Dwadzieścia wiosen minęło, a w chłopaku ujrzałem samego siebie sprzed lat.
W tamtych czasach, na chwilę przed zaplanowanym ślubem, podejrzenia zatruły mi serce wobec Anny. Choć przysięgała mi wierność i miłość, nie chciałem słyszeć jej słów. Tyle razy powtarzałem, że nie można tak szybko zajść w ciążę, że musiała mnie zdradzić. Przemawiały przeze mnie duma i upór, nie serce. Ale wtedy nie rozumiałem jeszcze, jaką stratę niesie ślepa nieufność.
Miłość, która nas łączyła, była gorąca i czysta aż po krańce świata. Wszyscy w Łodzi mówili o nas z zazdrością, szeptali po kątach, a niektórzy chcieli zasiać między nami niezgodę. Szykowaliśmy się powoli do ślubu, ale do szczęścia zabrakło dojrzałości.
W przeddzień ceremonii Anna przyznała nieśmiało, że nosi pod sercem dziecko. Zamiast radości i błogosławieństwa, wybuchłem gniewem. Wypominałem jej, że nie mogła być ze mną aż tak blisko przed ślubem. Nie uwierzyłem, że to moje dziecko. Ona zaś, płacząc, postanowiła urodzić.
Moi najbliżsi próbowali przemówić mi do rozsądku, mówili, że jestem głupcem, że Anna oddała mi swoje serce bez reszty. Ale byłem twardy jak skała, nie pozwoliłem sobie na żadne wahanie. Nasz związek pękł ślubu nie było. Zaproponowałem jej nawet, by pozbyła się dziecka, lecz ona nigdy by się na to nie zgodziła. Czekała na przeprosiny, czekała na telefon, ale mój upór był silniejszy niż miłość.
Nie zadzwoniła też do mnie. Byłem pewien swoich racji. Tak rozpoczęliśmy nowe, osobne rozdziały życia. Anna musiała sama zmierzyć się z losem. Nawet gdy czasem mijaliśmy się w parku na Piotrkowskiej, wolałem patrzeć gdzie indziej, próbowałem zostawić wspomnienia w tyle.
Mijały kolejne lata. Życie Anny do prostych nie należało samotna matka w Polsce musi pracować za dwoje. Ale pogodzona była ze swoim losem i kochała syna ponad wszystko. Jej serce trzymało się nad przepaścią, ale dla niego małego Stasia walczyła każdego dnia. Pracowała przy szyciu w fabryce, dorabiała w księgarni, prowadziła korepetycje, by mógł mieć lepszą przyszłość.
Staś odwdzięczał się matce swoją dobrocią, chronił ją przed światem. Skończył studia w Krakowie, służył nawet przez chwilę w wojsku. Gdy dorósł, nie pytał o ojca wiedział swoje. Anna opowiadała mu bajki o tacie podróżniku, że kiedyś wróci, ale czy sam Staś w te opowieści wierzył? Los już wszystko zapisał.
Im starszy był Staś, tym bardziej przypominał mi samego siebie. W dniu swoich dwudziestych urodzin wyglądał dokładnie tak, jak ja wtedy, gdy Annę spotkałem pod Bramą Krakowską. I tak los znów spleciony został nasze drogi, Anny, Stasia i moje, przecięły się zupełnie niespodzianie. Patrzyłem na chłopaka jak w lustro sprzed lat. Nie umiałem wydobyć z siebie słowa.
Dopiero po kilku dniach odważyłem się pójść do Anny. Zastałem ją w maleńkim mieszkaniu, godziny wieczorne, zapach herbaty z maliną w powietrzu.
Czy potrafisz mi wybaczyć? spytałem, głos ledwo trzymając w ryzach.
Już dawno wyszeptała.
I wtedy, po raz pierwszy, Staś spojrzał mi w oczy tak, jak chłopiec, który zawsze szukał historii o ojcu, który w końcu wrócił.



