Julia wraca do rodzinnego domu z ciężkimi torbami i w drzwiach woła: „Jestem w domu!” – „Julia, córeczko!” – cała rodzina biegnie ją przywitać. – „Czuliśmy, że przyjedziesz!” Wieczorem, gdy wszyscy siedzą przy dużym, rodzinnym stole, ktoś puka do drzwi. – „Pewnie sąsiedzi, przyszli z życzeniami” – wzrusza ramionami mama i idzie otworzyć. Wchodzi z „gośćmi”, a Julia patrzy na osoby wchodzące do pokoju i… nie wierzy własnym oczom. Julia milcząco, z lekkim smutkiem patrzy przez okno autobusu oddalającego ją od rodzinnych stron. Na kolanach trzyma dużą, kraciastą torbę, przyciska ją mocno do siebie — zapakowała tylko najpotrzebniejsze rzeczy, ale torba i tak okazała się spora, a babcia na wierzchu położyła jeszcze siatkę ciepłych, świeżych pierogów, których zapach roznosi się po całym autobusie. Julia nie wytrzymała, rozpięła suwak torby i wyjęła dwa rumiane, pachnące pierogi. – Chcesz? – pyta chłopaka, który, jak się okazało, wsiadł dwa przystanki wcześniej i ustąpił jej miejsca przy oknie, co wzbudziło jej sympatię. – Jasne! – z radością kiwa głową, połykając ślinę. – Ja jestem Julia! – przedstawia się dziewczyna. – A ja jestem Stefan! Na studia jedziesz? – Tak! U nas nie ma ani technikum, ani uniwersytetu, tylko szkoła dla traktorzystów… A ze mnie żaden traktorzysta! – Ja też na studia jadę – wzdycha Stefan. – Ale w mojej wsi jest fajnie! Do miasta mają cztery godziny jazdy. W tym czasie młodzi zdążyli się poznać i zaprzyjaźnić. Po wyjściu z autobusu wymienili się numerami telefonów i poszli każde w swoją stronę. *** Czas na egzaminy minął szybko. Julia i Stefan dostali się do wymarzonych „alma mater” i byli niezwykle szczęśliwi. Stresy i emocje zostały za nimi, przed nimi — wielkie plany i marzenia o przyszłości. – Julia, cześć! – odezwał się kiedyś Stefan przez telefon. – Może uczcimy nasz sukces w jakiejś kawiarni? Julia się ucieszyła. Po pierwsze, Stefan jej się podobał, był miły i swojski. Po drugie, wydawał się jej kimś bliskim, niemal rodzinnym – prosty, solidny, bez tej miejskości i nadęcia „nie to, co niektórzy”. Spotkali się w centrum miasta w kawiarni o zabawnej nazwie „Hipopotam”. Siedząc przy oknie, obserwowali statki płynące po szerokiej Wiśle, słuchali głosów przewodników i śmiali się. – Ciekawe, czemu „Hipopotam”? – pyta Julia. Stefan śmieje się: – Pewnie, bo ci, którzy tu przychodzą, szybko się w hipopotamy zamieniają przez te przysmaki! – Coś w tym jest – śmieje się Julia, pałaszując ciastko. Szybko „Hipopotam” stał się ich miejscem. Przychodzili często, umawiając się: „Spotykamy się tam, gdzie zawsze”. Tam, w ich kawiarni, po raz pierwszy się pocałowali. Ten pocałunek Julia zapamiętała na całe życie: delikatny, gorący, prawdziwy. Czas mijał, Julia i Stefan byli coraz bliżej. Julia czuła, że oprócz rodziców, nie ma na świecie nikogo ważniejszego niż Stefan. – Julia, zamieszkaj ze mną! – zaproponował Stefan na trzecim roku. – A w wakacje się pobierzemy! – To co, oświadczasz mi się w ten sposób? – No, trochę tak! – To muszę Cię zapytać klasycznie, jak w filmie: „Nie boisz się, że będę Ci się ciągle plątać przed oczami?” – dziewczyna zażartowała. – Plątaj ile chcesz! – roześmiał się Stefan i zakręcił Julią w tańcu na ulicy. Julia wróciła do wynajmowanego mieszkania w znakomitym humorze. Mieszkała z dwoma koleżankami. – Dzisiaj promieniujesz szczęściem! Co się stało? – pytała Vera. – Ojej, dziewczyny! Chyba niedługo wyprowadzę się do Stefana! – świergota Julia. – Zaprosisz nas na ślub? – cieszyła się druga współlokatorka, Marysia. – Ślub w wakacje! Teraz na razie tylko razem zamieszkamy! – Julia, nie rób tego! Do lata daleko, wszystko się może zdarzyć! Czy teraz ci źle? – protestowała Vera. Julia tylko się śmiała: – Vera, jesteś jak babcia! Teraz wszyscy tak robią! – Wcale nie jestem babcia! Po prostu nie popieram takich związków. Moja mama jest prawnikiem, wiem, czym to się kończy – obraziła się Vera. – Dobrze, Vera, nie obrażaj się! Żartowałam – przeprosiła Julia. *** Julia była przekonana, że te uwagi o ślubie to bzdura, że „pieczątka w dowodzie to nic ważnego”, że „takie uczucie jak jej i Stefana to jeden na milion”… Ale po tej rozmowie z koleżankami jej głowa była pełna wątpliwości i coraz bardziej odkładała decyzję o przeprowadzce. A Stefan z czasem przestał nalegać. Pewnego grudniowego dnia dziewczyny spacerowały po mieście. Wszędzie biały puch, a świąteczne dekoracje błyszczały wśród śniegu. Humor był znakomity, ale trochę zmarzły, więc zatrzymały się przed kawiarnią „Hipopotam”. – Wejdźmy! My ze Stefanem uwielbiamy tu siedzieć! – zaproponowała Julia. – A tam jest Stefan… – powiedziała Marysia posmutniała, wskazując stolik przy oknie. Julia spojrzała: Stefan siedział w „ich miejscu”, a naprzeciw niego młoda dziewczyna, może trzy lata młodsza. Śmiali się, Stefan opowiadał żart, ona śmiała się w głos. Julia odwróciła się bez słowa. – Jadę do domu! – wyszeptała koleżankom. – Poczekaj! Idziemy z Tobą! – powiedziały Vera i Marysia. W domu próbowały ją pocieszyć: „Nie warto się zamartwiać, to pewnie nic nie znaczy, może to nieporozumienie…” Ale Julia pamiętała, jak Stefan patrzył na tę dziewczynę, jak siedzieli w „ich kawiarni”, w „ich miejscu”… – To jak zdrada – myślała. Julia przestała odbierać telefony od Stefana, poprosiła koleżanki, by mówiły, że jej nie ma w domu, gdyby przychodził. Kiedy Stefan „złapał” ją pod uczelnią, zapytał: – Julia, co się dzieje? Masz kogoś? Julia była oburzona: – I Ty się jeszcze pytasz? Brawo! Umiesz się wykręcać! Puść mnie, spóźnię się na egzamin. Wyrwała się i zniknęła za drzwiami. Zdezorientowany Stefan wrócił do domu. *** Julia, szybko zdawszy sesję, pojechała na święta do rodziców. Wydawało jej się, że w rodzinnym domu łatwiej upora się z bólem i zdradą. Rzeczywiście, humor się poprawił, gdy wysiadła z autobusu na przystanku w swoim rodzinnym, małym miasteczku. Zimowy mróz szczypał w policzki, śnieg skrzypiał pod butami, a okoliczne drzewa i domy błyszczały w słońcu jak w bajce. Julia uśmiechnęła się, dźwignęła torbę z prezentami dla mamy, taty i babci i ruszyła do domu. Przy furtce zobaczyła swoją „z dzieciństwa” choinkę, pięknie ubraną jak dawniej. – Wesołych Świąt! – zawołała, wchodząc do domu. – Julia, córeczko! – wszyscy rzucili się ją witać. – Wiedzieliśmy, że przyjedziesz! Ten dzień był pełen radości spotkania. Szkoda tylko, że zimą szybko zapada zmrok. – Nic nie szkodzi! Zapalimy lampki na choince! – pocieszył wszystkich tato. Wieczorem, gdy cała rodzina siedziała przy stole, ktoś zapukał. – Pewnie sąsiedzi z życzeniami – mruczy mama i idzie otworzyć. Wraca nie sama, a z Mikołajem i jego „pomocnicą”… – Stefan? – zdziwiła się Julia, widząc Mikołaja i dziewczynę… tę samą z kawiarni. – Jak mnie znalazłeś? O co chodzi? Stefan wybuchnął śmiechem. – Twoje koleżanki wszystko mi powiedziały. Poznaj też moją młodszą siostrę – Irkę! – Siostrę?! – pyta Julia. – No tak, siostrę! – śmieje się Irka. – Przypatrz się, jesteśmy podobni! Z Julii spadł kamień z serca. „Tyle się zamartwiałam, wystarczyło zapytać!” – pomyślała. A Stefan, w obecności całej rodziny, wyciągnął pierścionek: – Julia, zostań moją żoną! – Tak, zgadzam się! – Julia rzuciła się mu na szyję. – To będą najpiękniejsze święta w moim życiu! – Będzie ich jeszcze więcej, bylebyśmy zawsze ze sobą rozmawiali wprost! – dodał Stefan. – Zgoda! – wyszeptała Julia.

Julia wysiadła z autobusu i z ciężkimi torbami w rękach ruszyła w stronę rodzinnego domu. Jestem w domu! zawołała, otwierając drzwi. Julia, córeczko! wszyscy wybiegli jej naprzeciw. Przeczuwaliśmy, że dziś przyjedziesz! Wieczorem, kiedy cała rodzina siedziała przy dużym stole, ktoś zapukał do drzwi. To pewnie sąsiedzi chcą złożyć życzenia wzruszyła ramionami mama i poszła otworzyć. Wróciła nie sama, lecz z gośćmi. Julia spojrzała na wchodzących i przez chwilę nie mogła uwierzyć własnym oczom.

Julia siedziała cicho, z lekkim żalem patrząc przez okno autobusu, który niósł ją daleko od rodzinnych stron. Na kolanach trzymała dużą kraciastą torbę, którą mocno przyciskała do siebie. Wzięła ze sobą tylko to, co potrzebne, a torba i tak okazała się pokaźna. Babcia zapakowała na wierzch cały worek ciepłych drożdżówek, których zapach wypełnił cały autobus.

Julia nie wytrzymała, rozsunęła zamek torby i wyciągnęła dwa rumiane pączki.

Chcesz? spytała chłopaka, który musiał wsiąść na wcześniejszym przystanku. Bez proszenia ustąpił jej miejsca przy oknie, czym natychmiast wzbudził jej sympatię.

Jasne! uśmiechnął się i przełknął ślinę.

Julia jestem! przedstawiła się.

A ja Stefan. Na studia jedziesz?

Tak, u nas w okolicy żadnej uczelni nie ma, tylko szkoła dla rolników, a co ze mnie za traktorzystka?

Ja też na studia westchnął Stefan. Ale w sumie wieś lubię!

Do miasta jechali cztery godziny. W tym czasie zdążyli się dobrze poznać i zaprzyjaźnić. Gdy nadszedł koniec podróży, wymienili się numerami i każdy pojechał w swoją stronę.

***

Czas zleciał szybko wśród zamartwiania się egzaminami wstępnymi. Julia i Stefan oboje dostali się na wymarzone uczelnie i byli szczęśliwi. Lęki, nerwy, egzaminacyjny stres to już przeszłość. Przed nimi wielkie plany i nadzieje.

Julia, cześć! zadzwonił któregoś dnia Stefan. Może uczcimy dostanie się na studia w jakiejś kawiarni?

Julia się ucieszyła. Po pierwsze, Stefan jej się podobał, miał poczucie humoru i był swojski, prosty, nie zapatrzony w siebie zupełnie inny niż wielu chłopaków ze studiów.

Spotkali się w centrum miasta w kawiarni o zabawnej nazwie Hipopotam. Siedzieli przy oknie, patrząc, jak stateczki wycieczkowe suną po Wiśle, a przewodnicy nawołują coś przez megafony.

Ciekawe, czemu ta kawiarnia nazywa się Hipopotam? zagadnęła Julia.

Pewnie dlatego, że jak się tu dość długo chodzi, to samemu można się zamienić w hipopotama roześmiał się Stefan.

Coś w tym jest! zaśmiała się Julia, pałaszując ciastko.

Zaczęli się tu często spotykać i mówić do siebie: Widzimy się w naszym miejscu.

Tego wieczoru pierwszy raz się pocałowali Julia na zawsze zapamiętała ten czuły, gorący pocałunek.

Czas płynął, zaczęli się spotykać coraz częściej, Julia czuła, że Stefan jest jej najbliższy na świecie po rodzicach rzecz jasna, ale to było już co innego.

Słuchaj, Julia, może się do mnie przeprowadzisz? zaproponował Stefan, gdy byli już na trzecim roku. Latem zrobimy ślub!

Sugerujesz mi zaręczyny w taki sposób?

No, chyba tak.

To muszę zadać ci pytanie zgodnie z tradycją, jak w tym filmie: Nie boisz się, że będę ci się ciągle przewijać przed oczami? zażartowała Julia.

Przewijaj się, ile chcesz! roześmiał się Stefan i zakręcił ją na ulicy.

Do wynajmowanego mieszkania, które dzieliła jeszcze z dwiema koleżankami, Julia wróciła z wielkim uśmiechem na twarzy.

Coś ty dziś taka szczęśliwa? Co się stało? spytała jedna z dziewczyn, Wiera.

Dziewczyny, zaraz do was wyfrunę! Przeprowadzam się do Stefana wyśpiewała radośnie Julia.

Zaprosisz nas na wesele? ucieszyła się druga, Maryla.

Wesele latem! A na razie po prostu pomieszkamy razem!

Julia, nie rób tego! Przed latem jest jeszcze masa czasu, wszystko może się wydarzyć! Czy tak źle się tu mieszka? sprzeciwiła się Wiera.

Julia roześmiała się: Wiera, jak ty marudzisz, wszyscy teraz tak żyją!

Nie marudzę! Mama jest prawniczką, wiem, jak kończą się takie związki bez ślubu obraziła się Wiera.

Dobrze, nie przejmuj się przeprosiła Julia.

***

Julia sądziła, że to gadanie o ślubach cywilnych to bzdura, że pieczątka w dowodzie nie jest najważniejsza, że takiej miłości jak jej ze Stefanem nie powtórzy się już nigdy, ale wątpliwości po rozmowie z przyjaciółkami mocno utkwiły jej w głowie i zaczęła odkładać przeprowadzkę do Stefana na później.

W końcu Stefan przestał nalegać i temat ucichł.

W połowie grudnia dziewczyny szły przez miasto. Wszędzie leżał śnieg, lampki bożonarodzeniowe błyszczały jak diamenty na białym puchu. Nastrój był świetny, ale mróz szczypał w policzki. Bankowo, naprzeciwko kawiarni Hipopotam

Chodźmy tam! Ze Stefanem często tu przesiaduję zaproponowała Julia.

Spójrz, czy to przypadkiem nie on? powiedziała smutno Maryla, wskazując na okno.

Julia spojrzała przy zwykłym stoliku Stefan siedział z młodą dziewczyną, wyglądała na kilka lat młodszą. Uśmiechali się do siebie, chłopak żartował, a ona śmiała się radośnie.

Julia tylko odwróciła wzrok.

Ja chyba pojadę do domu powiedziała cicho.

Czekaj, idziemy z tobą! odpowiedziały zgodnie Wiera i Maryla.

W domu koleżanki próbowały ją przekonać, że to spotkanie nic nie znaczy, że nie powinna być zazdrosna o każde wyjście, że to może nieporozumienie Julia jednak pamiętała, jak czule Stefan patrzył na tę dziewczynę i że siedzieli w ich kawiarni na ich miejscu.

To chyba zdrada myślała.

Przestała odbierać telefony od Stefana, a kiedy próbował ją odwiedzać, prosiła koleżanki, by mówiły, że jej nie ma.

W końcu, po godzinach oczekiwań pod uczelnią, Stefan złapał Julię za rękę i spytał: Julia, co się dzieje, masz kogoś?

Julia z niedowierzaniem spojrzała na niego, po czym dobitnie odpowiedziała:

I jeszcze się pytasz? A może to ty masz kogoś? Gratuluję! Potrafisz sprytnie wszystko odwrócić! Puść mnie, spóźnię się na egzamin.

Odepchnęła go i weszła do budynku uczelni. Stefan nie rozumiał nic i wrócił do siebie.

***

Julia po zaliczeniu sesji wyjechała do domu na sylwestra. Wydawało jej się, że pod dachem rodzinnego domu łatwiej przeżyć rozczarowanie i zdradę.

I rzeczywiście, nastrój się poprawił, gdy wysiadła z autobusu obok rodzinnej wsi.

Zimowy mróz szczypał w policzki, śnieg skrzypiał pod butami, a drzewa i domy lśniły diamentowymi odblaskami w jasnym słońcu, które akurat dziś wyszło zza chmur.

Z kominów domków wznosiły się równe smugi dymu.

Julia uśmiechnęła się, złapała torbę z upominkami dla mamy, taty i babci, i ruszyła do domu. Przechodząc przez furtkę, zauważyła, że jodła rosnąca obok płotu, stała się piękniejsza i jeszcze ubrali ją, jak dawniej, gdy Julia była mała.

Wszystkiego najlepszego na Nowy Rok! zawołała wchodząc do środka.

Julia, córeczko! wszyscy rzucili się jej w ramiona. Przeczuwaliśmy, że dziś przyjedziesz!

Dzień był pełen radości. Szkoda tylko, że zimą tak szybko robi się ciemno.

No nic, za to możemy zapalić światełka na choince zachęcił ojciec.

Wieczorem cała rodzina siedziała przy stole, gdy ktoś zapukał do drzwi.

Mama wzruszyła ramionami: pewnie sąsiedzi z życzeniami i poszła otworzyć.

Wróciła z dwoma gośćmi Mikołajem i jego pomocnicą.

Stefan? zdziwiła się Julia, patrząc na Mikołaja i jego pomocnicę tę samą dziewczynę, którą widziała z nim w kawiarni. Jak mnie znalazłeś? I o co tu chodzi?

Stefan roześmiał się swoim rubasznym śmiechem, dziewczyna także.

Twoje koleżanki powiedziały mi, gdzie cię szukać. Poza tym chciałem cię poznać z moją młodszą siostrą Ireną!

Siostrą? zdziwiła się Julia.

Tak, siostra potwierdziła Irena. Jesteśmy podobni, prawda?

Julii spadł kamień z serca. Człowiek tyle się martwi, zamiast po prostu zapytać! karciła się w myślach.

A Stefan dodał: Przy wszystkich obecnych, przy mojej siostrze, proszę cię, Julia, zostań moją żoną! Wyciągnął z kieszeni pudełeczko z pierścionkiem i podał jej.

Oczywiście! Tak, zgadzam się! rzuciła się Stefanowi na szyję. To najpiękniejszy Sylwester w moim życiu! powiedziała Julia.

Będą jeszcze piękniejsze Nowe Lata w naszym życiu, obiecaj, że wszystkie nieporozumienia będziemy zawsze wyjaśniać powiedział Stefan.

Obiecuję! wyszeptała Julia.

Rate article
Fajna Tajna
Julia wraca do rodzinnego domu z ciężkimi torbami i w drzwiach woła: „Jestem w domu!” – „Julia, córeczko!” – cała rodzina biegnie ją przywitać. – „Czuliśmy, że przyjedziesz!” Wieczorem, gdy wszyscy siedzą przy dużym, rodzinnym stole, ktoś puka do drzwi. – „Pewnie sąsiedzi, przyszli z życzeniami” – wzrusza ramionami mama i idzie otworzyć. Wchodzi z „gośćmi”, a Julia patrzy na osoby wchodzące do pokoju i… nie wierzy własnym oczom. Julia milcząco, z lekkim smutkiem patrzy przez okno autobusu oddalającego ją od rodzinnych stron. Na kolanach trzyma dużą, kraciastą torbę, przyciska ją mocno do siebie — zapakowała tylko najpotrzebniejsze rzeczy, ale torba i tak okazała się spora, a babcia na wierzchu położyła jeszcze siatkę ciepłych, świeżych pierogów, których zapach roznosi się po całym autobusie. Julia nie wytrzymała, rozpięła suwak torby i wyjęła dwa rumiane, pachnące pierogi. – Chcesz? – pyta chłopaka, który, jak się okazało, wsiadł dwa przystanki wcześniej i ustąpił jej miejsca przy oknie, co wzbudziło jej sympatię. – Jasne! – z radością kiwa głową, połykając ślinę. – Ja jestem Julia! – przedstawia się dziewczyna. – A ja jestem Stefan! Na studia jedziesz? – Tak! U nas nie ma ani technikum, ani uniwersytetu, tylko szkoła dla traktorzystów… A ze mnie żaden traktorzysta! – Ja też na studia jadę – wzdycha Stefan. – Ale w mojej wsi jest fajnie! Do miasta mają cztery godziny jazdy. W tym czasie młodzi zdążyli się poznać i zaprzyjaźnić. Po wyjściu z autobusu wymienili się numerami telefonów i poszli każde w swoją stronę. *** Czas na egzaminy minął szybko. Julia i Stefan dostali się do wymarzonych „alma mater” i byli niezwykle szczęśliwi. Stresy i emocje zostały za nimi, przed nimi — wielkie plany i marzenia o przyszłości. – Julia, cześć! – odezwał się kiedyś Stefan przez telefon. – Może uczcimy nasz sukces w jakiejś kawiarni? Julia się ucieszyła. Po pierwsze, Stefan jej się podobał, był miły i swojski. Po drugie, wydawał się jej kimś bliskim, niemal rodzinnym – prosty, solidny, bez tej miejskości i nadęcia „nie to, co niektórzy”. Spotkali się w centrum miasta w kawiarni o zabawnej nazwie „Hipopotam”. Siedząc przy oknie, obserwowali statki płynące po szerokiej Wiśle, słuchali głosów przewodników i śmiali się. – Ciekawe, czemu „Hipopotam”? – pyta Julia. Stefan śmieje się: – Pewnie, bo ci, którzy tu przychodzą, szybko się w hipopotamy zamieniają przez te przysmaki! – Coś w tym jest – śmieje się Julia, pałaszując ciastko. Szybko „Hipopotam” stał się ich miejscem. Przychodzili często, umawiając się: „Spotykamy się tam, gdzie zawsze”. Tam, w ich kawiarni, po raz pierwszy się pocałowali. Ten pocałunek Julia zapamiętała na całe życie: delikatny, gorący, prawdziwy. Czas mijał, Julia i Stefan byli coraz bliżej. Julia czuła, że oprócz rodziców, nie ma na świecie nikogo ważniejszego niż Stefan. – Julia, zamieszkaj ze mną! – zaproponował Stefan na trzecim roku. – A w wakacje się pobierzemy! – To co, oświadczasz mi się w ten sposób? – No, trochę tak! – To muszę Cię zapytać klasycznie, jak w filmie: „Nie boisz się, że będę Ci się ciągle plątać przed oczami?” – dziewczyna zażartowała. – Plątaj ile chcesz! – roześmiał się Stefan i zakręcił Julią w tańcu na ulicy. Julia wróciła do wynajmowanego mieszkania w znakomitym humorze. Mieszkała z dwoma koleżankami. – Dzisiaj promieniujesz szczęściem! Co się stało? – pytała Vera. – Ojej, dziewczyny! Chyba niedługo wyprowadzę się do Stefana! – świergota Julia. – Zaprosisz nas na ślub? – cieszyła się druga współlokatorka, Marysia. – Ślub w wakacje! Teraz na razie tylko razem zamieszkamy! – Julia, nie rób tego! Do lata daleko, wszystko się może zdarzyć! Czy teraz ci źle? – protestowała Vera. Julia tylko się śmiała: – Vera, jesteś jak babcia! Teraz wszyscy tak robią! – Wcale nie jestem babcia! Po prostu nie popieram takich związków. Moja mama jest prawnikiem, wiem, czym to się kończy – obraziła się Vera. – Dobrze, Vera, nie obrażaj się! Żartowałam – przeprosiła Julia. *** Julia była przekonana, że te uwagi o ślubie to bzdura, że „pieczątka w dowodzie to nic ważnego”, że „takie uczucie jak jej i Stefana to jeden na milion”… Ale po tej rozmowie z koleżankami jej głowa była pełna wątpliwości i coraz bardziej odkładała decyzję o przeprowadzce. A Stefan z czasem przestał nalegać. Pewnego grudniowego dnia dziewczyny spacerowały po mieście. Wszędzie biały puch, a świąteczne dekoracje błyszczały wśród śniegu. Humor był znakomity, ale trochę zmarzły, więc zatrzymały się przed kawiarnią „Hipopotam”. – Wejdźmy! My ze Stefanem uwielbiamy tu siedzieć! – zaproponowała Julia. – A tam jest Stefan… – powiedziała Marysia posmutniała, wskazując stolik przy oknie. Julia spojrzała: Stefan siedział w „ich miejscu”, a naprzeciw niego młoda dziewczyna, może trzy lata młodsza. Śmiali się, Stefan opowiadał żart, ona śmiała się w głos. Julia odwróciła się bez słowa. – Jadę do domu! – wyszeptała koleżankom. – Poczekaj! Idziemy z Tobą! – powiedziały Vera i Marysia. W domu próbowały ją pocieszyć: „Nie warto się zamartwiać, to pewnie nic nie znaczy, może to nieporozumienie…” Ale Julia pamiętała, jak Stefan patrzył na tę dziewczynę, jak siedzieli w „ich kawiarni”, w „ich miejscu”… – To jak zdrada – myślała. Julia przestała odbierać telefony od Stefana, poprosiła koleżanki, by mówiły, że jej nie ma w domu, gdyby przychodził. Kiedy Stefan „złapał” ją pod uczelnią, zapytał: – Julia, co się dzieje? Masz kogoś? Julia była oburzona: – I Ty się jeszcze pytasz? Brawo! Umiesz się wykręcać! Puść mnie, spóźnię się na egzamin. Wyrwała się i zniknęła za drzwiami. Zdezorientowany Stefan wrócił do domu. *** Julia, szybko zdawszy sesję, pojechała na święta do rodziców. Wydawało jej się, że w rodzinnym domu łatwiej upora się z bólem i zdradą. Rzeczywiście, humor się poprawił, gdy wysiadła z autobusu na przystanku w swoim rodzinnym, małym miasteczku. Zimowy mróz szczypał w policzki, śnieg skrzypiał pod butami, a okoliczne drzewa i domy błyszczały w słońcu jak w bajce. Julia uśmiechnęła się, dźwignęła torbę z prezentami dla mamy, taty i babci i ruszyła do domu. Przy furtce zobaczyła swoją „z dzieciństwa” choinkę, pięknie ubraną jak dawniej. – Wesołych Świąt! – zawołała, wchodząc do domu. – Julia, córeczko! – wszyscy rzucili się ją witać. – Wiedzieliśmy, że przyjedziesz! Ten dzień był pełen radości spotkania. Szkoda tylko, że zimą szybko zapada zmrok. – Nic nie szkodzi! Zapalimy lampki na choince! – pocieszył wszystkich tato. Wieczorem, gdy cała rodzina siedziała przy stole, ktoś zapukał. – Pewnie sąsiedzi z życzeniami – mruczy mama i idzie otworzyć. Wraca nie sama, a z Mikołajem i jego „pomocnicą”… – Stefan? – zdziwiła się Julia, widząc Mikołaja i dziewczynę… tę samą z kawiarni. – Jak mnie znalazłeś? O co chodzi? Stefan wybuchnął śmiechem. – Twoje koleżanki wszystko mi powiedziały. Poznaj też moją młodszą siostrę – Irkę! – Siostrę?! – pyta Julia. – No tak, siostrę! – śmieje się Irka. – Przypatrz się, jesteśmy podobni! Z Julii spadł kamień z serca. „Tyle się zamartwiałam, wystarczyło zapytać!” – pomyślała. A Stefan, w obecności całej rodziny, wyciągnął pierścionek: – Julia, zostań moją żoną! – Tak, zgadzam się! – Julia rzuciła się mu na szyję. – To będą najpiękniejsze święta w moim życiu! – Będzie ich jeszcze więcej, bylebyśmy zawsze ze sobą rozmawiali wprost! – dodał Stefan. – Zgoda! – wyszeptała Julia.