Bezgraniczna bezczelność – Powiedz mi szczerze, Natalio – jęknął Krzysiek – jaka to w ogóle różnica, komu wynajmiemy ten domek? Swoim czy obcym? Przecież pieniądze te same. Natalia skończyła wieszać pranie na suszarce. Lepiej by pomógł, zamiast marudzić. – Krzysiu – odpowiedziała – Kochany, różnica jest taka, że od rodziny pieniędzy potem nie wyciągniesz. – Mówisz o Dawidzie? – skrzywił się – Dawid to mój brat! Na pewno zapłaci, sto procent. Nawet nie prosi o żadną zniżkę. Wynajmie dom za całą cenę, na całe lato. Nie będziemy musieli sami szukać lokatorów. – Krzyś, to domek nad morzem. W pięć minut mam chętnych. – Ale wytłumacz mi, czemu tak ci zależy, aby wynajmować nieznajomym? – Z obcymi jest prosto: umowa, zaliczka, nie płacą – wyprowadzka, spokój. A swoi zaczną: „Asiu, wiesz, my mamy dzieci…”, „Przelejemy trochę później”, „A telewizor się popsuł, ale przecież nie weźmiesz kary?” Wierz mi, swoje widziałam. Nie wiesz, jak to się kończy. Domek przeszedł na Natalię od rodziców, też go wynajmowali – byli z Poznania, a dom na wybrzeżu ładnie podreperował budżet. Natalia robiła to samo, ale z jednym warunkiem – zero znajomych, zero rodziny. Napatrzyła się, jak rodziców „kiwali” pseudo-przyjaciele. – I czym to się kończyło? – spytał mąż. – Tym, że rodzina nie płaciła i nawet nie przepraszała! „Co wam szkodzi, jeśli nas przyjmiecie?” Nie ma mowy. Domek to biznes, Krzyś, a nie darmowy pensjonat dla twojej rodziny. Dawid ostatnio stwierdził, że trzy miesiące nad morzem przyda się żonie i trójce dzieci. Latem ma luźniej w pracy, więc czas się wyciszyć. Natalii ani przez chwilę nie przemknęło, że Dawid zamierza cokolwiek zapłacić. – Dawid nie chce zamieszkać za darmo! – upierał się Krzysiek – Obiecał, że zapłaci. Naobiecuje każdy. – Po co się z tym użerać? Ludzie stoją w kolejce, by zapłacić stawkę rynkową. Przyjadą, podpiszemy umowę, będę spać spokojnie. Nie, żadnych krewnych, żadnych przyjaciół. Przyjaźń przyjaźnią, a kasa osobno. Ciężko się kłócić z pragmatyzmem Natalii, ale Krzysiek wiedział, jak ją przekonać. – Nie ufasz Dawidowi, ale mi ufasz? Natalia spojrzała wyczekująco. – Ufam, i co z tego? – Jakby co, sam zapłacę za domek, jeśli Dawid nie zapłaci – wypalił Krzysiek. Bohater, nie mniej. Argument był słaby. – Znakomite wyjście. Zapłacisz mi z naszego wspólnego budżetu? – No… jak już tak chcesz… – zmieszał się – Mogę znaleźć dodatkową pracę. Wieczorami, w weekendy. Wtedy to będą tylko twoje pieniądze. Pasuje? Natalia nie spodziewała się, że to dla Krzyśka aż tak ważne. Może, jeśli on aż tak wierzy w brata, powinna zaufać i ona? – Gadać to ty umiesz – powiedziała – Cała odpowiedzialność na tobie. Okej. Do lata jeszcze daleko, więc Natalia miała czas ochłonąć i nawet zaczęła ufać mężowi. Nadszedł czerwiec. I od razu pierwsze problemy. Krzysiek, wydzwaniający do Dawida co parę dni, z niewinnym pytaniem, żeby może zapłacić choć za miesiąc z góry, dostawał obiecujące odpowiedzi. – Jasne, Krzysiek, wszystko w porządku! Czekam tylko, aż duży klient prześle mi pieniądze. Obiecał do końca miesiąca. Ledwo dostanę, od razu wam prześlę. Przepraszam, tak wyszło. Nie przejmuj się! Koniec czerwca nastąpił. Pieniędzy nie było. Natalia wytrzymała miesiąc. Nie dopytywała, nie suszyła głowy, nie kłóciła się. Krzysiek prosił, żeby mu zaufała – więc zaufała. Ale kiedy po kolejnym telefonie do brata Krzysiek wrócił smętny, Natalia jednak zapytała: – No? Zapłacił? – Dawid jeszcze nie dostał przelewu od kontrahenta. Jak tylko dostanie, od razu się rozliczy! Od miesiąca ta sama śpiewka. Na języku już miała „a nie mówiłam?” – Mówiłam, że rodzina zawsze znajdzie ważny powód, by nie płacić na czas. – Natalka, to przypadek! – jąkał się Krzysiek – Przecież on nie specjalnie! Wiem, jak to wygląda… ale po prostu tak wyszło! Trzeba poczekać. – No jasne, poczekamy do września, aż wyniosą walizki i rzucą: „Dzięki za wspaniały wypoczynek, kiedyś oddamy”? – Natalia, ty przecież nic nie tracisz. Ja pójdę do pracy dorywczej. – Ty? Zaraz? Krzysztof od razu zwiędł. – Daj mu jeszcze dwa tygodnie. Jak nie, to… sam ci zapłacę… jeśli aż tak ci zależy. – Nie zmuszałam cię do takiej deklaracji. Sam się uparłeś, żeby udowodnić mi, że brat uczciwy. To udowodnij! Klimat w domu się zmienił – Krzysiek rozmawiał z Natalią już bez radości. Lipiec. Upał nie do wytrzymania. A wieczorami Natalia podglądała, jak Krzysiek przegląda ogłoszenia o pracę, ale na żadne nie dzwoni. – Krzyś, wiesz, jaki dziś dzień? Trzy czwarte wakacji minęło, a my nawet złotówki z wynajmu nie zobaczyliśmy – przypomniała. – Na razie u niego dalej cisza… Ale… – Jak tylko dostanie przelew, odda z procentem. Słyszałam. – Przecież nie okłamie! Mówi, że jak tylko dostanie, najpierw odda nam! Jeszcze coś dorzuci za kłopot. – Ja już nie wierzę. Poręczyłeś za niego? Powiedziałeś: „Ja zapłacę.” Więc płacisz. Gdzie ta twoja praca? Pisanie o sobie pracując wieczorami przewoził paczki i wracał do domu naburmuszony. – Wszystko przez ciebie… – rzucił któregoś dnia. – Przeze mnie? – Tak! – Może chociaż nauczysz się, żeby być dobrym na swój koszt, a nie cudzy. Zapłacisz za brata – może zrozumiesz. Natalia w duchu jeszcze liczyła na cud, że Dawid się opamięta i zapłaci za wszystko. Ledwo pomyślała, zadzwonił… do niej, nie do Krzyśka. Może się pomyliła? Może przeleje pieniądze? – Natalka, mam sprawę… – Dawid, nie mam czasu na „sprawy”. Mieliście już zapłacić za sierpień, a nadal czekam na kasę za lipiec. To już nie mój problem, to problem Krzyśka, który za ciebie poręczył. – Tak, Krzyś mi mówił! Biedny on u ciebie. Ale słuchaj, miałem awarię samochodu i wydałem wszystko na naprawę. Muszę jakoś wrócić rodziną do domu, a za wynajem – no, jakoś potem… Przewidywalne. Natalia rozłączyła się. Krzysiek, widząc jej minę, zrozumiał wszystko. – Dobra – przyznał – myliłem się, że tak ufałem. Ale ty… nawet nie dajesz mi prawa się pomylić! Zamiast wspierać, dobijasz… – A mam ci mówić: „Nic się nie stało, Krzysiu, niech odpoczywają za darmo, ja to jakoś przeboleję”? Sam obiecałeś, że zapłacisz. – Tak, sam to zrobiłem! – naburmuszył się – Ale nie sądziłem, że tak łatwo zgodzisz się, żebym swoje zdrowie poświęcił! W ogóle myślisz o mnie? – A twój brat o tobie? – On nie jest zły, po prostu tak wyszło… – Świetnie! On nie jest zły, bo mnie okrada i ciebie stawia w złej sytuacji, a ja jestem ta zła, bo upominam się o swoje? Krzysiek zamilkł. Wygląda na to, że w ich małżeństwie szykuje się trudny okres.

Bezczelność bez granic

No powiedz szczerze, Zosiu jęknął Bartek jaka to wielka różnica, komu wynajmiemy dom? Swoim czy obcym? Przecież złotówki te same.

Zosia właśnie kończyła rozwieszać pranie na suszarce. Lepiej by zrobił, jakby pomógł, zamiast marudzić.

Bartku odpowiedziała spokojnie Mój drogi, różnica jest taka, że od rodziny potem nawet grosza nie wyciągniesz.

Mówisz o Jerzyku? Bartek aż skrzywił się z niechęcią Przecież Jerzyk to mój własny brat! Zapłaci, ręczę ci! Przecież nawet nie chce zniżki. Zapłaci pełną stawkę! Na całe lato. I nie trzeba będzie szukać lokatorów.

Bartku, to dom nad Bałtykiem. Wynajmę go w pięć minut.

Ale wytłumacz mi, dlaczego tak ci zależy, żeby wynająć obcym?

Z obcymi wszystko jest jasne: umowa, zaliczka, nie płacą wyprowadzka, i święty spokój. A z rodziną zacznie się: “Oj Zosieńko, przecież wiesz, dzieci mamy”. “Oj, przelejemy później”. “Oj, rozbiliśmy telewizor, ale nie każesz nam płacić za szkody, prawda?” Wierz mi, widziałam to nie raz. Nie wiesz, czym to się kończy.

Domik przeszedł na Zosię po rodzicach, którzy też go wynajmowali. Sami mieszkali w Gdańsku, a tamten domek nad morzem był świetnym dodatkiem do pensji. Zosia robiła tak samo, pod jednym warunkiem żadnych znajomych, żadnej rodziny. Napatrzyła się, jak jej rodziców “przyjaciele” i “kuzyni” notorycznie naciągali na pieniądze.

I czym? spytał mąż.

Tym, że nie płacili i nawet nie przepraszali! Jakby to był obowiązek. “A co, żal wam dać rodzinie przenocować?” Nie ma mowy. To biznes, Bartku. Nie darmowy pensjonat dla twoich krewnych.

Jerzyk ostatnio wymyślił, że trzy miesiące nad morzem to właśnie to, czego jego żona i trójka dzieci potrzebują do szczęścia. Latem w pracy u niego cisza, więc można żyć dla przyjemności. I Zosia nie miała złudzeń, że planuje cokolwiek płacić.

Ale Jerzyk nie prosi, żebyś go gościła za darmo! uparcie powtarzał Bartek Zobaczysz, zapłaci!

Na początku każdy tak mówi.

Po co nam takie komplikacje? Na domek zawsze jest kolejka chętnych, gotowych płacić normalną cenę. Z nimi podpiszę umowę i będę spać spokojnie. Koniec, żadnej rodziny. Żadnych przyjaciół. Przyjaźń przyjaźnią, a pieniądze osobno.

Trudno się z Zosią nie zgodzić, ale Bartek wiedział, jak ją podejść.

Dobrze. Nie wierzysz Jerzykowi. Ale mnie chyba ufasz?

Zosia czekała na ciąg dalszy.

Ufam, i co z tego?

Ja sam ci zapłacę za najem, jakby Jerzyk nas oszukał wypalił Bartek, jak bohater romantyczny.

Tylko że argument był lichy.

Genialne Zapłacisz mi z naszych wspólnych pieniędzy.

No tak mówisz zmiękł, Znajdę dodatkową pracę. Przynajmniej na weekendy czy popołudnia. I oddam ci każdą złotówkę. To będą tylko twoje, nie nasze pieniądze. Pasuje?

Zosia nie spodziewała się, że Bartek tak bardzo tego chce. Może skoro tak ufa bratu, to ona też powinna temu zaufać

Nikomu nie odmówisz, ty westchnęła Cała odpowiedzialność na tobie. Okej.

Do lata było jeszcze daleko, więc Zosia nawet trochę się uspokoiła.

Czerwiec się zaczął, rozpoczęły się też kłopoty. Bartek, który dzwonił do Jerzyka co trzy dni z niewinnym: Hej, to może już byś coś wpłacił chociaż za miesiąc?, słyszał wciąż optymistyczne odpowiedzi.

Jasne, wszystko pod kontrolą! Pieniądze? Czekam aż mi klient za zlecenie zapłaci, obiecał na koniec miesiąca. Jak tylko dostanę, od razu ci prześlę. Wybacz, że to się odwleka, ale nic nie poradzę nie martw się!

Koniec czerwca.

Złotówek brak.

Zosia wytrzymała miesiąc. Nie narzekała, nie dopytywała. Bartek prosił ją, by mu zaufać zaufała. Nie chciała go upokarzać, ale gdy ponownie rozmawiał z bratem, nie wytrzymała i spytała:

I co? Zapłacił?

Jeszcze mu nie przelali za ostatni kontrakt, mówi, że jak tylko dostanie, to od razu nam zapłaci!

Ta sama śpiewka od miesiąca.

Na końcu języka miała sarkastyczne: Kto by się spodziewał.

A nie mówiłam? Tylko rodzina zawsze ma powody, żeby nie zapłacić na czas

Zośka, to zbieg okoliczności! zaczął się tłumaczyć Bartek Przecież nie robi tego specjalnie! Wiem, jak to wygląda, ale tak się po prostu złożyło! Musimy poczekać.

Pewnie, poczekajmy do września. Jak się wyprowadzą z trzema walizkami i usłyszysz: Dziękujemy za wspaniałe wakacje, kiedyś oddamy.

Ale przecież ty nie tracisz! Wezmę dodatkową pracę.

Ty? Od razu?

Bartek spochmurniał.

Daj mu jeszcze dwa tygodnie. Jeśli nie zapłaci to ja oddam. Skoro aż tak ci na tym zależy.

To nie ja cię zmusiłam do dania takiej obietnicy. Sam chciałeś udowodnić, że twój brat jest uczciwy. Udowodnij!

Atmosfera w domu zgęstniała. Bartek zaczął rozmawiać z Zosią bez entuzjazmu.

Lipiec był upalny. A Zosia przyłapała Bartka, że wieczorami przegląda ogłoszenia o pracę, ale nie dzwoni na żaden numer.

Bartek, zauważyłeś, że dziś trzydziesty? Dwie trzecie lata minęło, a my dalej zero złotych na wynajmie, przypomniała.

No jak na razie z płatnością dalej cisza ale

Jak tylko, tak od razu.

Odda! Gdy tylko dostanie pieniądze, najpierw nam zapłaci! I jeszcze dorzuci coś za zwłokę.

Już nie wierzę. Poręczyłeś za niego? Obiecałeś: Zapłacę. To płać. Gdzie ta twoja druga praca?

Ewidentnie Bartek nie był już taki chętny do ciężkiej pracy na dwa etaty, mimo własnych pozornie szczytnych obietnic. Łatwo było mówić, trudniej działać.

Znajdę coś. Ale wiesz same kiepskie oferty. Mam kręgosłup, nie mogę nosić ciężarów.

To lepiej przekonaj brata, by on szedł nosić worki. Ty mi obiecałeś. Albo idziesz i szukasz pracy teraz, albo dzwonię do Jerzyka i mówię, że jeśli do piątku nie wpłynie chociaż połowa, wyrzucam ich na podstawie umowy, a pieniądze odzyskam w sądzie.

Na Bartka spłynął zimny pot.

Nie dzwoń do Jerzyka! Jaki sąd? Co rodzina powie? I mamie to jak wytłumaczyć? Że brata podałem do sądu, Zosiu, nikt tego nie zrozumie.

Jerzyk nie chce płacić, Bartek nie chce stanąć na wysokości zadania ani pozywać brata, więc nagle postanowił, że winna jest Zosia.

Wiesz co? Tak to się o mnie troszczysz, żono! Ani trochę ci żal, że będę harował na dwa etaty tylko po to, żeby oddać ci, żonie, dług.

Nie zmuszałam cię, Bartku! Sam się zgłosiłeś!

Ale nie wiedziałem, że Jerzyk nas wystawi!

Za to ja wiedziałam odpowiedziała Zosia Bo to nie pierwszy raz. Ale nie posłuchałeś mnie.

Już zrozumiałem! Bartek zaczął udawać zranionego Ale ty też jesteś niezła! Zmuszasz mnie, żebym za niego harował i pokazujesz, że ciebie tylko pieniądze interesują! A jak zwalę się kiedyś na zawał, to co? I tak każe szukać drugiej pracy.

Nie zmuszam! Wymagam warunków, które SAM postawiłeś!

Dobrze! krzyknął Podejmę dodatkową pracę! Zapłacę za Jerzyka, skoro pieniądze są dla ciebie ważniejsze ode mnie! Proszę bardzo!

Obietnice runęły, ale Zosia i tak dostała swoje. Bartek wieczorami zaczął dorabiać jako kurier, a potem patrzył na Zosię jak wilk.

To przez ciebie rzucił któregoś dnia.

Przeze mnie?

Tak!

Może tak się nauczysz powiedziała Zosia Dobrze być dobrym na cudzy koszt. A teraz, jak sam zapłacisz za brata, może coś zrozumiesz.

Zosia przyznała przed sobą, że miała nadzieję, że Jerzykowi ruszy sumienie i sam odda, co trzeba. Jak na złość, wtedy Jerzyk zadzwonił. Do niej, nie do Bartka.

Czyżby się pomyliła? Przeleje teraz pieniądze?

Zosiu, sprawa jest

Jerzyk, nie mam czasu na twoje sprawy. Za sierpień już powinieneś się rozliczyć, a my dalej czekamy na lipiec. Teraz to już nie moja sprawa, tylko Bartka on za ciebie poręczył.

Tak, Bartek mi mówił! Ale zobacz, mam problem Auto mi się zepsuło podczas pobytu i wszystko musiałem wydać na naprawę. Muszę rodzinę jakoś wywieźć z powrotem, a za wynajem eee, może jakoś później?

Przewidywalnie.

Zosia się rozłączyła.

Bartek, który to usłyszał, zrozumiał wszystko.

Dobrze przyznał cicho Miałem nie ufać aż tak. Ale ty ty nie dajesz mi prawa do błędów! Zamiast wspierać, dobijasz

A co miałam, uśmiechać się i mówić: Nie szkodzi, Bartek, niech mają wczasy za darmo, a ja sobie poradzę? Sam nalegałeś, że zapłacisz!

Tak, nalegałem! posmutniał Ale nie spodziewałem się, że tak łatwo zgodzisz się, żebym się zdrowiem zamartwiał! O mnie w ogóle myślisz?

A twój brat o tobie myśli?

On nie jest zły, tylko tak wyszło

Aha. On jest spokojny z tym, że mnie naciągnął i ciebie wystawił, a ja bo żądam swojego jestem bez serca?

Bartek się zaciął.

Chyba nadchodził trudny czas dla ich małżeństwa.

Rate article
Fajna Tajna
Bezgraniczna bezczelność – Powiedz mi szczerze, Natalio – jęknął Krzysiek – jaka to w ogóle różnica, komu wynajmiemy ten domek? Swoim czy obcym? Przecież pieniądze te same. Natalia skończyła wieszać pranie na suszarce. Lepiej by pomógł, zamiast marudzić. – Krzysiu – odpowiedziała – Kochany, różnica jest taka, że od rodziny pieniędzy potem nie wyciągniesz. – Mówisz o Dawidzie? – skrzywił się – Dawid to mój brat! Na pewno zapłaci, sto procent. Nawet nie prosi o żadną zniżkę. Wynajmie dom za całą cenę, na całe lato. Nie będziemy musieli sami szukać lokatorów. – Krzyś, to domek nad morzem. W pięć minut mam chętnych. – Ale wytłumacz mi, czemu tak ci zależy, aby wynajmować nieznajomym? – Z obcymi jest prosto: umowa, zaliczka, nie płacą – wyprowadzka, spokój. A swoi zaczną: „Asiu, wiesz, my mamy dzieci…”, „Przelejemy trochę później”, „A telewizor się popsuł, ale przecież nie weźmiesz kary?” Wierz mi, swoje widziałam. Nie wiesz, jak to się kończy. Domek przeszedł na Natalię od rodziców, też go wynajmowali – byli z Poznania, a dom na wybrzeżu ładnie podreperował budżet. Natalia robiła to samo, ale z jednym warunkiem – zero znajomych, zero rodziny. Napatrzyła się, jak rodziców „kiwali” pseudo-przyjaciele. – I czym to się kończyło? – spytał mąż. – Tym, że rodzina nie płaciła i nawet nie przepraszała! „Co wam szkodzi, jeśli nas przyjmiecie?” Nie ma mowy. Domek to biznes, Krzyś, a nie darmowy pensjonat dla twojej rodziny. Dawid ostatnio stwierdził, że trzy miesiące nad morzem przyda się żonie i trójce dzieci. Latem ma luźniej w pracy, więc czas się wyciszyć. Natalii ani przez chwilę nie przemknęło, że Dawid zamierza cokolwiek zapłacić. – Dawid nie chce zamieszkać za darmo! – upierał się Krzysiek – Obiecał, że zapłaci. Naobiecuje każdy. – Po co się z tym użerać? Ludzie stoją w kolejce, by zapłacić stawkę rynkową. Przyjadą, podpiszemy umowę, będę spać spokojnie. Nie, żadnych krewnych, żadnych przyjaciół. Przyjaźń przyjaźnią, a kasa osobno. Ciężko się kłócić z pragmatyzmem Natalii, ale Krzysiek wiedział, jak ją przekonać. – Nie ufasz Dawidowi, ale mi ufasz? Natalia spojrzała wyczekująco. – Ufam, i co z tego? – Jakby co, sam zapłacę za domek, jeśli Dawid nie zapłaci – wypalił Krzysiek. Bohater, nie mniej. Argument był słaby. – Znakomite wyjście. Zapłacisz mi z naszego wspólnego budżetu? – No… jak już tak chcesz… – zmieszał się – Mogę znaleźć dodatkową pracę. Wieczorami, w weekendy. Wtedy to będą tylko twoje pieniądze. Pasuje? Natalia nie spodziewała się, że to dla Krzyśka aż tak ważne. Może, jeśli on aż tak wierzy w brata, powinna zaufać i ona? – Gadać to ty umiesz – powiedziała – Cała odpowiedzialność na tobie. Okej. Do lata jeszcze daleko, więc Natalia miała czas ochłonąć i nawet zaczęła ufać mężowi. Nadszedł czerwiec. I od razu pierwsze problemy. Krzysiek, wydzwaniający do Dawida co parę dni, z niewinnym pytaniem, żeby może zapłacić choć za miesiąc z góry, dostawał obiecujące odpowiedzi. – Jasne, Krzysiek, wszystko w porządku! Czekam tylko, aż duży klient prześle mi pieniądze. Obiecał do końca miesiąca. Ledwo dostanę, od razu wam prześlę. Przepraszam, tak wyszło. Nie przejmuj się! Koniec czerwca nastąpił. Pieniędzy nie było. Natalia wytrzymała miesiąc. Nie dopytywała, nie suszyła głowy, nie kłóciła się. Krzysiek prosił, żeby mu zaufała – więc zaufała. Ale kiedy po kolejnym telefonie do brata Krzysiek wrócił smętny, Natalia jednak zapytała: – No? Zapłacił? – Dawid jeszcze nie dostał przelewu od kontrahenta. Jak tylko dostanie, od razu się rozliczy! Od miesiąca ta sama śpiewka. Na języku już miała „a nie mówiłam?” – Mówiłam, że rodzina zawsze znajdzie ważny powód, by nie płacić na czas. – Natalka, to przypadek! – jąkał się Krzysiek – Przecież on nie specjalnie! Wiem, jak to wygląda… ale po prostu tak wyszło! Trzeba poczekać. – No jasne, poczekamy do września, aż wyniosą walizki i rzucą: „Dzięki za wspaniały wypoczynek, kiedyś oddamy”? – Natalia, ty przecież nic nie tracisz. Ja pójdę do pracy dorywczej. – Ty? Zaraz? Krzysztof od razu zwiędł. – Daj mu jeszcze dwa tygodnie. Jak nie, to… sam ci zapłacę… jeśli aż tak ci zależy. – Nie zmuszałam cię do takiej deklaracji. Sam się uparłeś, żeby udowodnić mi, że brat uczciwy. To udowodnij! Klimat w domu się zmienił – Krzysiek rozmawiał z Natalią już bez radości. Lipiec. Upał nie do wytrzymania. A wieczorami Natalia podglądała, jak Krzysiek przegląda ogłoszenia o pracę, ale na żadne nie dzwoni. – Krzyś, wiesz, jaki dziś dzień? Trzy czwarte wakacji minęło, a my nawet złotówki z wynajmu nie zobaczyliśmy – przypomniała. – Na razie u niego dalej cisza… Ale… – Jak tylko dostanie przelew, odda z procentem. Słyszałam. – Przecież nie okłamie! Mówi, że jak tylko dostanie, najpierw odda nam! Jeszcze coś dorzuci za kłopot. – Ja już nie wierzę. Poręczyłeś za niego? Powiedziałeś: „Ja zapłacę.” Więc płacisz. Gdzie ta twoja praca? Pisanie o sobie pracując wieczorami przewoził paczki i wracał do domu naburmuszony. – Wszystko przez ciebie… – rzucił któregoś dnia. – Przeze mnie? – Tak! – Może chociaż nauczysz się, żeby być dobrym na swój koszt, a nie cudzy. Zapłacisz za brata – może zrozumiesz. Natalia w duchu jeszcze liczyła na cud, że Dawid się opamięta i zapłaci za wszystko. Ledwo pomyślała, zadzwonił… do niej, nie do Krzyśka. Może się pomyliła? Może przeleje pieniądze? – Natalka, mam sprawę… – Dawid, nie mam czasu na „sprawy”. Mieliście już zapłacić za sierpień, a nadal czekam na kasę za lipiec. To już nie mój problem, to problem Krzyśka, który za ciebie poręczył. – Tak, Krzyś mi mówił! Biedny on u ciebie. Ale słuchaj, miałem awarię samochodu i wydałem wszystko na naprawę. Muszę jakoś wrócić rodziną do domu, a za wynajem – no, jakoś potem… Przewidywalne. Natalia rozłączyła się. Krzysiek, widząc jej minę, zrozumiał wszystko. – Dobra – przyznał – myliłem się, że tak ufałem. Ale ty… nawet nie dajesz mi prawa się pomylić! Zamiast wspierać, dobijasz… – A mam ci mówić: „Nic się nie stało, Krzysiu, niech odpoczywają za darmo, ja to jakoś przeboleję”? Sam obiecałeś, że zapłacisz. – Tak, sam to zrobiłem! – naburmuszył się – Ale nie sądziłem, że tak łatwo zgodzisz się, żebym swoje zdrowie poświęcił! W ogóle myślisz o mnie? – A twój brat o tobie? – On nie jest zły, po prostu tak wyszło… – Świetnie! On nie jest zły, bo mnie okrada i ciebie stawia w złej sytuacji, a ja jestem ta zła, bo upominam się o swoje? Krzysiek zamilkł. Wygląda na to, że w ich małżeństwie szykuje się trudny okres.