Cud w sylwestrową noc
Piotr, wytłumacz mi proszę, jak mogłeś zapomnieć?! Przecież rano kilka razy ci o tym przypominałam, a nawet napisałam sms! Zofia patrzyła z wyrzutem na męża. Stał w progu kuchni z winą wymalowaną na twarzy i tylko bezradnie wzruszał ramionami.
Sam nie wiem, Zosiu… Po prostu wyleciało mi z głowy, próbował się tłumaczyć Piotr.
A telefon?
Nie wyciągałem go z kieszeni, więc nawet nie widziałem twojej wiadomości…
Zofia zaczęła się gotować.
Nowego akumulatora do auta jakoś nie zapomniałeś kupić, ale o prezencie dla córki pod choinkę pojęcia nie miałeś?
No… wyleciało mi z głowy… Sklep samochodowy był otwarty tylko do ósmej, więc spieszyłem się, zapominając o wszystkim. Przepraszam.
Czasem myślę, Piotr, że twoja stara gruchota, co się psuje co miesiąc, jest ci bliższa niż Ola… westchnęła ciężko Zofia, siadając na stołku i zerkając na zegar.
Dochodziła za pięć jedenasta.
Było już późno, noc za oknem, niczego nie dało się naprawić. Świadomość, że nie można nic zrobić, była najgorsza.
Zosiu, przestań tak mówić. Kocham Olę, dobrze o tym wiesz. Po prostu… Zapomniałem… Każdemu się zdarza.
Mnie się nie zdarza! Zofia chciała krzyczeć, jednak mówiła półgłosem, by córka przypadkiem nie usłyszała.
Piotr spróbował objąć żonę, chcąc załagodzić rodzący się konflikt, lecz ona się odsunęła i… zaczęła przekładać sałatkę jarzynową do miski.
Pół dnia ją dzisiaj szykowałam, żeby sprawić mu radość, a on… a on zapomniał o prezencie dla naszej córki!
Wiedziałam, trzeba wszystko robić samemu mamrotała pod nosem. Ale nie… zaufałam tobie, Piotrze. Myślałam, że można na tobie polegać.
Zosiu, wiem, że zawaliłem, ale, jak się zastanowisz, to nic strasznego się nie stało, odpowiedział mąż. Co się stanie, jak prezentu nie będzie? Może powiemy Oli, że…
No? Co jej powiemy? Że tata ma zaniki pamięci w wieku trzydziestu pięciu lat? Albo że ważniejsze było dla niego kupienie akumulatora?
Powiemy jej, że Mikołaj miał w tym roku dużo pracy, nie dał rady przyjść. Jutro rano kupię prezent i uroczyście wręczę jej, jako od Mikołaja.
Gdzie ty kupisz? Jutro sklepy zamknięte, może poza spożywczymi… Ech, Piotrze…
Złość Zofii była uzasadniona.
Odkąd urodziła się Ola, w ich domu pojawiła się tradycja: co roku w sylwestrową noc, już po północy, cała rodzina szła razem pod choinkę odnaleźć prezenty.
Najbardziej ukochała ten zwyczaj Ola, która jak większość dzieci w jej wieku wierzyła w świętego Mikołaja, magię i noworoczne cuda. Jej radość, gdy znajdując pod choinką swoje wymarzone marzenie, była ogromna, a entuzjazm szczery.
Dziś też już kilka razy zaglądała pod choinkę, pytając mamę, czy realizuje swoje marzenia, czekając na prezent od świętego Mikołaja.
Ciekawe, co mi w tym roku przyniesie? rozmyślała głośno dziewczynka. Najbardziej chciałabym rower, taki jak ma Kuba z trzeciego piętra. Ale wrotki też by mogły być.
Zofia patrzyła na córkę z uśmiechem. Kupić miała jej wrotki, Piotra prosiła wprost, by je kupił.
Prezenty dla Oli zawsze wybierała ona, ale dziś Piotra nagle wezwali do pracy, więc pomyślała, że nie musi dodatkowo wychodzić tuż przed świętem, skoro mąż może po drodze podskoczyć do sklepu.
Piotr wrócił po ósmej, a gdy Zofia, szykując stół, z uśmiechem zapytała go o prezent, uświadomił sobie, że… nic nie kupił.
Zosiu, nie psujmy sobie nastroju takiego dnia, Piotr ponownie próbował ją objąć i uspokoić. Naprawdę nie zrobiłem tego specjalnie. Tak wyszło. Jeśli chcesz, sam porozmawiam z Olą, wytłumaczę jej wszystko, zrozumie mnie.
Zofia nie odpowiedziała. Bezszelestnie ocierała łzy spływające po policzkach, nakrywając do stołu. Jak mogłeś zapomnieć o prezencie dla naszej córeczki?
Przecież do ostatniej chwili Zofia myślała, że to tylko gra i Piotr gdzieś schował upominek, by w odpowiednim momencie położyć pod choinką. Teraz już sklepy pozamykane, nic już się nie kupi…
Pomóc ci? Piotr zapytał niepewnie, widząc jej łzy.
Dzięki, już pomogłeś… Nie trzeba.
Wtedy do kuchni wpadła szczęśliwa Ola, która obejrzała już chyba wszystkie bajki świąteczne:
Mamo, tato! Do Nowego Roku zostało mniej niż dwie godziny! Już niedługo św. Mikołaj zostawi mi prezent!
Zofia rzuciła Piotrowi groźne spojrzenie, po czym szybko się odwróciła nie chciała zepsuć córce święta.
Na szczęście wpadła jej do głowy myśl, jak ratować sytuację włożyć pod choinkę kopertę z pieniędzmi i napisać na niej: Dla Oli na wrotki.
Nie był to szczyt marzeń dziecka w sylwestrową noc, ale lepsze to niż nic.
*****
Gdy cała rodzina o jedenastej zasiadła do uroczystej kolacji, ktoś zapukał do drzwi.
Piotrek, kogoś zapraszałeś? zapytała zdziwiona Zofia. Bo ja na pewno nikogo się nie spodziewałam.
Ja też nie. Może sąsiedzi? Idę sprawdzić, a wy nalejcie soku, odpowiedział Piotr.
Po otwarciu drzwi Piotr ujrzał brodatego mężczyznę w czerwonej, zniszczonej kurtce. Na świętego Mikołaja nie wyglądał zupełnie; bardziej na bezdomnego było to widać i czuć (bo zapach był raczej daleki od perfum).
Czego Pan chce? Pomylił Pan mieszkania, czy po pieniądze przyszedł? Uprzedzam grosza nie dam. I tak pójdzie na alkohol.
Nie, nie. Nie przyszedłem po pieniądze, radzę sobie jakoś, odparł pogodnie nieznajomy.
Radzi sobie, ha! Jasne… pomyślał Piotr, tłumiąc rozbawienie. Nigdy nie patrzył na bezdomnych wyniośle, wręcz przeciwnie, współczuł im, ale to, co powiedział mężczyzna, wydało mu się komiczne.
Czego więc Pan chce? wyszedł Piotr na klatkę, zamykając drzwi, by nie wpuszczać przeciągu i zapachu.
Znalazłem kotka na klatce, proszę zobaczyć, jaki słodki, spod kurtki wydobył małą, białą kulkę. Czy to może wasz kot? Może uciekł?
Piotr się uśmiechnął.
Chyba nie liczy, że kupię kota od niego… pomyślał.
Pierwszy raz go widzę. Nie mamy żadnych zwierząt.
A nie chcielibyście go wziąć? Jeśli macie córkę, na pewno jej się spodoba.
A więc do tego zmierzały te podchody… Piotr pokręcił głową.
Nie, dziękuję.
No cóż, trudno… zawiedziony odwrócił się nieznajomy. Idę go wyrzucić na śmietnik.
Już miał odejść, chowając malucha pod kurtkę, gdy Piotr chwycił go za ramię.
Hej, chwileczkę… Co znaczy na śmietnik? Kto kota na śmietnik wyrzuca? Zostaw go na klatce.
Z klatki i tak go wygonią. A na śmietniku choć kartony znajdzie, gdzie się ukryć, może coś do jedzenia wyszpera.
Piotr nigdy nie był czuły na zwierzęta, ale tym razem ścisnęło go w środku na myśl, że ten maluch będzie samotny, marznący i głodny przez całą noc…
Pewnie gdyby miał czas się zastanowić pomyślałby dłużej. Ale nie było czasu, żona i córka czekały przy stole, nieznajomy już odchodził…
Dawaj go tu! Piotr przejął białego kociaka. Nie trzeba go wyrzucać.
Jak pan sobie życzy, mężczyzna uśmiechnął się życzliwie, skinął głową i zniknął na schodach.
*****
Gdy Piotr wrócił do mieszkania, Zofia i Ola wyglądali zza drzwi kuchni z niepokojem.
Dlaczego tak długo? Stało się coś?
Nie, wszystko OK, Piotr uśmiechnął się, chowając kotka za plecami, modląc się by nie zaczął miauczeć.
Bo jeśli Zofia odkryje, kogo przyprowadził, wyrzuci go z domu i może nie tylko kota…
Oczywiste, że prawda wyjdzie w końcu na jaw, ale Piotr potrzebował chwili, by przygotować żonę na tę niespodziankę, jakoś uzasadnić swój czyn.
Kto to był? zapytała podejrzliwie Zofia.
Nasz sąsiad Mirek… z piątego. Pytał, jaki akumulator lepszy do samochodu…
A, no tak… ekspertem jesteś przecież. Dobrze, Piotrze, myj ręce i siadaj, zaraz północ.
Za pięć minut będę.
Kiedy żona z córką wróciły do kuchni, Piotr biegał po mieszkaniu, szukając, gdzie schować kota.
Na balkon za zimno. Do łazienki ryzykowne, ktoś może wejść. Pokój dziecięcy czy sypialnia odpada. Zostaje salon…
Piotrek, idziesz?! Ile można czekać?! krzyknęła zniecierpliwiona Zofia.
Już, już, kochanie!
Szybko otworzył szafkę, posadził kota na dole, drzwi zostawił uchylone, żeby miał powietrze. Wrócił na kuchnię.
*****
Szczęśliwego Nowego Roku! rozbrzmiewały okrzyki na ulicy.
Piotr złożył życzenia Zofii i Oli, jak co roku życząc zdrowia i szczęścia.
Ola odstawiła szklankę soku i pobiegła do salonu. Zofia, przypomniawszy sobie o przygotowanej kopercie, spojrzała gniewnie na męża. Przez ciebie to wszystko!
Sam teraz będziesz ją pocieszał!
Ale Ola nie była zawiedziona. Wprost przeciwnie po chwili rozległ się radosny, głośny krzyk.
Mamo, tato! Szybko! Patrzcie, co Mikołaj mi zostawił pod choinką!
Zofia i Piotr wbiegli do salonu i zamarli przy choince stała uśmiechnięta Ola, a pod drzewkiem leżał biały kotek.
Tak bardzo marzyłam o kociaku, a święty Mikołaj mi go przyniósł! Nazwę go Śnieżek!
Dziewczynka przytuliła puszystą kulkę tak mocno, że wyglądała jak w siódmym niebie. Zofia odciągnęła Piotra na bok.
Co to ma być? Skąd on? To twoja sprawka?
Zosiu, nie złość się, proszę… Zaraz wszystko ci wyjaśnię, zaczął się tłumaczyć Piotr.
Złościć się? Spójrz na nią, jaka szczęśliwa Mogłeś od razu powiedzieć, że objadujesz mi taki numer, niepotrzebnie na ciebie fuknęłam. Zofia objęła Piotra i cmoknęła w policzek.
A Piotr patrzył zaskoczony, wciąż nie wierząc, że tak łatwo uszedł z opresji.
Prawda, cud w sylwestrową noc córka szczęśliwa, żona spokojna. Wszystko dzięki białemu kotkowi i…
Przypomniał sobie o bezdomnym.
Zosiu, wiesz co… muszę coś jeszcze załatwić…
Szepnął coś jej do ucha, a ona spojrzała zdziwiona i skinęła głową.
*****
No, Stachu, brodaty facet klepnął kompana w plecy wszystkie kotki znaleźli dom, chwała Bogu. Możemy wracać do piwnicy, zanim zamkną na noc.
Jasne, Janku. Dobrze wymyśliłeś z tym śmietnikiem, uśmiechnął się drugi.
Tak sądzisz? A ja się bałem, że dostanę w skórę od którejś gospodyni za takie gadanie.
Była szansa… Ale wiesz, tylko ktoś, komu naprawdę zależy na kociaku, przygarnie go, słysząc, że ma trafić na śmietnik.
No właśnie…
Siedzieli na ławce nieopodal bloku, w którym znaleźli czwórkę maluchów w piwnicy. Tym razem nikt ich nie przeganiał; wręcz przeciwnie, ludzie życzyli im zdrówka i szczęśliwego Nowego Roku. Oni odwzajemniali te życzenia.
Nagle drzwi klatki otwarły się z hukiem i wybiegł Piotr. Rozejrzał się, dojrzał ich na ławce i pomachał, podbiegając.
O co mu chodzi? Zmienił zdanie co do kociaka? zdziwił się Janek, poznając Piotra.
To ten? No proszę…
Szczęśliwego Nowego Roku, panowie! Piotr, uśmiechnięty, podał im wielką torbę. Z żoną przygotowaliśmy wam małe świętowanie, w podziękowaniu.
Dziękujemy, nie spodziewaliśmy się… powiedzieli Stachu z Jankiem.
A to ode mnie Piotr wręczył szampana. Żeby było czym wznieść toast.
No proszę, Janek, przeżyjemy ludzkie święta. Jednak są cuda, ucieszył się Stachu.
Piotr zamierzał odejść, nagle jednak zatrzymał się i zapytał:
A gdzie będziecie świętować, jeśli wolno spytać?
W piwnicy, niedaleko. Sucho i ciepło, kartony dają radę.
Wiecie co? Chodźcie za mną.
Po pięciu minutach cała trójka znalazła się przy garażu. Piotr otworzył bramę i zaprosił ich do środka.
Rozgośćcie się. Jest sofa, grzejnik, stół i naczynia. Samochód zaraz wyjadę przed blok będzie więcej miejsca.
My się zmieścimy…
Lecz Piotr tylko pokręcił głową:
Nie, niech stoi na dworze. Nic jej się nie stanie. I tylko mi się nie rozpijajcie za bardzo, dobra?
Bez obaw, my tylko symbolicznie. Bo święto, odpowiedział Janek.
Wierzę wam. Jutro przyjdę, opowiecie mi o sobie. Może uda się wam też znaleźć lepsze miejsce
Nie spodziewałem się… mruknął Stachu.
Kto by się spodziewał… przytaknął Janek.
Tak minęła ta noc. Prawdziwie sylwestrowa i… cudowna.



