Chociaż Kinga była doskonałą synową i wierną żoną, zniszczyła nie tylko swoje małżeństwo, ale i siebie samą.
Kinga wychowywała się w domu dziecka na obrzeżach Poznania. Wyszła za mąż mając ledwie osiemnaście lat. Zupełnie nie wiedziała, jak to jest być żoną ani jak funkcjonować w rodzinie, bo wśród jej znajomych nie było żadnej zamężnej dziewczyny. Kiedy zamieszkała z mężem, z zapałem uczyła się wszystkiego o tym, jak powinna zachowywać się idealna żona. Jej jedynym autorytetem stała się matka męża.
Oczywiście, Kinga słyszała wcześniej wiele dowcipów i historii o złych teściowych, ale sądziła, że skoro nie ma własnej matki, jej teściowa stanie się dla niej wsparciem i będzie jej dobrze życzyć. W gruncie rzeczy nie była daleka od prawdy, bo teściowa nie miała wobec niej złych intencji ale, jak to w życiu, wyszło jak wyszło Teściowa z entuzjazmem zaczęła przekazywać jej “prawdy” o życiu rodzinnym i powiedziała między innymi: To żona odpowiada za zdradę męża.
Kinga nie rozumiała, dlaczego. Myślała zawsze, że to ten, kto zdradza, ponosi winę. Okazało się jednak, że według teściowej to kobieta odpowiada za to, bo pewnie zaniedbała siebie, przestała być atrakcyjna w oczach męża. Teściowa radziła synowej, by nawet po czterdziestce dbała o talię osy, więc Kinga wpisała w kajecik nie przytyć i poszła zapisać się do lokalnego fitness klubu.
Chociaż Kinga była szczupła i wysportowana, zaczęła obsesyjnie się odchudzać, bo bała się przytyć. Gdy nauczyła się tej lekcji, teściowa wygłosiła kolejną mądrość: W porządnej polskiej rodzinie obie strony pracują.
Kinga nie protestowała sama chciała mieć pracę, była gotowa podjąć się każdej pracy, byleby wyjść z domu. Gdy jednak zapytała teściową, jak powinna radzić sobie w czasie urlopu macierzyńskiego, usłyszała: Urlop wychowawczy to twój problem, sama musisz się tym zająć.
Nie zapisała tej rady, ale kilka lat po ślubie, gdy urodziła dziecko, oprócz opieki nad maluchem zaczęła pracować na pół etatu jako opiekunka dziecięca na Jeżycach. Kinga była zadowolona, ale jej mąż i teściowa ciągle narzekali, że zarabia grosze.
Kinga pomyślała sobie, że przecież nie będzie wielkiej straty, jeśli wyda trochę na fryzjera, ale wtedy padło znowu: Na urlopie wychowawczym nie trzeba się stroić! Jak wrócisz do pracy, wtedy się wystroisz i zrobisz makijaż, a teraz musisz oszczędzać!.
Kinga oddawała wszystkie swoje złotówki mężowi. Widać, że przez wszystkie lata małżeństwa przyświecała jej kolejna prawda teściowej: Dobra żona radzi sobie ze wszystkim sama!.
I tak, Kinga wszystko robiła sama prała, gotowała, sprzątała, zajmowała się dzieckiem. Padała z nóg, ale nie narzekała. Omdlenia stały się dla niej codziennością. Często po ułożeniu dziecka spać o dziewiątej wieczorem, zabierała się za sprzątanie i gotowanie na następny dzień. W tym czasie jej mąż miał już za sobą dziesiąty odpoczynek przy telewizji, bo uznał, że skoro zarabia, należy mu się relaks.
To, że konieczna była hospitalizacja Kingi, nie powinno nikogo dziwić. Nie miała chwili, by pomyśleć o własnym zdrowiu przymykała oczy na bóle, ignorowała symptomy choroby. W szpitalu spędziła prawie trzy tygodnie. Mąż i teściowa nie odwiedzili jej ani razu. Na szczęście miała przy sobie telefon i zadzwoniła do przyjaciółki Agaty, która przywiozła jej wszystko, czego potrzebowała. Kiedy Kinga wyszła ze szpitala, od razu złożyła pozew o rozwód.



