Gdzie jest moja córka? powtarzała Malwina, czując, jak zęby zaczynają jej dygotać, czy to ze strachu, czy z zimna.
Wiktorię zostawiła na przyjęciu urodzinowym, w pokoju zabaw w galerii handlowej. Rodziców solenizantki znała zaledwie pobieżnie, ale zostawiła córkę ze spokojem nie pierwszy raz na tego typu dziecięcej imprezie, to było czymś zupełnie zwyczajnym. Jednak tym razem się spóźniła autobus długo nie przyjeżdżał. Centrum handlowe stało w nieciekawej okolicy, wszyscy podjeżdżali tam samochodem, ale Malwina auta nie miała. Dlatego pojechała tam z córką autobusem, wróciła do domu musiała poprowadzić lekcje, których nie mogła odwołać a potem znowu jechała po Wiktorię. I spóźniła się zaledwie o piętnaście minut biegła po oblodzonym parkingu z całych sił, aż zabrakło jej tchu. A teraz mama solenizantki, niska kobieta z okrągłymi niebieskimi oczami, patrzyła na Malwinę ze zdziwieniem i powtarzała:
Przecież zabrał ją tata.
Ale Wiktoria nie miała taty. To znaczy oczywiście, był, lecz nigdy nie widział swojej córki.
Malwina poznała Pawła zupełnie przez przypadek spacerowała z koleżanką nad Wisłą; koleżanka skręciła nogę, chłopcy zaoferowali pomoc. A jak w jakimś dawnym filmie, skłamali, że studiują na Uniwersytecie Warszawskim, że jeden ma ojca generała, drugi profesora. Po co to wszystko? Młodzi byli, głupi i beztroscy. Gdy Malwina zaszła w ciążę, a Paweł dowiedział się, że ona uczy się w pedagogicznym i jej ojciec jest kierowcą autobusu, dał pieniądze na aborcję i zniknął.
Malwina aborcji nie zrobiła, nigdy tego nie żałowała Wiktoria była jej towarzyszką, przedwcześnie mądrą i godną zaufania. Razem było im zawsze wesoło, podczas lekcji Wiktoria cichutko bawiła się lalkami, potem razem szły do kuchni i gotowały zupę mleczną lub jajko w koszulkach, piły herbatę z ciastkami posmarowanymi masłem. Z pieniędzmi było ciężko, wszystko znikało na czynsz, lecz ani Malwina, ani Wiktoria na to nie narzekały.
Jak mogła pani oddać moją córkę obcemu człowiekowi?!
Głos Malwiny drżał, a do oczu napływały łzy.
Jaki obcy? denerwowała się niebieskooka kobieta. Przecież to ojciec!
Malwina mogła jej powiedzieć, że żadnego ojca nie ma, ale co by to zmieniło. Musiała biec do ochrony, domagać się nagrań z kamer i…
Kiedy to było?
Z dziesięć minut temu…
Malwina odwróciła się i pobiegła. Ile razy ostrzegała Wiktorię nie idź z obcymi! Ze strachu nogi jej odmawiały posłuszeństwa, przed oczami wszystko się zamazywało, kilka razy wpadła na kogoś, ale nawet nie przeprosiła biegła dalej. Kierowana instynktem, krzyknęła:
Wiktoria! Wiki!
Na zatłoczonym food courcie było głośno, prawie nikt nie zwracał uwagi na krzyki, ale kilka osób się obejrzało. Żarłocznie łapiąc powietrze, Malwina próbowała zdecydować gdzie najpierw biec? Może jeszcze jej nie zabrał, może…
Mamusiu!
Przez moment Malwina nie uwierzyła oczom. Jej córka, w rozpiętej kurteczce, z twarzyczką ubrudzoną lodami, biegła do niej z wyciągniętymi ramionami. Ścisnęła Wiktorię tak mocno, jakby bała się, że jeśli ją puści, zapadnie się w ziemię. Zamarła i wbiła wzrok w mężczyznę. Schludny, przystrzyżony krótko, w głupawym swetrze z bałwanem i lodem w ręku. Chyba dostrzegł w jej oczach to, co Malwina miała mu za chwilę powiedzieć, bo zaczął się tłumaczyć:
Przepraszam, to moja wina! Powinienem poczekać na panią, ale tak mnie wkurzyły te niesforne dzieciaki! Pani rozumie, wyśmiewali ją. Mówili, że nie ma taty, że nigdy po nią nie przyjdzie, bo jest brzydka! Chciałem dać im nauczkę podszedłem, powiedziałem: córeczko, póki mamy nie ma, chodź na lody. Przepraszam, nie pomyślałem, że się pani tak przestraszy…
Malwiną wstrząsnęło. Nie miała zamiaru wierzyć obcemu. Ale czy rzeczywiście przezywali Wiktorię? Spojrzała córce w oczy, a ona od razu zrozumiała pytanie. Wytarła nos, podniosła dumnie głowę.
No i co! Teraz też mam tatę!
Mężczyzna bezradnie rozłożył ręce, Malwina wciąż nie mogła wydusić ani słowa.
Chodźmy już, w końcu wyszeptała. Późno, przegapimy autobus.
Zaczekajcie! zrobił krok w ich stronę, niepewnie machnął ręką. Może podwiozę? Skoro tak się wszystko potoczyło… Niech pani się nie boi, nie jestem żadnym wariatem! Nazywam się Wojciech. Naprawdę, jestem porządny! O, tam siedzi moja mama, może pani potwierdzić!
Wskazał kobietę z fioletowymi puklami za stolikiem, zatopioną w lekturze książki.
Jeśli chce pani, możemy do niej podejść ona poleci mnie na sto procent!
Nie wątpię. syknęła Malwina, która dalej miała ochotę walnąć nieznajomego po głowie. Dziękujemy, poradzimy sobie!
Mamo… Wiktoria pociągnęła za rękaw jej kurtki. Niech oni zobaczą, że tata nas odwozi!
Przy pokoju zabaw wciąż stała solenizantka z mamą i jeszcze jedna dziewczynka, której imienia Malwina nie pamiętała. W oczach córki było tyle prośby, a iść po oblodzonym chodniku w takim stanie byłoby ciężko. Malwina uległa.
Dobrze rzuciła krótko.
Wspaniale! Zaraz, tylko uprzedzę mamę!
Maminsynek kąśliwie pomyślała Malwina. W tym momencie kobieta z uśmiechem pomachała jej ręką, Malwina szybko odwróciła wzrok. Co za głupia sytuacja!
W drodze starała się nie patrzeć na Wojciecha, ale nie mogła nie zauważyć, jak delikatnie rozmawia z Wiktorią. Córka świergotała jak szpak, Malwina nigdy nie widziała jej tak rozgadanej. Jednak gdy zatrzymali się pod blokiem, dziewczynka spoważniała.
Już nigdy się nie zobaczymy? szepnęła do Wojciecha, spoglądając na mamę.
Malwina poczuła, jak jej wzrok proszący szuka pozwolenia. Miała już powiedzieć nie, Wiktorio, to niegrzeczne, ale zerkając na rozczarowaną twarz córki, nie mogła. Spojrzała na Wojciecha, skinęła głową.
No dobrze, jeśli mama pozwoli, mogę zabrać cię w weekend do kina na bajkę. Byłaś już kiedyś w kinie?
Naprawdę? Nie! Mamo, mogę pójść z tatą do kina?
Malwinie zrobiło się tak niezręcznie, że aż zaczęła mówić bardzo szybko:
Dobrze, Wiktorio, zgodzę się, ale pod dwoma warunkami. Po pierwsze musisz pamiętać, że niegrzecznie mówić do obcego tata, nazwij go pan Wojciech, dobrze? Po drugie na bajkę idę z wami, bo co ja ci zawsze powtarzałam? Nie wolno nigdzie chodzić z obcymi, nawet jeśli wydają się mili!
Też jej to powiedziałem dopowiedział Wojciech. O tym, że nie wolno chodzić…
Więc mogę?
Mówiłam przecież tak.
Hurra!!!
Rozumowo Malwina wiedziała, że powinna od razu ukrócić te głupstwa, ale nie umiała. Nie miała nikogo prócz Wiktorii. Gdyby tak można było się z kimś poradzić! Na przykład z mamą. Malwina pamiętała ją słabo zginęła, gdy Malwina miała pięć lat, tak jak teraz Wiktoria. Chłopiec wpadł do przerębla, wszyscy bali się mu pomóc, ona się odważyła. Chłopca uratowała, ale sama zachorowała. Zapalenie płuc, w tydzień odeszła miała cukrzycę, zdrowie zniszczone wcześniej. Cukrzycę też przekazała Wiktorii, z czego Malwina bardzo się zadręczała to przecież jej wina, jej geny.
Do kolejnej soboty Malwina rozmyślała wiele, ale jak się okazało, martwiła się na próżno wszystko potoczyło się inaczej, bo do kina Wojciech zabrał jeszcze swoją mamę.
Żeby nie myślała pani, że jestem dziwakiem, niech mama mnie zareklamuje powiedział z uśmiechem.
Dziwakiem chyba jesteś mruknęła jego mama tak pogodnie, że od razu było widać, iż syna uwielbia.
Oczywiście, gdy Wojciech prowadził Wiktorię po popcorn, jego mama naprawdę go reklamowała.
Wiesz… Mogę na ty? On też bez ojca dorastał. Byłam zamężna cztery razy, ostatni mąż idealny! Wojtuś ma wszystko po nim. Ale los chciał tak, że nawet nie zdążył potrzymać syna na rękach. Zawał, urodziłam przedwcześnie, nie wiem, jak to przeżyłam. Oczywiście, pierwsi mężowie pomagali… Czemu tak patrzysz? Z pierwszym do dziś się przyjaźnię, drugi okazał się nie po naszej stronie, trzeci znowu zbyt kocha kobiety, jednej mu zawsze mało. Próbował każdy zastąpić Wojtkowi ojca, ale tata to tata. Dlatego tak się wczuł w Wiktorię jego też w szkole dokuczali. Biedny chłopak, ile razy w szkołę biegałam! Nic nie pomagało. Na głupie zakłady się godził, żeby udowodnić, raz prawie przez to nie zginął…
Kobieta była niezwykle barwna. Niska, szczupła, z fioletowymi włosami, w garniturze od Vistuli, z tomikiem Chmielewskiej w ręku. Malwinie bardzo się spodobała.
Nie bój się, nic złego nie knuje, po prostu ma dobre serce mrugnęła znacząco. A tobie też się, widzę, spodobałaś…
Malwina się zarumieniła. Tego jej tylko brakowało! Czuła przecież, że nie powinna nic zaczynać, ale szkoda jej było Wiktorii…
Po filmie Malwina podała pieniądze za bilety Wojciechowi, a on pokręcił głową.
Zapraszam dziewczyny do kina płacę sam!
To też Malwinie się nie podobało od zawsze płaciła za siebie, nie lubiła być zależna. A to, że się jej spodobała głupstwa, takie rzeczy nie zdarzają się naprawdę.
Gdy podjechali pod blok, Wiktoria spytała:
Tato, a gdzie pójdziemy następnym razem?
Wiktoria! upomniała ją Malwina.
Ta zasłoniła buzię dłońmi ze śmiechem.
Myślę, że możemy odwiedzić Muzeum Zoologiczne zaproponował łagodnie Wojciech, ignorując jej przejęzyczenie. Co o tym sądzisz?
Super! Mamo, idziemy?
Idźcie beze mnie odpowiedziała szorstko Malwina. Weźcie panią Marię ze sobą, wspominała, że uwielbia motyle.
Wyszła z samochodu pierwsza, chciała jak najszybciej skończyć tę farsę. Usłyszała jeszcze, jak Wojciech szepcze Wiktorii:
Jak mama nie słyszy, możesz mówić do mnie tato.
Tak właśnie Wiktoria zyskała niedzielnego tatę. Czasem Malwina chodziła z nimi, czasem pozwalała córce jechać samej, jeśli była z nimi pani Maria dalej uważała Wojciecha za obcego, choć Wiktoria za każdym razem z radością opowiadała, jaki Wojciech jest fajny i jak ciekawie z nim spędza czas. Malwina mimowolnie przejmowała ten entuzjazm, ale nie pozwalała mu się rozwijać: przecież w życie nie wjeżdża tak po prostu książę na białym koniu. Jeszcze matka Wojciecha co chwila go chwaliła Malwina obawiała się, czy z nim aby coś nie tak? Czy taka kobieta swatałaby swojego syna prostej dziewczynie?
Jednak z czasem serce Malwiny miękło. Wojciech robił to bardzo dyskretnie zostawiał jej czekoladę na półce przy drzwiach, zawsze pytał o zdanie, zanim zaprosił gdzieś Wiktorię, łapał jej spojrzenie w samochodzie. Ale najbardziej polubiła panią Marię była świetną rozmówczynią! Gdyby Wojciech nie był jej synem, to właśnie z Marią radziłaby się w trudnych sprawach.
Pewnego dnia zadzwonił, coś mówił o kinie. Wiktoria od razu się pojawiła szeptem zapytała:
To Wojciech?
I usiadła uradowana tuż obok.
Tak, oczywiście, Wiktoria będzie szczęśliwa, odpowiedziała Malwina z przyzwyczajenia.
Zaczekaj Dzwonię po Wiktorię, ale też po ciebie. To znaczy chciałbym, żebyśmy poszli razem. We dwoje.
Na tle słychać było głos Marii.
No nareszcie!
Mamo, przestań podsłuchiwać! Oj, Malwina, przepraszam… Wiecznie podsłuchuje…
W tym momencie Wiktoria szepnęła:
On zaprosił cię do kina?
Malwina roześmiała się.
Ja też podsłuchuję. Słuchaj, Wojciech Ja
Tylko nie odmawiaj, proszę! Daj mi jedną szansę! Obiecuję, będę rycerski!
O oczach powiedz, Wojtuś, o oczach. O tym, co mi mówiłeś, że ma oczy po matce
Jakby lodem ją ktoś oblał. Malwina zgłupiała co ma do tego jej mama?
Wojciech coś warknął do Marii, potem powiedział:
Malwina, zaraz przyjadę i wszystko wyjaśnię. Można?
Wyjaśnienia bardzo by się przydały Malwina chodziła z kąta w kąt, czekając; Wiktoria usiadła przy swoim stoliku z rysunkami, jakby coś przeczuła.
Powinienem od razu się przyznać, zaczął Wojciech. I chciałem, ale bardzo mi się spodobałaś… I nie chciałem, byś myślała, że to przez mamę. Twoją mamę mam na myśli. Bałem się też, że znienawidzisz mnie, bo przez mnie ona zginęła…
Mówił nieskładnie, skakał z tematu na temat, patrzył błagalnie. Malwiną wstrząsnęło, jak wtedy, gdy myślała, że zgubiła Wiktorię.
Wybaczysz mi?
Nie rzekła ani słowa przez całą tę rozmowę, z trudem wykrztusiła:
Muszę pomyśleć.
Mamo, no wybacz tacie…
Wojciech zrobił duże oczy do Wiktorii, jakby przypominając im o umowie. Jeszcze raz spojrzał na Malwinę. Powtórzyła:
Potrzebuję czasu. Muszę się zastanowić, rozumiesz?
Chciała zadać mu tysiąc pytań, ale nie potrafiła wydusić ani słowa. Za to gdy zadzwoniła pani Maria, poszło zupełnie inaczej; od niej Malwina dowiedziała się wszystkiego.
Nie wiedział, że ona zginęła starałam się chronić psychikę dziecka. Potem wygadałam się przypadkiem i Wojtuś postanowił was znaleźć. Chciał wam pomóc, ale najpierw się poznać. Z Wiktorią wyszło tak, a potem ty… Zakochał się od pierwszego wejrzenia! Bał się, że źle go zrozumiesz. Nie obwiniaj go chciał udowodnić chłopakom, że jest prawdziwym mężczyzną, choć nie ma ojca. Wszyscy boiszczy się wejść na lód, a on poszedł i…
Maria nie naciskała, broniła syna jak mogła. Ale Wiktoria naciskała, podekscytowana:
Mamo, przecież jest dobry! I kocha ciebie, sam mi mówił! Może być moim tatą, prawdziwym, rozumiesz?
Malwina rozumiała. Ale czuła, że to… Niestosowne?
Minął prawie miesiąc, a Malwina nie znalazła odwagi, by porozmawiać z Wojciechem. Nie odbierała telefonu, nie czytała jego wiadomości. Im bardziej unikała kontaktu, tym bardziej chciała zadzwonić. Ale to stawało się coraz trudniejsze.
Wiktoria obudziła ją w nocy płakała, mówiła, że boli ją brzuszek. Już wieczorem się skarżyła, Malwina zrzuciła winę na zsiadłe mleko. Teraz Wiktoria parzyła się jak ogień termometru nawet nie trzeba było brać.
Drżącymi rękami Malwina zadzwoniła po pogotowie, a potem sama nie zrozumiała dlaczego do Wojciecha.
Przyjechał razem z karetką. W domowych spodniach, rozczochrany, zaspany. Pojechał do szpitala, pocieszał ją, obiecywał, że będzie dobrze, choć sam miał łamiący się głos.
Zapalenie otrzewnej to nie takie straszne… Na pewno będzie dobrze!
Malwina sama chwyciła go za rękę czy dla siebie, czy dla niego. W poczekalni było chłodno, oboje nie mieli ciepłych rzeczy, siedzieli tak blisko siebie, ogrzewając się nawzajem.
Do lekarza Wojciech rzucił się pierwszy, pytał o przebieg operacji. Malwina siedziała bojąc się nawet ruszyć. Jeśli coś stanie się Wiktorii, nie przeżyje tego…
Ale wszystko skończyło się dobrze. Lekarze zrobili, co trzeba, a Wiktoria była dzielna walczyła o życie, choć sytuacja była według lekarza dramatyczna.
Jakby dobry anioł ją chronił powiedział lekarz, a Malwina wymruczała: dziękuję ci, mamo!
Wojciech długo dziękował personelowi, aż w końcu kazano im wracać do domu do Wiktorii i tak nie można było, była jeszcze na OIOM-ie, a rodzice musieli odpocząć.
Podwiózł ją pod blok, Malwina czekała, czy Wojciech poprosi, żeby wejść. Gdy milczał, powiedziała:
Już świta. Chcesz, zrobię ci kawę?
I wtedy zdała sobie sprawę, że chce, aby wszedł. I został. Na zawsze.
Wiktoria zdrowiała zadziwiająco szybko wszyscy lekarze i pielęgniarki to doceniali.
Bo mam mamę i tatę mówiła z dumą.
A tylko Malwina i Wojciech wiedzieli, dlaczego ich córka tak bardzo się z tego cieszy…



