Uciekaj przed nim
No cześć, kochana! Marta usiadła na krześle obok Poliny. Dawno się nie widziałyśmy. Co tam u ciebie?
Cześć, Marta odpowiedziała dziewczyna z lekkim opóźnieniem. Wszystko w porządku.
A dlaczego wtedy uciekasz wzrokiem? Marta spojrzała uważnie na przyjaciółkę. Znowu Michał coś przeskrobał? Co tym razem?
Oj, nie przesadzaj Polina przewróciła oczami, żałując, że w ogóle weszła do tej kawiarni. U mnie wszystko gra. Z Michałem mamy idealnie. On naprawdę jest w porządku. Zamknijmy już temat.
Nie słuchając słów zirytowanej przyjaciółki, Polina wstała i wyszła, zostawiając niedojedzone ciasto. Nie chciała nikogo słuchać, naiwnie wierząc, że po prostu jej zazdroszczą.
Michał był… fascynujący. Przystojny, zaradny, troskliwy. Choć czasem miał przedziwne wymagania. Na przykład zabronił Polinie farbować włosy na blond.
To był pierwszy raz, kiedy porządnie się pokłócili. O mało się nie rozstali! Przecież chodziło o głupstwo!
Polina po prostu poszła do salonu, żeby poprawić fryzurę. Znajoma fryzjerka przekonywała ją, że powinna być jasnowłosą. Dziewczyna nie wytrzymała pokusy. Wróciła do domu w platynowych lokach.
Michał wtedy aż zbielał ze złości. Rzucił w dziewczynę książką, którą wcześniej spokojnie czytał na kanapie. Padło wiele przykrych słów i żądanie: natychmiast przefarbować się z powrotem. Bo blondynkom nie wolno mieszkać pod jego dachem.
Polina, łykając łzy, pobiegła do najbliższego salonu. Początkowo fryzjerka próbowała ją odwieść, bo ten kolor naprawdę jej pasował. Ale gdy Polina się rozpłakała, szybko zrobiła wszystko jak należy.
Michał tylko pokiwał z zadowoleniem głową, nie mówiąc ani słowa. A rano wręczył jej drogi srebrny bransolet z bursztynem, jakby w rekompensacie.
I jeszcze Polinie nie wolno było nosić białego. Czerwony, niebieski, zielony każdy inny, tylko nie biały. Zapytała kiedyś żartem, jaki kolor będzie miała jej suknia ślubna. Michał spojrzał wtedy tak dziwnie, że odechciało jej pytań.
Uciekaj od niego namawiała wtedy Marta. Uciekaj, póki możesz. Dziś nie wolno ci nosić białego, a jutro? Na dwór wyjdziesz tylko w jego towarzystwie? Nieważne, jak dobry ci się wydaje znajdź sobie kogoś lepszego, normalnego.
Każdy ma swoje dziwactwa wzruszała ramionami Polina. My jesteśmy poważni. Postanowiliśmy mieć dziecko. Michał bardzo chce córeczkę. Nawet imię już wymyślił Jagoda. A ty mówisz: uciekaj.
************************************
Dziewczyna powinna była jednak posłuchać Marty. Miała rację, ostrzegając ją przed dziwactwami Michała. Niebawem Polina mogła się o tym przekonać.
W mieszkaniu była jedna zamknięta na klucz izba, do której nie miała wstępu. Zawsze zamknięta, jakby pochłonięta cieniem. Raz Polina spytała:
Nie jesteś przypadkiem jakimś krewnym Sinobrodego?
Nie przejmuj się uśmiechnął się dziwnie Michał nie trzymam tam zwłok byłych żon.
Tym zakończył rozmowę o tajemniczym pokoju. Do czasu, aż Polina przypadkiem rzuciła tam okiem. Wróciła wcześniej z uczelni odwołali ostatni wykład, bo profesor musiał wyjechać. Wiedziała, że Michał jest w domu, ale nie mogła go znaleźć. Przechodząc obok zabronionej komnaty, usłyszała cichy głos. Delikatnie pchnęła klamkę. Przez wąską szparę zobaczyła coś, co zmroziło jej krew.
Portret dziewczyny, na całą ścianę. Michał klęczący przed nim.
Dziewczyna z portretu uśmiechała się i wyciągała ramiona do kogoś. Była do Poliny podobna jak siostra. Różnił je tylko kolor włosów nieznajoma była blondynką.
Już niedługo, Jagoda. Zaraz będziemy razem powtarzał Michał.
Polina aż podeszła do drzwi. Chciała wejść i wszystko wykrzyczeć, ale słowa, które usłyszała, sparaliżowały ją na chwilę.
Ona urodzi mi dziewczynkę, na pewno urodzi. A wtedy twoja dusza wstąpi w to małe ciałko. I będziesz ze mną. Zawsze. Będę się tobą opiekował, a jak dorośniesz, znów będziemy się kochać.
Wariat!
Przemknęło Polinie przez głowę. Wybiegła w panice. Przyjaciółki miały rację, matko, jak bardzo! Ale co teraz? Jak uciec od szaleńca? Co najstraszniejsze, Polina naprawdę była w ciąży. Choć było jeszcze bardzo wcześnie.
Rodzice daleko, najbliższa osoba Marta. Tam właśnie pobiegła.
W życiu bym nie pomyślała, że Michał może być taki szeptała nieprzytomnie, zaciskając pięści. Gdybym tego nie zobaczyła na własne oczy…
Spokojnie Marta podała jej szklankę wody. Polina wypiła, nie odmawiając. Musisz zdecydować, co chcesz zrobić. Chcesz z nim zostać?
Nigdy! Pokręciła głową. To wariat. Boję się o siebie i dziecko. Krzywo się uśmiechnęła. Teraz już wiem, czemu zabraniał mi rozjaśniać włosy i zakładać białe ubrania. Za bardzo przypominałam… ją.
Dobrze, że dowiedziałaś się o tym przed ślubem westchnęła Marta. Powiedziałaś mu o dziecku?
Chciałam zrobić niespodziankę…
I bardzo dobrze. Powiedz mu, że poznałaś kogoś innego i wyjeżdżasz z nim. Najlepiej wróć do domu, przepisz się na miejscową uczelnię, dojeducz. Najważniejsze trzymaj się z dala od niego.
Tak zrobię.
**************************************
Ostatnie sześć miesięcy były dla Poliny ciężkie. Nie tyle fizycznie, co psychicznie. Przeprowadzka, rozmowa z rodzicami… Z powodu dziecka musiała rzucić studia nie potrafiła zdecydować się na aborcję, to przecież nie wina maleństwa. A raczej maleńkiej Geli. Urodziła córeczkę, jak chciał Michał.
Wbrew obawom, Michał pozwolił Polinie odejść bez większego problemu. Wspomniał tylko, żeby nie rozpowiadała o sprawie. Nawet nie spytał, dokąd wyjeżdża jakby naprawdę było mu już wszystko jedno.
Zdarzało się, że Polina rozmyślała, czy nie popełniła błędu, zostawiając Michała i nie mówiąc mu o dziecku. I właśnie tego wieczoru, gdy Gela już spała, dziewczyna stała przy oknie, zapatrzona w światła miasta.
Zadzwonił dzwonek do drzwi. Przyszedł kurier z zamówionym jedzeniem. Polina wciąż nie nauczyła się gotować. Po szybkim posiłku sięgnęła po podręczniki zamierzała wrócić na studia.
Litery się rozmazywały, kręciło jej się w głowie… Wyciągnęła telefon, by zadzwonić po karetkę, ale ręce już jej nie słuchały. Nie mogła się ruszyć. Tuż przed utratą przytomności zobaczyła Michała, pochylającego się nad nowo narodzoną córeczką.
***********************************************
Polina ocknęła się w szpitalu. Jej mama wpadła wtedy niespodziewanie z wizytą dosłownie w ostatniej chwili.
Policja próbowała odnaleźć dziecko bez skutku. Michał zniknął z dziewczynką jak kamień w wodę.
Dopiero po kilku latach zrozpaczona matka otrzymała krótką wiadomość. Na zdjęciu Michał obejmował piękną, jasnowłosą dziewczynkęNie szukaj nas. Tam, gdzie jesteśmy, zawsze będzie biało.
Po latach Polina odkryła w sobie uparte światło zbudowane z cierpienia, ale silniejsze niż ciemność straty. Przeszukała wszystkie miejsca, w których Michał mógł ukryć Gelę, zadawała pytania ludziom, którzy nic nie chcieli widzieć, a jeszcze mniej mówić. Żyła nadzieją, że któregoś dnia córka sama ją odnajdzie.
W każdą rocznicę urodzin Geli Polina zapalała świeczkę na parapecie znak. Może ktoś ją zobaczy, może Gela spojrzy w niebo, myśląc, skąd ten blask. Tak mijały lata.
Wreszcie, w pierwszy zimowy świt po trzynastu latach, ktoś zapukał do drzwi Poliny. Stała tam nastolatka z długimi, ciemnymi włosami i bursztynową bransoletą na nadgarstku. Tym razem to Polina zadrżała na całym ciele.
Czy pani… zgubiła kiedyś swoją córkę? szepnęła dziewczyna, a światło z porannego nieba zatańczyło w jej oczach.
Polina tylko kiwnęła głową, bez tchu. Gela uśmiechnęła się nieśmiało, z ulgą i odwagą, które można zdobyć tylko wtedy, gdy długo szuka się drogi do domu.
Za oknem zaczął padać śnieg. Wszystko było białe, ale Polina już nie bała się tego koloru. Teraz była wreszcie u siebie, razem z córką i wiedziała, że już nigdy więcej nie pozwoli, by cień rzucił się na ich światło.



