Julka wysiada z autobusu i ciągnąc ciężkie torby rusza do rodzinnego domu: – Już jestem! – woła, otwierając drzwi. – Julka, córeczko! – wszyscy biegną jej na spotkanie. – Czuliśmy, że dziś wrócisz! Wieczorem, gdy cała rodzina siedzi przy dużym stole, ktoś puka do drzwi. – To pewnie sąsiedzi przyszli z życzeniami – mówi mama i idzie otworzyć. Wraca nie sama, lecz z „gośćmi”. Julka patrzy na niespodziewanych odwiedzających i nie może uwierzyć własnym oczom.

Ola wysiadła z autobusu i z ciężkimi torbami w dłoniach ruszyła w stronę rodzinnego domu. Jestem! zawołała, otwierając drzwi. Ola, córciu! wszyscy wybiegli jej na spotkanie. Czuliśmy, że dziś przyjedziesz!

Wieczorem, gdy cała rodzina siedziała przy dużym stole, ktoś zapukał do drzwi. To pewnie sąsiedzi mama wzruszyła ramionami i poszła otworzyć. Wróciła nie sama, a z gośćmi i kiedy Ola spojrzała na osoby, które weszły do pokoju, na chwilę zabrakło jej tchu.

***

Ola siedziała cicho i z nutą tęsknoty patrzyła przez okno autobusu, który coraz bardziej oddalał ją od rodzinnych stron. Na kolanach trzymała dużą, kraciastą torbę i mocno przyciskała ją do siebie. Spakowała tylko najpotrzebniejsze rzeczy, ale torba i tak była pokaźna, bo babcia wrzuciła na wierzch cały worek jeszcze ciepłych pierogów, które teraz roztaczały w autobusie cudowny zapach domowej kuchni.

Ola nie wytrzymała szybkim ruchem odpięła zamek i wyjęła dwa rumiane pierogi.

Chcesz spróbować? zapytała chłopaka, który musiał wsiąść gdzieś wcześniej. Miejsce przy oknie oddał jej bez słowa, czym zyskał od razu jej sympatię.

Jak najbardziej! odparł z uśmiechem i aż przełknął ślinę.

Jestem Ola! przedstawiła się.

A ja Tomek. Jedziesz się uczyć?

Tak! U nas w okolicy nie ma ani technikum, ani uniwersytetu. Tylko kursy na mechanika, a ze mnie żaden mechanik…

Ja też jadę na studia uśmiechnął się Tomek. Ale w sumie, wieś bardzo lubię!

Do miasta jechali cztery godziny. Przez ten czas zdążyli się poznać, polubić, a na koniec wymienić numerami. Po przyjeździe rozeszli się każde w swoją stronę.

***

Okres rekrutacyjny minął w mgnieniu oka. Ola i Tomek dostali się tam, gdzie chcieli, i byli bardzo szczęśliwi. Egzaminy, stres, niepewność to już za nimi. Teraz czekała ich przyszłość pełna planów i marzeń.

Któregoś dnia Tomek zadzwonił do Oli: Ola, hej! Może pójdziemy świętować nasz sukces do jakiejś kawiarni?

Oli bardzo się podobał. Był prosty, uczciwy, bez wywyższania się nie to, co niektórzy.

Umówili się w centrum, w kawiarni o śmiesznej nazwie Hipopotam. Siedzieli przy oknie, patrząc jak wycieczkowe statki suną po Wiśle i słuchali ogłaszających się przez megafony przewodników.

Ciekawe, skąd ta nazwa Hipopotam? zapytała nagle Ola.

Pewnie dlatego, że jak się tu często przychodzi i podjada słodkości, to można się zamienić w hipopotama roześmiał się Tomek.

W sumie… brzmi prawdopodobnie! Ola zaśmiała się, zajadając ciastko.

Od tej pory często siadali w Hipopotamie i mówili do siebie: Spotkajmy się na naszym miejscu.

Pierwszy raz się wtedy pocałowali, a Ola zapamiętała ten pocałunek na całe życie czuły i gorący.

Czas płynął, spotykali się regularnie. Ola sądziła, że Tomek jest jej najbliższym człowiekiem na świecie zaraz po rodzicach, wiadomo, bo to już co innego!

Ola, a może zamieszkasz ze mną? zaproponował Tomek, gdy byli już na trzecim roku. A latem… ślub!

To co, składasz mi właśnie propozycję? Ola żartobliwie się zapytała.

Chyba tak!

No to zgodnie z tradycją, mam cię zapytać jak w tym filmie: A nie boisz się, że będę ci wciąż migać przed oczami? roześmiała się Ola.

Migaj ile chcesz, Ola! Tomek ją zakręcił w tańcu na środku ulicy.

Do mieszkania, które dzieliła z dwiema dziewczynami, Ola wróciła szczęśliwa.

Dziewczyny, coś się stało! Promieniejesz radością! zawołała Weronika.

Dziewczyny, chyba niebawem się wyprowadzam do Tomka! Ola aż piszczała ze szczęścia.

Chcesz zaprosić nas na ślub? ucieszyła się druga współlokatorka, Justyna.

Ślub w lato, a na razie tylko zamieszkam z Tomkiem!

Ola, przemyśl to! Do lata daleko, różnie bywa przekonywała Weronika.

Ola tylko się roześmiała: Weronika, no weź! Wszyscy teraz tak robią!

Ja nie wchodzę w takie układy! U mnie mama prawniczka… Weronika zmarkotniała.

Dobra, nie obrażaj się, żartowałam uspokoiła ją Ola.

***

Ola uważała, że formalności to nie wszystko, pieczątka w dowodzie to nie miłość, a ich uczucie jest wyjątkowe. Ale rozmowa z dziewczynami zasiała w jej głowie ziarno niepewności, przez co odkładała przeprowadzkę do Tomka.

I jego z czasem przestało to interesować.

Pewnego zimowego dnia dziewczyny wyszły w miasto, śnieg iskrzył, lampki błyszczały na rynku było cudownie, choć mroźno. Przypadkiem znalazły się pod Hipopotamem.

Chodźmy do środka! zaproponowała Ola. Z Tomkiem uwielbiam tu siedzieć!

A tam… czy to nie on? rzuciła posępnie Justyna, wskazując stolik przy oknie.

Ola spojrzała dokładnie na ich miejscu Tomek siedział z młodszą dziewczyną. Uśmiechali się, Tomek żartował, ona się śmiała.

Ola milczała.

Chyba wracam do domu powiedziała cicho.

Idziemy z tobą! obie dziewczyny zareagowały natychmiast.

W domu próbowały ją pocieszyć, że to pewnie niewinne, nie ma co się doszukiwać zdrady. Ale Ola pamiętała czułe spojrzenie Tomka i że siedzieli w ich kawiarni, na ich miejscu…

To przecież zdrada! myślała.

Zaczęła ignorować jego telefony, a gdy przychodził pod mieszkanie, koleżanki mówiły, że jej nie ma.

W końcu wylapał Olę w instytucie, złapał ją za rękę: Ola, co się dzieje? Masz kogoś?

Ola wytrzeszczyła oczy: Ja mam kogoś? To świetnie potrafisz przenosić winę! Puść mnie, spieszę się na egzamin.

Szarpnęła się i zniknęła za drzwiami. Tomek został zdezorientowany.

***

Ola, mając już sesję z głowy, pojechała na Sylwestra do domu. Wydawało jej się, że pod dachem rodziców łatwiej przeżyje rozczarowanie.

I rzeczywiście, humor jej się poprawił, gdy tylko wysiadła z autobusu na przystanku we wsi.

Śnieżek skrzypiał pod stopami, mroźne powietrze szczypało w policzki, świerki przy ogrodzie błyszczały jak diamenty, a domowe kominy puszczały proste słupki dymu wszystko jak dawniej.

Ola uśmiechnęła się, wzięła torbę z prezentami dla mamy, taty i babci, i ruszyła do domu. Wchodząc przez furtkę zauważyła, że jej choinka, ta od dzieciństwa, jest wyższa i bardziej puchata niż kiedyś, a na dodatek ubrana jak dawniej mnóstwo łańcuchów i bombek.

Szczęśliwego Nowego Roku! rzuciła wchodząc do mieszkania.

Ola, córciu! wybiegli wszyscy. Wiedzieliśmy, że przyjedziesz!

Cały dzień był pełen szczęścia. Szkoda, że zimą szybko zapada ciemność.

Nic nie szkodzi! pocieszył tata Możemy zapalić światełka na choince!

Wieczorem, przy rodzinnym stole, ktoś zapukał do drzwi.

Sąsiedzi, pewnie przyszli z życzeniami powiedziała mama i poszła otworzyć.

Wróciła z Mikołajem i jego pomocnicą.

Tomek?! Ola patrzyła z niedowierzaniem rozpoznała zarówno Mikołaja, i dziewczynę, z którą widziała go w kawiarni. Skąd mnie znalazłeś? Co tu robisz?

Tomek się roześmiał: Twoje koleżanki powiedziały mi, gdzie cię szukać. A to moja młodsza siostra, Iwona!

Siostra? dopytała Ola.

Tak, siostra! potwierdziła Iwona. Popatrz, podobni jesteśmy!

Ola poczuła, jak wielki ciężar spadł jej z serca. Tyle czasu się zamartwiałam, zamiast od razu zapytać… zganiła się w duchu.

Tomek kontynuował: Skoro już jestem tu z całą rodziną, i jest przedstawicielka z mojej strony, proszę cię, Ola zostań moją żoną! wyjął pierścionek.

Oczywiście, że się zgadzam! Ola rzuciła się mu na szyję. Najlepsze Sylwestrowe święta w moim życiu!

Będzie ich jeszcze więcej! Tylko obiecajmy sobie rozmawiać o wszystkim od razu! powiedział Tomek.

Zgoda! odpowiedziała szczęśliwa Ola.

Rate article
Fajna Tajna
Julka wysiada z autobusu i ciągnąc ciężkie torby rusza do rodzinnego domu: – Już jestem! – woła, otwierając drzwi. – Julka, córeczko! – wszyscy biegną jej na spotkanie. – Czuliśmy, że dziś wrócisz! Wieczorem, gdy cała rodzina siedzi przy dużym stole, ktoś puka do drzwi. – To pewnie sąsiedzi przyszli z życzeniami – mówi mama i idzie otworzyć. Wraca nie sama, lecz z „gośćmi”. Julka patrzy na niespodziewanych odwiedzających i nie może uwierzyć własnym oczom.