Nie wytrzymała
Składam pozew o rozwód powiedziała spokojnie Weronika, podając mężowi kubek herbaty. Właściwie to już złożyłam.
Matka dwójki synów rzekła to zupełnie sucho, jakby informowała o czymś banalnym. Tak jakby powiedziała: dziś na obiad będzie schabowy z mizerią.
Mogę zapytać, od kiedy Hm, zresztą, może nie przy dzieciach Adam, dostrzegając dwie wystraszone buzie synów, celowo zaczął mówić ciszej i łagodniej. Co ci we mnie nie pasuje? Nie wspominając o tym, że dzieci potrzebują ojca.
Myślisz, że nie znajdę innego? Weronika teatralnie przewróciła oczami i parsknęła śmiechem. Co mi nie pasuje? Wszystko! Liczyłam, że życie z tobą będzie spokojne jak jezioro na Mazurach, a nie jak rwący Bug!
Chłopaki, zjedliście wszystko? Adam nie chciał ciągnąć tej rozmowy przy synach. Marsz do pokoju, pobawić się. I nie podsłuchiwać! zawołał jeszcze za nimi, znając ich psotny charakter. Teraz możemy już kontynuować.
Weronika zacisnęła z niezadowoleniem usta. Nawet teraz mu się wydaje, że wszystko kontroluje! Wieczny ojciec roku
Mam dość. Nie chcę codziennie pracować po osiem godzin, słuchać stukotu komputerów, udawać przed kolegami z pracy, rozmawiać z trudnymi klientami Chcę spać prawie do południa, chodzić po markowych butikach, odwiedzać najlepsze kosmetyczki. A ty mi tego dać nie możesz. Wystarczy już! Oddałam ci najlepsze dziesięć lat mojego życia
Możesz bez tych patetycznych frazesów? przerwał jej sucho Adam. To ty dziesięć lat temu wykombinowałaś, jak złapać mnie na ślub. Ja nie wyrywałem się do tej roli.
Pomyliłam się. Każdemu się zdarza.
Rozwód nastąpił szybko i po cichu. Adam, choć z żalem, zgodził się, by synowie zostali z matką pod warunkiem, że weekendy i wakacje spędzają u niego. Weronika przystała na to bez szemrania.
Pół roku później Adam przedstawił chłopców nowej żonie. Pogodna i uśmiechnięta Ludmiła natychmiast zdobyła ich serca, więc nie mogli doczekać się następnych weekendów, czym doprowadzali matkę do szału.
Jeszcze bardziej Weronikę złościł fakt, że Adam otrzymał spadek po jakimś dalekim wuju, kupił piękny dom pod Warszawą i wiedzie sobie wygodne życie. Nadal pracował, alimenty płacił raczej symboliczne, za to sam kupował synom ubrania, wypasiony sprzęt elektroniczny, a nawet dopilnowywał wydatków na dzieci.
I czemuż ona nie wytrzymała tego pół roku? Gdyby tylko Weronika wiedziała, że tak się wszystko potoczy Teraz byłaby panią wszystkiego!
A może jeszcze nie wszystko stracone?
*************************
Może napijemy się herbatki? Tak, jak dawniej zalotnie uśmiechnęła się Weronika, kokieteryjnie kręcąc kosmykiem włosów na palcu. Krótka sukienka podkreślała atuty, staranny makijaż odejmował jej kilka lat Ogromny wysiłek w drobiazgach, by wyglądać olśniewająco!
Nie mam czasu odpowiedział Adam, spoglądając na byłą żonę pustym wzrokiem. Chłopcy już spakowani?
Coś tam szukają, jeszcze z dziesięć minut Znam ich! Weronika nie odpuszczała. Może w tym roku razem świętujemy Sylwestra? Kacper z Jurkiem pół dnia ubierali choinkę.
Zgodnie z sądem ferie i Sylwester są moje. Jedziemy do cudnej wsi w Beskidach, gdzie mnóstwo śniegu i można pojeździć na nartach. Ludmiła wszystko zarezerwowała.
No ale to rodzinne święto
Właśnie będziemy świętować rodzinnie. Spróbujesz kręcić aferę, odbiorę ci chłopaków.
Gdy tylko za Adą, zachwyconymi synami i nową żoną zamknęły się drzwi, Weronika z wściekłością roztrzaskała na podłodze porcelanową filiżankę, pamiątkę ślubną. Ludmiła Znowu ta Ludmiła! Zawsze się uśmiecha, niby szaleje z radości, widząc chłopców, a na pewno odlicza dni do ich powrotu. Któż jak nie Weronika wie, jak potrafią dać popalić!
To też myśl Weronika uśmiechnęła się chytrze. To nie jest koniec. Wkrótce wszystkie pieniądze Adama będą tylko dla niej
********************
Co to jest? Adam zmarszczył brwi, widząc walizki przy drzwiach.
Jak to co? Rzeczy Kacpra i Jurka Weronika popchnęła jedną z walizek, aż zachybotała. Uznałam, że skoro już poukładałeś sobie życie, to czas i na mnie. Ale musisz zrozumieć, nikt nie zechce cudzych dzieci. Od dziś chłopcy będą mieszkać z tobą. Powiadomiłam już opiekę społeczną, wszystko trzeba będzie przyklepać prawnie. Ale to już twój problem, a ja jadę na urlop z bardzo poważnie zapowiadającym się adoratorem.
Po tych słowach, zostawiając osłupiałego Adama w progu, ruszyła powoli do czekającego pod domem auta. Ciekawe, jak długo wytrzyma ta świętoszkowata Ludmiła? Tydzień? Dwa? No, dwa to maks. Adam, wybierając pomiędzy dziećmi a młodą żoną, na pewno wybierze synów. I wróci do niej. Razem z pieniędzmi
Minęły dwa tygodnie. Miesiąc. Dwa. A telefonu od Adama z żądaniem, by zabrała dzieci nie było. Z rozmów z chłopcami wynikało, że Ludmiła jeszcze ani razu na nich nie podniosła głosu! Jak to możliwe?! Te prychnące urwisy nagle stały się aniołkami? To niemożliwe.
No i co tam u chłopaków, nie masz już ich dość? Weronika w końcu nie wytrzymała i zadzwoniła do Adama.
Są świetni, grzeczni, pomocni, głos Adama od razu stał się cieplejszy, gdy zeszło na dzieci. Złote chłopaki!
Naprawdę? zdziwiła się Weronika. U mnie wiecznie była awantura nad czymś
Bo trzeba zająć się dziećmi prychnął Adam pogardliwie. A ty ciągle patrzyłaś tylko w telefon. Aha i informuję cię, że przeprowadzamy się. Jak zechcesz, mogę przywieźć chłopców na ferie.
Przecież to też moje dzieci!
Sama wszystko mi przekazałaś zaśmiał się Adam. Matka od siedmiu boleści.
Weronice pozostało tylko gryźć palce ze złości. Małżeństwa nie odzyskała (a tym bardziej pieniędzy), z nowym partnerem też nie wyszło, a dzieci będą daleko. Choć chyba aż tak za nimi tęsknić nie będzie, polubiła poświęcać czas tylko sobie.
Jaka to niesprawiedliwość? Wytrzymać dziesięć lat i odpaść na finiszu, tak tuż-tuż przed celem
NiesprawiedliweNa tapczanie, pośród drogich poduszek, Weronika wpatrywała się w migający ekran telefonu. Cisza jej mieszkania nagle stała się nieznośnie głośna. Popatrzyła na półkę, gdzie kiedyś stały zrobione przez chłopców laurki już ich dawno nie było. Zostały tylko kosmetyki i najnowsza kolekcja perfum.
Kiedyś marzyła o takim życiu bez żadnych obowiązków, wyłącznie dla siebie. Teraz każdy dzień ciągnął się coraz dłużej, przerywany wiadomościami od znajomych, którzy coraz rzadziej pytali, “co słychać”, a coraz częściej dzielili się swoimi szczęśliwymi zdjęciami rodzin, wyjazdów czy wygranych meczy dzieci.
Weronika przesunęła palcem po kontakcie Adama. Przez chwilę zawahała się, jakby chciała napisać coś ważnego. Ale ekran pozostał pusty.
W tym samym czasie w nowym domu Adama, Kacper z Jurkiem zanosili się śmiechem, urządzając bitwę na poduszki. Ludmiła przyniosła własnoręcznie upieczone bułeczki, Adam poprawiał zdjęcie rodzinne na komodzie. W ciepłym świetle żyrandola cała czwórka wyglądała na szczęśliwą. Nawet pies, adoptowany z pobliskiego schroniska, merdał ogonem, wtulając się w chłopców.
Tego wieczoru Weronika po raz pierwszy przyznała sama przed sobą, że można było wytrzymać jeszcze jeden dzień. Czasem szczęście naprawdę polega na tym, żeby nie próbować wszystkiego zaczynać od nowa tylko docenić to, co już się ma.
Westchnęła. Podniosła filiżankę do ust tym razem zrobiła sobie herbatę sama. Gorąca, lekko cierpka, smakowała zupełnie inaczej niż kiedyś. I w tej właśnie herbacie, w jej samotnym aromacie, zamknęła się jej nowa rzeczywistość.



