Broda siwa, lecz dusza piękna
7 października
Dziś emocje są we mnie jak wzburzone morze. Niedawno dostałam taki list od Anglika:
Okłamywałaś mnie! Kończę z naszą korespondencją. Jestem bardzo rozczarowany kobietami. Jak mogłaś tak długo udawać, kłamać? Chciałem się z tobą ożenić, ale wszystko przekreśliłaś. Nie da się zacząć wspólnego życia od kłamstwa i braku zaufania. Żegnaj. Nie pisz więcej, nie odpowiem. Twój były gentleman.
Nazywał się Connor. Pisaliśmy do siebie prawie rok. Plany snuliśmy na spotkanie w Sheffield… Ale nic z tego nie wyszło.
Szkoda.
Miałam wtedy czterdzieści dziewięć lat. Z mężem rozwiodłam się już lata temu. Dzieci i wnuki miałam, ale wciąż chciałam poczuć się kobietą. Lata lecą, a dzieci zajęte własnym życiem. Nie mogłam tkwić w czterech ścianach, wspominając młodość. Tak można tylko skisnąć, zacząć dziergać na drutach kilometry skarpet i haftować obrusy. Moje przyjaciółki zajęte rodzinami, uwiązane w domu. Na pracy przejrzałam wszystkich kandydatów żaden nie poruszył serca.
Po rozmowie z koleżanką z pracy zdecydowałam się spróbować szczęścia na portalu randkowym. Co miałam do stracenia?
Wypełniłam szczegółowy profil, wrzuciłam korzystne zdjęcie. Czekałam na cud, sama się nie narzucając panom. Trzymałam fason.
Po dwóch tygodniach pojawił się jeden, jedyny e-mail. Z bijącym sercem czytałam angielską wiadomość w swoim mieszkaniu w Radomiu.
Anglik, 59 lat, biznesmen, rozwiedziony, dwóch dorosłych synów. Na zdjęciu elegancki gentleman przed zadbanym, trzypiętrowym domem. Zaproponował znajomość. A potem, kto wie? Może zaprosi mnie do siebie do tego całego Sheffield.
Poczułam się jak w bajce. Od razu chciałam odpisać: Zgadzam się! Jadę! Ale postanowiłam zachować klasę odpisałam, że muszę się zastanowić, że mam wielu adoratorów i trudno mi znaleźć czas na odpowiedzi.
Connor odpowiedział z taktem, twierdząc, że jestem wyjątkową kobietą, i wielu mężczyzn by o mnie marzyło, łącznie z nim. Po takich komplementach czułam się jak w chmurach.
Nasza korespondencja była coraz bardziej intymna, pełna zaufania. Wydawało się, jakbyśmy się znali od zawsze. Dlaczego urodziliśmy się w innych krajach? Connor nazywał mnie Tajemnicza Różą, ja jego mój gentleman. Tak się przyzwyczaiłam do jego czułych słów, że nie wyobrażałam sobie już życia bez nich. W myślach byłam już jego żoną, mieszkałam w przestronnym domu, poranki spędzałam na rozmowie z ukochanym mężem.
Z każdym dniem mieliśmy do siebie więcej zaufania.
Dzieciom powiedziałam, że odejdę do Anglii, zostawię im mieszkanie, rzucę pracę. Moje dzieci syn i córka gwałtownie sprowadziły mnie na ziemię:
Mama, co ty robisz? Za chwilę emerytura, a ty do ślubu się wybierasz? To szaleństwo. Komu ty tam potrzebna? Twój gentlemen zaraz się posypie, ciśnienie mu będzie skakać, w nocy będziesz co chwila pieluchy zmieniać Będziesz mu służącą i pielęgniarką? Za jakiś czas zamieni się w narzekającą muchę, co tylko marudzi. Nie wygłupiaj się, mamo.
Nie dałam się przekonać. Chciałam być damą! Zmieniłam garderobę, fryzurę, manierę chodzenia czekałam na wizę. I wtedy dostałam to okrutne pismo… Nie jesteś żadną Tajemniczą Różą, tylko zwykłą kłamczuchą. Nie pisz więcej nie odpiszę.
Nic nie rozumiałam. W czym niby skłamałam? W głowie szumiały mi rozmaite domysły i teorie. Wysłałam jeszcze wiadomość do Connora, ale na odpowiedź czekałam pół roku nadaremnie.
Kiedy już pogodziłam się ze stratą, zmieniłam decyzję o przekazaniu mieszkania dzieciom. I wtedy przyszedł list od mojego gentlemena:
Tajemnicza Różo, przebacz! Długi czas leżałem w szpitalu, żegnałem się z życiem. Było bardzo źle i nie chciałem cię martwić. Powierzyłem naszą korespondencję synowi, Oliverowi poprosiłem, by okazał ci uprzejmość. On jednak powiedział, że nagle przestałaś się odzywać. Dlaczego?
Już wyzdrowiałem i czekam na ciebie, moja bogini, byś została moją żoną.
Wielokrotnie czytałam ten list, aż się popłakałam. Odpowiedź nie była łatwa. Oczywiste stało się, że Oliver nie chciał, by jego ojciec się ożenił. To on oskarżył mnie niesłusznie o kłamstwo.
Przemyślałam wszystko i postanowiłam milczeć. Wyobraziłam sobie pojadę do Sheffield, a Oliver któregoś ranka dosypie mi trucizny do owsianki albo naplotkuje ojcu niestworzone historie. Connor prędzej uwierzy synowi niż mi i wygoni mnie z pałacu. Po co mi to wszystko? Niech rozwiązują własne sprawy między sobą to ich rodzina.
A u mnie jesienią wnuki idą do szkoły. Trzeba im pomóc z czytaniem, matematyką, a i na działkę trzeba pojechać: posadzić pomidory, skosić trawę, podlać kwiatki. Własny ogród nawet zającu drogi.
Muszę odpocząć od tych randkowych przygód. Tyle energii zżerają. A życie tymczasem nieubłaganie płynie dalej.
Cześć, sąsiadeczko! Nie wierzyłem, że cię jeszcze zobaczę. Dawno nie przyjeżdżałaś. Kłopoty czy może mąż? zaczepił mnie pan ze wspólnej działki, Zbyszek, z uśmiechem zaglądając mi w oczy.
Cześć, Zbyszku! Wiesz, już się za tobą stęskniłam. Ty się przypadkiem nie ożeniłeś, co? Pomożesz mi narąbać drwa? Na herbatę cię wieczorem zapraszam, tyle spraw się nazbierało, nie uwierzysz uśmiechnęłam się do niego serdecznie.
Ach ty, Aniu! odpowiedział z iskrą w oku Jak miałbym się żenić, skoro panna od roku się nie pokazywała?
To jak to rozumieć? zapytałam kokieteryjnie, choć dobrze wiedziałam, o co chodzi.
Wyjdź za mnie, Aniu. Po co się jeszcze dłużej przyglądać, skoro znamy się sto lat Jak to mówią: stare drzewo trzeszczy, a jednak żyje.
Cóż, mój narzeczony ma brodę siwą, ale duszę piękną.
Z Zbyszkiem jesteśmy szczęśliwym małżeństwem od siedmiu lat.



