– Możecie zamieszkać u nas, po co wam ten kredyt hipoteczny? Dom będzie kiedyś wasz! – usłyszałam od teściowej, kiedy postanowiliśmy z mężem gromadzić oszczędności na własne mieszkanie, mimo licznych nacisków rodziców na wspólne życie pod ich dachem.

Po co wam kredyt hipoteczny? Zamieszkajcie u nas, przecież kiedyś ten dom przejdzie na was powiedziała moja teściowa.

Teściowa stanowczo odradza nam zaciągnięcie kredytu hipotecznego. Zachęca, żebyśmy zamieszkali z nimi, przekonując, że ich dom i tak przypadnie w spadku mojemu mężowi, bo jest ich jedynym synem. Ale przecież jego mama ma zaledwie czterdzieści pięć lat, a ojciec czterdzieści siedem.

Ja i mój partner, Tomek, oboje mamy dwadzieścia pięć lat. Pracujemy, nasze wypłaty pozwalają nam na wynajem mieszkania, jednak obawiam się o przyszłość relacji z rodziną męża, jeśli zamieszkalibyśmy razem i codzienne sprawy zaczęłyby rodzić konflikty.

Rodzice Tomka bardzo nalegają na wspólne mieszkanie. Moi rodzice mają trzypokojowe mieszkanie w Warszawie i też zapraszają nas do siebie. Ale nie chcę czuć się jak gość na cudzym terenie. Również zamieszkanie u rodziców Tomka wzbudza we mnie pewne obawy.

Podczas pierwszego lockdownu właścicielka naszego mieszkania w Krakowie poprosiła nas o wyprowadzkę, bo jej siostrzenica z rodziną miała się tam przenieść. Nie udało nam się szybko znaleźć nowego lokum, musieliśmy więc przeprowadzić się do rodziców Tomka. Jego mama, pani Barbara, i tata, pan Andrzej, przyjęli nas bardzo ciepło. Moja teściowa nie wywierała na mnie presji, ale drobne uwagi o tym, że coś zrobiłam nie tak, zdarzały się często. Na szczęście nie były złośliwe, po prostu wszystko miało być po jej myśli.

Już wcześniej rozważaliśmy z Tomkiem kredyt hipoteczny, a w tamtym momencie uznaliśmy, że pora spróbować odkładać jak najwięcej pieniędzy. Oczywiście chciałam się jak najszybciej wyprowadzić od teściów, ale wiedziałam, że jeśli znów będziemy wynajmować mieszkanie, na własne długo nie uzbieramy.

Mimo życzliwości teściów, ich styl życia i przyzwyczajenia znacznie różniły się od naszych. To my musieliśmy się dostosować byliśmy na ich terenie. Niby nic takiego, ale wciąż czułam się tam obco.

Od początku wspólnego mieszkania pani Barbara delikatnie zasugerowała, że kuchnia to jej królestwo i nie powinnam się wtrącać. Gotowała zawsze sama, jednak tradycyjne polskie dania z mnóstwem cebuli i przypraw nie były w moim guście.

Może to drobnostka, ale dla mnie duży problem kiedy chciałam ugotować coś sama, teściowa czuła się urażona, jakby była złą gospodynią.

W każdy piątek odbywało się gruntowne sprzątanie. Wracaliśmy z Tomkiem zmęczeni po pracy, marzyliśmy o odpoczynku, a pani Barbara była obrażona, że wszystko robi sama. Gdy zapytałam dlaczego porządki są w piątek, nie w sobotę albo niedzielę, odparła: Weekend jest od odpoczynku!

Takich drobiazgów narosło sporo. Cały czas trzymało mnie przekonanie, że to tymczasowe i nie wynika ze złej woli.

Ustaliliśmy z Tomkiem, że nie powiemy rodzicom, iż odkładamy na wkład własny do kredytu. Płaciliśmy połowę rachunków za media, dokladaliśmy do zakupów, resztę odkładaliśmy. Pewnego dnia temat zszedł na samochód, który kupił kuzyn Tomka. Wtedy pan Andrzej stwierdził, że powinniśmy też kupić auto. Tomek odpowiedział, że dla nas najważniejsze jest własne mieszkanie.

Jak długo zamierzacie oszczędzać? spytał tata. Tomek wyjaśnił, że oszczędzamy na wkład do kredytu hipotecznego.
Po co wam kredyt? Mieszkajcie z nami! Dostaniecie nasz dom! wtrąciła teściowa.

Tłumaczyliśmy, że chcemy własny kąt. Rodzice Tomka uznali, że to nierozsądne, bo wspólne mieszkanie pozwoli nam nie płacić bankowi i zostanie więcej złotych na inne potrzeby. Gdy teściowa zrozumiała, że nie przekona nas, mówiła, że lepiej zadbać o dzieci niż o kredyt.

Jej zdania i argumenty słyszeliśmy codziennie. Nie robiły one na mnie wrażenia, ale Tomka zaczęły przekonywać. Pewnego wieczoru powiedział:
Moja mama ma rację. Nie musimy mieć kredytu hipotecznego. Przecież żyjemy spokojnie, nie ma konfliktów. Z czasem dom przejdzie na nas.
Za pięćdziesiąt lat? odparłam z wyrzutem.

Po tej rozmowie Tomek coraz częściej wspominał, że jego rodzice są już w podeszłym wieku i może będą wymagać opieki, że kredyt jest ciężarem, a gdy zajdę w ciążę i pójdę na urlop, będzie nam trudno go spłacać.

A ja pragnę być panią własnego domu już teraz, nie czekać na moment, gdy zostanie mi coś przekazane po latach.

Z tych doświadczeń nauczyłam się, że najważniejsze jest podążanie własną drogą. Dom nigdy nie powinien być tylko budynkiem to przede wszystkim miejsce, w którym czujemy się u siebie i w którym możemy realizować swój sposób na życie. Nawet jeśli oznacza to więcej wysiłku i wyrzeczeń, życie nabiera wtedy smaku i prawdziwego sensu.

Rate article
Fajna Tajna
– Możecie zamieszkać u nas, po co wam ten kredyt hipoteczny? Dom będzie kiedyś wasz! – usłyszałam od teściowej, kiedy postanowiliśmy z mężem gromadzić oszczędności na własne mieszkanie, mimo licznych nacisków rodziców na wspólne życie pod ich dachem.