Zofia stała w kuchni przed otwartą lodówką, ciężko wzdychając, łzy napływały jej do oczu ze złości i bezsilności. Mąż znowu zostawił puste półki. Dopiero co zrobiła zakupy na cały tydzień, ugotowała rosół, upiekła kotlety, wszystko jak kamień w wodę. Zastanawiała się, jak to możliwe, że w ciągu dwóch dni zniknęły sery, kiełbasy i trzy bochenki chleba.
Próby rozmowy z mężem, Przemkiem, kończyły się awanturami. Oskarżał ją o zrzędzenie, rzucał, że mu ciężko bezrobotnemu, a ona siedzi mu na głowie. Tymczasem to Zofia codziennie rano wychodziła do pracy w piekarni, a potem wracała, by znaleźć resztki jedzenia i przeglądać się w pustej lodówce jak w zwierciadle. Na kolację coraz częściej zostawała jej kawa z mlekiem i pajda suchego chleba.
Jutro jadę do Łodzi, trzeba pomóc Markowi! krzyczał z salonu Przemek.
Zofia nie zareagowała. Bolała ją głowa, miała gorączkę, więc rano zadzwoniła do pracy, że zostaje w domu. Wzięła apap, owinęła się kocem i zasnęła.
Obudziła się nagle przez dziwne hałasy z kuchni. Ktoś grzebał w szafkach, tłukł garnkami, śpiewał fałszywie jakąś dawną piosenkę Budki Suflera. Zofia ostrożnie wstała i zajrzała za próg. Tam, jak gdyby nigdy nic, buszowała w lodówce Jagoda młodsza siostra Przemka, do której Zofia nie czuła sympatii od lat.
Jagoda uważała, że brat ma obowiązek dbać o nią i jej dzieci, jakby byli jedną rodziną. Od miesięcy korzystała hojnie z domowego budżetu Zofii, korzystając z każdej pomocy. Teraz sortowała kiełbasę, żółty ser i kurczaka do plastikowych pojemników.
Dzień dobry, Jagoda wycedziła Zofia przez zęby.
O, cześć… A co ty tu robisz? Przecież miałaś być w pracy Jagoda zesztywniała, odstawiając pojemnik.
Jestem chora, zostałam w domu. Przemek wie, że przyszłaś?
Sam mi zostawił klucze. Przecież to nie twoje, tylko rodzinne.
Widzę, że to nie Przemek ma wilczy apetyt, tylko ty masz zwinne palce. Od miesięcy okradasz naszą lodówkę głos Zofii drżał ze złości.
To mój brat! Mam prawo brać jedzenie dla dzieci.
Tylko że twój brat nie pracuje! Wszystko kupuję ja! Nie zamierzam karmić dwóch rodzin i jeszcze być okłamywana.
Daj spokój, sama nie dam rady wykarmić dzieci. Mam przepraszać za parę plasterków kiełbasy?
Oddaj mi klucze, bo zaraz zadzwonię na policję. To moje mieszkanie, po babci, Przemek nie ma tu nawet meldunku!
Chcesz dzwonić po policję przez głupią kiełbasę? Proszę bardzo, masz klucze! warknęła Jagoda. Powiem Przemkowi, że ma paskudną żonę!
Oby szybko znalazł sobie inną rzuciła Zofia cicho.
Gdy Jagoda trzaskała drzwiami, Zofia opadła na krzesło i rozpłakała się po raz pierwszy od lat. Nikt by nie uwierzył wszyscy by powiedzieli, że przesadza. Najbardziej bolało ją, że Przemek przez ten czas krył siostrę i zrzucał winę na własny apetyt.
Ale co się dziwić, skoro i teściowa potrafiła bez pytania przywłaszczyć sobie słoik ogórków czy kawę. Wszystko w tej rodzinie było wspólne. Zofia długo patrzyła w pustą lodówkę. Wzięła telefon, wykręciła numer męża, głos jej się nie łamał:
Przemek, wiesz co? Składam papiery o rozwód.
Zaczekaj, daj mi przyjechać, przegadamy to, nie rób tak! błagał on.
Nie ma już o czym rozmawiać. Mam już dość.
W tej chwili Przemek stał jej się obcy jak przechodzień na ulicy. Miała żal, że tyle lat zmarnowała dla ludzi bez sumienia. Teraz była gotowa zamknąć ten rozdział raz na zawsze.



