Wredna sąsiadka, czyli komu przeszkadzają moje sztuczne soczewki! Spory o gruszę, plotki o zalotach i przekomarzania z sąsiadką Ludką. Tamara i jej sprytna przyjaźń z Petykiem-Mopedem, walki o kury na grządkach, zapachy z letniej kuchni i recepta na wiejskie konflikty – opowieść o złośliwej zazdrości, babskiej solidarności oraz tym, jak zostać Klasową Damą po sześćdziesiątce!

Dzień jak co dzień

Obudziłam się dzisiaj jeszcze przed świtem, a już zza ściany rozległy się wrzaski. Tego można się było spodziewać Jadwiga znowu rozkręca aferę o swoje szkła kontaktowe. Krzyczała tak, że było ją słychać na pół wsi:

Zostaw moje szkła w spokoju! Zajmij się swoimi oczami, Zdzisławo! Myślisz, że nie widzę, na kogo się patrzysz?

Zdziwiona spojrzałam na kalendarz czyżby znowu miała do mnie pretensje o Stefana? Odparłam jej spokojnie, nie dając się sprowokować:

Co, zazdrościsz mi? Oj, Jadwigo, ty to chyba już sama nie wiesz, na kogo się obrażać. Wiesz, co ci dam pod choinkę? Maszynkę do zwijania warg, powinnaś przetestować!

Zostaw sobie! nie pozostała mi dłużna. W twoim wieku już żadna maszynka nie pomoże na zbyt długie gadanie! Myślisz, że nie widzę? Wszystko widzę!

Westchnęłam, opuściłam stopy na zimną podłogę, i powlokłam się do domowego ołtarzyka. Zawsze rano, czy zima, czy lato, wypowiadam krótką modlitwę. Może nie jestem przesadnie religijna, ale coś tam jednak nad nami czuwa. Każdy to wie: czy nazwiemy to kosmosem, czy dobrym Panem Bogiem jakaś siła jednak tym wszystkim kieruje.

Czuję, że zbliżam się do siedemdziesiątki i lepiej nie zadzierać z Najwyższym bo jak istnieje, a ja się sprzeciwiam, to problem. Lepiej być choć w połowie ugodową.

Kończąc znaną formułkę, dodałam pod nosem kilka słów od siebie. Zawsze mi wtedy lżej na duszy, jakby dzień zaczynał się trochę jaśniej.

Mam w życiu dwie poważne zmory, ale nie, to nie są autostrady i urzędy, jak to się mówi. To moje wnuki i niestety Jadwiga. Jedno i drugie na własny sposób daje popalić.

O wnukach nie ma co gadać młode pokolenie, nie chcą ruszyć palcem w bucie. Całe szczęście, że mają własnych rodziców, niech oni się z nimi męczą!

Ale Jadwiga to już inna historia. Dla niej przecież każdy pretekst jest dobry, żeby mi zatruć życie. Niby kiedyś się przyjaźniłyśmy, jeszcze od czasów szkolnych wtedy nawet z naszym wspólnym kolegą, Stefanem Gajewskim. Och, jak my chodziliśmy razem na spacery! Ja z jednej strony, Jadwiga z drugiej, Stefan pośrodku wyglądało to jak te stare talerze do zupy z dwoma uszkami, by łatwiej było złapać.

Z biegiem lat jednak przyjaźń wyparowała. Najpierw była niechęć, potem już jawna niechęć i wieczny żal z jej strony. Chyba zmieniła się po śmierci swojego męża kiedyś jeszcze dało się z nią rozmawiać.

Zmieniła się całkowicie jakby ją ktoś podmienił. Z czasem stała się zgryźliwa, wciąż narzekała, a zawiść aż z niej kipiała.

A miała czego zazdrościć, nie powiem. Nadal trzymam się zgrabnie, figurę mam lepszą niż ona. Jadwiga przez lata przybrała na wadze i ciągle się tym złościła. A do tego Stefan nasz wspólny znajomy od dzieciaka, ostatnio coraz częściej zaglądał do mnie na herbatę niż do niej. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się a ona tylko z dala patrzyła zgorzkniała i rzucała krótkie, cięte uwagi. Próbowała też Stefana zapraszać do siebie, ale nigdy z tym nie wychodziła zawsze był u mnie częściej.

W sumie może i jestem bardziej wygadana, bardziej dowcipna nie każdy to umie docenić. Stefan zawsze miał do mnie słabość, a Jadwiga… cóż, lubi sobie pogadać, nawet jak nie ma o czym.

Zaczęło się niewinnie tu jej nie gra łazienka, tam moje wnuki, a potem już poszło z górki.

Od twojej łazienki cuchnie na pół ulicy! wrzeszczała Jadwiga.

Przecież stoi tam od zawsze! próbowałam się bronić. Zresztą, za twoje szkła kontaktowe nie płaciłaś ani grosza, tylko z Narodowego Funduszu! A porządne się tak nie dostaje!

Ty moje szkła zostaw w spokoju! darła się na cały dom.

Cierpliwość powoli się kończyła. Stefan, usłyszawszy, że znowu mam pretensje z powodu łazienki, powiedział żebym przeniosła ją do domu. Mój syn i córka dołożyli się i zrobili mi nowe WC pod dachem. Stefan sam zasypał starą dziurę (co za mężczyzna!), więc już nie śmierdziało. Jadwiga musiała poszukać sobie nowego powodu do gniewu.

Oczywiście, znalazła: że niby moje wnuki zapadły się na jej gruszkę, która w połowie rosła na mojej działce.

Myślały, że to nasze tłumaczyłam spokojnie, choć nikt tam nie zrywał żadnych owoców!

A twoje kury, Jadwigo, nie rozgrzebują mi grządek? Każdy ma swoje grzechy! próbowałam żartować, ale ona wcale nie miała ochoty śmiać się ze mną.

Stefan podsunął wtedy pomysł aby ściąć wystające gałęzie. No i rzeczywiście, kiedy Stefan zaczął je piłować, Jadwiga tylko patrzyła z oddali, ale nic nie powiedziała. Może raz na zawsze byłby spokój, ale nie… Za chwilę zaczęła atakować mnie o swoje kury.

W tym roku sprowadziła nowy gatunek dawniej tyle się nie działo, a teraz miałam rozkopane całe grządki. Kura to kura głupia, wszędobylska, grzebie gdzie popadnie!

Prosiłam, by zamykała je u siebie, ale Jadwiga tylko się szyderczo uśmiechała.

Z pomocą znowu przyszedł mi Stefan w internecie wyczytał, żeby nocą rozłożyć po grządkach jajka, a rano demonstracyjnie je zebrać. I zadziałało! Jadwiga oniemiała, patrząc, jak zbieram misę jaj z warzywnika. Od tej pory kury już się u mnie nie pojawiły.

Myślałam już, że się pogodzimy. Ale gdzie tam! Nagle przeszkadza jej dym i zapach z mojej letniej kuchni a to już było przesadne.

Chyba przesadzasz! próbowałam jej wytłumaczyć. Przecież w zeszłym roku ci nie przeszkadzała. Może ja też nie lubię zapachu twoich smażonych klusek? A poza tym, teraz nawet posłowie w Sejmie rozmawiali o grillach!

Tego dnia już nie wytrzymałam. Usiadłam z Stefanem do herbaty i westchnęłam:

Może czas oddać Jadwigę na eksperymenty naukowe? Sama mnie wykończy nerwowo.

Nie martw się, Zdzisiu, jeszcze damy jej radę! zaśmiał się Stefan, szukając kolejnego rozwiązania.

Kilka dni później wstałam rano, a pod domem słyszę śpiew:

Zdzisia, Zdzisia, wyłaź, kochana!

A to Stefan na swoim odnowionym motorowerze, którego sam naprawił po latach! Teraz to dopiero zaczyna się życie mówi a wcześniej byłem smutny, bo nie miałem naprawionego motoru!”

Zaproponował wycieczkę No dalej, wskakuj, przypomnimy sobie młodość! Teraz emeryci są aktywni i pełni sił!

I wiecie co? Wsiadłam! Teraz ludzie w naszym wieku ruszają w życie, a nie gniją w kapciach. Jazda po wiosce u boku Stefana to coś, czego potrzebowałam.

A potem… Stefan poprosił mnie o rękę. Przyjęłam oświadczyny i wprowadziłam się do niego, nareszcie naprawdę odnajdując spokój.

Jadwiga została sama, coraz bardziej zgorzkniała i zawistna. Nie miała już komu dogryzać, całą żółć wylewała tylko do siebie. Żal mi jej nawet trochę ale co zrobić, taka już jej natura.

Ja mam swoje życie, szczęście, a ona… niech dalej szuka winnych wokół. W końcu, co by to była za wieś bez takiej Jadwigi?

No i po co było całe to zamieszanie z toaletą…

Rate article
Fajna Tajna
Wredna sąsiadka, czyli komu przeszkadzają moje sztuczne soczewki! Spory o gruszę, plotki o zalotach i przekomarzania z sąsiadką Ludką. Tamara i jej sprytna przyjaźń z Petykiem-Mopedem, walki o kury na grządkach, zapachy z letniej kuchni i recepta na wiejskie konflikty – opowieść o złośliwej zazdrości, babskiej solidarności oraz tym, jak zostać Klasową Damą po sześćdziesiątce!