Bezczelność bez granic
No powiedz szczerze, Zosiu jęknął Bartek jaka to wielka różnica, komu wynajmiemy dom? Swoim czy obcym? Przecież złotówki te same.
Zosia właśnie kończyła rozwieszać pranie na suszarce. Lepiej by zrobił, jakby pomógł, zamiast marudzić.
Bartku odpowiedziała spokojnie Mój drogi, różnica jest taka, że od rodziny potem nawet grosza nie wyciągniesz.
Mówisz o Jerzyku? Bartek aż skrzywił się z niechęcią Przecież Jerzyk to mój własny brat! Zapłaci, ręczę ci! Przecież nawet nie chce zniżki. Zapłaci pełną stawkę! Na całe lato. I nie trzeba będzie szukać lokatorów.
Bartku, to dom nad Bałtykiem. Wynajmę go w pięć minut.
Ale wytłumacz mi, dlaczego tak ci zależy, żeby wynająć obcym?
Z obcymi wszystko jest jasne: umowa, zaliczka, nie płacą wyprowadzka, i święty spokój. A z rodziną zacznie się: “Oj Zosieńko, przecież wiesz, dzieci mamy”. “Oj, przelejemy później”. “Oj, rozbiliśmy telewizor, ale nie każesz nam płacić za szkody, prawda?” Wierz mi, widziałam to nie raz. Nie wiesz, czym to się kończy.
Domik przeszedł na Zosię po rodzicach, którzy też go wynajmowali. Sami mieszkali w Gdańsku, a tamten domek nad morzem był świetnym dodatkiem do pensji. Zosia robiła tak samo, pod jednym warunkiem żadnych znajomych, żadnej rodziny. Napatrzyła się, jak jej rodziców “przyjaciele” i “kuzyni” notorycznie naciągali na pieniądze.
I czym? spytał mąż.
Tym, że nie płacili i nawet nie przepraszali! Jakby to był obowiązek. “A co, żal wam dać rodzinie przenocować?” Nie ma mowy. To biznes, Bartku. Nie darmowy pensjonat dla twoich krewnych.
Jerzyk ostatnio wymyślił, że trzy miesiące nad morzem to właśnie to, czego jego żona i trójka dzieci potrzebują do szczęścia. Latem w pracy u niego cisza, więc można żyć dla przyjemności. I Zosia nie miała złudzeń, że planuje cokolwiek płacić.
Ale Jerzyk nie prosi, żebyś go gościła za darmo! uparcie powtarzał Bartek Zobaczysz, zapłaci!
Na początku każdy tak mówi.
Po co nam takie komplikacje? Na domek zawsze jest kolejka chętnych, gotowych płacić normalną cenę. Z nimi podpiszę umowę i będę spać spokojnie. Koniec, żadnej rodziny. Żadnych przyjaciół. Przyjaźń przyjaźnią, a pieniądze osobno.
Trudno się z Zosią nie zgodzić, ale Bartek wiedział, jak ją podejść.
Dobrze. Nie wierzysz Jerzykowi. Ale mnie chyba ufasz?
Zosia czekała na ciąg dalszy.
Ufam, i co z tego?
Ja sam ci zapłacę za najem, jakby Jerzyk nas oszukał wypalił Bartek, jak bohater romantyczny.
Tylko że argument był lichy.
Genialne Zapłacisz mi z naszych wspólnych pieniędzy.
No tak mówisz zmiękł, Znajdę dodatkową pracę. Przynajmniej na weekendy czy popołudnia. I oddam ci każdą złotówkę. To będą tylko twoje, nie nasze pieniądze. Pasuje?
Zosia nie spodziewała się, że Bartek tak bardzo tego chce. Może skoro tak ufa bratu, to ona też powinna temu zaufać
Nikomu nie odmówisz, ty westchnęła Cała odpowiedzialność na tobie. Okej.
Do lata było jeszcze daleko, więc Zosia nawet trochę się uspokoiła.
Czerwiec się zaczął, rozpoczęły się też kłopoty. Bartek, który dzwonił do Jerzyka co trzy dni z niewinnym: Hej, to może już byś coś wpłacił chociaż za miesiąc?, słyszał wciąż optymistyczne odpowiedzi.
Jasne, wszystko pod kontrolą! Pieniądze? Czekam aż mi klient za zlecenie zapłaci, obiecał na koniec miesiąca. Jak tylko dostanę, od razu ci prześlę. Wybacz, że to się odwleka, ale nic nie poradzę nie martw się!
Koniec czerwca.
Złotówek brak.
Zosia wytrzymała miesiąc. Nie narzekała, nie dopytywała. Bartek prosił ją, by mu zaufać zaufała. Nie chciała go upokarzać, ale gdy ponownie rozmawiał z bratem, nie wytrzymała i spytała:
I co? Zapłacił?
Jeszcze mu nie przelali za ostatni kontrakt, mówi, że jak tylko dostanie, to od razu nam zapłaci!
Ta sama śpiewka od miesiąca.
Na końcu języka miała sarkastyczne: Kto by się spodziewał.
A nie mówiłam? Tylko rodzina zawsze ma powody, żeby nie zapłacić na czas
Zośka, to zbieg okoliczności! zaczął się tłumaczyć Bartek Przecież nie robi tego specjalnie! Wiem, jak to wygląda, ale tak się po prostu złożyło! Musimy poczekać.
Pewnie, poczekajmy do września. Jak się wyprowadzą z trzema walizkami i usłyszysz: Dziękujemy za wspaniałe wakacje, kiedyś oddamy.
Ale przecież ty nie tracisz! Wezmę dodatkową pracę.
Ty? Od razu?
Bartek spochmurniał.
Daj mu jeszcze dwa tygodnie. Jeśli nie zapłaci to ja oddam. Skoro aż tak ci na tym zależy.
To nie ja cię zmusiłam do dania takiej obietnicy. Sam chciałeś udowodnić, że twój brat jest uczciwy. Udowodnij!
Atmosfera w domu zgęstniała. Bartek zaczął rozmawiać z Zosią bez entuzjazmu.
Lipiec był upalny. A Zosia przyłapała Bartka, że wieczorami przegląda ogłoszenia o pracę, ale nie dzwoni na żaden numer.
Bartek, zauważyłeś, że dziś trzydziesty? Dwie trzecie lata minęło, a my dalej zero złotych na wynajmie, przypomniała.
No jak na razie z płatnością dalej cisza ale
Jak tylko, tak od razu.
Odda! Gdy tylko dostanie pieniądze, najpierw nam zapłaci! I jeszcze dorzuci coś za zwłokę.
Już nie wierzę. Poręczyłeś za niego? Obiecałeś: Zapłacę. To płać. Gdzie ta twoja druga praca?
Ewidentnie Bartek nie był już taki chętny do ciężkiej pracy na dwa etaty, mimo własnych pozornie szczytnych obietnic. Łatwo było mówić, trudniej działać.
Znajdę coś. Ale wiesz same kiepskie oferty. Mam kręgosłup, nie mogę nosić ciężarów.
To lepiej przekonaj brata, by on szedł nosić worki. Ty mi obiecałeś. Albo idziesz i szukasz pracy teraz, albo dzwonię do Jerzyka i mówię, że jeśli do piątku nie wpłynie chociaż połowa, wyrzucam ich na podstawie umowy, a pieniądze odzyskam w sądzie.
Na Bartka spłynął zimny pot.
Nie dzwoń do Jerzyka! Jaki sąd? Co rodzina powie? I mamie to jak wytłumaczyć? Że brata podałem do sądu, Zosiu, nikt tego nie zrozumie.
Jerzyk nie chce płacić, Bartek nie chce stanąć na wysokości zadania ani pozywać brata, więc nagle postanowił, że winna jest Zosia.
Wiesz co? Tak to się o mnie troszczysz, żono! Ani trochę ci żal, że będę harował na dwa etaty tylko po to, żeby oddać ci, żonie, dług.
Nie zmuszałam cię, Bartku! Sam się zgłosiłeś!
Ale nie wiedziałem, że Jerzyk nas wystawi!
Za to ja wiedziałam odpowiedziała Zosia Bo to nie pierwszy raz. Ale nie posłuchałeś mnie.
Już zrozumiałem! Bartek zaczął udawać zranionego Ale ty też jesteś niezła! Zmuszasz mnie, żebym za niego harował i pokazujesz, że ciebie tylko pieniądze interesują! A jak zwalę się kiedyś na zawał, to co? I tak każe szukać drugiej pracy.
Nie zmuszam! Wymagam warunków, które SAM postawiłeś!
Dobrze! krzyknął Podejmę dodatkową pracę! Zapłacę za Jerzyka, skoro pieniądze są dla ciebie ważniejsze ode mnie! Proszę bardzo!
Obietnice runęły, ale Zosia i tak dostała swoje. Bartek wieczorami zaczął dorabiać jako kurier, a potem patrzył na Zosię jak wilk.
To przez ciebie rzucił któregoś dnia.
Przeze mnie?
Tak!
Może tak się nauczysz powiedziała Zosia Dobrze być dobrym na cudzy koszt. A teraz, jak sam zapłacisz za brata, może coś zrozumiesz.
Zosia przyznała przed sobą, że miała nadzieję, że Jerzykowi ruszy sumienie i sam odda, co trzeba. Jak na złość, wtedy Jerzyk zadzwonił. Do niej, nie do Bartka.
Czyżby się pomyliła? Przeleje teraz pieniądze?
Zosiu, sprawa jest
Jerzyk, nie mam czasu na twoje sprawy. Za sierpień już powinieneś się rozliczyć, a my dalej czekamy na lipiec. Teraz to już nie moja sprawa, tylko Bartka on za ciebie poręczył.
Tak, Bartek mi mówił! Ale zobacz, mam problem Auto mi się zepsuło podczas pobytu i wszystko musiałem wydać na naprawę. Muszę rodzinę jakoś wywieźć z powrotem, a za wynajem eee, może jakoś później?
Przewidywalnie.
Zosia się rozłączyła.
Bartek, który to usłyszał, zrozumiał wszystko.
Dobrze przyznał cicho Miałem nie ufać aż tak. Ale ty ty nie dajesz mi prawa do błędów! Zamiast wspierać, dobijasz
A co miałam, uśmiechać się i mówić: Nie szkodzi, Bartek, niech mają wczasy za darmo, a ja sobie poradzę? Sam nalegałeś, że zapłacisz!
Tak, nalegałem! posmutniał Ale nie spodziewałem się, że tak łatwo zgodzisz się, żebym się zdrowiem zamartwiał! O mnie w ogóle myślisz?
A twój brat o tobie myśli?
On nie jest zły, tylko tak wyszło
Aha. On jest spokojny z tym, że mnie naciągnął i ciebie wystawił, a ja bo żądam swojego jestem bez serca?
Bartek się zaciął.
Chyba nadchodził trudny czas dla ich małżeństwa.



