Nie tylko opiekunka – Historia Alicji, studentki pedagogiki i pomocy w rodzinie samotnego ojca z Warszawy, która odkrywa, że czasem praca staje się początkiem prawdziwej miłości

Nie tylko niania

15 marca 2024, piątek

Siedziałam przy stoliku w bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego, otoczona stertą podręczników, zeszytów i wydrukowanych materiałów. Palce przesuwały się nerwowo po kartkach notatek, oczy śledziły kolejne linijki musiałam szybko pojąć jak najwięcej przed zbliżającym się kolokwium. Dr Król, wykładowca, był znany ze swojej zasadniczości: jeśli ktoś nie zaliczył, poprawka była prawie nieunikniona. Nie mogłam sobie na to pozwolić już i tak ten semestr wymagał ode mnie nadludzkiego wysiłku.

Z zamyślenia wyrwała mnie Basia, koleżanka z roku. Usiadła na brzegu stołu, przysuwając się bliżej i zagadnęła cicho:

Szukasz jeszcze jakiejś pracy dorywczej, prawda?

Oderwałam wzrok tylko na chwilę, przytaknęłam głową i znów wbiłam ją w notatki. Czułam presję czasu, materiału jeszcze mnóstwo.

Mhm wymamrotałam w końcu, usiłując się nie rozpraszać. Ale wiesz, problemem zawsze jest czas. Przecież mamy zajęcia do czternastej, a opuszczać nie mogę.

Basia uśmiechnęła się ze zrozumieniem wiedziała, jak poważnie traktuję studia. Po chwili, już z wyraźniejszą ekscytacją, dodała:

Słuchaj, mam dla ciebie propozycję idealną. Mój sąsiad, pan Jakub Nowak, jest samotnym ojcem. Jego żona chyba zmarła, szczegółów nie znam Basia skrzywiła się, jakby odganiając od siebie niepotrzebne plotki. Ostatnio tonie w pracy i pilnie potrzebuje niani na popołudnia. Tak mniej więcej od czwartej do ósmej.

Oderwałam się wreszcie od książek i uniosłam wzrok wiedziałam, że Basia nie rzuca słów na wiatr.

Przecież kochasz dzieci, jesteś na pedagogice, masz masę doświadczenia z młodszym rodzeństwem ciągnęła z uśmiechem Basia. Czterech braci to nie byle co!

Zamilkłam na chwilę. Dzieci zawsze były czymś, co wywoływało we mnie ciepło i poczucie sensu. Pomagałam mamie z młodszymi braćmi nikt mnie nie zmuszał, chociaż to bywało trudne, dawało też mnóstwo satysfakcji.

A ile mają lat te dzieciaki? zapytałam, w moim głosie pojawiła się troska.

Przerzucałam w palcach ołówek, rozważając jej słowa. Praca jako niania wydawała się jednocześnie obiecująca i trochę przerażająca. Czy dam radę? Przecież zupełnie inaczej opiekować się rodzeństwem, niż cudzymi dziećmi, szczególnie po tragedii.

Bliźniaczki, mają jakieś sześć lat odpowiedziała Basia. Jest jeszcze starszy syn, ale sam sobie radzi, sportowiec, wiecznie na treningach, nie potrzebuje opieki. Bartek ma trzynaście lat.

Ale mnie na pewno przyjmą? zapytałam niepewnie, stukając ołówkiem w stół. Jeszcze nie skończyłam studiów, jestem dopiero na czwartym roku

Pomagałam w domu, byłam na praktykach w przedszkolu, uwielbiałam dzieciaki ale własne bracia to nie to samo co cudze dzieci i odpowiedzialność wobec ich ojca.

Basia machnęła ręką, jakby odganiała wszelkie wątpliwości:

No pewnie! Pan Jakub sam mnie wczoraj pytał o kogoś zaufanego. Podać mu twój numer?

Z jej głosu biła pewność. Spojrzałam na swoje notatki, na ekran telefonu do kolejnych zajęć zostało pół godziny Może to właśnie ta okazja? Blisko uniwersytetu, elastyczne godziny, do tego dzieciaki zapewne cudowne.

Serce zabiło mi szybciej z ekscytacją i lekkim stresem. Wzięłam głęboki oddech i powiedziałam zdecydowanie:

Daj mu mój numer!

**********************

Strasznie się denerwowałam. Dzisiejszy dzień to dla mnie jak pierwszy dzień w pracy. Owszem, nie raz opiekowałam się braćmi, ale to co innego tu odpowiadam przed dorosłym, a dzieci są zupełnie obce. Kilka razy sprawdzałam zawartość torebki klucze, komórka, zeszyt na notatki i przekąski dla bliźniaczek. Wszystko gra.

Poznanie pana Jakuba i jego dzieci dzień wcześniej odbyło się zaskakująco swobodnie. Okazał się spokojnym, ciepłym człowiekiem, który bez pośpiechu wszystko mi wytłumaczył. Dziewczynki Zosia i Hania początkowo trzymały się blisko taty, ale już po kilku minutach zaczęły rozgadywać się, pokazując mi rysunki. Chyba przypadłam im do gustu. Sama byłam ich urokiem zachwycona.

I jeszcze jedno sam pan Jakub. Basia pominęła, jak jest przystojny. Wysoki, z łagodnymi oczami i miękkim uśmiechem, nosił się prosto, bez cienia sztuczności. Trochę się zirytowałam na koleżankę za to niedopowiedzenie przez to musiałam uważać, żeby nie robić się czerwona jak burak, patrząc mu w oczy.

Nie daj się ponieść fantazji powtarzałam w myślach. To tylko praca.

Stanęłam przed budynkiem przedszkola, niewielkiego, kolorowego, na którego placu bawiły się właśnie dzieci. Pan Jakub przekazał wcześniej wychowawczyni upoważnienie, więc miałam wszystko pod kontrolą. Poprawiłam włosy, wzięłam głęboki oddech i ruszyłam do furtki.

Od razu wypatrzyłam Zosię i Hanię przy huśtawkach, pogrążone w rozmowie. Gdy mnie zauważyły, przez chwilę udawały obojętność, ale potem nieśmiało się uśmiechnęły.

Podeszłam powoli, przysiadłam na kucki, by znaleźć się na ich wysokości, i zagadnęłam ciepło:

Dziewczynki, idziemy już do domu? Zrobię wam coś pysznego do jedzenia.

Zosia zerknęła na Hanię, potem ostrożnie zrobiła krok naprzód:

A co zrobisz? zapytała podejrzliwie.

Hm Może naleśniki z dżemem? Albo ciasteczka z czekoladą?

Hania od razu się rozpromieniła:

Ciasteczka! Najlepiej z kawałkami czekolady!

To ustalone uśmiechnęłam się, wyciągając do nich ręce. Idziemy?

Po chwili dziewczynki podały mi swoje dłonie. Wtedy gdzieś w środku przestałam się denerwować poczułam, jak zalewa mnie ciepło. Może dam radę?

Zauważyłam, że bliźniaczki porozumiewają się bez słów. Równocześnie przytaknęły. Wszystko robiły tak samo składały rączki, przekrzywiały głowy, a nawet stawiały kroki w tym samym tempie. Były poważne, jak na swój wiek.

Wróciłam myślą do wczorajszego wieczoru. Bartek, ich starszy brat, na stronie podszedł do mnie i powiedział półgłosem coś, czego Jakub być może sam bałby się wyznać.

Kiedyś były zupełnie inne mówił Bartek, gniotąc rękaw bluzy. Wesołe, przytulalskie. A po odejściu mamy no urwał i wziął się w garść. Nie rozumieją do końca, co się stało. Myślą, że to ich wina. Cały czas płakały i pytały: “Czy naprawdę jesteśmy takie złe, że mama odeszła?” Z tatą tłumaczymy im, że to nie ich wina Ale zamknęły się w sobie. Mało kiedy się uśmiechały. Wcześniej babcia pomagała, ale teraz jest chora i tata musiał szukać niani.

W jego głosie brzmiał smutek i odpowiedzialność próbował być oparciem dla młodszych sióstr i dla taty.

Wtedy po prostu mu przytaknęłam, czując, jak ściska mnie w środku. Teraz, patrząc na Zosię i Hanię, miałam jeszcze większą świadomość, jak delikatną dostałam do rąk misję.

Ale dziewczynki do mnie przyszły. Zagrałyśmy w kilka gier. Najpierw były nieśmiałe, potem zaczęły się uśmiechać. Pokazałam im sztuczkę z chustką, chichotały do łez.

Bartek patrzył uważnie, jakby sprawdzał, czy można mi ufać. W końcu powiedział z powagą:

Tata od razu zobaczył, że im przypadłaś do gustu. Tylko nie zawiedź nas, dobra?

W jego oczach widziałam nadzieję i obawę. Odpowiedziałam krótko, pewnie:

Nie zawiodę. Zrobię wszystko, by odzyskały uśmiech.

Bartek się rozluźnił, nawet się lekko uśmiechnął.

Ja też będę im czytał bajki. Jak tylko czas pozwoli.

Bardzo na to liczę! odparłam z wdzięcznością.

*****************

Minęły dwa miesiące mojej pracy u rodziny Nowaków. W tym czasie sporo się zmieniło: Zosia i Hania z nieśmiałych zamieniły się w przytulaśne maluśki. Witały mnie radosnym okrzykiem, dzieliły się opowieściami i nie chciały się żegnać.

Dziś po południu, jak zawsze, zbierałam się do domu, sprzątając zabawki i podśpiewując piosenkę, której nauczyłyśmy się tego dnia. Dziewczynki siedziały na kanapie, patrząc na mnie ze smutkiem.

Zostań u nas! nagle zawołała Zosia. Podbiegła i objęła mnie w pasie całą swoją dziecięcą siłą. Po co iść do domu?

Znieruchomiałam zdziwiona, po chwili zaśmiałam się, kucając przy nich i przytulając dziewczynkę.

Muszę się uczyć tłumaczyłam łagodnie. Jutro mam zajęcia, muszę przypomnieć sobie teorię i zrobić zadania. Przyjdę jutro, nawet nie zdążycie się stęsknić!

Hania natychmiast doskoczyła i wpakowała się między mnie a Zosię, mocno przytulając nas obie.

Już tęsknimy! oświadczyła z przejęciem. Zostań!

Spojrzałam na dwie zapłakane buzie, pełne błagalnej szczerości, i poczułam, jak mięknę. Przysiadłam, żeby być na ich wysokości.

Ale gdzie będę spała? Przecież nie zmieszczę się z wami w pokoju!

Zosia chwilę się zastanowiła, po czym wykrzyknęła:

W sypialni taty jest duże łóżko, tam ci będzie wygodnie!

Hania od razu podłapała:

Tak, tak! Tata często wraca późno z pracy, nie będzie miał nic przeciwko!

Ledwo powstrzymałam śmiech wiedziałam, że po prostu nie chcą się ze mną rozstać, co mnie bardzo wzruszało. Przesunęłam dłonią po ich policzkach.

Jesteście cudowne, ale naprawdę muszę wracać. Ale jutro przyjdę wcześniej i damy radę pobawić się, poczytać bajki, a nawet upiec ciasteczka.

Dziewczynki się posmutniały, ale po chwili Zosia westchnęła i przytaknęła:

Okej Ale wrócisz?

Obiecuję, że wrócę zapewniłam je, obejmując. Nigdy nie łamię obietnic, zwłaszcza dla moich ulubionych dziewczynek.

Jeszcze przez chwilę tuliłyśmy się razem, potem pomogłam im posprzątać zabawki i przygotować się do spania. Tata niebawem wróci, więc będą mogły się pochwalić, że wszystko zrobiły same.

Faktycznie, propozycja dziewczynek, żebym spała w sypialni ich taty, wytrąciła mnie z równowagi rozumiałam oczywiście, jak dzieci to postrzegają ale moja wyobraźnia, niestety, zaczęła natychmiast biec zbyt daleko Ciepłe światło w mieszkaniu Nowaków, spokojna rozmowa z Jakubem przy herbacie, wspólne wieczory O, jak bardzo bym chciała, żeby ten dom stał się moim domem niekoniecznie z powodu łóżka w sypialni ich taty, tylko odrębnego bycia razem.

Pogoniłam jednak swoje fantazje. To tylko praca powtarzałam sobie. Zebrałam szybko rzeczy, pożegnałam się i niemal wybiegłam w wieczorny chłód warszawskiego osiedla, usiłując ochłonąć. Mimo to, cała drżałam, poprawiałam włosy, nerwowo ściskałam pasek torebki.

Całą tę scenę ukradkiem obserwował Bartek. Stał w przedpokoju, oparty o ścianę i uśmiechał się pod nosem. Już od pewnego czasu zauważał, że atmosfera w domu zmienia się, gdy się pojawiam. Tata Jakub zerkał na mnie częściej i uważniej, mówił do mnie tak łagodnie, jak do nikogo innego. Sama też chyba nie bardzo potrafiłam ukryć zakłopotanie przy nim często się rumieniłam.

Chyba tata ma jakąś szansę pomyślał Bartek. Już dawno marzył, żeby w domu była znowu kobieta nie tylko jako niania, ale ktoś, kto mógłby uczynić całą rodzinę szczęśliwą. A ja byłam w sam raz ciepła, cierpliwa, zabawna i widać, że kocham jego siostry.

Czemu żadne z nich nie zrobi pierwszego kroku? zamyślił się. Dorośli są tacy skomplikowani

Kiedy wieczorem Jakub wrócił z pracy, Bartek postanowił działać. Poczekał aż tata usiadł w salonie, i położył mu się naprzeciw z zaciętością na twarzy.

Tato, czemu ty się ociągasz? spytał z wyraźnym rozdrażnieniem.

Jakub oderwał się od faktur leżących na stole i zdziwiony popatrzył na syna:

Co masz na myśli?

No przecież widzę, że ci się Ala podoba. Czemu tego nie pokazujesz? Zaproś ją na randkę, do cholery!

Jakub zamilkł, cały się zarumienił i potarł nerwowo nos.

Bartku, to tylko nasza niania. Dobrze dogaduje się z dziewczynkami, to najważniejsze

Tato! Bartek machnął ręką. Widzę, jak na nią patrzysz. I jak ona patrzy na ciebie. Krążycie wokół siebie jak dzieci. Co za problem? Ala, chodźmy do kawiarni i tyle!

Jakub oparł się o fotel i przetarł ręką twarz wyglądał naprawdę niepewnie, co u niego było rzadkością.

Nie jest tak prosto odparł cicho. Nie chcę burzyć kruchej równowagi. Dziewczynki bardzo się do niej przywiązały, a jeśli przez moje uczucia odejdzie nawet nie chcę o tym myśleć.

Zamknął oczy, w głowie te same obrazy: uśmiechnięte, radosne dziewczynki, moja obecność, jej miękka obecność przy stole, ciepło wieczoru, spokój. A jeśli to wszystko przez nieudolność dorosłych runie?

Bartek jednak nie ustępował. Poświęcał się z całą powagą trzynastoletniego sportowca.

Ala jest tobą zauroczona! przekonywał. Rumieni się, jak na nią patrzysz. Po prostu się boi, bo jest u nas tylko nianią. Tata, nie zmarnuj tego!

Jakub rozbrojony, uśmiechnął się smutno. Słuchał syna, jakby przemawiał za całą rodzinę.

To nie takie łatwe A co jeśli źle odczyta moje intencje? Pomyśli, że wykorzystuję sytuację? Przecież życie to nie komedia romantyczna.

Nie każę ci od razu do oświadczyn! bronił się syn. Zacznijcie od rodzinnego wyjścia park, lody, kawiarnia. Zobaczysz jak się wszyscy poczują bezpiecznie, a potem może i odważysz się rozmawiać z Alą sam na sam.

Jakub zamyślił się. Może faktycznie, małymi krokami, niczego nie deklarując, da się zbudować coś pięknego?

Myślisz, że to zadziała? spytał.

Pewniak! Bartosz potaknął z dziecięcą wiarą. Musisz tylko spróbować.

Jakub pokiwał powoli głową, rozważając w duchu parę wariantów: park na Powiślu, ulubiona lodziarnia na Tamce Uśmiechnął się i powiedział:

Spróbujmy. Ale jeśli coś pójdzie nie tak

Zaufaj mi! przerwał mu syn.

Uścisnęli się i roześmiali. Z pokoju dziewczynki i ja śmiałyśmy się grając w chowanego, co rozlało w sercu Jakuba ciepło i nadzieję. Może Bartek miał rację?

*************************************

Jakub jeszcze przez kilka kolejnych dni wracał do tej rozmowy w głowie. Bartek powtarzał: Ala jest tobą zauroczona! Rumieni się On sam aż się zdziwił, jak bardzo czeka na spotkania, na chwilę rozmowy, na jej uśmiech, drobne gesty.

Wszedł po cichu do mieszkania z pokoju dobiegał śmiech:

Ala, powiedz, że nasz tata jest najlepszy! wymuszała na mnie Zosia, podpuszczana przez Hanię i Bartka.

Najlepszy na świecie odpowiedziałam, zaplatając jej warkocza. Troskliwy, dobry

I najprzystojniejszy, prawda? nie odpuszczała Hania, zerkając na mnie z ukosa.

Bardzo przystojny przyznałam mimowolnie, zatopiona w splataniu włosków. Dopiero po chwili zorientowałam się, co powiedziałam i zarumieniłam się po uszy.

I kochający was nad życie dodałam szybko, próbując odwrócić temat.

A ty? spytała Zosia. Ty też go kochasz?

Zatkało mnie na moment. W pokoju zapadła cisza, nawet Bartek wstrzymał oddech.

Ja ja Ojej, już późno! zawołałam, zrywając się z fotela. Trzeba zrobić kolację! Kto mi pomoże?

Dziewczynki natychmiast wstały i pobiegły za mną do kuchni.

Jakub, słysząc to z przedpokoju, wszedł do pokoju napotkał mój szczęśliwy wzrok, którym powitałam go w drzwiach.

Co powiecie na wspólną kolację w restauracji? zaproponował beztrosko. Dobrze nam się przyda oderwać od rutyny.

Wszyscy wybuchli radością:

Fajnie! Na lody?

I na karuzelę?

Tak po prostu wyjście całą rodziną. Uśmiechnęłam się, nadal lekko zarumieniona.

Świetny pomysł szepnęłam.

Może to był właśnie ten nowy początek?

******************************

Następne miesiące były dziwnie zwyczajne i niezwykle szczęśliwe. Wspólne wyjścia, spacery, wypady na pikniki i do kina. Wieczorami, gdy dzieci już spały, zostawaliśmy z Jakubem przy herbacie. Rozmawialiśmy o wszystkim, śmialiśmy się, czasem wspominaliśmy najśmieszniejsze teksty dziewczynek.

Nie potrafiliśmy już udawać. Staliśmy się rodziną na długo przed oficjalnym oświadczeniem.

Bartek z dumą obserwował, jak plan się powiódł. Serdeczny uśmiech Jakuba, czułość w moim głosie te drobiazgi budowały coś trwałego.

Pewnego wieczoru, gdy dzieci opróżniły już cały dom z energii, jak zwykle siedzieliśmy na kanapie, dwa kubki herbaty parujące na stole, wokół cicho.

Wiesz zaczął Jakub, patrząc na światła za oknem od dawna chciałem ci powiedzieć

Zamarłam, serce mi przyspieszyło.

Nie wyobrażam już sobie życia bez ciebie. Bez twojego śmiechu, twojego spokoju, tego, jak potrafisz się troszczyć o nas wszystkich. Kocham cię, Alu. I chcę, żebyś była z nami jako żona, nie tylko niania.

Zakręciło mi się w głowie, ale odpowiedziałam zdecydowanie:

Ja też cię kocham. Chcę być twoją rodziną.

****************************

Przygotowania do ślubu nie były skomplikowane. Chcieliśmy skromnej uroczystości liczyło się tylko, że w końcu możemy być razem.

W pogodną, wiosenną sobotę w małej kawiarni pod Warszawą, wśród rodziny i przyjaciół, w obecności Zosi, Hani i Bartka, powiedzieliśmy sobie tak.

Bliźniaczki, w jasnoróżowych sukienkach, rozdawały gościom płatki róż, a w trakcie ceremonii podawały poduszeczkę z obrączkami.

Tata, jesteś najprzystojniejszy! szepnęła Zosia, gdy Jakub schylał się, by pocałować ją w głowę.

A Ala jak wróżka z bajki! dodała Hania, wpatrzona we mnie.

Bartek stał, wyprostowany, dumny i rozpromieniony.

A nie mówiłem, że się uda? szepnął do taty.

Jakub uśmiechnął się do niego, objął mnie ramieniem, spojrzał z miłością.

Teraz jesteśmy prawdziwą rodziną powiedziałam, splatając dłoń z jego dłonią.

Później były tańce, śmiech, zabawa. Gdy wjechał tort, dziewczynki koniecznie musiały pierwsze spróbować.

Gdy wieczorem goście wyszli, wyszliśmy z Jakubem na taras. Nad nami świeciły gwiazdy, pachniały kwiaty.

To chyba najpiękniejszy dzień w moim życiu westchnęłam u jego boku.

I w moim odparł, obejmując mnie mocno. Najważniejsze, że mamy jeszcze mnóstwo takich dni przed sobą.

Uśmiechnęłam się wiedziałam, że dawne strachy i niepewność zostawiłam za sobą. Teraz miałam dom, rodzinę i przyszłość, jakiej pragnęłam.

Rate article
Fajna Tajna
Nie tylko opiekunka – Historia Alicji, studentki pedagogiki i pomocy w rodzinie samotnego ojca z Warszawy, która odkrywa, że czasem praca staje się początkiem prawdziwej miłości