Nie mam już z kim porozmawiać. Opowieść — Mamo, co ty mówisz? Jak to nie masz z kim pogadać? Przecież dzwonię do ciebie dwa razy dziennie — zapytała z troską zmęczona córka. — Nie, córeczko, nie o to mi chodziło — westchnęła smutno pani Nina Antonowicz. — Po prostu nie mam już przyjaciół ani znajomych w swoim wieku. Z tamtych lat… — Mamo, nie wygłupiaj się. Przecież masz koleżankę z liceum, Irenę. Poza tym jesteś bardzo nowoczesna i wyglądasz dużo młodziej. No mamo, co się dzieje? — zmartwiła się córka. — Przecież wiesz, że Irena ma astmę, nie może rozmawiać przez telefon, bo się dusi. A mieszka na drugim końcu miasta. Kiedyś przyjaźniłyśmy się we trójkę, opowiadałam ci. Ale Marzenka już odeszła dawno… Wczoraj wpadła do mnie Tania z sąsiedztwa. Zaproponowałam jej herbatę, dobra kobieta, często mnie odwiedza. Wyskoczyła do piekarni, przyniosła jeszcze świeże bułeczki dla swoich, ale się podzieliła. Rozmawiałyśmy o dzieciach, o wnukach. U niej też wnuki, chociaż jest ode mnie z piętnaście lat młodsza. Ale ona ma już zupełnie inne wspomnienia z dzieciństwa, szkoły… Tak bardzo mi brakuje rozmowy z kimś dokładnie z mojego pokolenia — Nina Antonowicz mówiła to wszystko córce, ale doskonale wiedziała, że ta jej nie zrozumie. Jest jeszcze młoda. Jej czas jest tu i teraz, za oknem. Jeszcze nie ciągnie do wspomnień. A Światłana jest wspaniała, troskliwa — to nie przez nią. — Mamo, mam na wtorek bilety na wieczór polskiego romansu. Chciałaś pójść! Przestań się smucić i załóż tę swoją bordową sukienkę, ślicznie w niej wyglądasz! — Dobrze, córeczko, wszystko w porządku, sama nie wiem, co mnie naszło, dobranoc, rano zadzwonię. Idź spać wcześniej, bo ostatnio się nie wysypiasz — Nina zmieniła temat. — Tak, mamo, dobranoc — i Światłana się rozłączyła. Nina Antonowicz patrzyła w milczeniu przez okno na migoczące nocne światła… Maturalna klasa, też wiosna. Tyle planów! Jakby to było wczoraj. Jej przyjaciółce Irenie podobał się Sławek Malinowski z ich klasy. Ale to Sławek zabiegał o Ninę, dzwonił do niej wieczorami na domowy numer, chciał się spotykać. Ale ona traktowała go jak kumpla, nie chciała dawać nadziei… Potem Sławek poszedł do wojska, wrócił, ożenił się, mieszkał w starej kamienicy Ireny. Numer pamiętała z pamięci… Nina wybrała znany numer — sygnał rozległ się dopiero po chwili, potem ktoś odebrał. Najpierw szuranie, a potem cichy męski głos: — Halo, słucham? Może już za późno? Po co zadzwoniłam? Może Sławek nawet mnie nie pamięta, albo to wcale nie on! — Dobry wieczór — głos Niny Antonowicz zadrżał od wzruszenia. W słuchawce coś zaszumiało, i nagle usłyszała zdziwione: — Ninka? To naprawdę ty? Oczywiście, że ty. Nigdy nie zapomnę twojego głosu. Jak cię znalazłem? Ja tu zupełnie przez przypadek… — Sławek, poznałeś mnie? — na Ninę spadła lawina radosnych wspomnień. Od dawna nikt nie mówił na nią po imieniu, tylko: “mama”, “babcia” albo “pani Antonowicz”. I tylko Irena czasem: “Nina”. A “Nina” brzmiało cudnie, młodo, jakby tych lat przeżytych wcale nie było. — Nina, jak ci się wiedzie? Tak się cieszę, że dzwonisz — te słowa bardzo ją ucieszyły. Bała się, że jej nie pozna, albo będzie jej nie na rękę. — Pamiętasz liceum? Jak z Witkiem Wasiutą woziłyśmy ciebie i Irenkę łódką po Warcie? Witek poranił sobie dłonie wiosłami, a potem się chował. Potem lody na rynku, muzyka grała… — głos Sławka był cichy, zamyślony. — Jasne, że pamiętam! — Nina zaśmiała się szczęśliwie. — A naszą wyprawę do lasu z klasą? Konserwy nie mogliśmy otworzyć, a głód był ogromny… — No właśnie, Witek otworzył, a potem śpiewaliśmy przy ognisku. Wtedy postanowiłem nauczyć się grać na gitarze. — I jak, nauczyłeś się? — głos Niny znowu zbrzmiał młodością. — A jak się teraz trzymasz? — spytał Sławek, lecz sam zaraz dodał: — zresztą po głosie słychać, że jesteś szczęśliwa. Dzieci, wnuki? Piszesz jeszcze wiersze? Pamiętam! “Rozpłynąć się nocą i odrodzić się o świcie!” Tyle w tym radości życia! Zawsze byłaś dla innych jak słońce! W twoim cieple można ogrzać duszę, szczęśliwi ci, którzy cię mają za mamę albo babcię. — Oj, Sławek, przesadzasz! Moje czasy już minęły… Przerwał jej: — Przestań, tyle energii, że aż mnie słuchawka rozgrzewa! Żartuję. Nie wierzę, że straciłaś smak życia, to do ciebie niepodobne. Więc twoje czasy tkwią w tobie nadal. Żyj, Nina, i raduj się. Słońce świeci dla ciebie! A wiaterek pędzi chmury po niebie właśnie dla ciebie. I ptaki śpiewają dla ciebie! — Sławek, ty się nie zmieniłeś, romantyku. A co u ciebie? Ja cały czas o sobie… — lecz w słuchawce coś zaszumiało i rozłączyło połączenie. Nina Antonowicz posiedziała chwilę z telefonem. Chciała oddzwonić, ale uznała, że nie wypada, za późno. Może później, innym razem. Jak dobrze się rozmawiało, ile wspomnień… Telefon zadzwonił nagle. Wnuczka. — Tak, Daria, nie śpię już. Co mama powiedziała? Nie, mam dobry humor. Z mamą idę na koncert. Zajrzyj jutro? Super, czekam. Pa. W doskonałym nastroju Nina poszła spać. Tyle miała planów! Zasypiając, układała kolejne wiersze… Rano Nina postanowiła odwiedzić Irenę. Kilka przystanków tramwajem — no, jeszcze nie jest taką starą kobyłą. Irena ucieszyła się bardzo: — No, nareszcie przyszłaś. O, nawet abrykotkę przyniosłaś? Moją ulubioną! No mów, co nowego! — Irena zakaszlała, przyłożyła inhalator do ust. Zaraz potem machnęła ręką: — Dobrze, mam nowy inhalator, lepiej mi. Idziemy na herbatę. Ninka, ty jakaś młodsza dziś. Powiedz prawdę, co się stało? — Sama nie wiem, jakaś piąta młodość! Wyobraź sobie — wczoraj przypadkiem zadzwoniłam do Sławka Malinowskiego. No, pamiętasz, twoja licealna miłość? Zaczął wspominać, aż się dziwiłam, ile pamięta. Dlaczego milczysz, Irenko, znowu ci się dusi? Irena pobladła, patrzyła osłupiała, a potem wyszeptała: — Ninko, nie wiedziałaś, że Sławka od roku nie ma? A mieszkał przecież w zupełnie innej dzielnicy… — Co ty mówisz? Jak to możliwe? Z kim ja wtedy rozmawiałam? Pamiętał wszystko z naszej młodości, miałam zły nastrój, a po rozmowie poczułam, że życie wciąż trwa, że mam siły, radość… Jak to możliwe? — Nina nie mogła uwierzyć. — Przecież to był jego głos, słyszałam. Tak pięknie powiedział: “Słońce świeci dla ciebie. I wiatr goni chmury po niebie dla ciebie. I ptaki śpiewają dla ciebie.” Irena pokręciła głową, jakby nie wierzyła. — Nino, nie wiem, jak to się stało, ale może rzeczywiście to był on. Jego słowa, jego ton. Sławek cię kochał. Myślę, że chciał ci dodać otuchy… stamtąd. I chyba mu się udało. Dawno cię nie widziałam takiej wesołej i pełnej życia. Kiedyś ktoś pozbiera twoje potargane serce na kawałki… i wtedy przypomnisz sobie, że potrafisz być po prostu szczęśliwa.

Mamo, co Ty wygadujesz? Jak to nie masz z kim porozmawiać? Przecież dzwonię do Ciebie dwa razy dziennie zapytała zmęczona córka.

Ale nie, Julitko, nie o to mi chodzi westchnęła smutno pani Nina Borowska po prostu nie mam już przyjaciół ani znajomych w moim wieku. Z mojego świata.

Mamo, daj spokój. Przecież masz Marylkę ze szkoły! I w ogóle, jesteś bardzo nowoczesna, wyglądasz młodziej niż moje koleżanki. No mamusiu, no, wyjdź z tej chandry zmartwiła się Julita.

Wiesz przecież, że Maryla ciężko oddycha, ma tą swoją astmę i nie rozmawia za wiele przez telefon, bo się rozkaszle. A mieszka daleko, aż na drugim końcu miasta. Kiedyś przyjaźniłyśmy się we trójkę Pewnie Ci opowiadałam. Niestety, Hanki już dawno nie ma. Wczoraj wpadła do mnie Basia z sąsiedztwa. Zaprosiłam ją na herbatę, miła kobieta, często mnie odwiedza. Przyniosła drożdżówki piekła dla swoich. Opowiadała o dzieciach, o wnukach. Też już jest babcią, choć jest ode mnie jakieś piętnaście lat młodsza. Ale jej wspomnienia z dzieciństwa i lat szkolnych są już zupełnie inne.

A ja tak bardzo chciałabym pogadać z kimś, kto mnie naprawdę rozumie mówiła to wszystko córce, ale przecież wiedziała, że Julita jej nie zrozumie. Jeszcze jest młoda. Jej czas wciąż trwa za oknem. Ona jeszcze nie tęskni tak mocno do przeszłości. Julita jest cudowna, czuła, nie w niej problem.

Mamusiu, mam bilety na wtorek na koncert starych przebojów. Pamiętasz, jak mówiłaś, że byś poszła? Załóż swoją bordową sukienkę, w niej wyglądasz prześlicznie!

Dobrze, Julitko, wszystko w porządku Nie wiem, co mnie dzisiaj naszło. Dobranoc, zadzwonię jutro. Idź spać wcześniej, bo znowu się nie wyśpisz zmieniła temat pani Nina.

No to dobranoc, mamo. Do jutra Julita się rozłączyła.

Pani Nina patrzyła w milczeniu przez okno. Za szybą mrugały wieczorne światła Warszawy

Dziesiąta klasa, wiosna. Ile planów, ile marzeń! Zupełnie jakby to było wczoraj. Jej przyjaciółka Maryla podkochiwała się w Tomku Zielińskim z ich klasy. A Tomek no właśnie, jemu podobała się Nina. Dzwonił wieczorami na domowy telefon i zapraszał na spacer. A Nina traktowała go tylko jak przyjaciela po co go zwodzić.

Później Tomek poszedł do wojska. Wrócił, ożenił się. Zamieszkał w starym domu Maryli. I miał wtedy telefon Tamten numer Nina wystukała go z pamięci. Sygnał długo nie szedł, aż wreszcie ktoś odebrał. Najpierw tylko szelest, a potem cichy głos mężczyzny:

Halo, słucham.

Może już za późno? Po co ja w ogóle zadzwoniłam? Może Tomek już o mnie nie pamięta a może to wcale nie on!

Dobry wieczór głos pani Niny był lekko zachrypnięty ze wzruszenia.

Chwilę w telefonie coś szumiało, po czym usłyszała zaskoczone:

Ninka? Naprawdę to ty? No pewnie, że ty. Twój głos się nie zapomina. Jak mnie znalazłaś? Dziwny przypadek

Tomeczku, poznałeś mnie! aż zalała ją fala ciepłych wspomnień. Już dawno nikt nie mówił do niej Nina. Przeważnie słyszała mama, babcia albo formalne pani Nina. No, może jeszcze Maryla tak ją czasem nazywała.

A zwykłe Nina brzmiało tak wiosennie, rozświetlało każdą zmarszczkę jakby tych lat wcale nie było.

Nina, jak się masz? Ależ ja się cieszę te słowa były dla niej prawie jak prezent. Bała się, że nie pozna, że rozmowa będzie niezręczna.

A pamiętasz dziesiątą klasę? Jak my z Wojtkiem Wysockim was z Marylą po Wiśle woziłyśmy łódką? Ręce od wioseł miał zdarte do krwi! Potem jedliśmy lody na bulwarach, grała muzyka głos Tomka był cichy, zamyślony.

No jasne, że pamiętam Nina zaśmiała się radośnie a naszą wycieczkę klasową do Kampinosu? Myślałam, że z głodu nie wytrzymamy, bo konserw nie umiałyśmy otworzyć!

Haha, dokładnie! rozchmurzył się Tomek a potem Wacek wyjął scyzoryk i się udało, a przy ognisku śpiewaliśmy piosenki. To wtedy postanowiłem nauczyć się grać na gitarze.

I jak, udało się? głos Niny młodniał w sekundę od wszystkich tych wspomnień. Jakby Tomek ożywił w niej coś, co dawno spało.

A Ty teraz? zaczął nagle Tomek, ale sam sobie odpowiedział zresztą co ja pytam, po głosie słychać, że jesteś szczęśliwa. Dzieci, wnuki? No? I pewnie dalej piszesz wiersze? Pamiętam, pamiętam! Rozpłynąć się w nocy, zmartwychwstać o świcie! to było takie Twoje.

Zawsze byłaś dla innych jak promyk słońca, z Tobą u boku człowiek od razu czuł się lepiej. Twoi bliscy mają z Tobą prawdziwy skarb.

Daj spokój, Tomku, aż mi głupio moje czasy już minęły

Przerwał jej:

Oj, nie gadaj, rozsiewasz tyle dobrej energii, że telefon aż parzy! Żartuję. Ale serio, nie wierzę, że straciłaś radość życia. Twoje czasy jeszcze się nie skończyły. Słońce świeci dla Ciebie, Ninko.

Wiatr przegania chmury dla Ciebie.

I ptaki śpiewają dla Ciebie!

Tomeczku, Ty wciąż jesteś takim romantykiem A jak tam u Ciebie? chciała zapytać, ale nagle w słuchawce znów zaszumiało i połączenie się urwało.

Nina Borowska jeszcze chwilę siedziała z telefonem w ręce, wahając się, czy oddzwonić, ale uznała, że to może niezręcznie i już późno. Następnym razem.

Ale jakie to było cudowne! Ile radosnych wspomnień wróciło Zadzwonił domofon aż podskoczyła. To wnuczka.

Cześć, Zosieńko! Nie, nie śpię. Co mama powiedziała? Wszystko dobrze, mam super humor. Jutro idziemy z mamą na koncert. Wpadniesz rano? Świetnie, czekam, buziaki.

Pani Nina ułożyła się do snu w doskonałym nastroju. Tyle planów w głowie! Zasypiając, w myślach układała nowe wiersze

Rano postanowiła odwiedzić Marylę. Kilka przystanków tramwajem przecież jeszcze nie jest żadną emerytką o lasce.

Maryla ucieszyła się ogromnie:

No nareszcie, ile Ty się zbierałaś! O, kupiłaś torcik ajerkoniakowy? Mój ulubiony! Opowiadaj Maryla się rozkaszlała, łapiąc się za pierś, ale natychmiast machnęła ręką:

Nic mi nie będzie, mam nowy inhalator, jest dużo lepiej. Chodź, idziemy na herbatę. Ninka, Ty masz w sobie tyle energii, aż odmłodniałaś! Zdradź, co się stało?

Sama nie wiem Chyba piąta młodość roześmiała się Nina, krojąc torcik wyobraź sobie, wczoraj przez przypadek zadzwoniłam do Tomka Zielińskiego. Pamiętasz, Twój licealny ideał? Okazuje się, że pamiętał tyle rzeczy, których ja nie pamiętałam. Co tak zamilkłaś, Marylo, duszności znowu?

Maryla pobladła i spojrzała na przyjaciółkę dziwnie. Wyszeptała:

Nina, nie wiedziałaś, że Tomka już od roku nie ma? I nawet już od dawna tam nie mieszkał

Niemożliwe Ale przecież wszystko wiedział, mówił naszymi wspomnieniami Przed rozmową miałam podły nastrój. A po rozmowie poczułam, że wciąż żyjemy Że wciąż chce się żyć Jak to możliwe? Nina nie mogła uwierzyć.

Ale to był jego głos! Sam powiedział: Słońce świeci dla Ciebie. Wiatr goni chmurki dla Ciebie. I ptaki śpiewają dla Ciebie!

Maryla pokręciła głową, jakby nie wierzyła temu, co usłyszała. A potem powiedziała:

Wiesz co, Nina Nie wiem, jak to możliwe, ale chyba naprawdę się odezwał. To jego słowa, jego styl Myślę, że chciał Cię po prostu pocieszyć skądkolwiek. I chyba mu się udało. Dawno nie widziałam Cię tak radosnej i żywej.

Kiedyś ktoś pozbiera Twoje potargane serce do kupy. I przypomnisz sobie, że jesteś po prostu szczęśliwa.

Rate article
Fajna Tajna
Nie mam już z kim porozmawiać. Opowieść — Mamo, co ty mówisz? Jak to nie masz z kim pogadać? Przecież dzwonię do ciebie dwa razy dziennie — zapytała z troską zmęczona córka. — Nie, córeczko, nie o to mi chodziło — westchnęła smutno pani Nina Antonowicz. — Po prostu nie mam już przyjaciół ani znajomych w swoim wieku. Z tamtych lat… — Mamo, nie wygłupiaj się. Przecież masz koleżankę z liceum, Irenę. Poza tym jesteś bardzo nowoczesna i wyglądasz dużo młodziej. No mamo, co się dzieje? — zmartwiła się córka. — Przecież wiesz, że Irena ma astmę, nie może rozmawiać przez telefon, bo się dusi. A mieszka na drugim końcu miasta. Kiedyś przyjaźniłyśmy się we trójkę, opowiadałam ci. Ale Marzenka już odeszła dawno… Wczoraj wpadła do mnie Tania z sąsiedztwa. Zaproponowałam jej herbatę, dobra kobieta, często mnie odwiedza. Wyskoczyła do piekarni, przyniosła jeszcze świeże bułeczki dla swoich, ale się podzieliła. Rozmawiałyśmy o dzieciach, o wnukach. U niej też wnuki, chociaż jest ode mnie z piętnaście lat młodsza. Ale ona ma już zupełnie inne wspomnienia z dzieciństwa, szkoły… Tak bardzo mi brakuje rozmowy z kimś dokładnie z mojego pokolenia — Nina Antonowicz mówiła to wszystko córce, ale doskonale wiedziała, że ta jej nie zrozumie. Jest jeszcze młoda. Jej czas jest tu i teraz, za oknem. Jeszcze nie ciągnie do wspomnień. A Światłana jest wspaniała, troskliwa — to nie przez nią. — Mamo, mam na wtorek bilety na wieczór polskiego romansu. Chciałaś pójść! Przestań się smucić i załóż tę swoją bordową sukienkę, ślicznie w niej wyglądasz! — Dobrze, córeczko, wszystko w porządku, sama nie wiem, co mnie naszło, dobranoc, rano zadzwonię. Idź spać wcześniej, bo ostatnio się nie wysypiasz — Nina zmieniła temat. — Tak, mamo, dobranoc — i Światłana się rozłączyła. Nina Antonowicz patrzyła w milczeniu przez okno na migoczące nocne światła… Maturalna klasa, też wiosna. Tyle planów! Jakby to było wczoraj. Jej przyjaciółce Irenie podobał się Sławek Malinowski z ich klasy. Ale to Sławek zabiegał o Ninę, dzwonił do niej wieczorami na domowy numer, chciał się spotykać. Ale ona traktowała go jak kumpla, nie chciała dawać nadziei… Potem Sławek poszedł do wojska, wrócił, ożenił się, mieszkał w starej kamienicy Ireny. Numer pamiętała z pamięci… Nina wybrała znany numer — sygnał rozległ się dopiero po chwili, potem ktoś odebrał. Najpierw szuranie, a potem cichy męski głos: — Halo, słucham? Może już za późno? Po co zadzwoniłam? Może Sławek nawet mnie nie pamięta, albo to wcale nie on! — Dobry wieczór — głos Niny Antonowicz zadrżał od wzruszenia. W słuchawce coś zaszumiało, i nagle usłyszała zdziwione: — Ninka? To naprawdę ty? Oczywiście, że ty. Nigdy nie zapomnę twojego głosu. Jak cię znalazłem? Ja tu zupełnie przez przypadek… — Sławek, poznałeś mnie? — na Ninę spadła lawina radosnych wspomnień. Od dawna nikt nie mówił na nią po imieniu, tylko: “mama”, “babcia” albo “pani Antonowicz”. I tylko Irena czasem: “Nina”. A “Nina” brzmiało cudnie, młodo, jakby tych lat przeżytych wcale nie było. — Nina, jak ci się wiedzie? Tak się cieszę, że dzwonisz — te słowa bardzo ją ucieszyły. Bała się, że jej nie pozna, albo będzie jej nie na rękę. — Pamiętasz liceum? Jak z Witkiem Wasiutą woziłyśmy ciebie i Irenkę łódką po Warcie? Witek poranił sobie dłonie wiosłami, a potem się chował. Potem lody na rynku, muzyka grała… — głos Sławka był cichy, zamyślony. — Jasne, że pamiętam! — Nina zaśmiała się szczęśliwie. — A naszą wyprawę do lasu z klasą? Konserwy nie mogliśmy otworzyć, a głód był ogromny… — No właśnie, Witek otworzył, a potem śpiewaliśmy przy ognisku. Wtedy postanowiłem nauczyć się grać na gitarze. — I jak, nauczyłeś się? — głos Niny znowu zbrzmiał młodością. — A jak się teraz trzymasz? — spytał Sławek, lecz sam zaraz dodał: — zresztą po głosie słychać, że jesteś szczęśliwa. Dzieci, wnuki? Piszesz jeszcze wiersze? Pamiętam! “Rozpłynąć się nocą i odrodzić się o świcie!” Tyle w tym radości życia! Zawsze byłaś dla innych jak słońce! W twoim cieple można ogrzać duszę, szczęśliwi ci, którzy cię mają za mamę albo babcię. — Oj, Sławek, przesadzasz! Moje czasy już minęły… Przerwał jej: — Przestań, tyle energii, że aż mnie słuchawka rozgrzewa! Żartuję. Nie wierzę, że straciłaś smak życia, to do ciebie niepodobne. Więc twoje czasy tkwią w tobie nadal. Żyj, Nina, i raduj się. Słońce świeci dla ciebie! A wiaterek pędzi chmury po niebie właśnie dla ciebie. I ptaki śpiewają dla ciebie! — Sławek, ty się nie zmieniłeś, romantyku. A co u ciebie? Ja cały czas o sobie… — lecz w słuchawce coś zaszumiało i rozłączyło połączenie. Nina Antonowicz posiedziała chwilę z telefonem. Chciała oddzwonić, ale uznała, że nie wypada, za późno. Może później, innym razem. Jak dobrze się rozmawiało, ile wspomnień… Telefon zadzwonił nagle. Wnuczka. — Tak, Daria, nie śpię już. Co mama powiedziała? Nie, mam dobry humor. Z mamą idę na koncert. Zajrzyj jutro? Super, czekam. Pa. W doskonałym nastroju Nina poszła spać. Tyle miała planów! Zasypiając, układała kolejne wiersze… Rano Nina postanowiła odwiedzić Irenę. Kilka przystanków tramwajem — no, jeszcze nie jest taką starą kobyłą. Irena ucieszyła się bardzo: — No, nareszcie przyszłaś. O, nawet abrykotkę przyniosłaś? Moją ulubioną! No mów, co nowego! — Irena zakaszlała, przyłożyła inhalator do ust. Zaraz potem machnęła ręką: — Dobrze, mam nowy inhalator, lepiej mi. Idziemy na herbatę. Ninka, ty jakaś młodsza dziś. Powiedz prawdę, co się stało? — Sama nie wiem, jakaś piąta młodość! Wyobraź sobie — wczoraj przypadkiem zadzwoniłam do Sławka Malinowskiego. No, pamiętasz, twoja licealna miłość? Zaczął wspominać, aż się dziwiłam, ile pamięta. Dlaczego milczysz, Irenko, znowu ci się dusi? Irena pobladła, patrzyła osłupiała, a potem wyszeptała: — Ninko, nie wiedziałaś, że Sławka od roku nie ma? A mieszkał przecież w zupełnie innej dzielnicy… — Co ty mówisz? Jak to możliwe? Z kim ja wtedy rozmawiałam? Pamiętał wszystko z naszej młodości, miałam zły nastrój, a po rozmowie poczułam, że życie wciąż trwa, że mam siły, radość… Jak to możliwe? — Nina nie mogła uwierzyć. — Przecież to był jego głos, słyszałam. Tak pięknie powiedział: “Słońce świeci dla ciebie. I wiatr goni chmury po niebie dla ciebie. I ptaki śpiewają dla ciebie.” Irena pokręciła głową, jakby nie wierzyła. — Nino, nie wiem, jak to się stało, ale może rzeczywiście to był on. Jego słowa, jego ton. Sławek cię kochał. Myślę, że chciał ci dodać otuchy… stamtąd. I chyba mu się udało. Dawno cię nie widziałam takiej wesołej i pełnej życia. Kiedyś ktoś pozbiera twoje potargane serce na kawałki… i wtedy przypomnisz sobie, że potrafisz być po prostu szczęśliwa.