do siebie. Wszystko już gotowe – dodała szybko mama. Zamyślił się na moment. – Okej, jeśli nie będę przeszkadzał. – Ależ proszę, nie. Jeszcze szampana pan otworzy. – Mamo! – Oksana spojrzała na nią karcąco. – Co? Mięso zaraz wyciągnę z piekarnika, a pan zaprowadzi Oksanę do pokoju. Oparta na jego ramieniu, Oksana podskoczyła na jednej nodze do kanapy i usiadła, wyciągając nogę. Dotyk jego ręki na talii rozgrzewał ją przyjemnie. – Dziękuję – powiedziała z wdzięcznością. – Nie ma za co, to przez mnie się pani przewróciła – odparł. – Nie, to ja się przestraszyłam. Jak pan ma na imię? – Waldek. Przejdziemy na ty? – Jasne. Jesteś naprawdę lekarzem? – Chirurgiem. Wpadłem tu po zakupy… – usiadł obok. – Czeka żona, pewnie się zamartwia. – Odeszła pół roku temu. Miała dosyć, że ciągle mnie nie ma. Nawet święta i weekendy w pracy. Wzięła córkę i wróciła do matki. – Wyglądam okropnie, prawda? – Wcale nie. I tak we troje przywitali Nowy Rok. Jak Sylwestra spędzisz, tak cały rok przeżyjesz. Kiedy Waldek wyszedł, położyły się spać. Oksana długo nie mogła zasnąć, czując jeszcze jego rękę na swojej talii i rozmyślając o tych chwilach. Rano mogła już stanąć na nogę, choć staw był bardziej spuchnięty, bandaż uciskał. Dało się chodzić. Nie kryła radości, gdy Waldek znów do nich zajrzał. Zdjął bandaż, zbadał nogę, znów zabandażował. – Wszystko dobrze. Chodzisz, Oksano? – Przecież wczoraj umawialiśmy się na „ty”. Tak, mogę. – Herbaty? – spytała mama. – Innym razem, muszę do pracy. – Przyjedziesz jeszcze? – zapytała w pośpiechu Oksana. Uśmiechnął się. Po dwóch miesiącach Oksana przeprowadziła się do niego. – Nawet nie jest rozwiedziony. A jak żona wróci? – kręciła głową mama, gdy Oksana pakowała walizkę. – Nie wróci. Już ma kogoś innego. – No nie wiem… Wydaje mi się, że się spieszycie. To był dla niej szczęśliwy rok. Czuła czasem zazdrość, gdy Waldek jeździł do córki. Często musiał dyżurować. Nawet w święta i weekendy. A tam tyle młodych pielęgniarek… Ale gdy był obok, była szczęśliwa. Minął rok. Mimo wszystko był szczęśliwy. Waldek nadal nie rozwiódł się z żoną – to był jej jedyny żal. Mama ciągle radziła, by porozmawiała i podjęła decyzję. Oksana zwlekała. W Sylwestra krzątała się w kuchni. W pokoju migała światełkami choinka, w sypialni na łóżku leżała nowa sukienka. Oksana sprawdzała mięso w piekarniku, kiedy zadzwonił telefon. Zastała Waldka rozmawiającego przez telefon przy oknie. – Dobrze, zaraz przyjadę – odparł, odwracając się do niej. – Znów dyżur w szpitalu? – zapytała szeptem. – Nie, żona zadzwoniła, że córka płacze, nie chce iść spać bez taty. Szybko tam podjadę i wrócę, zdążę na północ, obiecuję. – Waldku, do Nowego Roku zostały trzy godziny… – głos jej drżał od łez. – Ułożę tylko córkę do snu, dam prezent i zaraz wracam. – Cmoknął ją w policzek i wyszedł. Oksana usiłowała się nie denerwować ani nie być zazdrosna, ale nie szło najlepiej. Wszystko już dopięła, ubrała sukienkę. Wskazówki zbliżały się do północy, a Waldka nie było. Nie dzwoniła – może prowadził. Napisała SMS, lecz nie odpisał. Zrezygnowana, zgasiła świece i spojrzała na pusty stół. Zrozumiała teraz byłą żonę Waldka. A jeśli ona wróci? Co wtedy? Przecież ona kocha Waldka… Czekać w samotności nie mogła. Przypomniała sobie o starszej sąsiadce z parteru – była zupełnie sama. Waldek wspominał, że nie miała rodziny ani dzieci. Oksana też była sama. Spotkać Sylwestra samotnie – to okropne uczucie. Wzięła dwa pojemniki, do jednego włożyła sałatkę, do drugiego kawałek ciasta i zeszła na parter. Sąsiadka długo nie otwierała. W końcu Oksana wyjaśniła nieco nerwowo, dlaczego przyszła. W końcu starsza pani otwarła drzwi. – Przyniosłam sałatkę i ciasto. Sama robiłam. Nie będzie pani miała mi za złe, że poczęstuję? – Wejdź – powiedziała staruszka. Była drobna i schorowana. Ale w mieszkaniu było przytulnie. Ani choinki, ani świątecznego stołu. Tylko cicho grał telewizor. – Dziękuję ci, usiądź. Ja zrobię herbatę – rzekła i poszła do kuchni. – Ty mieszkasz z Waldkiem? – zapytała przy herbacie. – Tak. Skinęła głową, jakby aprobowała. – Jego żona była bardzo zamknięta, nikogo nie zauważała. Ty jesteś inna. Znowu go do pracy wezwali? – Pojechał do córki. – Wróci, nie martw się. To dobry człowiek i mądry facet. – A pani jest sama? – Całe życie, choć mogłam mieć rodzinę… ale nie warto wspominać. Miłości mi nie brakowało, tylko przyjaciółka mi go odbiła… – Jak to? – Po szkole pojechałam do miasta na pielęgniarstwo. Mój Felek został w rodzinnych stronach. 31 grudnia pojechałam do niego. Chciałam spędzić z nim Sylwestra. Ale autobus się zepsuł, koło pękło. Ciemno było. Żadnych komórek. Kierowca poszedł po pomoc do wsi, a my zostaliśmy. Sylwester się zbliżał… Ruszyłam piechotą, chciałam szybciej dojść. Śnieg padał, potem wichura – prawdziwa śnieżna zamieć. Przeszłam kawał, powracać nie chciałam. Byłam młoda, zakochana. Myślałam, że autobus mnie dogoni. Sylwestra spędziłam na drodze. Gdy dotarłam, odmroziłam twarz i palce. Przez cztery dni leżałam nieprzytomna z gorączką. Gdy odzyskałam siły, przyjaciółka powiedziała, że Felek jest już z nią, że jest w ciąży z nim. On chciał rozmawiać, a ja odtrąciłam go, dumna byłam, młoda. Nigdy się już nie spotkaliśmy. Nie umiałam zapomnieć. Po latach dowiedziałam się, że przyjaciółka skłamała. Felek się załamał, popadł w alkoholizm, aż zamarzł gdzieś pod domem. Dobry człowiek był… – Staruszka przytarła oczy. – Tak już zostałam sama. A trzeba było pogadać, przebaczyć. Całe życie inne by było. – Widziałam was przez okno. Waldek przy tobie ma taki błysk w oku. Jeśli kochasz – wybacz mu i nie zazdrość. I wyjedźcie, bo jego żona wam nie da spokoju. Nie powtarzaj moich błędów. Oksana wróciła do mieszkania, wszystko schowała. Waldek wrócił dopiero rano. – Przepraszam. Sama nie wiem, co się stało. Chyba żona coś mi dolała do herbaty, bo dopiero teraz się obudziłem z potwornym bólem głowy. – Dlaczego się z nią nie rozwiedziesz? Nadal ją kochasz? – Nie, już nie. Gdybyś ją znała, nie pytałabyś. Kocham córkę. Oksano, wiem, że byłaś sama, na pewno sobie wszystko obmyśliłaś tej nocy. Ale między nami – serio, nic się nie wydarzyło, wierzysz mi? Oksana objęła go, spojrzała w oczy. – Wyjedźmy. Gdziekolwiek. Szpitali nie brakuje, a jesteś świetnym chirurgiem… – Teraz nie mam siły o tym rozmawiać. Głowa mi pęka. Potem, dobrze? Kocham cię. Usnął, a Oksana wtuliła się w niego, pamiętając słowa staruszki. «Córka jest malutka, dzieci szybko zapominają. Nie żyją razem pół roku. To wszystko knuje żona, może chce, żebym się poddała. Szkoda jej. Będę o niego walczyć. Gdy się obudzi – porozmawiamy…» Oksana zgasiła lampki na choince i położyła się obok Waldka, mocno do niego przytulając. „Kocham cię. To słowo nie oddaje wszystkiego. Kocham cię. Kocham Ciebie. Można różnie to powiedzieć. Ale kocham cię…” Annie Hall: „Gdy się kocha, można wybaczyć wszystko… Poza jednym – kiedy przestają cię kochać.”