Żona i ojciec
Wiesz, Weronika tak naprawdę tylko udawała, że zależy jej na poznaniu rodziców Tomka. Po co jej to było? Przecież nie zamierzała mieszkać z nimi, a z jego ojca, który niby miał pieniądze, to głównie mogła mieć same kłopoty i podejrzenia, a nie wsparcie.
Ale jak już się wpakowała w zaręczyny, trzeba było grać do końca.
Weronika ubrała się ładnie, ale bez przesady żeby wyglądać na zwykłą, sympatyczną dziewczynę.
Poznanie rodziców narzeczonego to zawsze jest wyzwanie, a jeśli są bystrzy no to już egzamin z życia.
Tomek myślał, że Werka potrzebuje pocieszenia:
Nie przejmuj się, Weronika, serio, nie bój się. Tata jest szorstki, ale da się z nim dogadać. Nic strasznego ci nie powiedzą, na pewno cię polubią. Tata jest trochę dziwny, ale mama to dusza towarzystwa przekonywał ją pod drzwiami rodzinnego domu w Krakowie.
Weronika tylko się uśmiechnęła i odgarnęła jasny kosmyk włosów z ramienia. No, czyli tata szorstki a mama dusza towarzystwa. Ciekawe połączenie pomyślała i uśmiechnęła się do siebie.
Sam dom nie zrobił na niej wrażenia już widziała bogatsze.
Przywitali ich od razu.
Weronika wcale się nie denerwowała. No bo czym tu się stresować? Ludzie jak ludzie. Joanna, żona pana Henryka, jak już słyszała od Tomka, całe życie była głównie w domu, czasem z koleżankami gdzieś jeździła, ale nic wielkiego. Ojciec, Henryk Janowski, chociaż w opinii Tomka raczej mało rozmowny przynajmniej nie miał głupich tekstów. A nazwisko to nazwisko Weronice coś już świtało.
No i kiedy weszli do środka
Weronika zamarła. Zupełnie nie spodziewała się, że to właśnie on! Przyszłej teściowej nie kojarzyła, ale przyszłego teścia rozpoznała od razu. Przecież już się znali. Trzy lata wcześniej, sporadycznie, ale korzystnie dla obydwu w barach, hotelach, restauracjach, wszystko na pewnych warunkach. Oczywiście, żona Henryka o niczym nie wiedziała. Syn też nie.
No to pięknie.
Henryk też ją rozpoznał. W oczach miał błysk, który mógł znaczyć wszystko: zdumienie, niepokój, może już coś kombinował. Ale trzymał język za zębami.
Nic nieświadomy Tomek przedstawił ją oficjalnie:
Mamo, tato, to Weronika. Moja narzeczona. Chciałem ją przyprowadzić wcześniej, ale jest trochę nieśmiała.
Ups
Henryk wyciągnął rękę.
Jego uścisk był zdecydowany, prawie szorstki.
Bardzo mi miło, Weroniko powiedział i był tam ślad czegoś, czego Weronika nie potrafiła odczytać na pierwszy rzut oka. Złość? Ostrzeżenie? A może coś jeszcze innego?
Weronika starała się ukryć nerwy, gotowa na to, że Henryk lada chwila wszystko wyśpiewa.
Mnie również, panie Henryku podchwyciła ton, próbując wypaść naturalnie. W duszy jednak serce waliło jej jak nigdy dotąd.
Ale nic się nie wydarzyło.
Henryk, nawet coś na kształt uśmiechu wymęczył i sam odsunął jej krzesło przy stole.
Może planuje rozprawić się z nią później?
Ale nie, kolacja przebiegła spokojnie.
I wtedy Weronika zrozumiała nic nie powie. Bo jakby sypnął ją, sypnąłby też siebie przed żoną.
Kiedy się ogarnęła, było już niemal swobodnie. Joanna opowiadała zabawne historie z czasów dzieciństwa Tomka, Henryk niby tylko się przysłuchiwał, czasem dopytywał Weroniki o pracę. On już przecież dobrze wiedział, czym się zajmowała. Jego ironiczne uwagi nie robiły już na niej wielkiego wrażenia. Potrafił też zażartować, a Weronika ku swojemu zaskoczeniu parę razy nawet roześmiała się szczerze. Tylko ich wzajemne aluzje rozumieli tylko oni dwoje.
Na przykład, gdy popatrzył na nią i rzucił:
Wie pani, Weroniko, przypomina mi pani moją dawną… koleżankę. Była bystra i potrafiła zdobyć względy naprawdę różnych ludzi.
Weronika zagrała idealnie:
Talenty są różne, panie Henryku.
A Tomek, jak przystało na zakochanego narzeczonego, patrzył na Weronikę z takim uwielbieniem, że aż żal było na to patrzeć. W głowie już miał ślub, dzieciaków kochał ją na zabój. I to właśnie było najsłodsze i najsmutniejsze jednocześnie.
Potem rozmowa zeszła na podróże i Henryk, patrząc prosto na Weronikę, rzucił:
Osobiście wolę spokojne miejsca, bez zgiełku. Można pomyśleć, poczytać książkę. Mówi pani, że też tak lubi?
Chciał ją złapać na słowie.
Lubię ludzi, gwar, śmiech, wszystko co żywe odpowiedziała, nie dając się złapać choć czasem dodatkowe uszy bywają niebezpieczne.
Przez moment Joanna chyba coś zauważyła, bo marszczyła brwi, ale szybko odgoniła złe myśli.
Henryk wiedział, że Weronika nie szukała ciszy. I wiedział czemu.
Pod koniec wieczora, gdy już się zbierali, Henryk przytulił Tomka.
Uważaj na nią, synu. Jest wyjątkowa.
I zabrzmiało to jak komplement, i jak drwina. Nikt tylko, poza Weroniką, tego nie wychwycił.
Od razu zrobiło się chłodniej. Wyjątkowa. Wow, wybrał to słowo.
***
W nocy, gdy dom pogrążył się w ciszy, Weronika nie mogła zasnąć.
Leżała i rozmyślała, co teraz zrobić z tą całą sytuacją. Wiedziała, że i on, i ona żadne dzisiaj nie śpi. On przez przypadkowe spotkanie, ona przez rozmowę, która wisiała w powietrzu.
Wstała cichutko, narzuciła na domową piżamę swoją szeroką bluzę, zeszła na dół. Specjalnie lekko stukała schodami, tak żeby ci, co nie śpią, usłyszeli. Wyszła na ganek, patrząc w ogród, licząc na to, że Henryk w końcu wyjdzie.
Czekała krótko.
Nie śpisz? zagadnął, podchodząc od tyłu.
Jakoś nie idzie odpowiedziała Weronika.
Czuła ten jego znajomy zapach wody kolońskiej.
Patrzył na nią uważnie.
Czego chcesz od mojego syna, Weronika? w jego głosie nie zostało ani śladu dawnych sentymentów Wiem, do czego jesteś zdolna. Wiem, ilu takich jak ja miałaś. I wiem, że zawsze chodziło ci o pieniądze. Nie udawałaś nawet, trochę zasłaniając liczbę, ale zawsze mówiłaś jasno. Po co ci Tomek?
Nie chciał wracać do przeszłości ona nie chciała być miła.
Uśmiechnęła się lekko ironicznie:
Ja go kocham, panie Henryku zaśpiewała wręcz nie wolno mi?
Nie był przekonany.
Ty? Kochać? Żartujesz! Dobrze wiem, jaka jesteś. Powiem Tomkowi wszystko. O tym, kim jesteś naprawdę, czym się zajmowałaś. Myślisz, że wtedy z tobą się ożeni?
Weronika podeszła blisko, niemal na wyciągnięcie ręki. Spojrzała mu prosto w oczy. Jakby nie widziała ich już wiele razy.
To mów, panie Henryku przeciągnęła słowa ale wtedy i twoja żona się dowie o naszym małym sekrecie.
To
To nie szantaż. To równowaga. Jeśli puścisz parę o mnie, nie uda ci się przemilczeć, gdzie i w jakich okolicznościach się spotkaliśmy. I co robiliśmy. Uwierz mi, dopowiem szczegóły.
To co innego!
Serio? Swojej żonie też to powiesz?
Henryk zamarł. Próba postraszenia Weroniki nie wypaliła. Zrozumiał, że został zapędzony w kozi róg. Byli we dwoje na tym samym wózku.
Co jej powiesz?
Wszystko. I Tomkowi też. Powiem, jakim jesteś ojcem roku i czemu czasem w pracy zostawałeś po godzinach. Wtedy nie będę miała już czego tracić. Chcesz ratować syna przede mną? Ratuj.
No i miał dylemat.
Przekonać syna do rozstania to praktycznie podpisać swój rozwód.
Nie odważysz się.
Ja? Weronika ledwo się powstrzymała od śmiechu Czyli ty możesz, a ja nie? Nie odezwałabym się, gdybyś też się nie odważył. W końcu to ty masz do stracenia dużo więcej. Joanna docenia wierność.
Zdarzyło się, że będąc pijany, żalił się Weronice, jak żona jest nieskazitelna, a on łajdak. Joanna by mu nie wybaczyła, nigdy. Więc wybór był prosty.
Wiedział, że Weronika nie blefowała.
Dobrze wydusił nic nie powiem. Ty też nic nie mów. Nikt nic nie wie. I zapomnijmy.
No i dlatego Weronika miała to w nosie. To on miał więcej do stracenia.
Jak sobie pan życzy, panie Henryku.
Rano opuścili dom rodziców Tomka. Weronika żegnała się z jego mamą, która już mówiła do niej córciu, pod spojrzeniem pełnym nienawiści przyszłego teścia. A Henrykowi aż powieka drgała.
Męczył się, bo nie mógł ostrzec syna przed podstępnością przyszłej żony, ale się bał. Stracić Joannę to nie tylko rozwód, ale i spora część majątku. Przecież by mu nie odpuściła. No i dzieciak by się obraził…
Przy kolejnym pobycie zatrzymali się u rodziców Tomka na dwa tygodnie.
Czyste wakacje niby.
Henryk unikał Weroniki jak ognia, tłumacząc się ciągłym natłokiem spraw. Ale pewnego dnia, zostawszy sam w domu, nie wytrzymał. Kierowało nim złe, podłe ciekawstwo. Postanowił przeszukać jej rzeczy. A nuż znajdzie coś, czym ją przygwoździ.
Grzebał: kosmetyczka, notes, kalendarz. I nagle jak nie zobaczy biało-niebieski test ciążowy. Z dwiema wyraźnymi kreskami.
Myślałem, że katastrofa to ślub mojego syna z… Nie. To jest katastrofa! jęknął, odkładając test, ale nie zdążył zamknąć torby.
Weronika już go przyłapała.
Grzebanie w cudzych rzeczach? No nieładnie, panie Henryku rzuciła z sarkazmem, ale nie wyglądała na zdziwioną.
Henryk nawet się nie tłumaczył.
Jesteś w ciąży z Tomkiem?
Weronika spokojnie wzięła torbę z jego rąk, popatrzyła na niego i odparła:
Myślę, że popsuł pan niespodziankę.
No i Henryka poniosło. Teraz już wiedział, że ona nie odpuści jego synowi do końca. Teraz, gdyby powiedział prawdę, miałby przekichane. Wszyscy by przegrali. Więc pozostawało już tylko milczeć, choć czuł, że syn pakuje się w pułapkę.
***
Minęło dziewięć miesięcy i jeszcze pół roku.
Tomek z Weroniką wychowywali małą Zosię.
Henryk robił wszystko, by ich nie odwiedzać. Nie oglądać, nie myśleć, nie istnieć w tej rzeczywistości. Nie traktował wnuczki jak swojej. Weronika budziła w nim niepokój. Przerażało go, jak obojętnie traktowała Tomka i jej ciemna przeszłość.
I znowu nadszedł ten czas.
Joanna wybierała się do Tomka i Weroniki w odwiedziny.
Heniek, jedziesz ze mną?
Nie, głowa mi pęka.
Znowu? To już chyba coś poważnego.
Nie, no mówię ci, po prostu jestem przemęczony. Jedź sama.
Henryk, jak zawsze, udawał niedyspozycję: migrena, przeziębienie, uszy, nogi, jakieś wymówki zawsze miał. Nawet połknął dla przekonania dwie tabletki. Nie miał siły znosić obecności Weroniki. Ale i powiedzieć prawdy nie mógł.
Spędzał wieczór snując się po domu. Czytał, leżał, gapił się w sufit.
Aż zauważył, że Joanna długo nie wraca. Już jedenasta, a żony nie ma. Telefon milczy. W nerwach dzwoni do Tomka.
Tomek, wszystko tam okej? Joanny już nie ma?
Tata, to ostatnia osoba, z którą mam ochotę rozmawiać odciął się chłodno i się rozłączył.
Henryk już prawie jechał do syna, gdy pod domem zaparkowało auto. Weronika. Takiego obrotu sprawy się nie spodziewał i omal nie dostał zawału, gdy ją zobaczył.
Co ty tu robisz? Co się stało? zapytał drżącym głosem.
Weronika wyglądała na totalnie spokojną. Zalała sobie lampkę czerwonego, usiadła wygodnie.
Sytuacja się wywróciła.
Jaka sytuacja?
Nasza wspólna. Tomek na stronie jakiejś kawiarni znalazł nasze stare zdjęcia. Z imprezy w Oazie, pamiętasz? Tomek chciał tam zamówić kolację na rocznicę, przewijał zdjęcia… i bum, my w kadrze. Fotograf oczywiście wszystko wrzucił, genialnie. Teraz Tomek szaleje, Joanna chce rozwodu. A i tak po twojej myśli, bo ja też chyba będę się rozwodzić z twoim synem.
Henryk usiadł bezwładnie. Przed oczami przeleciały mu wszystkie wydarzenia z tamtej imprezy, z tego wieczoru, ze zdjęciami… przecież prosił, żeby nas nie robili! Ale kto by pomyślał, że los się tak ułoży.
Po co do mnie przyjechałaś?
Chciałam sobie uciec na jeden wieczór uśmiechnęła się Weronika W domu chaos. Zosia z nianią. Wina?
Podała mu butelkę.
Siedzieli obok siebie na tarasie, sącząc czerwone. Tylko cykady słychać było w ogrodzie jedyna wspólna przestrzeń.
To wszystko przez ciebie westchnął Henryk.
Weronika skinęła głową, nie patrząc na niego.
Prawda.
Jesteś nie do zniesienia.
Taka już jestem.
Nawet ci nie żal Tomka.
Żal. Ale siebie też.
Ty kochasz tylko siebie.
Nie będę się kłócić.
Nagle złapał ją lekko za brodę i uniósł twarz.
Dobrze wiesz, że nigdy cię nie kochałem szepnął.
Nawet nie próbujesz mnie przekonać.
***
Rano, kiedy Joanna jednak wróciła, gotowa wybaczać mężowi wszystko, choćby miał ją to kosztować pół zdrowia, zobaczyła w salonie Weronikę z Henrykiem. Spali na kanapie, oboje wykończeni.
Kto tam? zerknęła Weronika, zaspana.
Ja odpowiedziała Joanna, obserwując, jak wali się jej świat.
Weronika spojrzała na nią, uśmiechnęła się beznamiętnie. Henryk obudził się chwilę później, ale za żoną nie wybiegłJoanna stała w drzwiach jak sparaliżowana, ich twarze wyblakłe w świcie. Cisza wypełniła pokój, dłuższa niżby się chciało. Weronika, przeciągając się leniwie, zdjęła koc z ramion i spojrzała wprost na Joannę z żalem, a może współczuciem, którego brzmienia nie rozpoznałby nikt, kto jej nie znał.
Henryk przekręcił wzrok w okno, unikając pytania.
Joanna powoli usiadła naprzeciwko, na brzegu fotela, odsunęła włosy z czoła.
Tak długo czekałam, aż ktoś powie mi prawdę wyszeptała wreszcie. A wyście wszyscy tylko milczeli.
Weronika skinęła głową.
Niektóre prawdy są jak trucizna, pani Joanno. Dają ulgę dopiero, kiedy jest już wszystko spalone.
Joanna zamknęła oczy na chwilę, a potem wstała. Na jej ustach pojawił się cień uśmiechu, choć oczy były mokre.
No to koniec farsy powiedziała cicho. Dziękuję.
Nie patrzyła ani na Weronikę, ani na Henryka, kiedy sięgała po torebkę i kurtkę, ruszając do drzwi. Ale zanim wyszła, odwróciła się jeszcze, ostatni raz.
Każdego waszego sekretu było za dużo. Szkoda tylko, że Zosia nie zasłużyła na to wszystko.
Zamknęła za sobą drzwi, zostawiając ciszę cięższą niż kiedykolwiek przedtem.
Weronika spojrzała na Henryka, wyprostowała plecy, gotowa do wyjścia.
Co teraz? zapytał półgłosem, jakby jeszcze wierzył, że można coś naprawić.
Weronika uśmiechnęła się lekko, w tej chwili pierwszy raz naprawdę zmęczona.
Teraz? Teraz, panie Henryku, czas żyć z tym, cośmy zrobili. I niech każdy dźwiga swój ogon, jak umie.
Wstała, zabrała swoje rzeczy i wyszła w promienie nowego dnia, spokojna, nawet jeżeli przed nią był tylko nieznany świat.
Henryk został sam w pustym salonie przez moment chciał krzyczeć, ale tylko westchnął. Uświadomił sobie, że cisza, którą tak pragnął, teraz nagle stała się nie do zniesienia.
A za oknem zupełnie jakby nigdy nic zaczęły śpiewać pierwsze ptaki, a światło delikatnie rozpraszało wszystkie cienie tej zbyt prawdziwej nocy.



