Dziecko dla przyjaciółki Kiedy Lila przeżywała ostatnie tygodnie ciąży, jej młodszy brat wyjechał z domu, a ojciec wpadł w alkoholizm. Od tej chwili życie Lili zamieniło się w koszmar. Każdy poranek zaczynała od wietrzenia mieszkania, zbierania pustych butelek spod stołu i czekania, aż ojciec się wyśpi. — Tato, nie możesz pić. Ledwie wyszedłeś z udaru. — Chcę i piję. Kto mi zabroni? Tak łatwiej znieść ból. — Jaki ból? — Ból świadomości, że nikomu nie jestem potrzebny. Nawet tobie. Jestem ci ciężarem, Lila. Jestem człowiekiem przegranym, w ogóle nie powinienem się rodzić. Po co żeniłem się i miałem dzieci, które odziedziczyły po mnie tylko słabość charakteru i biedę. Wszystko na darmo, córko. Lepiej pić. Lila, już wcześniej w złym nastroju, wpadała w złość. — Nie wszystko na darmo, tato. Ludzie mają gorzej. — Gorzej? Ty wychowałaś się bez matki. Teraz planujesz urodzić dziecko bez ojca, które znów będzie żyć w biedzie. — Nie wszystko jest takie ciemne, tato. Wszystko się zmienia, może się odmienić w każdej chwili. Z nostalgią wspomniała, jak niedawno była szczęśliwa, szykując się do ślubu z Krzysztofem. Tak, świat runął, ale trzeba żyć dalej. Tego dnia ojciec znów się upił. Lila wykrzyczała: — Przepiłeś pieniądze, które odłożyłam “na czarną godzinę”? Jak je znalazłeś? Przeszukałeś cały dom, grzebałeś w moich rzeczach?! — Wszystko w tym domu należy do mnie — oznajmił ojciec. — Włącznie z emeryturą, którą przede mną ukrywasz! Moją emeryturą. — I wszystko przepuściłeś? Nie pomyślałeś, za co będziemy żyć? — A dlaczego mam myśleć? Jestem chorym człowiekiem. Dorosłaś, teraz ty się mną opiekuj! Lila przeszukała wszystkie szafki. — Wczoraj zostały jeszcze dwa opakowania makaronu i olej. A teraz ich nie ma! Z czego zrobimy kolację?… Lila była wstrząśnięta. Usiadła na krześle, zakrywając twarz rękami. Nie wiedziała, że ciotka Natalia, pod jej nieobecność, zaczęła upijać ojca i okradać dom. Cicho, niczym wąż, Natalia wtoczyła się do ich mieszkania i robiła wszystko, by rozbić rodzinę. Tamtej nocy Lila płakała. Leżała samotnie, zrezygnowana i głodna. Rano ktoś zapukał do drzwi. Do środka weszła Natalia Nowak, wystrojona, w modnym płaszczu i na obcasach, nie fatygując się nawet, by zdjąć buty. — Cześć. Moja koleżanka z administracji dała mi znać, że zalegacie z opłatami, a za niedługo odetną wam prąd. Co tu się dzieje, Lila? Może herbatą poczęstujesz? Nie czekając na odpowiedź, weszła do kuchni i zaczęła grzebać w lodówce i szafkach. — Sama sobie zrobię herbatę, jesteś przecież w ciąży, jak moja Kasia… Ale u was cukru brak, nie ma herbaty, nic nie ma, jak okiem sięgnąć. Chodź, pójdziemy do sklepu. Lila unikała wzroku gościa. — Ciociu Natalio, nie poczęstuję herbatą. Lepiej już pójdź. Natalia nie zamierzała ustąpić. — Masz kłopoty? Widzę, że tak. Pamiętasz, proponowałam ci przenieść się do mnie? Teraz nie proszę, tylko nalegam, zabieraj rzeczy i jedź do mnie. Tu nie ma warunków dla maluszka, ojciec pije, nie masz na jedzenie! Nawet owoców i witamin ci brakuje… Spakuj się i chodź ze mną. Lila usiadła na krześle, bo zakręciło jej się w głowie. Z oczu popłynęły łzy, Natalia przytuliła ją: — Posłuchaj, wiem, jakie masz zdanie o mnie. Nie oczekuję przebaczenia, bo moja córka zabrała ci narzeczonego. Ale nie jestem potworem i nie mogę patrzeć, jak się tu męczysz. Chcesz czy nie — pomogę ci. Potem wszystko było jak przez mgłę. Natalia pomogła jej się spakować i zamówiła taksówkę. *** Kiedy zaczęły się skurcze, Natalia Nowak nie opuszczała Lili ani na krok. — Słuchaj mnie, Lila. uprzedziłam już personel, że chcesz oddać dziecko do adopcji. Po porodzie nie bierz go na ręce, nie przystawiaj do piersi, nie patrz na nie. Lila wiła się z bólu. — Ach, ciociu Natalio, wszystko mi jedno. Taka męka… oby już urodzić. — Nie zapominaj, co ci mówiłam, sama nie dasz rady wychować tego dziecka. A ja już znalazłam porządną rodzinę, która jest gotowa adoptować twoją córeczkę choćby dziś. Kilka godzin później przyszła na świat dziewczynka. — Trzy kilo trzysta, zdrowa, wszystko w porządku! Pielęgniarka od razu zabrała dziecko, nie pokazawszy Lili. Ale lekarka-pediatra spojrzała na młodą mamę surowym wzrokiem: — Co to ma znaczyć? Urodziła pani zdrową, śliczną córkę, a nawet nie chce na nią spojrzeć. Ewo, przynieś dziecko mamie, niech przystawi do piersi. Lila pokręciła głową: — Nie chcę. Nie mam za co żyć… Są ludzie, którym ta dziewczynka bardziej się przyda, podpiszę zrzeczenie i ją zaadoptują… — Niech pani nie szaleje, chociaż spójrz na nią. Lila zamknęła oczy, ale poczuła dotyk czegoś… delikatnego na ręce. Pielęgniarka położyła niemowlę obok. Mała zaczęła szukać piersi, nieporadnie rozchylając usta i kręcąc główką. Lila spojrzała na córkę. Bezbronna istotka wpatrywała się w nią zmrużonymi oczkami, łapiąc ją rączkami po piersi. — No i jak, mamusiu? Karmimy dzidzię — uśmiechnęła się pediatra, widząc jak Lila drży z emocji na widok córki. — Piękna dziewczynka, potrzebuje właśnie ciebie, nie adopcyjnych rodziców, rozumiesz? Lila rozpłakała się, przytulając swoją córeczkę i kiwając głową. Przez dwie godziny odpoczywała przy malutkiej, nie mogąc oderwać od niej wzroku. Obudził się w niej instynkt macierzyński. „Oto jest sens mojego życia — moja córka. I nie ważne, czy Krzysztof odszedł, czy ojciec szaleje… Jestem potrzebna swojej córce i dlatego zostaję z nią”. *** Obudził ją głos Natalii. Natalia Nowak w szlafroku weszła do sali i popatrzyła na leżącą w łóżku Lilię. — Zapomniałaś chyba, co obiecywałaś? — zapytała cicho. — Obiecałaś, oddasz dziecko. Ja już załatwiłam ludzi, gotowych zabrać tę dziewczynkę choćby dziś. — Pani Natalio, zmieniłam zdanie. Nie oddam jej nikomu. — Ale ty nie masz pieniędzy, praktycznie jesteś bezdomna, co zrobisz z dzieckiem? — Wrócę do siebie. Nie będę już nikomu przeszkadzać. Poradzę sobie. Lila zauważyła, jak jej twarz przybrała diaboliczny wyraz. — Zwariowałaś?! Nie masz nic! Z czego zamierzasz żyć? Żebrać na ulicy? Hałas obudził śpiącą córeczkę, Lila podeszła do niej. — Nie ruszaj! Ja ją utulę i nakarmię mieszanką. Powiemy lekarzom, że nie masz mleka — stanowczo oznajmiła Natalia. Lila pokręciła głową: — To moja córka. Już zdecydowałam: nie zrzeknę się jej! — Nie możesz! Obiecałaś! — wykrzyknęła Natalia. — Proszę wyjść. Natalia wyszła. Sąsiadka z łóżka podniosła głowę: — Kto to był? — Ciotka. — Straszne. Dobrze, że ją przegoniłaś. Jestem Anka. Jeśli będziesz czegoś potrzebować, pomogę. Nie wszyscy ludzie są źli. — Lila. — Miło poznać, Lila. Wydaje mi się, że ta kobieta chciała porwać twoją córeczkę. Była bardzo dziwna. *** Przed wypisem przyszedł do Lili gość. Nie wpuszczono jej do sali, więc Lila wyszła na korytarz. Przed nią stała dawna przyjaciółka — Kasia — w zaawansowanej ciąży. — Cześć. Lila usiadła na ławce. Kasia przysiadła obok. — Słyszałam, że urodziłaś. — Tak. Córeczkę. Kasia zaczęła się wiercić. — Lila, sprawa jest taka. Wiesz, mama znalazła ludzi chętnych do adopcji twojej córki. — I co? — To bardzo porządni ludzie i mają sporo pieniędzy. Proponują ci za córkę milion złotych. Cały milion, rozumiesz? Mogłabyś kupić kawalerkę albo zainwestować w mieszkanie. — Milion? — Lila pokiwała głową. — No to jak ich tak lubisz, oddaj im swoje dziecko. Kasia nadęła usta, ale dalej ściskała rękę Lili. — Poczekaj, Lila. Oddaj dziecko mnie! Będę się nią opiekować, przecież to córka Krzysztofa. — I chcesz sobie radzić z dwójką dzieci? — Nic nie rozumiesz, Lila! Moje małżeństwo się sypie! Lila wstała, chcąc odejść. Kasia złapała ją za rękaw, patrząc szaleńczym wzrokiem. — Potrzebuję tego dziecka, Lila! — Puść mnie! …Po kilku godzinach zjawił się Krzysztof. Lila wzdrygnęła się na jego widok. — Urodziłaś? Mogę zobaczyć? — Nie możesz! Przecież zaraz urodzi ci się dziecko z Kasią, patrz na swoje! — Musimy porozmawiać, Lila. Odkąd urodziłaś, nie mogę sobie znaleźć miejsca. Chcę zabrać córkę do siebie. Zrzeknij się jej, a ja od razu ją zaadoptuję. Lila pokręciła głową. — Ja nie jestem taka jak ty. Nigdy nie zostawię kogoś, kto mnie potrzebuje. Niepotrzebnie tu przyszedłeś, nie oddam ci naszej córki! Krzysztof też nie zamierzał się łatwo poddać. — Oddaj mi ją! Nie miałaś prawa rodzić dziecka beze mnie! I tak zabiorę, co moje! — Ty? Maminsynek? Najpierw zapytaj o pozwolenie swojej mamusi! Lila odepchnęła byłego, wzięła córkę na ręce i przeszła na dyżurkę pielęgniarek. — Możecie nikogo już do mnie nie wpuszczać? Mam dość! To jakiś dom otwarty! Epilog W dniu wypisu Lila wyszła z córeczką na rękach. Towarzyszyła jej sąsiadka z sali, Anka — tę witali mąż i mama. Na schodach Lila zobaczyła samochód rodziny Krzysztofa. Z auta wysiadła matka Krzysztofa, Waleria Jagoda, przyglądając się Lili spode łba. Lila poczuła chłód na plecach. Niedoszła teściowa mierzyła ją wzrokiem niczym wilczyca gotowa do skoku. Anka dostrzegła minę koleżanki, podeszła i stanęła przy niej. — Kto to, Lila? — Rodzice Krzysztofa. — Ogląda cię, jakby czekała, aż popełnisz błąd. Dziwne to wszystko… Mówiłam ci, że mama szykuje dla ciebie pokój u nas. Chodź, pojedziesz ze mną. Lila skinęła głową. Też czuła niepokój. *** Mieszkając u nowo poznanych przyjaciół, Lila odnalazła niespodziewanie miłość — kuzyn Anki, zatwardziały kawaler Janek, zaczął się nią opiekować. Jan okazał się dobrym człowiekiem — nie tylko ożenił się z Lilią i zaadoptował jej córkę, ale także pomagał teściowi. Co do Kasi i Krzysztofa: ich małżeństwo się rozpadło. Okazało się, że Kasia tylko udawała ciążę i nosiła pod ubraniem wałek, by oszukać rodzinę Krzysztofa. Natalia Nowak, chcąc chronić córkę, sama wyznała zięciowi, że Kasia straciła ciążę bardzo wcześnie. Od razu podsunęła też „rozwiązanie”: — Krzysiu, zięciu, nie gniewaj się na moją córkę — poprosiła. — Ciąża jej nie wyszła, ale sam nie jesteś ideałem. Zaraz urodzi się ci dziecko z inną kobietą. Pomyślałam, czemu nie adoptować dziecka Lili? To przecież w rodzinie zostanie. Nikomu nie powiemy, że Kasia poroniła, a jak tylko Lila urodzi, zabierzemy malucha i powiemy wszystkim, że to Kasia urodziła. Krzysztof zgodził się na plan teściowej. Byłoby po ich myśli, gdyby Lila nie odmówiła zostawienia nowonarodzonego dziecka w szpitalu, niszcząc tym samym plany „byłej” przyjaciółki i jej matki. Matka Krzysztofa, Waleria Jagoda, była wstrząśnięta oszustwem synowej i wyrzuciła ją z domu, każąc synowi wziąć rozwód.

Dziecko dla przyjaciółki

Kiedy Lidka przechodziła ostatnie tygodnie ciąży, jej młodszy brat wyprowadził się z domu, a ojciec zaczął ostro zagrywać smutki pod korek. Od tamtej pory życie Lidki zamieniło się w kiepską wersję reality show.

Każdy poranek zaczynała od wietrzenia mieszkania, wybebeszania butelek spod stołu i czekania, aż tatuś łaskawie się obudzi.

Tato, ty przecież nie powinieneś pić. Dopiero co byłeś o włos od udaru.

Piję, bo chcę. Kto mi zabroni? Tylko tak da się przeżyć ten cały ból.

Jaki ból?

Tego, że jestem nikomu niepotrzebny. Nawet tobie. Jestem dla ciebie tylko ciężarem, Lida. Stracony człowiek. Po co się w ogóle urodziłem, po co się żeniłem i płodziłem dzieci, które odziedziczyły tylko moją słabość i biedę. Wszystko na marne. Lepiej pić.

Lidka, choć i tak w podłym humorze, aż się wkurzyła.

Nie przesadzaj, tato. Niektórzy mają gorzej.

Gorzej? Ty dorastałaś bez matki. I chcesz rodzić dziecko bez ojca, które będzie biedę z nędzą klepać.

Nie dramatyzuj, tato. Wszystko się może zmienić w jednej chwili.

Lidka z żalem wspomniała, jak jeszcze niedawno była szczęśliwa, planując ślub z Iwo. Świat się zawalił, ale jakoś trzeba żyć.

Tego dnia ojciec znowu się urżnął. Lidka nie wytrzymała:

Ojciec, przepuściłeś kasę, którą odkładałam na czarną godzinę?! Jak ją znalazłeś? Przekopałeś cały dom? Grzebałeś w moich rzeczach?!

Wszystko tu jest moje! odpowiedział z dumą ojciec. Nawet emerytura, którą przede mną chowasz! Moja emerytura.

Przepiłeś wszystko? I co my teraz będziemy jeść, o tym już nie pomyślałeś?

A dlaczego miałbym myśleć? Jestem chory. Jesteś dorosła, to teraz ty się mną zajmuj.

Lidka pobuszowała po szafkach.

No przecież wczoraj miałam jeszcze dwie paczki makaronu i masło. A teraz nic! Czym my zjemy dziś na kolację?

Była załamana. Padła na krzesło i zakryła twarz dłońmi.

Nie wiedziała, że to ciotka Natalia ostatnio rozkręciła towarzystwo u ich kuchennego stołu, częstując ojca i przetrząsając spiżarkę.

Cisiutka jak przysłowiowy wąż Natalia wpełzła do ich domu i systematycznie destabilizowała to, co zostało z ich rodziny.

Tamtej nocy Lidka przeleżała w łóżku z nosem we łzach, przygnieciona rzeczywistością i głodem.

Rano do drzwi zapukała Natalia. Elegancki płaszczyk, markowe kozaki butów nawet nie zdążyła zdjąć, jak już była w kuchni.

Cześć. Moja znajoma z administracji mówiła, że macie zaległości za prąd i zaraz wam odetną. Co się dzieje, Lida? Herbaty chociaż dasz?

Bez czekania na zgodę Natalia wkroczyła do kuchni i grzebała już po lodówce i szafkach.

Sama zrobię herbatę, jesteś w ciąży, jak moja Sławka Ale u was pustki totalne! Ani cukru, ani herbaty, nawet okrucha! Idziemy do sklepu.

Lidka unikała wzroku gościa.

Ciociu Natalio, nie poczęstuję was herbatą. Lepiej już idźcie.

Natalia była zrobiona z innej gliny.

Masz kłopoty? Widać. Pamiętasz, jak proponowałam, byś przeprowadziła się do mnie? Teraz nie proszę nalegam. Jedź do mnie. Tu się nie da żyć ani dziecka wychować. Twój ojciec pije, ty niedożywiona Spakuj się i chodź.

Lidka aż usiadła z zawrotu głowy. Z oczu poleciały łzy, Natalia ją objęła:

Kochana, wiem, co o mnie myślisz. Wiem, zawiniłam moja córka odbiła ci narzeczonego. Ale nie jestem potworem. Nie dam ci tu konać. Chcesz, nie chcesz będę ci pomagać.

Resztę pamiętała jak przez mgłę: Natalia pomogła się spakować i zadzwoniła po taksówkę.

***

W dniu, gdy Lidce zaczęły się bóle porodowe, Natalia nie odstępowała jej ani na krok.

Słuchaj mnie, Lidka. Uprzedziłam personel, że chcesz zrzec się dziecka. Gdy urodzisz, nie bierz go na ręce, nie przykładaj do piersi. Po prostu nie patrz.

Lidka się męczyła:

Ciociu Natalio, wszystko mi jedno. Szybciej by już było po wszystkim

Nie zapomnij, co ci mówiłam. Sama nie dasz rady. Już mam rodzinę, która chętnie adoptuje twoje dziecko.

Po kilku godzinach na świat przyszła dziewczynka.

Trzy trzysta, zdrowa, wszystko jest w porządku.

Położna zawinęła noworodka i natychmiast gdzieś go zabrała nawet nie pokazali Lidce.

Pediatra spojrzała na młodą mamę z dezaprobatą:

O co chodzi? Zdrowa, śliczna dziewczynka, a pani nawet nie rzuci na nią okiem. Pani Elizo, proszę przynieść dziecko i przystawić do piersi!

Lidka pokręciła głową:

Nie chcę. Sama nie mam na życie, nie planowałam dziecka Są tacy, którym bardziej się przyda, napiszę zrzeczenie

Niech pani nie szaleje, niech przynajmniej spojrzy na malutką.

Lidka zamknęła oczy, ale poczuła delikatny dotyk na ręce.

Położna ułożyła dziewczynkę obok niej, ta zaczęła cicho kwilić, a Lidka wreszcie spojrzała.

Maleństwo, bezbronne i śmiesznie zamglone, patrzyło na nią spod przymrużonych oczu. Ruszało rączkami, sięgając piersi.

No, mamusiu! Karmimy dzidziusia podsumowała pani doktor z uśmiechem. Widziała wyraźnie, że Lidka drży pod wpływem pierwszych emocji.

Taką ładną ma pani córeczkę tylko pani jej potrzeba, nie żadni obcy. Rozumie pani?

Lidka zapłakała, pełna ulg i uściskawszy córkę, skinęła głową.

Przez kolejne dwie godziny nie mogła oderwać od dziecka wzroku. I wtedy właśnie rozbudził się jej instynkt macierzyński.

To jest sens mojego życia moja córka. I nieważne, że Iwo odszedł, że ojciec znów na bani. Jestem mojej córce potrzebna więc przy niej zostanę.

***

Obudził ją głos Natalii.

Natalia, w szlafroku, stała przy łóżku i patrzyła wyczekująco.

Zapomniałaś, co ustaliłyśmy? Czekałam, aż urodzisz i oddasz dziecko. Znalazłam ludzi, którzy chcą je natychmiast zabrać.

Pani Natalio, zmieniłam zdanie. Nie oddam jej.

Ale u ciebie nawet grosza nie ma. Gdzie ją zabierzesz?

Do domu. Już nie będę nikomu zawadzać. Sama sobie poradzę.

Natalia skrzywiła się jakby zjadła cytrynę.

Oszalałaś?! Nie masz pieniędzy! Liczysz, że wszyscy będą cię utrzymywać?!

Od krzyków nagle obudziła się mała w łóżeczku, więc Lidka po nią sięgnęła.

Nie dotykaj! Ja ją ukołyszę, dam butlę. Powiem lekarzom, że nie masz pokarmu, rzuciła Natalia.

Lidka pokręciła głową:

To moja córka, nie państwa sprawa. Powiedziałam: nie oddam jej i już!

Nie możesz! Obiecałaś! Natalia bezradnie rozdziawiała buzię.

Proszę wyjść.

Natalia wyszła z hukiem. Sąsiadka Lidki z łóżka obok podniosła głowę:

Kto to był?

Ciotka.

Ale dziwadło. Słusznie ją pani pogoniła. Jestem Lera. Potrzebna będzie pomoc, proszę mówić. Świat nie jest taki zły.

Lida.

Miło poznać, Lido. Ta pani pewnie chciała porwać twoją córeczkę! Dziwna jakaś

***

Przed wypisem pojawiła się następna gościni. Do sali jej nie wpuścili, więc Lida wyszła na korytarz.

Była to dawna przyjaciółka Sławka z solidnym ciążowym brzuchem.

Cześć.

Lidka ostrożnie usiadła na ławce. Sławka przysiadła obok.

Słyszałam, że urodziłaś.

Tak. Córeczkę.

Sławka wierciła się niespokojnie.

Lida, taka sprawa. Mama już znalazła ludzi, którzy adoptują twoją córkę.

No i?

Oni są fantastyczni! Mają kasę i wszystko dadzą za twoje dziecko.

Sławka złapała Lidkę za rękę:

Oferują za nią milion złotych! Milion, rozumiesz? Kupiłabyś sobie pokój w akademiku, może nawet kawalerkę.

Serio, aż milion? Lidka pokiwała głową z wyraźną kpiną. Skoro tak ci na nich zależy, ty im sprzedaj swoje.

Sławka się nadęła, ale nie puszczała jej dłoni.

Poczekaj, Lida. Oddaj dziecko mnie! Zajmę się nim, przecież to córka Iwo.

Chcesz wychowywać dwójkę?

Nic nie rozumiesz, Lida! Moja rodzina się wali!

Lidka poderwała się, by odejść. Sławka chwyciła jej rękaw z desperacją w oczach:

Potrzebuję tego dziecka!

Puść.

Niedługo później wpadł sam Iwo. Lidka aż cofnęła się ze zdziwienia.

Urodziłaś? Mogę chociaż zobaczyć?

Nie możesz! Lepiej skup się na Sławce, przecież zaraz będzie rodzić!

Musimy pogadać. Odkąd urodziłaś, nie mogę spać. Chcę zabrać twoją córkę. Oddaj ją, a ja ją zaraz zaadoptuję.

Lidka pokręciła głową:

Ja nie jestem taka jak wy. Nigdy nie oddam własnego dziecka, które mnie potrzebuje! Przyjechałeś na darmo nie dostaniesz córki.

Iwo też nie chciał odejść.

Oddaj mi dziecko! Nie powinnaś była go rodzić! I tak zabiorę, co moje!

Co ty? Najpierw popytaj mamusi o pozwolenie!

Lidka odsunęła byłego i poszła z córką na dyżurkę:

Przepraszam, czy można nikogo już do mnie nie wpuszczać? Nie chcę widzieć już nikogo spoza personelu! Dom wariatów

Epilog

W dzień wypisu Lidka opuściła szpital, tuląc córkę.

Towarzyszyła jej Lera czekał już na nią mąż i teściowa.

Lidka zatrzymała się na schodach, widząc auto Reszków.

Z auta wysiadła matka Iwo, Valeria, zmierzyła ją wzrokiem jak sęp. Lidkę przeszył zimny dreszcz.

Niedoszła teściowa wyglądała niczym wilczyca szykująca się do skoku.

Lera podeszła do niej troskliwie:

Kto to?

Rodzice Iwo.

Patrzy na ciebie jakby cię obserwowała. Coś za dużo osób się wokół ciebie kręci, Lida. Lepiej chodź ze mną mama dała ci miejsce do spania.

Lidka skinęła głową. Też była skołowana.

***

Mieszkała u nowych znajomych, gdzie niespodziewanie znalazła miłość. Kuzyn Lery, zadeklarowany kawaler Janek, zaczął się nią opiekować.

Janek okazał się świetnym człowiekiem, szybciutko się oświadczył, zaadoptował jej córkę i nawet pomógł teściowi.

A co ze Sławką i Iwo? Ich małżeństwo rozpadło się z hukiem.

Szybko wyszło na jaw, że Sławka tylko udawała ciążę, nosząc sztuczny brzuch, by omamić całą rodzinę Reszków.

Natalia, w akcie rozpaczy, wyznała zięciowi prawdę o poronieniu Sławki i zaproponowała genialny w jej mniemaniu plan:

Iwo, zięciu, nie gniewaj się na Sławkę. Tak, straciła dziecko, ale przecież ty też swój udział masz Przecież już zaraz będziesz miał dziecko z Lidką. Wiesz co, może byście adoptowali to z Lidką? I rodzinie nic nie mówic, udawać, że Sławka urodziła, a jak Lidka urodzi, to zabrać dziecko i wmówić wszystkim, że to wasze.

Iwo aż się rozmarzył na tę myśl.

Wszystko szło po ich myśli, dopóki Lidka się nie zbuntowała i nie zostawiła swojej nowo narodzonej córki w rodzinie tym samym wpędzając dawną przyjaciółkę i jej matkę w ślepą uliczkę.

Mama Iwo, Valeria, była rozczarowana oszustwami synowej i wyrzuciła jej rzeczy za drzwi, a syna przebrała do cywila.

A Lidka chociaż parę razy los ją przetrzepał w końcu odnalazła siebie, rodzinę i szczęście. Bo czasem nawet najdziwniejsze historie w końcu jakoś się dobrze układają!

Rate article
Fajna Tajna
Dziecko dla przyjaciółki Kiedy Lila przeżywała ostatnie tygodnie ciąży, jej młodszy brat wyjechał z domu, a ojciec wpadł w alkoholizm. Od tej chwili życie Lili zamieniło się w koszmar. Każdy poranek zaczynała od wietrzenia mieszkania, zbierania pustych butelek spod stołu i czekania, aż ojciec się wyśpi. — Tato, nie możesz pić. Ledwie wyszedłeś z udaru. — Chcę i piję. Kto mi zabroni? Tak łatwiej znieść ból. — Jaki ból? — Ból świadomości, że nikomu nie jestem potrzebny. Nawet tobie. Jestem ci ciężarem, Lila. Jestem człowiekiem przegranym, w ogóle nie powinienem się rodzić. Po co żeniłem się i miałem dzieci, które odziedziczyły po mnie tylko słabość charakteru i biedę. Wszystko na darmo, córko. Lepiej pić. Lila, już wcześniej w złym nastroju, wpadała w złość. — Nie wszystko na darmo, tato. Ludzie mają gorzej. — Gorzej? Ty wychowałaś się bez matki. Teraz planujesz urodzić dziecko bez ojca, które znów będzie żyć w biedzie. — Nie wszystko jest takie ciemne, tato. Wszystko się zmienia, może się odmienić w każdej chwili. Z nostalgią wspomniała, jak niedawno była szczęśliwa, szykując się do ślubu z Krzysztofem. Tak, świat runął, ale trzeba żyć dalej. Tego dnia ojciec znów się upił. Lila wykrzyczała: — Przepiłeś pieniądze, które odłożyłam “na czarną godzinę”? Jak je znalazłeś? Przeszukałeś cały dom, grzebałeś w moich rzeczach?! — Wszystko w tym domu należy do mnie — oznajmił ojciec. — Włącznie z emeryturą, którą przede mną ukrywasz! Moją emeryturą. — I wszystko przepuściłeś? Nie pomyślałeś, za co będziemy żyć? — A dlaczego mam myśleć? Jestem chorym człowiekiem. Dorosłaś, teraz ty się mną opiekuj! Lila przeszukała wszystkie szafki. — Wczoraj zostały jeszcze dwa opakowania makaronu i olej. A teraz ich nie ma! Z czego zrobimy kolację?… Lila była wstrząśnięta. Usiadła na krześle, zakrywając twarz rękami. Nie wiedziała, że ciotka Natalia, pod jej nieobecność, zaczęła upijać ojca i okradać dom. Cicho, niczym wąż, Natalia wtoczyła się do ich mieszkania i robiła wszystko, by rozbić rodzinę. Tamtej nocy Lila płakała. Leżała samotnie, zrezygnowana i głodna. Rano ktoś zapukał do drzwi. Do środka weszła Natalia Nowak, wystrojona, w modnym płaszczu i na obcasach, nie fatygując się nawet, by zdjąć buty. — Cześć. Moja koleżanka z administracji dała mi znać, że zalegacie z opłatami, a za niedługo odetną wam prąd. Co tu się dzieje, Lila? Może herbatą poczęstujesz? Nie czekając na odpowiedź, weszła do kuchni i zaczęła grzebać w lodówce i szafkach. — Sama sobie zrobię herbatę, jesteś przecież w ciąży, jak moja Kasia… Ale u was cukru brak, nie ma herbaty, nic nie ma, jak okiem sięgnąć. Chodź, pójdziemy do sklepu. Lila unikała wzroku gościa. — Ciociu Natalio, nie poczęstuję herbatą. Lepiej już pójdź. Natalia nie zamierzała ustąpić. — Masz kłopoty? Widzę, że tak. Pamiętasz, proponowałam ci przenieść się do mnie? Teraz nie proszę, tylko nalegam, zabieraj rzeczy i jedź do mnie. Tu nie ma warunków dla maluszka, ojciec pije, nie masz na jedzenie! Nawet owoców i witamin ci brakuje… Spakuj się i chodź ze mną. Lila usiadła na krześle, bo zakręciło jej się w głowie. Z oczu popłynęły łzy, Natalia przytuliła ją: — Posłuchaj, wiem, jakie masz zdanie o mnie. Nie oczekuję przebaczenia, bo moja córka zabrała ci narzeczonego. Ale nie jestem potworem i nie mogę patrzeć, jak się tu męczysz. Chcesz czy nie — pomogę ci. Potem wszystko było jak przez mgłę. Natalia pomogła jej się spakować i zamówiła taksówkę. *** Kiedy zaczęły się skurcze, Natalia Nowak nie opuszczała Lili ani na krok. — Słuchaj mnie, Lila. uprzedziłam już personel, że chcesz oddać dziecko do adopcji. Po porodzie nie bierz go na ręce, nie przystawiaj do piersi, nie patrz na nie. Lila wiła się z bólu. — Ach, ciociu Natalio, wszystko mi jedno. Taka męka… oby już urodzić. — Nie zapominaj, co ci mówiłam, sama nie dasz rady wychować tego dziecka. A ja już znalazłam porządną rodzinę, która jest gotowa adoptować twoją córeczkę choćby dziś. Kilka godzin później przyszła na świat dziewczynka. — Trzy kilo trzysta, zdrowa, wszystko w porządku! Pielęgniarka od razu zabrała dziecko, nie pokazawszy Lili. Ale lekarka-pediatra spojrzała na młodą mamę surowym wzrokiem: — Co to ma znaczyć? Urodziła pani zdrową, śliczną córkę, a nawet nie chce na nią spojrzeć. Ewo, przynieś dziecko mamie, niech przystawi do piersi. Lila pokręciła głową: — Nie chcę. Nie mam za co żyć… Są ludzie, którym ta dziewczynka bardziej się przyda, podpiszę zrzeczenie i ją zaadoptują… — Niech pani nie szaleje, chociaż spójrz na nią. Lila zamknęła oczy, ale poczuła dotyk czegoś… delikatnego na ręce. Pielęgniarka położyła niemowlę obok. Mała zaczęła szukać piersi, nieporadnie rozchylając usta i kręcąc główką. Lila spojrzała na córkę. Bezbronna istotka wpatrywała się w nią zmrużonymi oczkami, łapiąc ją rączkami po piersi. — No i jak, mamusiu? Karmimy dzidzię — uśmiechnęła się pediatra, widząc jak Lila drży z emocji na widok córki. — Piękna dziewczynka, potrzebuje właśnie ciebie, nie adopcyjnych rodziców, rozumiesz? Lila rozpłakała się, przytulając swoją córeczkę i kiwając głową. Przez dwie godziny odpoczywała przy malutkiej, nie mogąc oderwać od niej wzroku. Obudził się w niej instynkt macierzyński. „Oto jest sens mojego życia — moja córka. I nie ważne, czy Krzysztof odszedł, czy ojciec szaleje… Jestem potrzebna swojej córce i dlatego zostaję z nią”. *** Obudził ją głos Natalii. Natalia Nowak w szlafroku weszła do sali i popatrzyła na leżącą w łóżku Lilię. — Zapomniałaś chyba, co obiecywałaś? — zapytała cicho. — Obiecałaś, oddasz dziecko. Ja już załatwiłam ludzi, gotowych zabrać tę dziewczynkę choćby dziś. — Pani Natalio, zmieniłam zdanie. Nie oddam jej nikomu. — Ale ty nie masz pieniędzy, praktycznie jesteś bezdomna, co zrobisz z dzieckiem? — Wrócę do siebie. Nie będę już nikomu przeszkadzać. Poradzę sobie. Lila zauważyła, jak jej twarz przybrała diaboliczny wyraz. — Zwariowałaś?! Nie masz nic! Z czego zamierzasz żyć? Żebrać na ulicy? Hałas obudził śpiącą córeczkę, Lila podeszła do niej. — Nie ruszaj! Ja ją utulę i nakarmię mieszanką. Powiemy lekarzom, że nie masz mleka — stanowczo oznajmiła Natalia. Lila pokręciła głową: — To moja córka. Już zdecydowałam: nie zrzeknę się jej! — Nie możesz! Obiecałaś! — wykrzyknęła Natalia. — Proszę wyjść. Natalia wyszła. Sąsiadka z łóżka podniosła głowę: — Kto to był? — Ciotka. — Straszne. Dobrze, że ją przegoniłaś. Jestem Anka. Jeśli będziesz czegoś potrzebować, pomogę. Nie wszyscy ludzie są źli. — Lila. — Miło poznać, Lila. Wydaje mi się, że ta kobieta chciała porwać twoją córeczkę. Była bardzo dziwna. *** Przed wypisem przyszedł do Lili gość. Nie wpuszczono jej do sali, więc Lila wyszła na korytarz. Przed nią stała dawna przyjaciółka — Kasia — w zaawansowanej ciąży. — Cześć. Lila usiadła na ławce. Kasia przysiadła obok. — Słyszałam, że urodziłaś. — Tak. Córeczkę. Kasia zaczęła się wiercić. — Lila, sprawa jest taka. Wiesz, mama znalazła ludzi chętnych do adopcji twojej córki. — I co? — To bardzo porządni ludzie i mają sporo pieniędzy. Proponują ci za córkę milion złotych. Cały milion, rozumiesz? Mogłabyś kupić kawalerkę albo zainwestować w mieszkanie. — Milion? — Lila pokiwała głową. — No to jak ich tak lubisz, oddaj im swoje dziecko. Kasia nadęła usta, ale dalej ściskała rękę Lili. — Poczekaj, Lila. Oddaj dziecko mnie! Będę się nią opiekować, przecież to córka Krzysztofa. — I chcesz sobie radzić z dwójką dzieci? — Nic nie rozumiesz, Lila! Moje małżeństwo się sypie! Lila wstała, chcąc odejść. Kasia złapała ją za rękaw, patrząc szaleńczym wzrokiem. — Potrzebuję tego dziecka, Lila! — Puść mnie! …Po kilku godzinach zjawił się Krzysztof. Lila wzdrygnęła się na jego widok. — Urodziłaś? Mogę zobaczyć? — Nie możesz! Przecież zaraz urodzi ci się dziecko z Kasią, patrz na swoje! — Musimy porozmawiać, Lila. Odkąd urodziłaś, nie mogę sobie znaleźć miejsca. Chcę zabrać córkę do siebie. Zrzeknij się jej, a ja od razu ją zaadoptuję. Lila pokręciła głową. — Ja nie jestem taka jak ty. Nigdy nie zostawię kogoś, kto mnie potrzebuje. Niepotrzebnie tu przyszedłeś, nie oddam ci naszej córki! Krzysztof też nie zamierzał się łatwo poddać. — Oddaj mi ją! Nie miałaś prawa rodzić dziecka beze mnie! I tak zabiorę, co moje! — Ty? Maminsynek? Najpierw zapytaj o pozwolenie swojej mamusi! Lila odepchnęła byłego, wzięła córkę na ręce i przeszła na dyżurkę pielęgniarek. — Możecie nikogo już do mnie nie wpuszczać? Mam dość! To jakiś dom otwarty! Epilog W dniu wypisu Lila wyszła z córeczką na rękach. Towarzyszyła jej sąsiadka z sali, Anka — tę witali mąż i mama. Na schodach Lila zobaczyła samochód rodziny Krzysztofa. Z auta wysiadła matka Krzysztofa, Waleria Jagoda, przyglądając się Lili spode łba. Lila poczuła chłód na plecach. Niedoszła teściowa mierzyła ją wzrokiem niczym wilczyca gotowa do skoku. Anka dostrzegła minę koleżanki, podeszła i stanęła przy niej. — Kto to, Lila? — Rodzice Krzysztofa. — Ogląda cię, jakby czekała, aż popełnisz błąd. Dziwne to wszystko… Mówiłam ci, że mama szykuje dla ciebie pokój u nas. Chodź, pojedziesz ze mną. Lila skinęła głową. Też czuła niepokój. *** Mieszkając u nowo poznanych przyjaciół, Lila odnalazła niespodziewanie miłość — kuzyn Anki, zatwardziały kawaler Janek, zaczął się nią opiekować. Jan okazał się dobrym człowiekiem — nie tylko ożenił się z Lilią i zaadoptował jej córkę, ale także pomagał teściowi. Co do Kasi i Krzysztofa: ich małżeństwo się rozpadło. Okazało się, że Kasia tylko udawała ciążę i nosiła pod ubraniem wałek, by oszukać rodzinę Krzysztofa. Natalia Nowak, chcąc chronić córkę, sama wyznała zięciowi, że Kasia straciła ciążę bardzo wcześnie. Od razu podsunęła też „rozwiązanie”: — Krzysiu, zięciu, nie gniewaj się na moją córkę — poprosiła. — Ciąża jej nie wyszła, ale sam nie jesteś ideałem. Zaraz urodzi się ci dziecko z inną kobietą. Pomyślałam, czemu nie adoptować dziecka Lili? To przecież w rodzinie zostanie. Nikomu nie powiemy, że Kasia poroniła, a jak tylko Lila urodzi, zabierzemy malucha i powiemy wszystkim, że to Kasia urodziła. Krzysztof zgodził się na plan teściowej. Byłoby po ich myśli, gdyby Lila nie odmówiła zostawienia nowonarodzonego dziecka w szpitalu, niszcząc tym samym plany „byłej” przyjaciółki i jej matki. Matka Krzysztofa, Waleria Jagoda, była wstrząśnięta oszustwem synowej i wyrzuciła ją z domu, każąc synowi wziąć rozwód.