Głuptaska
Joasię wszyscy mieli za głuptaskę. Z mężem mieszkała już piętnaście lat. Mieli dwoje dzieci: córkę Kingę, która miała czternaście lat, i syna Jasia, lat siedem. Mąż, Mirek, zdradzał ją niemalże otwarcie. Pierwszy raz zrobił to już drugiego dnia po ślubie, z kelnerką w hotelu. Potem już trudno było zliczyć te jego romanse. Koleżanki próbowały Joasi uświadomić, ale ona tylko łagodnie się uśmiechała i milczała.
Joasia pracowała jako księgowa w fabryce zabawek dla dzieci. Z jej opowieści wynikało, że pensję miała bardzo skromną, a pracy tyle, że ledwie nadążała. Często musiała pracować nawet w niedziele. W okresie rozliczeń kwartalnych i rocznych praktycznie nie bywała w domu.
Mirek zarabiał bardzo dobrze. Jednak Joasia, mimo starań, nigdy nie była wzorem gospodyni. Ile by nie przyniósł pieniędzy, wciąż brakowało na jedzenie; lodówka świeciła pustkami, a z gotowania najlepiej wychodził jej barszcz z kotletami i makaronem. Tak sobie żyli. Wszyscy wokół dziwili się, gdy widzieli Mirka z nową kobietą. Często też do domu wracał, można śmiało powiedzieć, suchy jak pieprz przynajmniej jak na polskie zwyczaje.
Ech, głupia ta Joasia, czemu ona jeszcze znosi tego hulakę szeptano na ulicy.
Kiedy Jaś miał dziesiąte urodziny, Mirek wrócił do domu i oświadczył, że chce rozwodu. Twierdził, że się zakochał i rodzina przestała być dla niego ważna.
Asia, nie miej żalu. Składam papiery rozwodowe. Jesteś zimna jak ryba. Nawet dobrą gospodynią nie jesteś.
Rozumiem, zgadzam się na rozwód.
Mirek aż przysiadł z wrażenia. Spodziewał się awantury, płaczu, scen, ale nie takiego spokoju.
No to pakuj się, ja ci nie będę przeszkadzać. Jutro wrócę, zostaw klucz pod wycieraczką.
Joasia tylko zerknęła na niego z dziwnym uśmiechem. Coś tu nie gra przemknęło mu przez głowę, ale zaraz o tym zapomniał. Już wyobrażał sobie swoje nowe, szczęśliwe życie bez dzieci i znudzonej żony.
Następnego dnia zjawił się pod domem ze swoją nową wybranką. Zajrzał pod wycieraczkę, ale klucza nie znalazł. Zły, spróbował otworzyć drzwi, ale zamek nie puszczał. Zadzwonił więc dzwonkiem. Drzwi otworzył mu rosły, nieznany mężczyzna, w szlafroku i kapciach.
Czego pan tu chce?
To moja własność, moje mieszkanie! odpowiedział niepewnie Mirek.
To raczej do dyskusji. Ma pan dokumenty? Proszę okazać.
Oczywiście, Mirek nie miał przy sobie żadnych papierów, więc do mieszkania nie został wpuszczony. Po chwili przypomniał sobie, że przecież ma w paszporcie zameldowanie. Gorączkowo wyjął dokument i przewertował go. Mężczyzna zerknął na stronę, skrzywił się i oddał paszport właścicielowi.
Kiedy pan ostatnio zaglądał do tego paszportu?
Mirek zbladł i otworzył na stronie zameldowania były tam dwa stemple: jeden o meldunku, drugi o wymeldowaniu, sprzed dwóch lat.
Jak to się mogło stać? Nie chciał zaczynać kłótni z nieznajomym. Próbował zadzwonić do Joasi, ale jej telefon pozostawał poza zasięgiem.
Zdecydował się poczekać na nią przed bramą fabryki. Tam jednak spotkało go kolejne rozczarowanie od roku już nie pracowała. Córka wyjechała na studia za granicę, a Jaś? Może w szkole… Niestety, dowiedział się tylko, że chłopiec został przeniesiony do innej placówki już rok wcześniej nie mógł uzyskać adresu.
Zrezygnowany usiadł na ławce i złapał się za głowę. Jak to się stało? Jego dawniej cicha i uległa żona wywinęła mu taki numer? Jak mogła sprzedać mieszkanie? Ale trudno, wszystko wyjaśni się w sądzie rozwód już za tydzień.
Na sprawę rozwodową przyszedł pełen gniewu, gotowy zdemaskować oszustkę i odzyskać swoje. Ale w sądzie wszystko się wyjaśniło. Okazało się, że sam, dwa lata temu, podpisał generalne pełnomocnictwo, przekazując Joasi całą władzę nad majątkiem. Był wtedy oszołomiony urodą Elżbietki, z którą wtedy przeżywał fascynację. Żona prosiła o formalności i dokumenty dla córki, a on zapomniał o całym świecie i pochopnie dał pełnomocnictwo.
Tak sam, własnoręcznym podpisem, pozbawił się wszystkiego. Został bezdomny, a kiedy Elżbietka dowiedziała się, że nie ma mieszkania, natychmiast zniknęła z jego życia.
Założy alimenty myślał Mirek a ja jej pokażę figę z makiem! Przynajmniej tu się odegram.
Ale i tu spotkało go kolejne rozczarowanie. Zamiast pozwu o alimenty otrzymał zawiadomienie o podważenie ojcostwa. Okazało się bowiem, że oboje dzieci Joasi były z innym mężczyzną.
Pamiętał jeszcze tę noc, kiedy podczas wesela przyłapała go z kelnerką. Coś w niej wtedy pękło. Sama do końca nie wiedziała, co się z nią dzieje, ale postanowiła zemścić się po swojemu. Pierwsze, co wymyśliła, to zdrada za zdradę.
Potem zaczęła oszczędzać. Wszystkie pieniądze, które jej dawał na gospodarstwo, skrzętnie odkładała. W domu wciąż nic nie było, ale dzieci były ubrane, najedzone i zadbane, bo żywiła je u babci. Matka Joasi tylko kręciła głową i ostrzegała:
Zemsta cię zniszczy, Joasiu, a dzieciom zaszkodzisz!
Lecz Joasia była jak opętana, dążyła uparcie do celu. W końcu go osiągnęła. Nawet badania DNA potwierdziły, to, co sama dobrze wiedziała dzieci urodziła nie z Mirkiem.
To była cios prosto w serce. Utratę mieszkania Mirek zniósł lekko, przy tym, jak zabolała prawda o dzieciach.
Uważajcie na kobiety, które skrzywdziliście w gniewie są w stanie zrobić wszystko.



