Teściowa do kwadratu

No popatrz! zamiast zwykłego powitania wykrzyknął Eryk, gdy w drzwiach ujrzał niską, szczupłą staruszkę w dżinsach, która wykrzywiła cienkie usta w złośliwym uśmiechu. Spod przymrużonych powiek figlarnie błyskały rozbawione oczy.
Babcia Maryli, Leokadia Zawadzka, rozpoznał od razu. Ale jak to bez uprzedzenia, nawet nie zadzwoniła

Cześć, wnuczku! przywitała się ciągle z tym samym uśmiechem. Wpuścisz mnie do środka?

Oczywiście, proszę wejść! Eryk odsunął się, robiąc miejsce.

Leokadia Zawadzka wtoczyła do mieszkania niewielką walizkę na kółkach
Kawę mi zrób, mocną! rzekła, kiedy Eryk chciał jej zaparzyć herbatę. Marylka w pracy, Ola w przedszkolu, a ty co lenisz się?

Zmusili mnie do urlopu westchnął. Dwa tygodnie z powodu spraw organizacyjnych.
Wszystkie jego plany na dwa tygodnie błogiego lenistwa właśnie się rozpływały. Spojrzał na gościa z nadzieją:
Przyjechała Pani na długo?

Trafiłeś, Eryczku. Na długo rozwiała jego nadzieje skinieniem głowy.

Eryk znowu westchnął. Z panią Leokadią był tylko przelotnie zaznajomiony widział ją raz na ich ślubie z Marylą, przyjechała z Krakowa. Sporo jednak o niej słyszał od teścia. Ten, gdy tylko zaczynał opowieści o teściowej, ściszał głos i nerwowo rozglądał się wokół. Wszystko wskazywało na to, że darzył ją respektującym strachem.

Pozmywaj naczynia zarządziła i szykuj się. Zrobię ci wycieczkę po mieście, będziesz mnie oprowadzał!

Eryk nawet nie próbował protestować. Ton, którym to powiedziała, przywodził mu na myśl głos sierżanta z jego czasów w wojsku. Protestować było tu niebezpiecznie.

Pokażesz mi bulwary wiślane! poleciła Leokadia. Jak najlepiej tam dotrzeć? Złapała Eryka pod ramię i ruszyła raźno, oglądając się na boki z zainteresowaniem.

Taksówką wzruszył ramionami Eryk.

Nagle pani Leokadia wsunęła usta palce złożone w okrąg i przeraźliwie gwiżdżąc, zatrzymała przejeżdżającą taksówkę.

Trzeba było gwizdać? Co ludzie pomyślą? żachnął się Eryk, pomagając jej zająć miejsce z przodu.

Nic nie pomyślą śmiała się drobna, siwowłosa staruszka. A pewnie pomyślą, że to ty się tak niekulturalnie zachowujesz.

Słysząc to, taksówkarz roześmiał się głośno razem z Leokadią. Przybili sobie piątkę, jakby byli starymi przyjaciółmi, zadowoleni z udanego żartu.

Bo ty, Eryk, to chłopak ułożony. Twoja babcia pewnie była stateczna i dystyngowana, a ja, cóż, tak nie potrafię. Zygmunt, dziadek Maryli, niech mu ziemia lekką będzie, długo do mnie przywykał. Spokojny był, zamknięty w książkach, aż tu wlatuję ja. I od razu jazda w góry, nauczyłam go skakać ze spadochronem. Jedynie lotni bał się jak diabeł święconej wody. Z Marylką na dole czekał, aż nad ich głowami zataczałam kręgi

Eryk słuchał historii Leokadii z niedowierzaniem. Maryla nigdy nie wspominała, że babcia była taką energiczną kobietą! I sporo się przez to wyjaśniło w jej charakterze. Staruszka nagle spojrzała przenikliwie:

A ty, skakałeś kiedyś ze spadochronem?

W wojsku, czternaście skoków przyznał z dumą.

Szacunek! kiwnęła aprobująco babcia i zanuciła:
Długo nam przyjdzie lecieć,
Ten skok to nie byle co

Eryk znał tę piosenkę i od razu dołączył:
Jedwabna chmura już lśni,
Me serce bije wesoło

Śpiew ich zbliżył, a cała trema Eryka przy tej niezwykłej kobiecie zniknęła.

Musimy trochę przysiąść, zjeść coś zaproponowała towarzyszka. Chodź, tam chyba dobry grill, czujesz ten zapach?

Przy budce grillowej uwijał się czarnooki, przystojny trzydziestokilkulatek z nieco groźną miną szaszłyki nadziewał z takim zapałem, jakby szykował się do wyprawy na wrogów, a nie do żywienia klientów. Człowiek spojrzał na Leokadię z ukosa, po czym uśmiechnął się szeroko. Staruszka rozsiadła się przy stoliku i zadziornie zaśpiewała:

Oj, hej, panie grill-mistrzu,
Może by tak zaśpiewać coś na weselu?

Grill-mistrz aż podskoczył, ruchem głowy zaprosił ją do wspólnego śpiewu:

A jak wesele, to śpiewajmy,
Śmiechu nigdy za dużo!

Proszę, częstujcie się! gospodarz postawił na stole półmisek szaszłyków, chrupiący chleb i pachnącą zieleninę. Do tego dwa kieliszki schłodzonego wina z Małopolski i oddalił się, składając dłoń do serca.

Wtem spod okolicznych krzaków wyłonił się szary kociak, cicho i z nadzieją spoglądając na stolek.

Właśnie ciebie nam potrzeba uśmiechnęła się pani Leokadia. Chodź tutaj, maluchu. Po chwili zawołała do grill-mistrza: Panie, kawałek surowego mięska dla przyjaciela, proszę, w drobne kawałki!

Kiedy kociak łapczywie pochłaniał jedzenie, babcia gestykulowała do Eryka:

Macie córeczkę, szkraba w domu! Jak wy chcecie ją nauczyć dobroci, opiekuńczości, jak nie macie kota? Ten mały się przyda!

Po spacerze Leokadia wykąpała znajdę, a Eryka wysłała z kartką na zakupy żwirek, miseczki, drapak i przytulne legowisko. Gdy wrócił objuczony pakunkami, w mieszkaniu rozlegał się radosny, kobiecy śmiech. Maryla i Ola otoczyły babcię, która tuliła je i całowała z rozrzewnieniem. Kociak nazwany Leosiem z ciekawością obserwował nową rodzinę z oparcia sofy.

Tu masz, Olu, komplet na lato babcia częstowała prezentami a to dla ciebie, Marylko. Nic tak kobiety nie uszczęśliwia, jak nowa para koronkowej bielizny…

Przez następny tydzień Ola nie chodziła do przedszkola. Codziennie rano znikała z babcią, wracając przed obiadem zmęczona, ale roześmiana i pełna opowieści. W domu czekali na nie Eryk z Leosiem. Wieczorem dołączała Maryla i całą rodziną szli jeszcze na spacer, oczywiście w towarzystwie Leosia.

Eryczku, porozmawiać muszę powiedziała Leokadia pewnego wieczoru, poważniejsza niż zwykle. Jutro wracam już czas. To dla Maryli, po moim wyjeździe jej przekaż. Podała mu dokument w foliowej koszulce. Moje testament. Mieszkanie i cały majątek zapisuję jej, tobie bibliotekę mojego świętej pamięci męża. Wiesz, jakie tam skarby? Rarytasy z autografami wielkich ludzi…

Po co to, pani Leokadio?! Eryk wybuchł, lecz uciszyła go gestem dłoni.

Maryli nic nie powiedziałam, tobie powiem z sercem u mnie źle, bardzo źle. Może się skończyć w każdej chwili. Trzeba się przygotować.

Ale jak to, sama pójdzie pani przez życie? Ktoś powinien być przy pani!

Zawsze ktoś jest, Eryczku. A zresztą córka, twoja teściowa zaraz koło mnie, w Krakowie. Dbaj o Marylkę, wychowaj Olę na porządną dziewczynę. Ty jesteś solidny facet, można ci ufać. A wiesz, że jestem dla ciebie, jakby teściowa do kwadratu! klepnęła go w ramię i zaraz śmiechem zaraziła całą rodzinę.

Może zostanie Pani jeszcze chociaż kilka dni? zapytał z nadzieją Eryk.

Leokadia uśmiechnęła się wdzięcznie, ale pokręciła głową.

Odwiozła ją cała rodzina, nawet Leosia Ola trzymała na rękach i wyglądała na przygnębioną.
Leokadia znowu wsunęła palce między usta i pogwizdała przejeżdżająca taksówka zahamowała gwałtownie.

Jedź, zięciu, zawieziesz mnie na dworzec! zarządziła, obsypała całusami Marylę i Olę, po czym usiadła z przodu.
Taksówkarz oniemiał, patrząc na staruszkę, która zatrzymała go w tak nietuzinkowy sposób.

Czego się tak gapisz? warknął Eryk. Pierwszy raz widzisz porządne kobiety?

Drobna babcia, potrząsając siwymi loczkami, zaśmiała się rozgłośnie i klasnęła w dłoń razem z Erykiem, jakby w tej chwili nie żegnali się, tylko świętowali nowy początek.

Rate article
Fajna Tajna
Teściowa do kwadratu