Ślubu nie będzie
– Czemu dziś taki cichy jesteś? zapytała Zosia. Przecież ustaliliśmy: w sobotę jedziemy wybierać meble do sypialni. A ty jakiś smutny. O co chodzi?
Tomasz wiedział, że to teraz albo nigdy. Musi powiedzieć. Teraz.
– Zosiu… Muszę ci coś powiedzieć. O ślubie.
Zosia długo czekała na tę rozmowę. Uzgodnili razem, że świętować będą skromnie, ale ona widziała Tomasz marzy, by urządzić jej prawdziwe polskie wesele, tłum gości, kamerzysta, cała organizacja… Tyle razy wyobrażała sobie tę rozmowę!
– Tylko nie rób wstępów. Chyba domyślam się, co zaraz powiesz uśmiechnęła się Zosia.
Ale Tomasz niespodziewanie stwierdził:
– Może… odłóżmy ślub? Tak by było lepiej, odłożyć.
To zupełnie nie ta rozmowa, do której się przygotowała.
– Odłożymy? zamarła, To jakiś żart? Czemu? Przecież dopiero co ustalaliśmy, że czas zamówić zaproszenia… Sam je wybierałeś… Rozpisywaliśmy listę gości! Przestałeś chcieć się ze mną żenić??
Jak w melodramacie, za chwilę miał powiedzieć, że miłość wygasła.
Ale znów nie odpowiedział, jakby była to scena z filmu.
– Wiesz… ze złotówkami ostatnio krucho mruknął Tomasz, Pensję przetrzymują. Oszczędności marnie idą. Poza tym… Mieszkamy razem ledwo pół roku. Może to zbyt wcześnie, co?
– Za wcześnie? prawie się zakrztusiła, Tomek, jesteśmy razem trzy lata! Trzy lata związku i pół roku pod jednym dachem, a dla ciebie to za wcześnie?
Tomasz już nie wyglądał na przestraszonego.
– Daj spokój, Zosiu. Nie rób awantury. To tylko… przerwa. Nie zmieniłem zdania, ale wesele to koszt.
– Dobrze… To może po prostu podpiszmy w urzędzie, a potem świętujmy z przyjaciółmi?
– Zosiu, wtedy to nie będzie prawdziwy ślub.
– No to niech go szlag trafi!
– Przecież zawsze o nim marzyłaś…
– Przeżyję!
Jakieś dziwne wymówki.
– Zosiu…
– Powiedz szczerze. Coś się stało? Nie jesteś pewny, że mnie kochasz? Może… ktoś inny się pojawił? Bo wesele za drogie to nie brzmi przekonująco.
Tomasz pokręcił głową.
– Nie, Zosiu, przysięgam. Po prostu chciałbym, żeby wszystko było idealne, rozumiesz? Teraz nie dam rady zapewnić nam pięknego wesela. I przecież pół roku… Musimy się, no wiesz, dotrzeć…
Było w tym trochę logiki… Brzmiał przekonująco, ale intuicja Zosi podpowiadała niepokój. Rzadko tak usilnie próbował ją do czegoś przekonać. I to on przecież nalegał na oficjalne zaręczyny.
Udawała, że wierzy.
Po tej rozmowie Tomasz z typowego chłopaka zmienił się w idealnego narzeczonego zwracał uwagę na drobiazgi, których dotąd nie zauważał, jakby chciał zadośćuczynić za tę decyzję. Zawsze w sklepie pytał, na co Zosia ma ochotę, sam zmywał naczynia… Ale chodził ponury. Nawet nie zamyślony, po prostu posępny, wzdychał nocami, patrząc w sufit i zbywał pytania Zosi zwykłym: A nic, po prostu zmęczony jestem.
Starała się go nie dusić pytaniami. Potem, potem, potem szeptał doduszający wewnętrzny głos.
Po dwóch tygodniach zaprosili ich rodzice Tomka do siebie. Zosia długo się opierała. Po co jechać? Na temat ślubu od dawna nie rozmawiali, rodzice Tomka pewnie zapytają niezręcznie będzie odpowiadać.
Ale trzeba było jechać.
Oczywiście, temat ślubu wypłynął.
– Kiedy wreszcie nas uszczęśliwicie? spytała jego mama, gdy ojciec poszedł oglądać telewizję Już znaleźliśmy miejsce na przyjęcie, sala na dwadzieścia osób. Na kiedy rezerwować?
Tomasz wydawał się równie markotny co Zosia. Co mieli rezerwować, skoro nic nie będzie?
– Mamo, przecież mówiłem. Odkładamy wychrypiał.
– Odkładacie? A czemu to? Pieniędzy wam brak? Tomku, trzeba było o tym pomyśleć wcześniej, jak na mężczyznę przystało!
Po obiedzie, gdy panowie z zapałem rozkręcali radio w przedpokoju, Zosia poszła ogarnąć się do łazienki.
Czysto jak w szpitalu. Ani paproszka. Nawet kosmetyków poza żelem pod prysznic i szamponem nie widać. Mama Tomka wszystko trzyma w pokoju. Zawsze ją to dziwiło jak jej się chce dźwigać te rzeczy za każdym razem?
Wycierając twarz ręcznikiem, Zosia nagle się zasłuchała… Ściany tu przewodzą dźwięk, zwłaszcza cudze tajemnice. Tomasz wrócił do kuchni i rozmawiał z matką. I Zosia usłyszała…
– …Tomasz, czy ty nie zamierzasz się rozstać z Zosią?
Zosia zamarła z ręcznikiem przy brodzie. Co? Wiedziała, że to nie urojenie. Delikatnie, żeby nic nie zaskrzypiało, przyłożyła ucho do kafli.
– Mamo, przecież mówiłem odkładamy ślub, ale się nie rozstajemy.
– Odkładacie to wymówka! syczała Barbara, Widzę, jak się męczysz. Po co ci ona? Przecież to nie żona, żona powinna słuchać męża, a ta… Na co ślub, jak za rok będzie rozwód?
– Kocham ją, mamo powiedział Tomasz.
Zosia poczuła wzruszenie.
Ale kolejna wypowiedź teściowej odebrała ochotę na sentymenty.
– Mówisz, że ją kochasz? Sprytna dziewczyna, Tomku. Ile razy ci mówiłam jeszcze nie została żoną, a już nastawia cię przeciwko nam. Przestałeś pomagać siostrze, nie jeździsz na działkę… Zmienia cię, i nie na lepsze.
Zosia przykleiła się do kafli. Nastawia go przeciwko rodzinie? Kiedy? Przecież zawsze była grzeczna dla rodziców Tomka, nawet, gdy pan Jan rozjechał jej nową fryzurę krytycznymi słowami. Bolało, ale nie ripostowała.
Nigdy nie robiła niczego, by odciągać Tomka od rodziny. Wręcz przeciwnie, zachęcała go do kontaktów, wiedząc, jak ważna jest dla niego rodzina.
I nagle wszystko zrozumiała: odwlekanie ślubu nie dotyczy pieniędzy. To matka Tomka, która okłamuje ją w oczy i nie chce tego małżeństwa!
Zosia szybko wróciła do kuchni.
– Ach, Zosieńko wyszła! uśmiechnęła się Barbara. Właśnie z Tomkiem uzgadnialiśmy, że nie warto zwlekać z urzędem. Rozumiem młodość, ale życie na kocią łapę nie popieram.
Jakież to miłe.
– Oczywiście, pani Barbaro odparła Zosia. Nie będziemy długo odkładać. Uzbieramy trochę i do urzędu… Prawda, Tomku?
– Tak, Zosiu, można powiedzieć, że już jesteśmy po ślubie podjął.
Tamtej nocy, wracając do domu, Tomasz próbował ją objąć, ale Zosia się odsuwała. Nie wiedziała, od czego zacząć rozmowę. Warto w ogóle pytać? Skoro Tomasz nie zerwał, mimo żądań matki, to znaczy, że ją kocha… Ale ślub odwołał.
– Dziwnie się zachowywałeś, gdy twoja mama zaczęła mówić stwierdziła, patrząc na znikające za oknem światła Parku nad Wisłą.
– Ja? Nie, po prostu pogania ze ślubem i…
– Nie kłam. Ona wcale nie pogania. Jest przeciwna naszemu małżeństwu. Powiedziała, że nastawiam cię przeciwko niej. I że mamy się rozstać.
Tomasz nerwowo poprawił kierownicę.
– Więc słyszałaś? Zosiu, mama się boi, że syn się ożeni i ją zostawi. Typowa sytuacja, nie przejmuj się. Przejdzie jej.
Słowa przyszłej teściowej nie ruszały Zosi. Przyszła teściowa wiadomo nie chce stracić syna. Bardziej martwiło ją to, co mówił sam Tomasz: nie stanął po jej stronie, tylko przytaknął matce, byle nie było kłótni.
Kwestia ślubu wisiała w powietrzu. Tomasz chodził coraz bardziej posępny, a na sugestie Zosi związane z przyszłością odpowiadał: Może kiedyś…
Wtedy trafił się Tomkowi niezablokowany telefon.
Sprawdzę tylko godzinę tłumaczyła sobie Zosia Nie będę czytać wiadomości. Tylko… zerknę jednym okiem.
Na ekranie ostatnie powiadomienie od jego siostry, Marty. Marta była dwa lata młodsza od Zosi, ale zachowywała się, jakby wciąż miała dwanaście. Bez pracy, bez studiów, mieszkała z rodzicami i na ich koszt.
Wiadomość była bardzo jednoznaczna:
– Wiadomo, pieniędzy nie dostanę. Znowu pod pantoflem. No i siedź z nią, skoro jakaś baba ważniejsza niż rodzina.
Zosia przeczytała raz jeszcze. Znowu pod pantoflem.
I nagle coś sobie przypomniała…
Zanim jeszcze odwołali ślub, gdy Marta kolejny raz dzwoniła po pieniądze, Zosia w końcu powiedziała Tomkowi:
– Tomek, ona ma dwadzieścia siedem lat, ciągle mieszka z rodzicami i żąda od ciebie pieniędzy na zachcianki. Może już czas, żeby się wzięła do pracy? Nie mamy skarbonki bez dna.
Zosia nie chciała się mieszać, ale w końcu to także jej pieniądze do domu przynosiła tyle samo, co Tomasz, a nie zamierzała sponsorować jego rodzinę. Tomasz przyznał jej rację. Niechętnie, ale zgodził się Masz rację, Zosiu. Czas powiedzieć dość.
Teraz wszystko było jasne, kto nastawia rodzinę Tomka przeciwko niej.
Wzięła jego telefon, otwarła rozmowę z Martą, skopiowała treść wiadomości i przesłała ją sobie, by mieć dowód. Odłożyła telefon dokładnie tam, gdzie leżał.
Tomasz strzepywał śnieg w przedpokoju:
– Chleb kupiłem, i twój ulubiony czekolad z orzechami. Pomyślałem jeszcze…
– Tomasz przerwała mu Zosia.
– No, Tomasz. Kogoś innego się spodziewałaś, co? zażartował.
Ale ona żartu nie podchwyciła.
– Co to pisze ci Marta? zapytała.
Tomasz wiedział, że zanim ktoś go postawi pod ścianą, sam musi zaatakować, i już udawał obrażonego:
– Szperasz w moim telefonie pod moją nieobecność??
Klasyczna próba obrócenia kota ogonem.
– Nie ważne, co robiłam. Chcę wyjaśnienia. Teraz.
Tomasz stał chwilę, na jego twarzy przewijało się wszystko: od złości do paniki.
– Oj, Zosiu, nie przejmuj się. Jest jeszcze młoda, pewnie wydaje jej się, że wszystko jej się należy.
– Obraża się, że chciałam by dorosła? upewniła się Zosia.
– No… przyzwyczaiła się, że może prosić brata. Tak łatwo się nie odzwyczai od darmowej kasy. Zapomni, zobaczysz.
– To ona nastawiła twoich rodziców przeciwko mnie?
– No… tak przyznał Tomasz. Próbowałem tłumaczyć, że to nasze pieniądze, że Marta powinna sama… A mama od razu: Zosia cię pod pantofel wzięła, odwróciłeś się od rodziny dla niej! Ale ja tak nie myślę
– Ale ślub odwołałeś… Dobra. Ona nastawiła twoją rodzinę przeciwko mnie. Zrozumiałam. Nie chcę z nimi utrzymywać kontaktu. A ty? Sam chcesz się ze mną ożenić, czy odkładasz ślub, bo boisz się powiedzieć matce nie?
– Oczywiście, że chcę się z tobą ożenić! Ale jeszcze nie teraz… Może kiedyś… gdy się uspokoi…
Oto odpowiedź.
– Wiesz co, Tomku zrozumiałam jedno… Nie chcę wychodzić za kogoś, kto nie jest pewny swoich uczuć i drży na każdy krzyk swojej siostry. I dobrze, że ślubu nie będzie.



