Obietnica
Słuchaj, opowiem Ci historię, która wydarzyła się u mnie, jeszcze do dziś wraca do mnie w myślach.
Marek prowadził spokojnie samochód trasą z Poznania do Warszawy. Obok siedział jego najlepszy kumpel, Michał. Wracali z delegacji, szef wysłał ich na dwa dni do stolicy załatwić ważny kontrakt.
Michał, ale nam się udało załatwić wszystko, ten kontrakt, to kupa pieniędzy, szef będzie wniebowzięty! uśmiechał się Marek, wiadomo, jak coś się uda, człowiek aż promienieje.
No, fart mieliśmy, a z Tobą to robota idzie raz-dwa, potwierdził Michał. Pracowali razem w jednym biurze, już kilka lat.
Najlepsze, że wracamy do domu, a tam na mnie czeka Agnieszka. Wiesz, jest w ciąży, narzeka na nudności. Żal mi jej, ale sami bardzo chcieliśmy dziecka, mówiła, że wszystko przetrzyma dla naszego malucha.
Dziecko to szczęście. A u mnie z Joanną coś nie idzie, już drugie podejście do in vitro przed nami, pierwsze nie wyszło. Siedem lat razem, a dalej czekamy na ten cud… Michał zwierzał się, bo czasem trzeba wygadać się komuś, kto zrozumie.
Marek żenił się dopiero po trzydziestce, wcześniej była masa znajomości, ale żadna go nie ruszyła. Dopiero Agnieszka zawróciła mu w głowie, od razu wiedział, że to z nią chce życie dzielić.
Jak już ją przedstawił Michałowi i potem na ślubie Michał był świadkiem, trochę Marek mu zazdrościł. Agnieszka była piękna, delikatna, nic dziwnego, że Marek stracił dla niej głowę.
Deszczyk jesienny lekko stukał w szybę auta, wycieraczki co chwilę się włączały, a przyjaciele śmiali się i żartowali. Wtem zadzwonił telefon Marka odebrał.
Cześć, Aga! Tak, już wracamy, za jakieś dwie godziny będę. Nic nie dźwigaj, przyjadę, wszystkim się zajmę. Całuję, do zobaczenia!
Michał patrzył na Marka, słuchał jak rozmawia z Agnieszką i pomyślał sobie:
Moja Joanna nawet nie dzwoni, nie martwi się o mnie, jest przekonana, że jestem do niej przywiązany na wieki. Z nią wszystko jest poukładane praca, dom, ale emocji brak.
I nagle Marek gwałtownie skręcił kierownicą. Na ich pas wjechała ciężarówka, nie było jak uniknąć zderzenia. W ostatniej chwili auto uderzyło w latarnię od strony Marka. Michał ocknął się, bolała go głowa, z ręki ciekła krew. Samochód stał na kołach. Drzwi po stronie Michała się otwarły. Zajrzał na Marka ten ani drgnie.
Podbiegli ludzie, auta zatrzymywały się. Michał leżał na mokrej trawie, czekali na karetkę. Marka wycięli z auta, położyli na noszach, Michał się nad nim pochylił, a przyjaciel wyszeptał cicho:
Pomóż Agnieszce…
Zabrali ich do szpitala. Michał miał złamaną rękę i mocne wstrząśnienie. Ciągle pytał:
Co z Markiem, pytam, jak Marek?
Po chwili pielęgniarka oznajmiła:
Marek zmarł…
Michał był rozbity. Na pogrzeb nie dotarł. Joanna pojechała, potem opowiadała, że żona Marka Agnieszka nie mogła się pozbierać, płakała, cała rozbita, ledwo stała przy trumnie.
Po wyjściu ze szpitala, Michał z Joanną pojechali na cmentarz, stali długo przy grobie. W myślach Michał obiecał:
Nie martw się, pomogę Agnieszce, tak jak prosiłeś…
Dwa dni później zjawił się u Agnieszki. Po otwarciu drzwi rozpłakała się.
Nie wyobrażam sobie życia bez niego… Nie mogę się pogodzić, że już go nie ma.
Aga, obiecałem Markowi, że Ci pomogę. Daj znać, czego Ci potrzeba, będę wpadał. Razem damy radę.
Czas mijał. Agnieszka trochę się pozbierała, bała się tylko o dziecko lekarz straszył poronieniem po takich przeżyciach. Michał przyjeżdżał dwa razy w tygodniu, przywoził zakupy, witaminy, zawoził do przychodni. Agnieszka nie wykorzystywała jego pomocy, prosiła tylko, kiedy była naprawdę w potrzebie.
Michał, aż głupio mi brać Ci czas…
Nie szkodzi, obiecałem Markowi.
Michał czuł do Agnieszki coś więcej niż tylko przyjaźń. To była kobieta, o jakiej marzył. Ale sytuacja była trudna.
Gdy Agnieszka męczyła się w ciąży, Michał z Joanną znów jeździli po lekarzach, kolejne rozczarowania, kolejna nieudana próba. Joanna nie wiedziała, że mąż pomaga Agnieszce, Michał w telefonie miał ją wpisaną jako Pomoc, bo bał się, że Joanna coś zwęszy.
Po kolejnej porażce z in vitro, między Michałem a Joanną zaczęły narastać napięcia. Joanna myślała, że to on jest winny, Michał już się nie wypowiadał.
Joanna widziała zmianę mąż rozkojarzony, czasem rozdrażniony, wyjeżdżał załatwiać sprawy. Ale o zdradę go nie podejrzewała, pod tym względem wszystko było w porządku.
Michał wiedział, że prywatnie nie układa się najlepiej, ale zawodowo szło mu świetnie. Kontynuował projekt, który wcześniej zaczynał z Markiem. Umowa dogadana, sukces na koncie.
Agnieszka z każdym miesiącem była coraz bardziej wycieńczona. Rodzice daleko aż pod Bydgoszczą, w mieście nie miała nikogo bliskiego. Swędziała ją głowa, nogi puchły, ale dzielnie znosiła ból, Michałowi nie narzekała.
Pewnego razu przyszedł z siatką zakupów, a ona na drabince wiesza nowe zasłony.
Ja tylko umyłam okno, chciałam już powiesić firanki.
Agnieszka, złaź natychmiast! powiedział ostro Michał, patrząc na jej spory brzuch. Jak upadniesz, pogrążysz siebie i dziecko…
Pomógł jej zejść z drabiny, byli blisko siebie, Michał poczuł ciary na plecach.
Dzięki, Michał… wymamrotała i pobiegła do łazienki, bo nudności znów ją dopadły.
Michał otarł pot z czoła. Przebiegło mu przez głowę:
Ciekawe, czy Marek tam gdzieś widzi, o co prosił…
Następnym razem Agnieszka poprosiła:
Michał, może byś mi pomógł przygotować pokój dla dziecka? Potem nie będę miała siły.
Michał zabrał się za remont, nie pozwolił, by Agnieszka sama się forsowała. Remont był ekipowy ona mu tylko podawała narzędzia i wspierała, on robił całą resztę. W domu miał depresyjną żonę, wciąż rozpamiętującą, że nie mogą mieć dzieci, w drugiej Agnieszkę u progu porodu.
Joanna czuła, że aby ratować małżeństwo, musi zacząć działać, wzięła się za pisanie artykułów do prasy. Odpisał jej jeden znany magazyn i zaproponował prowadzenie rubryki. Przyjęła to z zapałem wreszcie miała zajęcie. Dostała porządny przelew kilka tysięcy złotych. Zadowolona przyniosła do domu siatę ze smakołykami i dwie butelki wina.
O, jakiś święto? zdziwił się Michał po powrocie z pracy.
Właśnie dostałam dobrą kasę, trzeba to uczcić!
Marzyła, żeby znów między nimi pojawiło się ciepło. Ułożyła dekoracje i przekąski przy telewizorze, nastawiła ich ulubiony film, sączyli wino.
Nagle Michałowi zadzwonił telefon. Joanna spojrzała przez ramię na ekranie Pomoc. Michał uciekł do kuchni.
Co się dzieje? spytał cicho.
Michał, chyba rodzę… Już wezwałam karetkę.
Jeszcze za wcześnie!
Siódmy miesiąc, czasem się zdarza… mówiła z bólem.
Dobra, jadę do szpitala.
Ubierał się w biegu, Joanna patrzyła nieufnie.
Gdzie Ty jedziesz?
Szef zadzwonił, chce pogadać w sprawie tej pomocy, potem Ci wyjaśnię. Uwierz, muszę.
Joanna nie wierzyła.
Szef, pomoc bajki wciskasz, Michał.
Michał wsiadł do auta, pognał do szpitala. Na miejscu dowiedział się, że Agnieszkę już zabrali na porodówkę. Czekał dwie godziny, aż pielęgniarka powiedziała mu Agnieszka urodziła chłopca. Michał odetchnął i wrócił do domu wykończony.
Joanna nie spała, spojrzała na niego, cała spięta.
Ta Twoja pomoc chyba Cię wykończyła, co?
Michał padł na kanapę.
Tak, Joanna… Agnieszka właśnie urodziła synka. Obiecałem Markowi, że jej pomogę. Jest sama.
Teraz rozumiem… powiedziała cicho. Ale teraz czeka Was kolejny etap opieka nad dzieckiem, tak?
Tak potwierdził szczerze Michał.
Wiesz co… nie zaakceptuję tego, że zrezygnujesz z nas dla obcego dziecka, tym bardziej, że my własnego nie mamy i pewnie już nie będziemy mieć. Złożę papiery o rozwód, rób co chcesz. A może spotkam kogoś i zdążę jeszcze urodzić.
Michał spojrzał zaskoczony, dotarło do niego, że żona cały czas obwinia właśnie jego.
To Twoje prawo. Ja muszę pomóc Agnieszce.
Minęło trochę czasu. Joanna wystąpiła o rozwód. Michał zamieszkał z Agnieszką, pomagał przy małym Danusiu. Po pewnym czasie wzięli ślub. A dwa lata później urodziła im się córeczka.
Dzięki, że wysłuchałaś tej opowieści. Trzymaj się, niech Ci się dobrze żyje!



