Co ty znowu wymyśliłaś? Jaki dom spokojnej starości? Już nie! Ja nigdzie się z mojego domu nie ruszam! ojciec Aleksandry Grabowskiej zamachnął się kubkiem, celując w głowę córki. Kobieta instynktownie uchyliła się, jakby robiła to już tysiąc razy.
Tak być nie może. W końcu ojciec zrobi jej krzywdę, a ona nawet się nie zorientuje, skąd przyjdzie zagrożenie. Załatwiać wszystkie formalności związane z jego przeniesieniem do ośrodka, Aleksandra musiała z poczuciem ciężkiego żalu. Choć i tak robiła dla ojca o wiele więcej, niż zasługiwał, patrząc na to, jak traktował ją przez całe życie.
Ojciec, wsiadając do samochodu, krzyczał, odpychał się, przeklinał każdego, kto miał udział w tym, że trafi do nowego miejsca.
Ola stała przy oknie, patrząc na odjeżdżające auto. Już kiedyś przeżyła podobny moment. Wtedy była jeszcze tylko dzieckiem i nie pojmowała, co ją czeka.
Aleksandra była jedynaczką. Mama nie odważyła się na drugą ciążę, bo jej mąż był domowym tyranem, z uporem uprzykrzającym żonie życie.
Ojciec Oli Wiesław Grabowski był już dojrzałym mężczyzną, miał grubo po czterdziestce, gdy urodziła się córka.
Ożenił się tylko dlatego, aby poprawić swoją pozycję życiową. Wiesław nigdy nie zamierzał tworzyć rodziny z miłości czy troski o potomstwo nikt i nic nie było ważniejsze niż on sam. Zawarcie małżeństwa miało mu pomóc w karierze musiał wykreować wizerunek przykładnego obywatela. Wybrał znajomą, odpowiednią do tej roli młodziutką studentkę technikum, Mariolę. Jej rodzice byli zwykłymi robotnikami z zakładów w Łodzi, a taki związek był dla nich szczytem ambicji. Nikt Marii nie pytał, czy chce za Wiesława wychodzić. Wesele urządzili huczne, choć bez obecności rodziców panny młodej nie pasowali do towarzystwa.
Po ślubie Mariola zamieszkała u męża.
By szybko zrobić z niej żonę urzędnika, Wiesław zatrudnił osobę, która miała nauczyć Mariolę etykiety i milczenia, kiedy bardzo chciał, by nie widziała zbyt wiele.
No, i jak ci minął dzień? pytał Wiesław, wracając do domu i zasiadając w fotelu.
Porządnie. Opanowałam zasady przy stole, zaczęłam uczyć się angielskiego odpowiadała Mariola, wiedząc już, że lepiej nie prowokować męża.
I to wszystko? Kto w tym czasie zajmował się domem?
Ja. Ustaliśmy z kucharką menu na tydzień, zakupy zrobiłam sama, sprzątałam też.
No, na dziś wystarczy. Ale pamiętaj, ręce zawsze czyste i wyglądaj schludnie, ma być po pańsku, nie po chłopsku. Jak się będziesz dobrze sprawować, zatrudnię ci szofera i gosposię. Na razie na to nie zasłużyłaś rzucił z wyższością.
Ale takich spokojnych dni było w małżeństwie mało. Wiesław wracał późno, rozdrażniony i zmęczony. Był jedynym, na kim mógł się wyżyć. Służba mogła odejść lub rozpowiedzieć plotki, Mariola natomiast nie miała się dokąd udać i komu się żalić.
Po raz pierwszy uderzył ją miesiąc po ślubie nie za przewinienie, lecz na postrach, by znała swoje miejsce.
Z czasem bicie zdarzało się coraz częściej. Wiesław dbał, by nie zostawić widocznych śladów, a Mariola nauczyła się wszystko ukrywać, nawet przy znajomych męża.
Po roku wszyscy zaczęli dopytywać Wiesława, czemu nie mają jeszcze dziecka.
Wiesiek, normalny z ciebie chłop, młoda żona, a tu ciąży ani widu ani słychu. Ktoś tu jest do poprawki! Może ją do lekarza?
Uczy się jeszcze w technikum rzucił Wiesław sucho.
I po co jej nauka? Kobiecie trzeba dom, dzieci, a nie podręcznik. Odpuszczaj jej szkołę i pod lecznicę prowadź radzili znajomi.
Od tego czasu Mariola wpadła w tryby badań i wizyt lekarskich. Wiesław nawet na chwilę przestał ją bić, by nikt nie zauważył obrażeń.
Po kilku miesiącach okazało się, że Mariola jest zdrowa i może rodzić nawet jutro to z Wiesławem był problem. Lekarz próbował delikatnie mu to zasugerować i skierować na badania.
Ja? Chyba żartujesz! oburzył się Wiesław.
Lekarze nie mogli mu nic zrobić, choć swoim zachowaniem prawie groził im kłopotami. W końcu po badaniach usłyszał, że jego możliwości są dość nikłe i by liczył na cud.
Zarzuty znajomych, widok żony w kwiecie wieku wszystko to doprowadzało Wiesława do szału. Przestał wyżywać się na Marioli, bo przestała się bać. Teraz tylko sztywniała, kiedy krzyczał.
Z czasem Wiesław znalazł sobie kochankę, co na moment oderwało go od problemów.
Dopiero po ponad dwóch latach Mariola zaszła w ciążę. Aleksandra, której wygląd zdradzał ojca, przyszła na świat w terminie. Jednak Wiesław nie czuł do dziecka nic matka z nianią się nią zajmowały, ojciec nie widywał córki tygodniami.
Im starsza była Ola, tym bardziej ojciec nie mógł powstrzymać złości. Kiedy miała pięć lat, pierwszy raz ją spoliczkował. O coś poprosiła, a Wiesław właśnie wrócił z trudnego zebrania. Uderzył ją, aż ta przeleciała pół pokoju i uderzyła w ścianę. Ze strachu nawet nie zapłakała. Ojciec rozsiadł się i oglądał wiadomości.
Ola zrozumiała ten przekaz. Potem ojciec pozwalał sobie na wyzwiska, popychanie, upokarzanie nawet przy gościach. Był już znaczącą osobą, nie musiał udawać kochającego męża i ojca.
Panie Wiesławie, podobno Ola świetnie gra na skrzypcach. Może by nam zagrała?
Skrzypaczka? Co ty, ona nie odróżnia stron instrumentu. Jak chcecie słuchać, to spytajcie ją, ale ostrzegam! Olka, słyszałaś? Przynieś swoją gitarę i popisz się!
Zawstydzona Ola przynosiła skrzypce. Grać publicznie bała się panicznie, ale złość ojca jeszcze bardziej.
Ten strach pozostał jej na zawsze. Choć dobrze rokowała jako skrzypaczka, nigdy po szkole muzycznej nie wzięła instrumentu do ręki.
Wtedy miała rodzinę, choć nie rozumiała, czy wszyscy tak mają. Z książek znała tylko obrazek uśmiechającej się rodziny i zastanawiała się, dlaczego jej trafił się ojciec, który nienawidzi świata.
Matka też nie była dla niej wzorem nie potrafiła pokochać dziecka tyrana. Kiedy Ola miała trzynaście lat, mama zginęła w wypadku samochodowym. Oficjalnie tak. Co się naprawdę stało, córka nie wiedziała. Od tej pory Ola jeszcze bardziej zamknęła się w sobie.
Skończyła liceum i dostała się na studia, już na wybrany przez ojca kierunek. To było jedno z ostatnich decyzji, jakie za nią podjął. Na emeryturę odszedł już bez dawnej pozycji i kontaktu z córką, cały majątek roztrwonił na ratowanie własnej skóry i unikanie więzienia za przekręty.
Wiesław wycofał się na wieś, do domku letniskowego. Ola nie odwiedzała go nie miała ochoty słuchać wyzwisk. Pozostał sam, a frustrację wylewał na siebie samego, co odbiło się na jego psychicznym zdrowiu. Sąsiedzi coraz częściej dzwonili do Oli, że ojciec dziwnie się zachowuje. Zebrała się w sobie i zabrała go do siebie.
Odtąd Wiesław odzyskał chęć do życia, bo znów mógł dręczyć córkę. Codziennie robił awantury, krzyczał, demolował mieszkanie. Ola zamknęła go w jednym pokoju z zamkiem. Kiedy i to nie pomogło, a objawy demencji się nasiliły, musiała podjąć najtrudniejszą decyzję oddać ojca do domu spokojnej starości.
Nie miała własnej rodziny. Nieśmiała, z poranioną psychiką, bała się ludzi. W pracy nie zawarła bliższych relacji. Mimo tego, gdy nadszedł temat domu opieki, Ola czuła wstyd.
Zostawienie go u siebie groziło jej zdrowiu diagnoza potwierdziła początki otępienia u ojca. Swojej złości i nienawiści do córki jednak nie stracił, nawet gdy przestał ją rozpoznawać.
Zjeździła wszystkie ośrodki w okolicy, by znaleźć odpowiedni. Wybrany kosztował miesiąc tyle, że musiała oddać prawie całą pensję i jeszcze dorabiać, by starczyło na życie.
Po jego wyjeździe przez kilka dni chodziła przybita. Przypomniała sobie, jak przed laty mama próbowała uciekać z nią od ojca wtedy ich odnalazł, a niedługo potem mama zginęła.
Chociaż przeżyła przez niego piekło, odwiedzając ojca w domu opieki, Ola płakała z żalu i poczucia winy jakby to były jedyne uczucia, których nauczyli ją rodzice.
Do wiecznego poczucia winy doszły jeszcze problemy zdrowotne.



