LJOSZKU, CO SIĘ Z TOBĄ DZIEJE? OSZALAŁEŚ?! Jak to – odchodzisz? – To proste. Mam kochankę od dawna! Jest młodsza ode mnie o 16 lat! I z nią będę szczęśliwszy! – Ona mogłaby być twoją córką! – Wcale nie! Ma już 20 lat. Olek podszedł bliżej. – A poza tym, jej tata jest bardzo bogaty. Nareszcie będę żyć tak, jak zawsze marzyłem! Zrozumiałaś? Urodzi mi dziecko, w przeciwieństwie do ciebie! Każde jego słowo raniło Tanię. Wiedziała, że kiedyś to się stanie, bo nie mieli dzieci. Jednak nigdy nie przypuszczała, że wszystko rozegra się w taki poniżający sposób… 15 lat wspólnego życia, a w zamian – takie rozstanie? Ale gdy Olek odchodzi i pojawia się przystojny Irek, życie Tani nabiera zupełnie nowych kolorów!

Grzegorz, ja cię naprawdę nie rozumiem. Zwariowałeś? Co to znaczy odchodzę?

To, co słyszysz. Od dawna mam kochankę! Jest ode mnie młodsza o 16 lat! Zdecydowałem, że z nią będzie mi lepiej!

Przecież ona mogłaby być twoją córką!

Bez przesady. Ma już 20 lat.

Grzegorz podszedł do niej bliżej.

Zresztą, jej ojciec jest obrzydliwie bogaty. Wreszcie zacznę żyć tak, jak zawsze marzyłem! Rozumiesz? A potem urodzi mi dziecko, nie to, co ty!

Każde jego słowo uderzało w Zosię niczym grad po szybie. Wiedziała, że to się kiedyś stanie, bo nie mieli dzieci.

Ale nawet w najgorszych snach nie widziała tego w tak upokarzającej scenie.

Przeżyli z Grzegorzem prawie 15 lat. Było różnie, jak u wszystkich. Ale Zosia zawsze myślała, że w rodzinie najważniejszy jest szacunek bez tego nic nie ma sensu.

Zosia, mogłabyś chociaż zapłakać dla przyzwoitości, bo jakieś to głupie mi się wydaje.

Zosia uniosła dumnie głowę.

Czemu mam płakać? Bardzo się cieszę z twojego szczęścia! Naprawdę! Obyś przynajmniej ty zrealizował swoje marzenie.

Grzegorz skrzywił się nerwowo.

I znowu ze swoimi pędzelkami! Malowanie to nie praca, tylko zabawa!

Może i zabawa. Ale gdybym pracowała trochę mniej, a ty zarabiałbyś więcej, to też mogłabym robić, co lubię.

Daj spokój. Czym ty się jeszcze zajmiesz? Dzieci mieć nie możesz. Tylko do roboty i roboty.

Zosia odwróciła się do Grzegorza, który próbował domknąć walizkę.

A twoja nowa… pasja? Chyba nie planuje pracować. Z czego zamierzacie żyć? Ty pracy nie kochasz.

To już nie twoja sprawa. Ale jestem dziś łaskawy, więc zdradzę: na własne pieniądze długo żyć nie będziemy.

Potem, gdy Alicja zajdzie w ciążę, jej tato zasypie nas złotówkami! Już teraz starczy nam na wszystko!

Grzegorz zatrzasnął walizkę i wyszedł z trzaskiem z mieszkania. Zosia skrzywiła się, hałasy ją zawsze drażniły. Odwróciła się do okna.

Pod blok podjechało czerwone volvo. Wyskoczyła z niego młoda dziewczyna i rzuciła się Grzegorzowi na szyję.

Wszystkie babcie z podwórka nagle wlepiły oczy w ten teatrzyk. No nie! Jakby nie mógł pójść tak, żeby nie narobić jej wstydu…

A Zosia poczuła ulotną ulgę. Ich życie ostatnio było farsą na jawie.

Grzegorz właściwie przestał wracać do domu na noc. Zosia rozumiała wszystko, lecz sama nie potrafiła rozplątać tego węzła nazywanego rodziną.

Złapała telefon.

Renatka, hej. Jakieś plany na wieczór?

Przyjaciółka była zdziwiona.

Co się stało, wygrzebałaś się z marazmu?

Och, daj spokój, żadnej tam depresji. Po prostu smutna chandra. Chodźmy gdzieś wieczorem? Wypijemy, posiedzimy. Szczególnie, że jest okazja.

Na chwilę w telefonie zapadła cisza, aż Renata ostrożnie spytała:

Zosia, dobrze się czujesz? Jakie leki dziś brałaś? Może na głowę, może od gorączki? Bo chyba nie masz temperatury?

Renatka, już koniec!

Jeśli serio, to zgadzam się! Już mam dosyć twojej kwaśnej miny! Tylko…

Co? Nie możesz?

Nie o to chodzi. A jak twój Grzesio cię puści? Kto mu jedzenie na kanapę doniesie, zasmarkany nos wytrze?

Renata, o siódmej w Diamentowym!

Odłożyła słuchawkę. Kiedyś udusi tę swoją przyjaciółkę. I chyba już niedługo.

Uśmiechnęła się do siebie. Chciała jej dokopać jeszcze od dnia, kiedy się poznały.

To jednak nie przeszkadzało ich przyjaźni. Zosia złapała torebkę i wyszła z mieszkania. Już południe, a tyle spraw do załatwienia.

Renata niecierpliwie zerkała na zegarek. Zosia nigdy się nie spóźniała, a tu już pięć minut po.

Nagle przez drzwi restauracji weszła przyjaciółka, a Renata z wrażenia otworzyła usta. Zresztą nie tylko ona wszyscy spojrzeli.

Zosia zawsze nosiła długie włosy, upinała je w kok. Teraz miała jasne, krótkie boba.

Zwykle bez makijażu. Tylko tusz i krem po kąpieli. Teraz jej twarz podkreślał mistrzowski makijaż.

Zosia wolała spodnie, a przyszła w luźnej sukience, w której wyglądała o wiele atrakcyjniej niż w najmodniejszych dżinsach.

Zosia, ty to potrafisz zaskoczyć…

Zosia triumfalnie postawiła torebkę na krześle.

Jak ci się podoba?

Wyglądasz, jakbyś odmłodniała o dziesięć lat. Nie mów, że wyrzuciłaś Grzesia!

Nie powiem! Sam odszedł.

Długo patrzyły na siebie, po czym wybuchły śmiechem.

Po pół godzinie dostali drinki od mężczyzny siedzącego kawałek dalej. Starszy od nich o kilka lat.

Renata uśmiechnęła się chytrze:

No, już masz adoratora.

Zosia wzruszyła ramionami i pomachała mężczyźnie zapraszając go do nich. Renata popatrzyła na nią szeroko otwartymi oczami:

Dzisiaj naprawdę jesteś w formie!

Zasiedzieli się do późna. Mężczyzna miał na imię Andrzej. Był sympatyczny, dowcipny i bardzo inteligentny.

Po odprowadzeniu Renaty do taksówki, Andrzej zaproponował odprowadzenie Zosi.

Mogę spacerować nawet na drugi koniec miasta! Mam samochód, ale dziś za kółko nie wsiadam.

Nie trzeba tak daleko! Mieszkam dwa skrzyżowania stąd.

Idąc do domu, rozmawiali, śmiali się, wcześniej nie zdarzało się to Zosi. Nad ranem dotarli pod jej blok.

Słuchaj, Zosia jeszcze nie zapytałem, co wy tam świętowaliście? Masz może urodziny? Bo to trzeba prezent jakiś…

Nie choć właściwie, można tak powiedzieć. Wczoraj mąż mnie rzucił.

Zosia uśmiechnęła się najpiękniejszym uśmiechem. Andrzej spojrzał z zaskoczeniem.

Oj, Zosiu… Niespodzianek z tobą nie brak!

Trzy tygodnie później Zosia i Renata siedziały w kawiarni.

Zosia, co u ciebie z Andrzejem?

Zosia się uśmiechnęła.

Renatka, nie pamiętam, żebym kiedykolwiek była taka szczęśliwa. Niczego przed nim nie ukrywam. A on, jakby od niechcenia, po prostu zna odpowiedzi na wszystkie moje rozterki.

Ale coś cię jednak gryzie?

Ech, Grzegorz ciągle nie może się uspokoić. Wyobraź sobie, przysłał mi zaproszenie na ślub.

Żartujesz… Po co?

Chyba chce zobaczyć zapłakaną byłą żonę, ewentualnie pochwalić się przed nową.

Typowy drań… Zosia, zabierz Andrzeja. Wpadasz, składacie życzenia i wychodzicie. Najważniejsze, żeby mu nosa utrzeć!

Grzegorz patrzył na Alicję.

Wyglądasz prześlicznie…

Wiem. Myślisz, że tata przyjdzie?

Przecież jesteś jego córką…

Córką! Cały rok ani grosza ciągle każe mi pójść do pracy. Też mi tata.

Grzegorz objął ją.

Spokojnie, przyjdzie. Córka idzie za mąż, nie ucieknie!

Wesele wzięli na kredyt. I Grzegorz, i Alicja byli pewni, że ojciec w końcu wybaczy córce, odkręci kurek i popłyną złotówki.

Grzesiu…

A twoja była przyjdzie?

Wyobraź sobie tak! Dzwoniła wczoraj.

To niesłychane!

Czuję, że będzie błagać o powrót.

Tak, uwielbiam takie sceny!

Kiedy Zosia wyjaśniła Andrzejowi, czego od niego oczekuje był zaskoczony.

Na którą mają ten ślub?

Na czternastą. Masz coś do roboty?

Jak się nazywał twój były?

Grzegorz.

O, Zosia, aż trudno uwierzyć. Oczywiście, że z tobą pojadę.

I dopiero w drodze powiedział jej wszystko. Zosia była w takim szoku, że nie pomyślała, by coś odwołać.

Wchodzili ścieżką do stołu młodych. Zosia trzymała Andrzeja pod rękę, dumna i uśmiechnięta.

Za to Grzegorz i Alicja byli wyraźnie nieswoi. Podeszli bliżej.

Alicja wyszeptała:

Tato?

Grzegorz z trudem wydusił:

Zosia?

Nie rozpoznał jej od razu. Nie wyobrażał sobie, że jego żona może się tak zmienić.

Andrzej wręczył Alicji kwiaty, kopertę i powiedział:

To dobrze, że wyszłaś za mąż i jesteś już samodzielna. My z Zosią wybieramy się w podróż dookoła świata.

Odwrócił się do Grzegorza:

Musicie rozumieć, że przyszłej teściowej też należy się odpoczynek. Przekazuję więc córkę w twoje dobre ręce. Wybaczcie, musimy już iść.

Wyszli z restauracji. Zosia miała ochotę śmiać się na całe gardło, ale nie była pewna, jak Andrzej to odbierze. Nagle Andrzej spojrzał na nią i powiedział:

Wiesz, że nie masz już wyboru? Musisz wyjść za mnie.

Zosia zamyśliła się, potem serio odparła:

Cóż, jak trzeba, to trzeba…

Objęli się i poszli do samochodu, a Andrzej przez telefon już zamawiał bilety na drugi koniec świata. Byle było ciepło i szumiało morze.

Rate article
Fajna Tajna
LJOSZKU, CO SIĘ Z TOBĄ DZIEJE? OSZALAŁEŚ?! Jak to – odchodzisz? – To proste. Mam kochankę od dawna! Jest młodsza ode mnie o 16 lat! I z nią będę szczęśliwszy! – Ona mogłaby być twoją córką! – Wcale nie! Ma już 20 lat. Olek podszedł bliżej. – A poza tym, jej tata jest bardzo bogaty. Nareszcie będę żyć tak, jak zawsze marzyłem! Zrozumiałaś? Urodzi mi dziecko, w przeciwieństwie do ciebie! Każde jego słowo raniło Tanię. Wiedziała, że kiedyś to się stanie, bo nie mieli dzieci. Jednak nigdy nie przypuszczała, że wszystko rozegra się w taki poniżający sposób… 15 lat wspólnego życia, a w zamian – takie rozstanie? Ale gdy Olek odchodzi i pojawia się przystojny Irek, życie Tani nabiera zupełnie nowych kolorów!