Słuchaj, muszę Ci się wygadać, bo już sama nie wiem, co myśleć. Nasz Michał, odkąd tylko ożenił się z Martą, jakby zapomniał, że ma rodzinę. Przez dwa lata małżeństwa jeszcze jakoś bywał, ale od jakiegoś czasu to praktycznie nie istnieje ciągle tylko u teściowej Elżbiety. Ona zawsze z czymś pilnym: a to rura przecieka, a to kontakt się psuje, półka się urwała czy inny dramat. Czasami się zastanawiam, jak ona w ogóle funkcjonowała, zanim jej córka zaczęła układać sobie życie z naszym synem.
Wiesz, kupiliśmy to mieszkanie Michałowi jeszcze na studiach, żeby miał gdzie mieszkać, bo do pracy miał blisko wydawało nam się, że wszystko dobrze ułożyliśmy. Niby dorosły chłopak, zawsze nas słuchał i wiedzieliśmy, że możemy na niego liczyć. Marta, ta synowa cóż, nie powiem, żebym się od razu zachwyciła. Miła jest, ale zawsze wydawała mi się trochę niedojrzała jak na małżeństwo; taka bardziej rozkapryszona panienka niż dorosła kobieta, chociaż różnica wieku tam raptem dwa lata.
A ta jej matka, czyli Elżbieta wyobraź sobie, że rówieśnica moja, a bardziej dziecinna niż moja własna córka! Miała już sześć ślubów za sobą, zanim Marta wyszła za Michała Jak z nią miałam coś załatwić, to się nie dało, bo głównie żyła w swoim świecie, ale przynajmniej się nie narzucała. Kontakty tylko świąteczne, gratuluje ślubu, i tyle.
Sygnalizacja problemów zaczęła się jeszcze przed ślubem. Marta ciągle wyciągała Michała do matki, niby ciągle coś się psuje i kto, jak nie Michał, ma naprawić? Raz, drugi, machnęłam ręką, bo faktycznie nie miały faceta w domu, to przecież czasem pomoc potrzebna. Ale to trwa i trwa. Potem każda niedziela czy święto już nie u nas, tylko u Elżbiety. A u nas ja, tata i moja teściowa bez Michała i Marty. Już nawet nie chodziło tylko o święta. Zaczęło się odmawianie pomocy nawet wtedy, jak naprawdę jej potrzebowaliśmy.
Pamiętasz, jak niedawno kupiliśmy tę nową lodówkę? Poprosiliśmy Michała, żeby pomógł ją wnieść, bo my z ojcem już niemłodzi. Najpierw się zgodził, a potem dzwoni: Mamo, nie dam rady, bo Marta wymyśliła, że musimy jechać do jej matki, bo pralka się lała. Serio, chociaż raz mogłaby matka Marty sama kogoś wezwać! Jak Adam, mój mąż, zadzwonił jeszcze raz, w tle słychać Martę: Nie mogliście wynająć przeprowadzkowych? No i Michał przyjechał, ale był tak naburmuszony, że mało było trzeba, żeby wybuchło.
Tato, czemu nie zadzwoniłeś po kogoś? Teraz muszę to dźwigać rzucił przez zęby.
Wtedy już coś we mnie pękło. Pytam Adama, czemu Elżbieta sama sobie nie załatwi napraw, czy tam fachowców Może ona w ogóle żyje w jakiejś innej rzeczywistości, gdzie nie ma hydraulików i złotych rączek? Nasz syn zaczął coś tłumaczyć, że teraz oszustów pełno, a wzywać kogoś obcego do domu lepiej nie.
Adam w końcu nie wytrzymał i w obecności Michała rzucił: Może sprzętów naprawiać nie potrafi, ale owcę poprowadzić to umie i to bardzo sprawnie. Michał się tylko wściekł i tyle go widzieliśmy, wyszedł trzaskając drzwiami. Ja się już nie wtrącałam, bo Adam naprawdę miał trochę racji te nowi krewniopadali na plecach Michała non stop, a do nas to już nawet nie trafia, że coś trzeba.
No i teraz już ponad dwa tygodnie nie gada z ojcem, a każdy czeka, aż drugi pierwszy wyciągnie rękę. Michał mówi, że dopóki tata go nie przeprosi, to się nie odezwie, a Adam że nie widzi powodu. Ja się czuję totalnie zagubiona, bo z jednej strony rozumiem męża, ale z drugiej nie chcę, żeby jedna taka głupia kłótnia przekreśliła relacje z synem.
Wiesz co? Mam wrażenie, że tylko Elżbieta dobrze się w tej całej sytuacji czuje a my, jakbyśmy wszyscy stracili grunt pod nogami. Co robić?



