Przesuńcie się, pomieszkamy tu z dziesięć lat
Teściowa chwilę milczała, a potem powiedziała:
Oj, Aniu, Basia to jest kobieta z charakterem Jak sobie coś postanowi, to nie ma zmiłuj.
Ale spróbuj ją zrozumieć: ona tak bardzo chce, żeby Marysia się wykształciła, żeby studiowała
Za moje pieniądze? Ania zatrzymała się przed lustrem.
Patrzyła na siebie bladą, potarganą kobietę.
Pani Janino, proszę ich powstrzymać. Niech wysiądą na najbliższej stacji i wracają. Ja ich nie odbiorę z dworca, mieszkania im nie udostępnię.
A jak ja mam ich powstrzymać? jęknęła teściowa. Już jadą. Basia wzięła kredyt na studia, na mieszkanie naprawdę nie mają ani grosza.
Tak bardzo liczyła na twoją pomoc. Aniu, wyrzuć tych lokatorów, co ci szkodzi? Przecież to rodzina
Rodzina? Widziałam Marysię, waszą siostrzenicę, dwa razy w życiu! Mam wyrzucić z mieszkania tych ludzi, pozbawić moich rodziców wsparcia, a córkę zajęć tylko dlatego, że twoja siostra tak sobie wymyśliła?
W kieszeni zapiszczał komunikator. Ania bez zdejmowania płaszcza wyciągnęła telefon. Wiadomość była od Barbary, siostry teściowej.
Cześć, Aniu! Już jesteśmy w pociągu. Bilety mamy na 19:40, jutro rano będziemy na Dworcu Centralnym. Czekaj na nas z Marysią.
Podaj adres swojej kawalerki, bo ostatnio nie zapisaliśmy. Gdzie mamy odebrać klucze?
Ania zamarła, trzy razy przeczytała wiadomość, jakby miała nadzieję, że to jakiś błąd. Jaka kawalerka? Jaka Marysia?
Mamo, co tak stoisz? Gaba wychyliła się z przedpokoju. Głodna jestem.
Już, kotek Ania odruchowo pogłaskała córkę po głowie, nie odrywając wzroku od ekranu.
Wybrała numer Barbary. Odpowiedź była natychmiastowa, w tle słychać było stukot pociągu i wesołe śmiechy.
Halo, Aniu! głos ciotki był aż nienaturalnie radosny. No i co, dostałaś wieści? Nie chciałyśmy cię fatygować, gotować nie musisz, wszystko przywieziemy!
Basia, moment Ja nic nie rozumiem! Gdzie jedziecie?
Jak to gdzie? Do Warszawy! Marysia dostała się na uczelnię, pisałam ci jeszcze wiosną. Nie jest na budżecie, ale trudno, będzie opłacać.
Spakowałyśmy się i jedziemy zadomowić się w twojej kawalerce.
Do mojej… czego? Ania oparła się o ścianę. Tam mieszka już od sześciu lat rodzina z dzieckiem. Basiu, poważnie, wszystko u was w porządku?
Oj, daj spokój! Basia nagle zmieniła ton. Gdy ta kawalerka po babci przypadła ci w spadku, siedziałyśmy razem, pamiętasz przy stole?
Mówiłam wtedy: To Marysia będzie miała gdzie mieszkać na studia. Nie zaprzeczyłaś! Liczyłyśmy na to wszystkie te lata.
Nie zaprzeczyłam, bo uznałam to za nieśmieszny żart! niemal krzyknęła Ania. Nigdy nie zamierzałam ich tam wpuszczać.
Tam mieszkają uczciwi ludzie, rodzina z dzieckiem. Mamy umowę, płacą regularnie. Z tych pieniędzy utrzymuję rodziców renciści, nie dadzą rady inaczej. Za drugą połowę Gaba chodzi na zajęcia i basen!
O czym wy myślałyście, kupując bilety?
Myślałyśmy, że rodzina powinna się wspierać! odburknęła Basia. W Warszawie już ludzie sumienia nie mają? Chcesz zostawić Marysię na dworcu? Twój mąż wie, że wyganiasz jego rodzinę na ulicę?
Jurek jest w delegacji pod Olsztynem, tam zasięg prawie żaden. A to moje mieszkanie, Basiu. Moje. Rozumiesz?
Kupiła je moja babcia, zostawiła mi. Jurek nie ma z nim nic wspólnego.
A, rozumiem! Marysiu, słyszysz? Żona twojego wujka ma nas gdzieś! Przyjedziemy, to pogadamy.
Słyszymy się jutro na peronie, kończę, bo nie słychać.
W słuchawce rozległy się krótkie sygnały. Ania poczuła się jakby przywalił jej w łeb.
Gaba, idź na kuchnię, tam jest zapiekanka, podgrzej sobie sama zawołała do córki, po czym drżącymi rękami wybrała numer teściowej.
Janina odebrała dopiero po dłuższej chwili.
Tak, Aniu, słucham.
Pani Janino, czy wiedziała pani, że siostra z córką jadą do Warszawy, żeby zamieszkać w mojej kawalerce?
No Basia coś wspominała Myślałam, że się dogadałyście wybąkała teściowa.
Z kim? Od sześciu lat wynajmuję tam mieszkanie. Połowa idzie rodzicom na leki, a druga Gabie na zajęcia. Wie pani, jak im ciężko na jednej emeryturze.
Czemu nie powiedziała pani Basi, że to niemożliwe?
Nie krzycz na mnie ton teściowej nabrał urazy. Ja się tu nie mieszam. Rozwiążcie to między sobą.
Tylko nie dzwoń do Jurka, nie stresuj go, ma ważne spotkania i jest spięty.
Ania rzuciła telefon na kanapę. Jej mąż zawsze starał się trzymać z boku w rodzinnych awanturach, ale kiedy chodziło o jego mamę albo ciotki, zawsze miękł.
Ania, oni są z prowincji, inaczej patrzą na świat zawsze powtarzał Jurek. Prościej ustąpić
Próbowała się dodzwonić do męża. Abonent poza zasięgiem. No oczywiście. Zawsze, kiedy czegoś naprawdę potrzeba.
***
Afera wybuchła o świcie. Barbara wydzwaniała już od piątej rano, żądając, żeby Ania natychmiast po nie przyjechała.
Padamy z nóg, głodne jesteśmy! Zimno tu jak w psiarni, zmarzłyśmy jak cholera. Śpisz jeszcze? Wstawaj! Za piętnaście minut masz być na miejscu, rozumiesz?
Anii długo zajęło zorientowanie się, kto w ogóle dzwoni. Kiedy sprawę pojęła, warknęła ostro:
Dajcie mi spokój! Nigdzie nie jadę! Do kawalerki was nie wpuszczę. Mam już dość. Miłego dnia.
Po dziesiątym telefonie numer Barbary powędrował do czarnej listy.
Barbara zaczęła dzwonić z telefonu córki trudno, poszła do blokady i ten numer.
Przez cały dzień Janina dobijała się do Ani: prosiła, przekonywała, szantażowała obrażeniem się i obiecywała wszystko opowiedzieć Jurkowi…
A wieczorem wpadł Jurek wrócił z delegacji bez zapowiedzi.
Aniu, co tu się w ogóle wydarzyło? spytał od progu. Mama płacze, mówi, że wyrzuciłaś Basię na ulicę!
Ania, przytulając męża, spokojnie wyjaśniła:
Przyjechały nagle, bez słowa wcześniej. Z marszu chciały, żebym wyrzuciła lokatorów i Marysię przyjęła za darmo przynajmniej na 5 lat.
Jurek, czy to jest normalne? Czy naprawdę można nie mieć wstydu?
A z tego, co wiem, spokojnie zadomowiły się już u twojej mamy.
A ty skąd się tu zjawiłeś?
Bo mama mnie ściągnęła westchnął Jurek. A Basia wydzwaniała do upadłego
Ania, może jednak się zgodzimy? Chociaż dopóki nie dostaną akademika
Ania pokręciła głową:
Jurek, nie ma żadnego akademika nawet nie próbowały załatwiać. Basia była pewna, że mają już gdzie mieszkać. I uważała moją kawalerkę za swoją!
Wyobrażasz sobie ten tupet? Nawet nie szukały innych opcji, tylko jedziemy pod własny adres.
Mama twierdzi, że sześć lat temu obiecałaś
Ja po prostu wtedy milczałam, bo to były jakieś bzdury po pogrzebie, nie miałam głowy.
Basia jest wściekła. Mówi, że już się dla niej nie liczymy. A do mamy nie zostały, bo za daleko do uczelni.
Dałem im tysiąc złotych, podobno coś wynajęły
I bardzo dobrze! Ania klasnęła w dłonie. Najlepsza wiadomość dnia. O te pieniądze nie będę się z tobą kłócić. Odpękły, to świetnie!
Jurek westchnął i spuścił głowę.
Kupili jakąś klitkę w starej kamienicy. Basia wydzwania, bo są karaluchy i pijani sąsiedzi.
Muszą się przyzwyczaić. Chcesz żyć w stolicy, to nie licz na mannę z nieba, tylko się staraj. I przypomnę Ci, że nie raz żadnej z nich nie złożyliśmy życzeń urodzinowych przez te lata!
Ania odwróciła się do sypialni, Jurek sunął za nią.
Anka, serio, niezręcznie wyszło. Jakbyśmy ich rzeczywiście zostawili na pastwę losu.
A jak im się coś stanie? Jak sąsiedzi będą agresywni? Napadną je?
Nie żal ci Basi?
Ania obróciła się gwałtownie:
Jurek, mam córkę, rodziców, za których odpowiadam. I mam mieszkanie, na które moja babcia harowała całe życie.
Nie będę go marnować, bo ktoś tam, 400 kilometrów stąd, uważa, że mu się bardziej należy.
Dlaczego to ja mam się litować? Powiedz!
Jurek nie odpowiedział, a Ania dodała:
Idziesz jeść? Zaraz coś podgrzeję. I zamknijmy temat, proszę. Jak chcesz, pomagaj im ze swojej wypłaty.
Ale mieszkania nie ruszam, nikogo nie wyrzucam. I koniec.
No dobra. Masz rację. Pewnie też bym nie był zachwycony, jakby twoi rodzice przyjechali na działkę do moich i mówili: Przesuńcie się, pomieszkamy tu dziesięć lat.
Po kolacji, kiedy Jurek wszedł pod prysznic, Ania znowu sięgnęła po telefon. Wisiała nieprzeczytana wiadomość od teściowej:
Aniu, tak nie można. Basia już rozchorowała się przez nerwy. Przywieź im jakieś jedzenie.
Najlepiej na ze dwa tygodnie. Koniecznie mięso, warzywa, owoce i czekoladki. Kawa, herbata, środki sanitarne, olej.
Może być też ryba. Konserw nie bierz Basia nie je. Adres:
Ania zablokowała numer teściowej. Niech sobie trochę posiedzi w czarnej liście.
***
Noc przeszła całkiem spokojnie nikt nie wydzwaniał.
Basia pojawiła się rano, dokładnie o siódmej.
Ania obudziła się przez łomot do drzwi.
Jurek spał, więc to ona musiała otworzyć.
Siostra teściowej rzuciła jej się od progu z pretensjami:
Śpisz sobie cieplutko, pod kołderką, na czyściutkiej pościeli?
Może cię w ogóle nie ciekawi, jak my z Marysią spałyśmy?
Okropnie, mówię ci! Karaluchy po głowie, zimno, brud, podłoga lodowata!
Z jednej strony całą noc ktoś śpiewał Szła dzieweczka do laseczka, z drugiej kłótnie na cały regulator.
Masz w ogóle sumienie? Chcesz, żeby twoją bliską rodzinę spotkało to świństwo?
Wiesz co, ja nie chcę się kłócić. Nie chcesz wyrzucać lokatorów? Spokojnie! My z Marysią przeniesiemy się do ciebie!
Macie trzy pokoje damy radę się pomieścić. Tylko większy pokój, nas dwie przecież.
Tylko na kilka miesięcy, trzy-cztery, może pół roku.
A potem wrócimy, jak córka się zadomowi.
Ania oniemiała.
Zapomnijcie drogę tutaj! Może nie warto całkowicie zrywać kontaktów.
Mam zadzwonić po policję? Zadzwonię bez mrugnięcia okiem.
Ale po co ci takie kłopoty?
Ciotka zeszła na malinowy kolor Ania aż się przestraszyła.
Ty… Ty… Żebyś zdechła, rozpuszczona warszawianko!
Niech twoja córka jak sprzątaczka całe życie tyra, bez matury!
Jeszcze ci to zapamiętam.
Świat jest mały i śliski!
Przyjdzie czas, że będziesz mnie prosić o pomoc. Nigdy ci nie wybaczę tego numeru!
Ania po prostu zamknęła ciotce drzwi przed nosem. Basia jeszcze trochę pokrzyczała na klatce, po czym się wyniosła.
***
Kłótnia z Basią przekreśliła relacje z teściową Janina już z synową nie rozmawia.
Jurek odwiedza mamę, pomaga jej, czasem zabiera Gabę, ale do siebie Janina już nie przychodzi.
Ania nawet się cieszy, mniej problemów na głowie.



