Leksu, ja Cię nie rozumiem! Zwariowałeś? Co znaczy – odchodzę?! – To znaczy, co słyszysz. Od dawna mam kochankę! Jest młodsza ode mnie o 16 lat! I postanowiłem, że z nią będzie mi lepiej! – Przecież ona mogłaby być Twoją córką! – Nic podobnego! Ma już 20 lat. Olek podszedł do niej. – W ogóle, Weronika ma bardzo bogatego ojca. W końcu będę żyć, jak zawsze marzyłem! Zrozumiałaś? A poza tym urodzi mi dziecko, w przeciwieństwie do Ciebie! Każde jego słowo raniło Basię. Wiedziała, że prędzej czy później to się stanie, bo nie mieli dzieci. Ale nie wyobrażała sobie, że nastąpi to w tak upokarzający sposób. Przeżyli z Olkiem prawie 15 lat. Było różnie, jak u wszystkich. Ale Basia zawsze uważała, że w rodzinie musi być wzajemny szacunek – bez tego nie ma nic. – Basia, mogłabyś chociaż popłakać dla przyzwoitości, bo nieco głupio się czuję. Kobieta dumnie uniosła głowę. – Czemu miałabym płakać? Cieszę się z Twojego szczęścia! Naprawdę! Może chociaż jedno z nas spełni swoje marzenie. Olek skrzywił się. – Czemu wciąż wypominasz mi swoje malunki? To nawet nie jest praca, to nic! – No tak, to hobby. Ale gdybym mniej pracowała, a Ty więcej zarabiał, też mogłabym robić to, co kocham. – Daj spokój. Czym Ty się jeszcze możesz zajmować? Dzieci i tak nie urodzisz. Pracuj i już. Odwróciła się do Olka, próbującego zapiąć walizkę. – Leksu, a ta Twoja nowa… Pasja. Ona przecież nie będzie pracować. Jak zamierzacie żyć? Ty też pracować nie lubisz. – To już nie Twoja sprawa! Ale dziś mam dobry humor, opowiem. Na swoje pieniądze długo żyć nie będziemy. A potem, gdy Weronika zajdzie w ciążę, jej ojciec nas dosłownie zasypie kasą! Zresztą już teraz nam starczy, nie martw się! Olek w końcu zamknął walizkę i wyszedł z mieszkania, trzaskając głośno drzwiami. Basia się skrzywiła – nigdy nie lubiła hałasu. Podeszła do okna. Pod klatkę podjechał piękny czerwony samochód. Wyskoczyła z niego młoda dziewczyna, rzuciła się Olekowi na szyję. Oczywiście, wszystkie sąsiadki natychmiast zwróciły uwagę na tę scenę. No tak, nie mógł odejść normalnie, musiał ją upokorzyć. A jednak Basia poczuła ulgę. Ich życie ostatnio i tak przypominało teatrzyk. Olek prawie już przestał wracać na noc. Wszystko rozumiała, ale nie potrafiła sama skończyć tej farsy zwanej małżeństwem. Sięgnęła po telefon. – Rita, hej. Masz jakieś plany na wieczór? Przyjaciółka się zdziwiła. – Co ty, wynurzyłaś się ze swojej depresji? – Daj spokój. Żadnej depresji nie było, tylko chandra. Chodźmy gdzieś wieczorem! Na drinka, pogadać, tym bardziej, że jest okazja. Przez sekundę była cisza w słuchawce, potem Rita zapytała ostrożnie: – Basia, wszystko dobrze? Łykasz jakieś tabletki? Może na ból głowy, może na temperaturę? Temperatura jest? – Rita, nie przeginaj! – Jeśli mówisz poważnie, to jestem za! Mam już dość oglądania Twojej zgaszonej miny! Tylko… – Co? Nie możesz? – Nie o to chodzi. A co Twój Oleczek na to? Kto mu poda obiad do kanapy i wytrze nos? – Rita, o 19 w „Diamentowym”! Basia rozłączyła się. Czasem miała ochotę udusić swoją przyjaciółkę. W sumie od pierwszego spotkania. Ale nigdy nie przeszkodziło to ich przyjaźni. Basia chwyciła torebkę i wybiegła z mieszkania. Już południe, a miała tyle rzeczy do załatwienia. Rita zerkała nerwowo na zegarek. Basia nigdy się nie spóźniała, dziś – już pięć minut po czasie. W drzwiach restauracji pojawiła się Basia i wszyscy przecierali oczy. Nie tylko Rita. Basia zawsze miała długie włosy, związane w kok. Teraz krótkie, jasne, w stylowym bobie. Makijaż – perfekcyjny. Sukienka luźna, niby prosta, ale podkreślająca figurę bardziej niż najbardziej obcisłe jeansy. – Basia, wow… Basia triumfalnie usiadła przy stole. – Podoba się? – Jasne! Wyglądasz o dziesięć lat młodziej. Ale nie mów mi, że wyrzuciłaś Olka! – Nie mówię! Sam wyszedł. Patrzyły na siebie przez chwilę, po czym wybuchły śmiechem. Po pół godzinie przyniesiono im drinki od pana z sąsiedniego stolika. Był starszy o kilka lat. Rita spojrzała na Basię z chytrym uśmiechem: – No proszę, już masz adoratorów. Basia machnęła mężczyźnie ręką, zapraszając do stolika. Rita aż otworzyła oczy szeroko: – Dzisiaj naprawdę mi się podobasz! Posiedziały do późna. Mężczyzna miał na imię Igor – był wesoły, inteligentny, nienachalny i bardzo sympatyczny. Odprowadził Ritę do taksówki, a Basi zaproponował spacer. – Mogę iść na drugi koniec miasta piechotą! Mam samochód, ale dziś nie siadam za kółko. – Ale ja mieszkam dwie ulice stąd! Dotarli do jej domu nad ranem. Rozmawiali, spacerowali. – Basia, nie spytałem – co świętowałyście? To może Twoje urodziny? Powinienem kupić prezent! – Nie… No może trochę. Wczoraj mąż mnie zostawił. Basia posłała swój najpiękniejszy uśmiech. Igor spojrzał zaskoczony. – No, Basiu… Potrafisz zaskoczyć. Trzy tygodnie później Basia i Rita siedziały w kawiarni. – Basia, jak Igor? Uśmiechnęła się. – Rita, nigdy nie byłam tak szczęśliwa. Wiesz, niczego przed nim nie ukrywam. Jakoś umie radzić sobie z moimi humorkami. – Ale coś Cię gryzie? – Tak… Olek nie chce dać spokoju. Nie wiem czemu, ale zaprosił mnie na ślub. – Serio? Po co? – Może chce zobaczyć byłą zrozpaczoną i zapłakaną. Albo nowej żonie pokazać. – Cham… Basia, zabierz Igora. Podjedziecie, pogratulujecie, po czym wyjdziecie. Najważniejsze – utrzesz mu nosa! …Olek patrzył na Weronikę. – Jaka jesteś piękna… – Wiem. Myślisz, że tata przyjdzie? – No jak nie, przecież jesteś jego córką… – Córką… Od roku ani złotówki, uczy mnie pracować. Fajny tata. Olek przytulił ją. – Nie martw się, na pewno przyjdzie, w końcu córka wychodzi za mąż! Zrobili wesele na kredyt. Oboje byli pewni, że ojciec Weroniki odpuści i otworzy worek kasy. – Olek? – A Twoja była przyjdzie? – Wyobraź sobie, tak! Dzwoniła wczoraj. – Nie wierzę! – Tak! Myślę, że będzie błagać o powrót. – Pewnie. Kocham takie sceny! Kiedy Basia wytłumaczyła Igorowi, o co chodzi, zdziwił się. – O której to wesele? – O drugiej. Co, jesteś zajęty? – Jak się nazywa Twój były? – Olek. A co? – Oj, Basia, bywa! Oczywiście, jadę z Tobą. Wszystko jej wyjaśnił dopiero w drodze na uroczystość. Basia była tak zszokowana, że nawet nie spróbowała niczego zmienić. Szli razem do stołu młodych. Basia z dumą trzymała Igora pod rękę. Ale Olek i Weronika jakoś nie byli szczęśliwi. Gdy podeszli bliżej, Weronika szepnęła: – Tata? A Olek wyjąkał: – Basia? Nie poznał jej od razu. Nie podejrzewał, że jego żona może tak wyglądać. Igor podał córce kwiaty, kopertę i powiedział: – To świetnie, że wyszłaś za mąż i jesteś samodzielna. Bo my z Basią planujemy objechać świat. Odwrócił się do Olka: – Wie Pan, przyszłej teściowej też należy się odpoczynek. Przekazuję więc córkę w Pańskie ręce. Przepraszam, ale już musimy iść. Wyszli z restauracji. Basi chciało się śmiać, ale nie wiedziała, jak zareaguje Igor. Wtem on uśmiechnął się do niej: – Wiesz, będziesz musiała za mnie wyjść. Basia zamyśliła się. Potem poważnie odpowiedziała: – Jak trzeba – to trzeba… Z uśmiechem ruszyli do auta. A Igor przez telefon rezerwował już bilety – byle gdzie, byleby było ciepło i było morze.

Pawle, ja cię nie rozumiem. Zwariowałeś? Co to znaczy odchodzę?

To, co słyszysz. Od dawna mam kochankę! Jest ode mnie młodsza o szesnaście lat! I zdecydowałem, że z nią będzie mi lepiej!

Przecież ona mogłaby być twoją córką!

Wcale nie! Ma już dwadzieścia lat.

Aleksy podszedł bliżej.

I słuchaj. Lidia ma bogatego ojca. Wreszcie będę żył tak, jak zawsze marzyłem! Rozumiesz? A potem ona urodzi mi dziecko, czego tobie się nie udało!

Każde jego słowo bolało Teresę, aż do samego wnętrza. Wiedziała, że prędzej czy później coś takiego się wydarzy, bo nie mieli dzieci.

Ale nigdy nie przyszło jej do głowy, że wszystko załatwi w tak upokarzający sposób.

Byli małżeństwem z Aleksym prawie piętnaście lat. Przeżyli wspólnie różne rzeczy, jak wszyscy. Teresa jednak zawsze uważała, że w rodzinie musi być szacunek bez tego nic nie ma sensu.

Teresa, chociaż uroniłabyś łzę na znak przyzwoitości, bo jakoś mi głupio.

Kobieta uniosła dumnie głowę.

Czemu mam płakać? Bardzo się cieszę! Tak, cieszę się z ciebie. Niech przynajmniej jedno z nas spełni swoje marzenie.

Aleksy wykrzywił się.

A po co mi wciąż wypominasz te swoje farby? To przecież nie praca, a fanaberia!

Tak, to tylko hobby. Ale gdybym mniej pracowała, a ty zarabiałbyś nieco więcej, to mogłabym zajmować się tym, co kocham.

Daj spokój! Co miałabyś innego robić? I tak nie możesz mieć dzieci. Pracuj, a nie narzekaj.

Odwróciła się do niego, chwilę patrzyła i spytała, gdy walczył z zamkiem walizki:

Aleksy, twoja nowa… ta dziewczyna przecież nie będzie pracować. Za co będziecie żyć? Ty przecież też nie lubisz wysiłku.

To już nie twoja sprawa! Ale dobra, dziś jestem w nastroju, to ci powiem: z własnych pieniędzy będziemy żyć tylko chwilę.

A potem, kiedy Lidia będzie w ciąży, jej tata zasypie nas złotówkami! Nawet teraz starczy, nie przejmuj się!

Aleksy wreszcie domknął walizkę i wyszedł, głośno zatrzaskując drzwi. Teresa skrzywiła się, nie znosiła hałasów. Przez chwilę patrzyła przez okno.

Pod kamienicę podjechał czerwony fiat. Z auta wybiegła młoda dziewczyna, zarzuciła się Aleksiemu na szyję.

Wszystkie sąsiadki aż się przykleiły do okien, by przyglądać się tej scenie. No, nie mógł odejść po cichu, musiał ją jeszcze ośmieszyć.

Teraz niespodziewanie Teresę ogarnęła ulga. Ostatnio ich życie i tak przypominało karykaturę.

Aleksy praktycznie nie bywał już w domu. Wszystko rozumiała, ale nie potrafiła sama rozplątać tej plątaniny, która z dawna już nie była rodziną.

Zadzwoniła po komórkę.

Rysia, cześć. Masz jakieś plany na wieczór?

Przyjaciółka była zaskoczona.

Jak to? Wyszłaś w końcu z dołka?

Oj przestań! Żadnej depresji nie miałam, po prostu trochę smutku. Może wyjdziemy gdzieś wieczorem? Pogadamy przy winie, mam nawet okazję.

Na linię zapadła cisza, a potem Rysia ostrożnie spytała:

Teresa, czy wszystko w porządku? Brałaś dziś jakieś leki? Może na głowę? Gorączki nie masz?

Rysiu, już porzuć troski!

Jeśli mówisz poważnie, to bardzo chętnie. Mam dosyć patrzenia na twoją smutną minę! Tylko…

Co? Nie możesz?

Nie o to chodzi. Twój Aleksy cię puści? Kto mu zaniesie kolację na kanapę, kto otrze smarki?

Rysia, siódma, Diament.

Odłożyła telefon. Kiedyś swoją przyjaciółkę udusi. I to niedługo.

Teresa uśmiechnęła się do siebie. Miała ochotę coś zrobić z Rysią od pierwszego spotkania.

To jednak zupełnie nie wpływało na ich przyjaźń. Teresa chwyciła torebkę i wybiegła z mieszkania. Było już po południu a tyle rzeczy miała do załatwienia.

Rysia nerwowo zerkała na zegarek. Teresa nigdy się nie spóźniała, a tu już pięć minut po terminie.

Gdy Teresa weszła do restauracji, wszystkim opadły szczęki. Nie tylko Rysia otworzyła usta ze zdumienia.

Teresa zawsze miała długie włosy, uczesane w kok. Dziś krótki, jasny bob.

Z reguły się nie malowała. Tylko tusz i krem po kąpieli. Teraz perfekcyjny makijaż.

Zazwyczaj zakładała spodnie, a dziś luźna sukienka, która podkreślała figurę bardziej niż opinające dżinsy.

Teresa, niesamowite…

Teresa z triumfem odstawiła torebkę na krzesło i usiadła.

Podoba się?

Jeszcze jak! Odjęło ci z dziesięć lat! Nie mów, że wyrzuciłaś Aleksa z domu.

Nie powiem! Sam odszedł.

Patrzyły na siebie chwilę, po czym wybuchły śmiechem.

Po pół godzinie przyszedł do nich kelner z drinkami od pana siedzącego przy sąsiednim stoliku. Był trochę starszy, może o pięć lat.

Rysia zerknęła na Teresę z chytrym błyskiem:

Popatrz, już masz adoratora.

Teresa zamachała do mężczyzny ręką, zapraszając go do siebie. Rysia aż otworzyła szeroko oczy.

Dziś naprawdę jesteś inna!

Zabawiły w Diamentcie prawie do północy. Mężczyzna miał na imię Igor był wesoły, inteligentny, nienachalny i nawet przystojny.

Kiedy odprowadził Rysię do taksówki, zaproponował Teresie, że pójdzie z nią.

Mogę iść na pieszo przez całe miasto, chociaż mam samochód. Ale po kilku kieliszkach nie wsiadam za kółko.

To nie trzeba daleko, mieszkam dwie przecznice stąd.

Do jej bloku dotarli już nad ranem. Spacery, rozmowy wszystko było lekkie, naturalne.

Teresa, nawet nie spytałem, widziałem, że coś świętowałyście. To nie przypadkiem twoje urodziny? Muszę ci kupić prezent!

Nie Choć można tak powiedzieć. Wczoraj mąż mnie zostawił.

I Teresa uśmiechnęła się swoim najpiękniejszym uśmiechem. Igor patrzył na nią z rozbawieniem.

No, Tereso Potrafisz zaskakiwać.

Trzy tygodnie później Teresa i Rysia siedziały w kawiarni.

Teresa, jak ci z Igorem?

Uśmiechnęła się pogodnie.

Rysiu, chyba nigdy nie byłam tak szczęśliwa. Wszystko mu opowiadam, a on jednym gestem radzi sobie nawet z moimi lękami.

Ale coś cię jednak gryzło? Widać.

Taa… Aleksemu nie daje spokoju. Nie wiem, czemu, ale wysłał mi zaproszenie na wesele.

No nie… Po co?

Może chce zobaczyć zapłakaną, zrozpaczoną byłą. Albo się przed nową pochwalić.

Cham… Weź Igora i po prostu pokaż im, jak dobrze ci się powodzi! Najważniejsze nie daj mu satysfakcji…

…Aleksy patrzył na Lidię.

Jesteś taka piękna…

Wiem. Myślisz, że tata przyjdzie?

Jakby mógł nie przyjść jesteś jego córką.

Córką… Od roku żadnej złotówki, ciągle każe mi pracować. Też mi ojciec.

Aleksy objął ją.

Nie martw się, przyjdzie, bo bierzesz ślub.

Wesele było na kredyt. Oboje wierzyli, że ojciec Lidii się zlituje i znowu otworzy portfel.

Aleksy?

Tak?

Ona przyjdzie?

Wyobraź sobie, tak! Dzwoniła wczoraj.

Nie wierzę!

Tak. Będzie błagać, żebym wrócił.

Też mi się tak wydaje. Kocham takie sceny!

Gdy Teresa wyjaśniła Igorowi, czego od niego potrzebuje, było zdziwiony.

O której to wesele?

O drugiej po południu. Czemu pytasz? Zajęty?

Jak się nazywa twój były?

Aleksy. A co?

O, Tereso świat jest mały. Pojadę z tobą.

Powiedział jej wszystko dopiero po drodze. Teresa była tak zaskoczona, że nie próbowała niczego zmieniać.

Weszli na salę dumni i eleganccy, Teresa pod rękę z Igorem.

Ale zarówno Aleksy, jak i Lidia wydawali się zaskakująco niespokojni. Kiedy podeszli, Lidia wyszeptała:

Tato?

I tylko Aleksy wydusił z siebie:

Teresa?

Nie poznał jej od razu. Nie mógł uwierzyć, że żona mogła tak się zmienić.

Igor wręczył Lidii kwiaty, kopertę i powiedział:

To dobrze, że w końcu wyszłaś za mąż i stoisz na własnych nogach. A my z Teresą wybieramy się zwiedzić świat.

Zwrócił się do Aleksego:

Rozumie pan, że jej przyszła teściowa też zasługuje na odrobinę wolności? Przekazuję swoją córkę w wasze dobre ręce. Proszę wybaczyć, musimy się już pożegnać.

Wyszli razem przed restaurację. Teresa miała ochotę śmiać się do łez, ale bała się reakcji Igora. On jednak spojrzał na nią łobuzersko.

Rozumiesz, że teraz musisz za mnie wyjść?

Teresa spoważniała.

No cóż, jeśli trzeba, to trzeba…

Objęci poszli do samochodu, a Igor już przez telefon zamawiał bilety byle w miejsce, gdzie ciepło i morze.

Rate article
Fajna Tajna
Leksu, ja Cię nie rozumiem! Zwariowałeś? Co znaczy – odchodzę?! – To znaczy, co słyszysz. Od dawna mam kochankę! Jest młodsza ode mnie o 16 lat! I postanowiłem, że z nią będzie mi lepiej! – Przecież ona mogłaby być Twoją córką! – Nic podobnego! Ma już 20 lat. Olek podszedł do niej. – W ogóle, Weronika ma bardzo bogatego ojca. W końcu będę żyć, jak zawsze marzyłem! Zrozumiałaś? A poza tym urodzi mi dziecko, w przeciwieństwie do Ciebie! Każde jego słowo raniło Basię. Wiedziała, że prędzej czy później to się stanie, bo nie mieli dzieci. Ale nie wyobrażała sobie, że nastąpi to w tak upokarzający sposób. Przeżyli z Olkiem prawie 15 lat. Było różnie, jak u wszystkich. Ale Basia zawsze uważała, że w rodzinie musi być wzajemny szacunek – bez tego nie ma nic. – Basia, mogłabyś chociaż popłakać dla przyzwoitości, bo nieco głupio się czuję. Kobieta dumnie uniosła głowę. – Czemu miałabym płakać? Cieszę się z Twojego szczęścia! Naprawdę! Może chociaż jedno z nas spełni swoje marzenie. Olek skrzywił się. – Czemu wciąż wypominasz mi swoje malunki? To nawet nie jest praca, to nic! – No tak, to hobby. Ale gdybym mniej pracowała, a Ty więcej zarabiał, też mogłabym robić to, co kocham. – Daj spokój. Czym Ty się jeszcze możesz zajmować? Dzieci i tak nie urodzisz. Pracuj i już. Odwróciła się do Olka, próbującego zapiąć walizkę. – Leksu, a ta Twoja nowa… Pasja. Ona przecież nie będzie pracować. Jak zamierzacie żyć? Ty też pracować nie lubisz. – To już nie Twoja sprawa! Ale dziś mam dobry humor, opowiem. Na swoje pieniądze długo żyć nie będziemy. A potem, gdy Weronika zajdzie w ciążę, jej ojciec nas dosłownie zasypie kasą! Zresztą już teraz nam starczy, nie martw się! Olek w końcu zamknął walizkę i wyszedł z mieszkania, trzaskając głośno drzwiami. Basia się skrzywiła – nigdy nie lubiła hałasu. Podeszła do okna. Pod klatkę podjechał piękny czerwony samochód. Wyskoczyła z niego młoda dziewczyna, rzuciła się Olekowi na szyję. Oczywiście, wszystkie sąsiadki natychmiast zwróciły uwagę na tę scenę. No tak, nie mógł odejść normalnie, musiał ją upokorzyć. A jednak Basia poczuła ulgę. Ich życie ostatnio i tak przypominało teatrzyk. Olek prawie już przestał wracać na noc. Wszystko rozumiała, ale nie potrafiła sama skończyć tej farsy zwanej małżeństwem. Sięgnęła po telefon. – Rita, hej. Masz jakieś plany na wieczór? Przyjaciółka się zdziwiła. – Co ty, wynurzyłaś się ze swojej depresji? – Daj spokój. Żadnej depresji nie było, tylko chandra. Chodźmy gdzieś wieczorem! Na drinka, pogadać, tym bardziej, że jest okazja. Przez sekundę była cisza w słuchawce, potem Rita zapytała ostrożnie: – Basia, wszystko dobrze? Łykasz jakieś tabletki? Może na ból głowy, może na temperaturę? Temperatura jest? – Rita, nie przeginaj! – Jeśli mówisz poważnie, to jestem za! Mam już dość oglądania Twojej zgaszonej miny! Tylko… – Co? Nie możesz? – Nie o to chodzi. A co Twój Oleczek na to? Kto mu poda obiad do kanapy i wytrze nos? – Rita, o 19 w „Diamentowym”! Basia rozłączyła się. Czasem miała ochotę udusić swoją przyjaciółkę. W sumie od pierwszego spotkania. Ale nigdy nie przeszkodziło to ich przyjaźni. Basia chwyciła torebkę i wybiegła z mieszkania. Już południe, a miała tyle rzeczy do załatwienia. Rita zerkała nerwowo na zegarek. Basia nigdy się nie spóźniała, dziś – już pięć minut po czasie. W drzwiach restauracji pojawiła się Basia i wszyscy przecierali oczy. Nie tylko Rita. Basia zawsze miała długie włosy, związane w kok. Teraz krótkie, jasne, w stylowym bobie. Makijaż – perfekcyjny. Sukienka luźna, niby prosta, ale podkreślająca figurę bardziej niż najbardziej obcisłe jeansy. – Basia, wow… Basia triumfalnie usiadła przy stole. – Podoba się? – Jasne! Wyglądasz o dziesięć lat młodziej. Ale nie mów mi, że wyrzuciłaś Olka! – Nie mówię! Sam wyszedł. Patrzyły na siebie przez chwilę, po czym wybuchły śmiechem. Po pół godzinie przyniesiono im drinki od pana z sąsiedniego stolika. Był starszy o kilka lat. Rita spojrzała na Basię z chytrym uśmiechem: – No proszę, już masz adoratorów. Basia machnęła mężczyźnie ręką, zapraszając do stolika. Rita aż otworzyła oczy szeroko: – Dzisiaj naprawdę mi się podobasz! Posiedziały do późna. Mężczyzna miał na imię Igor – był wesoły, inteligentny, nienachalny i bardzo sympatyczny. Odprowadził Ritę do taksówki, a Basi zaproponował spacer. – Mogę iść na drugi koniec miasta piechotą! Mam samochód, ale dziś nie siadam za kółko. – Ale ja mieszkam dwie ulice stąd! Dotarli do jej domu nad ranem. Rozmawiali, spacerowali. – Basia, nie spytałem – co świętowałyście? To może Twoje urodziny? Powinienem kupić prezent! – Nie… No może trochę. Wczoraj mąż mnie zostawił. Basia posłała swój najpiękniejszy uśmiech. Igor spojrzał zaskoczony. – No, Basiu… Potrafisz zaskoczyć. Trzy tygodnie później Basia i Rita siedziały w kawiarni. – Basia, jak Igor? Uśmiechnęła się. – Rita, nigdy nie byłam tak szczęśliwa. Wiesz, niczego przed nim nie ukrywam. Jakoś umie radzić sobie z moimi humorkami. – Ale coś Cię gryzie? – Tak… Olek nie chce dać spokoju. Nie wiem czemu, ale zaprosił mnie na ślub. – Serio? Po co? – Może chce zobaczyć byłą zrozpaczoną i zapłakaną. Albo nowej żonie pokazać. – Cham… Basia, zabierz Igora. Podjedziecie, pogratulujecie, po czym wyjdziecie. Najważniejsze – utrzesz mu nosa! …Olek patrzył na Weronikę. – Jaka jesteś piękna… – Wiem. Myślisz, że tata przyjdzie? – No jak nie, przecież jesteś jego córką… – Córką… Od roku ani złotówki, uczy mnie pracować. Fajny tata. Olek przytulił ją. – Nie martw się, na pewno przyjdzie, w końcu córka wychodzi za mąż! Zrobili wesele na kredyt. Oboje byli pewni, że ojciec Weroniki odpuści i otworzy worek kasy. – Olek? – A Twoja była przyjdzie? – Wyobraź sobie, tak! Dzwoniła wczoraj. – Nie wierzę! – Tak! Myślę, że będzie błagać o powrót. – Pewnie. Kocham takie sceny! Kiedy Basia wytłumaczyła Igorowi, o co chodzi, zdziwił się. – O której to wesele? – O drugiej. Co, jesteś zajęty? – Jak się nazywa Twój były? – Olek. A co? – Oj, Basia, bywa! Oczywiście, jadę z Tobą. Wszystko jej wyjaśnił dopiero w drodze na uroczystość. Basia była tak zszokowana, że nawet nie spróbowała niczego zmienić. Szli razem do stołu młodych. Basia z dumą trzymała Igora pod rękę. Ale Olek i Weronika jakoś nie byli szczęśliwi. Gdy podeszli bliżej, Weronika szepnęła: – Tata? A Olek wyjąkał: – Basia? Nie poznał jej od razu. Nie podejrzewał, że jego żona może tak wyglądać. Igor podał córce kwiaty, kopertę i powiedział: – To świetnie, że wyszłaś za mąż i jesteś samodzielna. Bo my z Basią planujemy objechać świat. Odwrócił się do Olka: – Wie Pan, przyszłej teściowej też należy się odpoczynek. Przekazuję więc córkę w Pańskie ręce. Przepraszam, ale już musimy iść. Wyszli z restauracji. Basi chciało się śmiać, ale nie wiedziała, jak zareaguje Igor. Wtem on uśmiechnął się do niej: – Wiesz, będziesz musiała za mnie wyjść. Basia zamyśliła się. Potem poważnie odpowiedziała: – Jak trzeba – to trzeba… Z uśmiechem ruszyli do auta. A Igor przez telefon rezerwował już bilety – byle gdzie, byleby było ciepło i było morze.