Jak okiełznać męża – Opowieść o Natalii, która po ciężkiej chorobie postanawia zawalczyć o siebie, pięć nowych sił w sercu i prawdziwe partnerstwo w polskiej codzienności

Okiełznać męża. Opowieść

Bardzo dziękuję za wsparcie, lajki, szczerość i komentarze pod historiami, subskrypcję oraz OGROMNE podziękowania ode mnie i moich pięciu kotów za każdą złotówkę wsparcia.
Udostępniajcie proszę ulubione opowieści w mediach społecznościowych to także ogromna radość dla autora!

Po wyjściu ze szpitala Barbara poczuła się lepiej i z samego rana planowała powrócić do codziennych obowiązków.

Jednak kiedy się obudziła, w środku coś się w niej zbuntowało.

Jej mąż, Janusz, już ćwiczył jak co rano.

Był typem sportowca emerytura nie zmieniła jego przyzwyczajeń. Każdy dzień zaczynał od zestawu ćwiczeń na stawy.

Basia zwykle pędziła do kota Pusia, żeby wyczyścić mu kuwetę.

Potem karmiła ukochanego Pusia i wiernego psa Łatka, ogarniała przedpokój i kuchnię po nocnych eskapadach czworonogów i już spieszyła się na spacer z Łatkiem.

W ciągu dnia i wieczorem na spacery wychodzili razem z Januszem, rozkoszując się ciszą pobliskiego parku. Ale rano, gdy mąż zajmował się swoim zdrowiem, Basia miała ręce pełne roboty.

Po powrocie z porannego spaceru robiła im szybkie, domowe śniadanie twaróg z miodem i suszonymi owocami albo na przemian serniczki, omlety, jajecznicę czy jajka na miękko.

Barbara uważała to poranne zamieszanie za swoją osobistą gimnastykę, jednak w szpitalu lekarze stanowczo upierali się przy prawdziwych ćwiczeniach. Powtarzali, że porządki tego nie zastąpią.

Janusz, skończywszy gimnastykę, ścielił łóżko, nieraz narzekając, że to nie jest męska robota, i że wszystkie domowe obowiązki są na jego głowie. Dwa razy w tygodniu wstawiał pranie, odkurzał, czasem mówił z wyrzutem, że Barbara jak zwykle niczego dobrze nie zrobiła.

Potem zmywał naczynia po śniadaniu, przekonany, że to już maksymalna pomoc dla żony.

Po śniadaniu Barbara zabierała się za obiad, a potem siadała do komputera.

Na emeryturze trochę dorabiała, nie godząc się na liczenie każdej złotówki.

Janusz uważał jej dorabianie za śmieszne, a jej potrzeby zakupowe za zbędne wydawanie pieniędzy. Przecież mają szafy pełne ubrań!

Barbara zwykle mu ustępowała, nie wdawała się w sprzeczki.

Nie interesowała się modą tym bardziej, że Janusz zawsze podkreślał, jak pięknie się prezentuje na tle rówieśniczek. Nie miała więc nic przeciwko, gdy Janusz kupował trzecią wiertarkę czy inne sprzęty na własne męskie potrzeby, finansowane właśnie z jej śmiesznego dorabiania.

Wszystko potoczyło się inaczej, gdy pewnego dnia nagła choroba zmieniła jej życie tak bardzo, że sama się przeraziła…

Trafiła do szpitala po omdleniu na ulicy, gdy szła do sklepu po zakupy.

Lekarze nie dowierzali, że w ogóle dała radę chodzić, patrząc na jej fatalne wyniki badań ekspresowych.

Nawet Janusz się wystraszył, widząc ją bladą pod kroplówką, kiedy pozwolono mu ją odwiedzić. W domu ledwo dawał sobie radę, zdumiony, ile obowiązków spoczywało wcześniej na żonie.

Z utęsknieniem czekał na jej powrót kochał ją i bardzo się o nią martwił…

Pierwsze dni Barbara rekonwalescencji przesypiała, zgodnie z zaleceniami lekarza. Janusz opiekował się nią i co chwilę dopytywał:

No i jak, Basia, już lepiej? Nie do końca? Ale wyglądasz już całkiem nieźle, nie taka blada jak wtedy…

Śmiał się:

Tylko się nie rozleniw, bo jeszcze zapomnisz jak się chodzi. Za długo leżeć też nie zdrowo. Czas wracać do naszych normalnych rytuałów…

Ze wszystkim się zgadzała, ale nie ze wszystkim. Dziś rano nie miała żadnej ochoty od razu rzucać się w wir domowych obowiązków.

Zerknęła na Janusza, który skoncentrowany robił kolejną serię ćwiczeń i jak zawsze oczekiwał, że Barbara zacznie swoje babskie sprawy.

Po raz pierwszy od dawna nie zobaczyła w nim troskliwego męża, lecz człowieka przekonanego, że ma znów zwalić na nią zbyt wielki ciężar.

Obudził się w niej wyraźny sprzeciw!

Basia przypomniała sobie słowa lekarki, wypowiedziane z tą szczególną troską w głosie, która brzmiała jej w uszach jak ostrzeżenie:

Nie myślicie o sobie, przyzwyczailiście do tego męża. Jemu się wydaje, że wszystko przychodzi Wam łatwo i wcale się nie męczycie.
Bo uśmiechnięta, bez narzekania. Ale to właśnie przez to przyjechała Pani do nas na sygnale z anemią, wyniki trzykrotnie poniżej normy Chce Pani jeszcze żyć?

W szpitalu dostała od razu kroplówkę, przetaczano jej krew aż pięć razy, by wyniki wróciły do normy.

To jej pierwsza transfuzja patrząc na przezroczystą rurkę prowadzącą do żyły, Barbara myślała:

Niesamowite, mam w sobie krew pięciu zupełnie obcych ludzi. To oni uratowali mi życie. Teraz we mnie płynie coś obcego, może i mnie to zmieni?

Najwyraźniej te myśli miały sens.

Po powrocie do domu Barbara poczuła, że nie zamierza już tak ślepo dogadzać mężowi.

Tak, kocha Janusza i on ją też. Owszem, mąż marudzi, ale robi rzeczy, których wielu panów nigdy by się nie podjęło. Ale przecież zawsze przecenia swoje zaangażowanie, a jej wysiłek lekceważy.

Wcześniej Barbara puszczała to mimo uszu. Była dobrą duszą. Teraz coś się w niej zmieniło.

Chciała znaleźć więcej czasu dla siebie i dawnych pasji. Może zabrać się znów za pianino, które kurzyło się w kącie, może spróbować jeszcze czegoś nowego, co dopiero kiełkowało w jej świadomości.

Wstała i zamyślona dołączyła do ćwiczącego męża. Janusz nie wytrzymał i z lekkim politowaniem rzucił:

Ty się tam nie przećwiczyłaś? Myślisz, że na stare lata trzeba się za siebie brać? Przecież świetnie wyglądasz, lepiej nakarm kota i psa, i śniadanie przygotuj, głodny jestem.

Lekarz mi kazał odpowiedziała Basia z niespotykaną dotąd stanowczością Powiedział, że jeśli nie zmienię trybu życia, długo nie pożyję. Chcesz mojej śmierci?

Zobaczyła, że Janusz dosłownie zaniemówił ze zdziwienia. Być może uznał, że to po szpitalu Basia ma takie fanaberie i zaraz jej przejdzie. Nie protestował nawet, gdy po ćwiczeniach zarządziła:

Ja zajmę się Pusiem i Łatkiem, a ty wychodzisz z psem na spacer. W tym czasie robię śniadanie, będzie szybciej…

Zaskoczyło ją, jak posłusznie Janusz się zgodził. W środku czuła jednak pewien rozdarcie.

Jakby pojawiła się w niej nowa siła a właściwie pięć nowych energii, które dodawały jej odwagi, by zrobić coś tylko dla siebie. Kupić nowe ubrania za własne zarobione pieniądze; ćwiczyć, żeby być sprawną, a przy okazji wrócić do muzyki.

Wszystko dzieliła na pięć i nagle przyszło olśnienie.

Przecież transfuzję przeszłam pięć razy, od pięciu osób. Ta siła i determinacja to chyba od nich!
Mówią przecież, że po przeszczepach potrafi się zmienić charakter rodzą się nowe wspomnienia, talenty albo upodobania.

Patrząc dziś na Janusza, Barbara nie czuła już tej starej rezygnacji. Ustąpiło jej miejsce poczucie pewności, zrodzone nie tylko ze słów lekarki, lecz także tego dziwnego, namacalnego przypływu energii.

Widziała, jak mąż próbuje zrozumieć, dlaczego jego świat, w którym Barbara była zawsze cicha, ugodowa i przewidywalna, właśnie się załamuje.

Wiesz co, Janusz powiedziała już bez lęku już rozumiem, czemu zawsze myślałeś, że nic nie robię. Po prostu nie widziałeś, jak się staram, ile mnie to kosztuje, jak bardzo mi zależy, by ci było dobrze.

Ale teraz już będziesz widział. Więc nie dziw się, wyrzucę stare sukienki i płaszcze, kupię sobie nowe! I wracam do pianina śmiałeś się, że po szkole muzycznej gram tylko “Marsz żałobny” i “Krakowiaka”? To posłuchaj…

Otworzyła klapę pianina, położyła palce na klawiszach i ku własnemu zaskoczeniu zagrała coś pięknego, znanego od lat i zapomnianego.

Janusz patrzył na nią z prawdziwym podziwem, potem szepnął:

Basieńka, jak ty to zrobiłaś? Zmieniłaś się Jesteś inna.

W jego oczach widać było niepewność, może nawet cień strachu.

Był przyzwyczajony do jednej Basi, a przed nim stała zupełnie nowa silna, zdecydowana, pewna siebie. Ta zmiana wydawała mu się niepojęta.

Basia uśmiechnęła się.

To nie był już dawny, przepraszający uśmiech, ale szczery, pełen energii. Czuła, jak w środku płonie ogień rozpalony pięcioma iskrą nowego życia, które obiecuje jej coś więcej niż tylko przetrwanie.

Obiecuje pełnię życia, w której znajdzie się miejsce i dla siebie, i dla własnych marzeń. Być może także na nową, zdrowszą miłość do męża opartą na wzajemnym szacunku, nie na poświęceniu.

Nie wiedziała, kim byli ci dawcy, ale musieli mieć w sobie siłę i talent.

Oni nie tylko uratowali jej życie, ale sprawili, że jej życie wreszcie nabrało sensu

Janusz patrzy na swoją Basię z zachwytem.

Mówią, że nie warto pytać, dlaczego spotyka nas choroba czy trudności.

Najważniejsze jest zrozumieć, po co się pojawiły. Czasem są po to, by przypomnieć, jak piękne jest życie.

Jak cudowna jest i polska zima, i wiosna, i deszcze, i mróz. Każdy dzień jest cenny i niebo, i pierwszy, i ostatni promień słońca.

I uśmiechy naszych bliskich, i ich wsparcie oraz słabości, bo przecież wszyscy jesteśmy tylko ludźmi

A jeśli ukochany mąż zaczyna zrzędzić czy narzekać trzeba go okiełznać, może wtedy przypomni sobie, co to znaczy być mężczyzną

Póki możemy, żyjmy pełnią życia i doceniajmy każdą chwilę bo tylko tak warto żyć.

Rate article
Fajna Tajna
Jak okiełznać męża – Opowieść o Natalii, która po ciężkiej chorobie postanawia zawalczyć o siebie, pięć nowych sił w sercu i prawdziwe partnerstwo w polskiej codzienności