Łysek, pobudka! Tak zawsze budzi mnie rano moja żona.
W zeszłym roku podjąłem się czegoś, o czym nawet nie myślałem wcześniej. Jakiś czas temu zauważyłem, że na mojej głowie pojawiło się sporo krostek, przypominających wysypkę. Skóra swędziała okrutnie, a włosy zaczęły lecieć garściami.
Wizyty u dermatologa i trychologa nie przyniosły żadnych konkretnych efektów. Pani doktor odradzała mi suplementy, twierdząc, że nigdy nikomu nie pomogły. Potem przeczytałem artykuł, z którego wynikało, że ogolenie głowy na zero doskonale wzmacnia cebulki włosów. Długo się biłem z myślami, zanim zdecydowałem się na ten radykalny krok. Nawet po tym, jak mój syn Mateusz wyznał, że będzie się mnie bał łysego, postanowiłem spróbować.
Poprosiłem żonę, Gabrielę, żeby najpierw potraktowała moją głowę maszynką do strzyżenia, a potem normalną maszynką do golenia. Nie do końca wierzyła w to, co mówiłem, ale przyniosła co trzeba i spełniła moją prośbę.
Kiedy stanąłem przed lustrem, nie mogłem się nadziwić okazało się, że mam idealnie okrągłą czaszkę.
Największym problemem okazało się zimno, bo wychodzenie na zewnątrz bez czapki było trudne do zniesienia. W dodatku, jak włosy zaczęły odrastać, haczyły o poduszkę, co było wyjątkowo nieprzyjemne.
Od tamtej pory Gabriela budziła mnie słowami: Łysek, pobudka!, co zawsze wywoływało u mnie śmiech, bo byłem teraz najbardziej łysy w całej rodzinie. Na początku dzieci Mateusz i Zuzia były oszołomione, ale potem syn sam zapragnął wyglądać jak ja i kazał się ostrzyc prawie do zera.
Moja mama, pani Henryka, poprosiła, żebym się jej nie pokazywał, dopóki nie odrosną mi włosy, bo nie zdoła na mnie patrzeć bez łez w oczach. Córka Zuzia błagała, żebym nie wychodził bez czapki na zebranie klasowe, a żona, jak to ona, powiedziała spokojnie, że gdybym poszedł bez nakrycia głowy, wszyscy na zebraniu zapomnieliby, po co przyszli, a koleżanki Zuzi będą jej zazdrościć tak modnego taty.
Po ogoleniu wszystkie krosty zniknęły same, a uczucie swędzenia ustąpiło. Zuzia cały czas dogaduje mi, że z każdym dniem zaskakuję ją coraz bardziej. Ostatnio słyszałem, jak mówiła do Mateusza, że na pewno wkrótce wytatuuję sobie coś na łysinie.
Z tej przygody nauczyłem się, że czasem warto odważyć się na coś nieszablonowego dzięki temu nie tylko rozwiązałem swój problem, ale też rozbawiłem całą rodzinę. W końcu nie codziennie ojciec zostaje łysolem z własnej woli!



