Dzisiaj znowu siedzę wieczorem przy biurku, a za oknem spokój warszawskiej dzielnicy. Mieszkam z moją mamą, Krystyną. Mama ma już 86 lat zawsze powtarzam sobie, jaka ona jest dzielna, mimo trudności, które przynosi wiek. Zdarzyło się tak, że nie wyszłam za mąż, nie mam też dzieci. Czasem zastanawiam się, czy czegoś mi brak, ale potem myślę: moje życie zbiegło w ten sposób mam 57 lat i rodzinę stanowiła zawsze tylko mama oraz ja.
Kilka dni temu były moje kolejne urodziny. Siedziałyśmy przy kuchennym stole, piłyśmy herbatę z malinowym sokiem. Nie szykuję już wielkich spotkań tak naprawdę nie mam kogo zaprosić. Nie mam przyjaciółek, a nikt z dalszych krewnych nie utrzymuje z nami kontaktu. Dwie osoby, jeden dom, wspólne codzienne rytuały. Tak bardzo polegam na obecności mamy.
Mama mimo swojego wieku stara się, jak może często sama wyjdzie do parku, powoli spaceruje, cieszy się słońcem. Choć z wiekiem zdrowie jej się pogorszyło, nie narzeka, nie poddaje się apatii. Bardzo boję się dnia, gdy jej zabraknie, ale staram się o tym nie myśleć.
Jestem już na emeryturze, ale wciąż dorabiam w lokalnej bibliotece. Nasze emerytury nie wystarczają na wygodne życie z ZUS-u nie da się zaszaleć, ale przecież inni mają gorzej. Są osoby, które nie mają mieszkania, brak im rodziny, nie mają za co żyć. Ja mam mamę, dach nad głową i to jest powód do wdzięczności.
Wieczorami parzymy mocną herbatę, robimy na drutach ciepłe szaliki, oglądamy stare polskie filmy i seriale. W sobotę piekę drożdżowe ciasto z kruszonką, a na niedzielę zawsze zapraszam sąsiadkę, panią Jolę z klatki obok. Ona opowiada, co tam u jej syna na Pomorzu, czasem przyniesie domowy dżem albo plotkuje o nowych lokatorach. Lubię słuchać cudzych historii, cieszyć się radościami innych. Modlę się, żeby nas omijały kłopoty, żeby codzienność była spokojna i niezmienna.
Tak właśnie żyjemy po cichu, zwyczajnie. Marzę, by ta spokojna codzienność trwała jak najdłużej dla mnie i dla mojej ukochanej mamy. To moje największe pragnienie każdego dnia.



