Gorycz na dnie duszy: “Od dawna dom dziecka za Tobą płacze! Wynoś się z naszej rodziny!” – krzyczałam drżącym głosem do kuzyna Dymka, którego kiedyś tak kochałam, a który dziś złamał mi serce.

GORYCZ NA DNIU DUSZY

Od dawna już powinieneś być w domu dziecka! Wynoś się z naszej rodziny! wrzeszczałam zdzierając gardło.

Obiektem mojej wściekłości był mój kuzyn, Bartek.

Boże, jak ja go kiedyś kochałam! Złociste włosy, oczy w kolorze letniego nieba, wiecznie uśmiechnięty, żartowniś. Taki był Bartek.

Rodzina często zbierała się przy świątecznym stole. Spośród wszystkich kuzynów to właśnie Bartka wyróżniałam. Potrafił opowiadać historie tak, że wszyscy płakali ze śmiechu. Do tego pięknie rysował w jednej chwili potrafił naszkicować sześć, siedem wyjątkowych rysunków ołówkiem. Patrzyłam na nie z zachwytem, czułam się jak zaczarowana. Składałam je po cichu do szuflady biurka, przechowywałam, jak najcenniejsze skarby.

Bartek był ode mnie dwa lata starszy.

Miał czternaście lat, kiedy nagle odeszła jego mama. Po prostu nie obudziła się rano…

Pojawiło się pytanie: co dalej z Bartkiem? Najpierw szukano ojca. Nie było to proste rozwiedli się dawno temu, ojciec miał nową rodzinę i nie chciał burzyć jej spokoju.

Reszta rodziny też kręciła nosem, każdy miał swoje sprawy, własne dzieci, własne problemy. Kiedy przyszło co do czego, wszyscy rozkładali ręce.

Moi rodzice, mimo że już mieli nas dwójkę, postanowili wziąć opiekę nad Bartkiem. Przecież zmarła mama Bartka była młodszą siostrą mojego taty.

Początkowo się cieszyłam, że Bartek zamieszka z nami. Ale…

W pierwszy dzień jego pobytu zaniepokoiło mnie jego zachowanie. Mama, żeby trochę pocieszyć osieroconego chłopak, zapytała:

Może czegoś byś chciał? Powiedz śmiało, nie krępuj się.

Bartek bez zastanowienia wypalił:

Chciałbym kolejkę elektryczną.

A to była zabawka droga, żadna tam codzienność. Byłam zaskoczona: przecież dopiero co zmarła ci mama, najbliższa osoba na świecie, a ty o kolejce marzysz? Jak to możliwe?

Rodzice natychmiast spełnili jego życzenie. Potem popłynęło… Kupcie mi magnetofon, dżinsy, kurtkę z Pewexu… Były lata osiemdziesiąte, wszystko to było drogie i trudne do zdobycia. A rodzice nam, swoim dzieciom, wiele rzeczy odmawiali, żeby Bartkowi dogodzić. Ja i mój brat rozumieliśmy sytuację i nie narzekaliśmy.

Kiedy Bartek skończył szesnaście lat, zaczęły się dziewczyny. Okazał się być bardzo kochliwy. Ba, zaczął nawet zaczepiać… mnie swoją kuzynkę! Byłam wysportowana, potrafiłam się bronić i skutecznie odpierałam jego zaloty. Dochodziło nawet do rękoczynów. Często płakałam potem w poduszkę.

Rodzicom nic nie mówiłam. Dzieci zwykle milczą o takich rzeczach, by nie martwić dorosłych.

Kiedy dałam mu wyraźnie do zrozumienia, że nigdy nie będzie między nami niczego, od razu przerzucił się na moje koleżanki. One z kolei rywalizowały o jego względy…

Bartek zaczął też kraść. Bez wstydu, odważnie. Miałam skarbonkę, do której odkładałam drobniaki z drugiego śniadania, by kupić coś rodzicom na święta. W końcu znalazłam ją pustą! Bartek przysięgał, że nie tknął, nawet powieka mu nie drgnęła! Serce mi pękało jak można tak postąpić, mieszkając razem? Bartek łamał nam zasady, rozsadzał rodzinę od środka. Byłam wściekła i obrażona, a on nie rozumiał, o co mi chodzi. Myślał, że wszystko mu się należy. Przestałam go kochać.

I wtedy wykrzyczałam mu całą swoją niechęć:

Wynoś się z naszej rodziny!

Pamiętam, jak posiekałam go słowami, nagadałam tyle, że trudno powtórzyć…

Mama z trudem mnie uspokoiła. Od tego czasu Bartek dla mnie nie istniał. Unikałam go, jak mogłam. Potem okazało się, że inni krewni wiedzieli, jaki z niego typ. Widocznie widzieli więcej, bo mieszkali bliżej, podczas gdy nasza rodzina mieszkała gdzie indziej.

Dawni nauczyciele Bartka ostrzegali moich rodziców: Po co wam to, on i wasze dzieci zepsuje

W nowej szkole Bartek poznał Kasię. Zakochała się w nim do szaleństwa, wyszła za niego zaraz po maturze. Urodziła mu córkę. Wszystko znosiła bez słowa: kłamstwa, zdrady, humory. Jak to się mówi: zanim wyszła za mąż płakała samotna, a po ślubie płakała podwójnie.

Całe życie Bartek wykorzystywał jej miłość; wydawało się, że Kasia nie potrafi bez niego żyć.

Bartka powołano do wojska służył aż w Kazachstanie. Tam dorobił się drugiej rodziny. Jakoś musiał to zrobić na przepustkach. Po wojsku został w Kazachstanie urodził mu się tam syn.

Kasia długo się nie namyślała pojechała za mężem, załatwiła wszystko, żeby go ściągnąć z powrotem do Polski.

Moi rodzice nigdy się nie doczekali od Bartka słowa wdzięczności, choć przecież nie o to im chodziło, gdy go przygarniali.

Dziś Bartosz Eugeniusz ma sześćdziesiąt lat. Jest gorliwym uczestnikiem nabożeństw w kościele. Z Kasią mają pięcioro wnucząt.

Nawet jeśli pozornie wszystko jest dobrze, w mojej duszy wciąż została gorycz po relacji z Bartkiem…

I z miodem bym tego nie przełknęłaKilka miesięcy temu dostałam list. Poznałam go po charakterze pisma nie zmienił się od dzieciństwa, pochylone litery, lekko koślawe g. List był krótki, prosty. Bartek pisał, że ostatnio natrętnie wracają do niego obrazy z przeszłości. Wiem, ile bólu sprawiłem. Przepraszam. Naprawdę przepraszam. Nie naprawię tego, ale dziękuję, że wasza rodzina mnie przyjęła. Teraz dopiero rozumiem, czym była dla mnie wtedy wasza obecność kończył.

Przeczytałam te słowa kilka razy. I chociaż nie uleczyły od razu starych ran, pozwoliły mi spojrzeć inaczej na tamto dziecko, które nagle straciło wszystko i zaczęło walczyć o najmniejszy kawałek uwagi, miłości, bezpieczeństwa.

Odłożyłam list do szuflady, obok jego dawnych rysunków z dzieciństwa. Zamknęłam ją z cichą ulgą i łagodnym uśmiechem. Wreszcie zrozumiałam: można wybaczyć, nie zapominając, można tęsknić bez chęci powrotu. Czasem gorycz znika nie wtedy, gdy ktoś przeprosi, lecz kiedy znajdziesz w sobie odwagę, żeby już jej dłużej nie nosić.

Odkąd przeczytałam ten list, Bartek od czasu do czasu pojawia się w moich myślach ale to już nie jest cierń. To tylko cichy wspominek o rodzinie, która próbowała, jak umiała, uleczyć nie swoje rany i nie swoje dzieciństwo. Czasem patrzę na stare rysunki i widzę w nich chłopca, któremu tak bardzo brakowało światła. Teraz wiem nie zapomnę, ale potrafię już przebaczyć.

Rate article
Fajna Tajna
Gorycz na dnie duszy: “Od dawna dom dziecka za Tobą płacze! Wynoś się z naszej rodziny!” – krzyczałam drżącym głosem do kuzyna Dymka, którego kiedyś tak kochałam, a który dziś złamał mi serce.