Doprowadziłam do rozwodu syna, a potem tego bardzo żałowałam…

Znowu wczoraj synowa przyprowadziła mi na weekend wnuczkę żaliła się sąsiadka, pani Lucyna, kiedy spotkałyśmy się na schodach. Żadną miarą nie potrafię tej dziewczynki porządnie nakarmić! Mama mi mówiła, że księżniczki nie jedzą za dużo! odpowiada, zje dwie łyżki i koniec! Cała zielona od niedożywienia, aż jakby świeci!

Lucyna od samego początku nie polubiła żony swego syna Mariusza Zuzanny. Wystarczyło, że Zuzanna była od Mariusza starsza o całe siedem lat. On ledwie skończył liceum, w oczach matki wciąż był niewinnym chłopakiem.

Przed nią żadnej kobiety nie znał! oburzała się Lucyna, opowiadając mi o wszystkim po sąsiedzku. Nic dziwnego, że tak za nią przepadł! Skusiła go swoim doświadczeniem i już!

Lecz Zuzanna była piękna, rzucająca się w oczy. Zadbana, dbała o figurę, zawsze gustownie ubrana, robiąca karierę. Nie było dla mnie w tym nic dziwnego, że Mariusz się w niej zakochał mężczyźni są wzrokowcami, a na nią naprawdę było na co popatrzeć.

Prowadziła zdrowy tryb życia, dbała o dietę i starała się wpoić go też córce: jeść z umiarem, nie objadać się, troszczyć się o zdrowie i sylwetkę.

Po kilku miesiącach znajomości Zuzanna zaszła w ciążę. Może na złość przyszłej teściowej, która szukała pretekstów, by zniechęcić syna, a może naprawdę chciała ślubu. Tak czy siak, Mariusz postanowił się z nią ożenić choć dopiero skończył 18 lat, a ona miała już 25.

Zdobywszy maturę, Mariusz rozpoczął naukę w technikum. Studiował i pracował jednocześnie bo z żoną postanowili zamieszkać osobno, więc musiał utrzymać świeżo upieczoną rodzinę. Najpierw wynajmowali mieszkanie, potem kupili mały pokój w akademiku.

Młodzi byli szczęśliwi, lecz teściowa nie ustępowała: zawsze znalazła powód do narzekań na Zuzannę. A to niedobrze gotuje, a to nie prasuje synowi koszul, dziecka nie tak ubrała. U Lucyny wciąż same zastrzeżenia, żadnych zalet tylko wady. I drążyła, narzekała do znudzenia…

W końcu Zuzanna ograniczyła kontakty z teściową do minimum. Samodzielnie prowadziła córkę do przedszkola, na gimnastykę, do kółka szachowego. Ledwo nadążała z pracy gnała po córkę, potem do zajęć A jeszcze siłownia, manicure, fryzjer… Więcej czasu spędzała poza domem niż w nim.

Mariusz wracał a tam pusto: córka na zajęciach, żona z nią lub zajęta swoimi sprawami.

Pewnego takiego wieczoru odwiedziła go sąsiadka Bożena 38-letnia wdowa, samotnie wychowująca dwóch nastolatków. W wspólnej kuchni w akademiku coś się popsuło pękł i przeciekał kran. Poprosiła Mariusza o pomoc, żeby nie zalało sąsiadów.

Mariusz był złotą rączką, więc szybko zakręcił wodę, znalazł potrzebne narzędzia i naprawił awarię. W tym czasie Bożena gotowała makaron z mielonymi kotletami. W podziękowaniu poczęstowała sąsiada obiadem Mariusz chętnie się zgodził, bo Zuzanna nie smażyła kotletów i ostatnio rzadko gotowała w domu bo zwyczajnie nie miała na to czasu.

Od tamtej pory Bożena często zapraszała Mariusza na domowe jedzenie dopóki nie było żony i córki, wieczory spędzali razem w kuchni na rozmowach, lepieniu pierogów i jedzeniu ciasta. Któregoś dnia nagle pojawiła się między nimi iskra, sami nie wiedzieli, jak te wieczory stały się im niezbędne do życia.

Ale życie w akademiku toczy się na oczach wszystkich. Każdy coś widzi, każdy coś słyszy. Ktoś z sąsiadów doniósł Zuzannie, że jej mąż do Bożeny na książki na pewno nie chodzi.

Wywiązana się burza cały korytarz w akademiku żył tym wydarzeniem. Zuzanna, dumna i stanowcza, wyrzuciła męża z mieszkania, spakowała jego rzeczy i wystawiła na korytarz.

U rodziców nie miał nawet gdzie się zatrzymać. Pozostała Bożena, która przyjęła go z otwartymi ramionami.

Córka Zuzanny i Mariusza miała wtedy 6 lat. Mariusz miał 25, Zuzanna 32, Bożena 39.

Kiedy sąsiadka Lucyna dowiedziała się, że syn odszedł od żony, czuła się triumfująco wygrana! Ale kiedy odkryła, iż trafił do kobiety o 14 lat starszej, z dwojgiem dzieci nagle zamilkła

Zachowanie Lucyny wydawało mi się wtedy niepojęte i jakby wyśnione. Przez lata zadręczała Zuzannę, bo była starsza od jej syna, a teraz cisza i jakby spokój, pogodzenie się z losem? Czyżby świadomość własnej przegranej?

To wszystko stało się nie wczoraj upłynęło już jakieś 15 lat od rozwodu. Przez ten czas Mariusz mieszkał z Bożeną, nie mieli wspólnych dzieci, ale uczucie trwało. Choć dziś on ma 40 lat, a Bożena 54, żyją spokojnie, bez awantur, odwiedzają Lucynę, panuje cisza i zgoda. Widzę, że Mariusz jest naprawdę szczęśliwy.

A wy jak myślicie: czy szczęście możliwe jest, gdy kobieta jest starsza?

Rate article
Fajna Tajna
Doprowadziłam do rozwodu syna, a potem tego bardzo żałowałam…