Wszystko, co się dzieje, jest po coś – Opowieść o Władzie, którą matka próbowała ukształtować na swój obraz, o presji bycia idealną córką, trudnych wyborach sercowych, rozczarowaniach, wyzwoleniu spod matczynej kontroli i niespodziewanym szczęściu na polskiej drodze życia

Wszystko, co się dzieje, dzieje się na lepsze

W dawnych czasach, w jednym z większych miast Polski, mieszkały dwie kobiety matka i córka, Elżbieta Wiktorowna i jej jedynaczka Ludmiła. Elżbieta od zawsze starała się wychować Ludmiłę na swoje podobieństwo. Uważała siebie za kobietę silną i niezwykle zaradną, więc wymagała od córki podążania wytyczoną przez siebie ścieżką bez żadnych odstępstw.

Ludmiło mówiła z powagą Elżbieta jeżeli chcesz osiągnąć w życiu tyle, co ja, musisz słuchać moich wskazówek i iść dokładnie tą samą drogą. Rozumiemy się?

Tak, mamo odpowiadała córka.

Ludmiła kochała matkę i nie chciała jej zawieść, więc zawsze się starała, choć im była starsza, tym trudniej przychodziło jej być ideałem. Zachlapane ubranie, rozdarte rajstopy, zbite kolana czy rozbite talerze to była codzienność dzieciństwa Ludmiły. W szkole zaś uczyła się znakomicie, bo wiedziała, że dla matki trója to prawdziwy dramat.

Ludmiło, wstyd na cały dom. Jak mogłaś dostać tróję? Przecież szanuj nas z ojcem, popraw to natychmiast, nie kompromituj nas.

Oczywiście, mamo odpowiadała pokornie Ludmiła i czasem próbowała się tłumaczyć mamo, no to tylko jedna trójka, przypadkiem

Nieważne. Masz być lepsza od wszystkich, mądrzejsza.

Ludmiła przejmowała się, ale trójkę zawsze szybko poprawiała. Maturę zdała celująco, a złoty medal był jedyną możliwą opcją. Elżbieta była zadowolona, gdy córka bez trudu dostała się na Uniwersytet Warszawski.

Jestem z ciebie dumna, córko przyznała któregoś dnia pamiętaj, by stale utrzymywać ten poziom.

Elżbieta prowadziła firmę budowlaną, branżę zdecydowanie zdominowaną przez mężczyzn. Była twarda, stanowcza, a jej sukcesy budziły podziw wśród innych przedsiębiorców. Nawet przez moment nie miała wątpliwości, że po studiach Ludmiła będzie pracować u niej.

Ludmiła marzyła jednak o wolności i życiu bez nieustannego nadzoru matki. Chciała studiować w Krakowie, ale nie było na to szans.

Musisz być blisko mnie i pod moją kontrolą ucięła krótko Elżbieta mamy przecież uniwersytet u siebie w mieście, po co wyjeżdżać?

Ludmiła nie była w stanie się przeciwstawić.

Na trzecim roku zakochała się pierwszy raz na poważnie. Spotykała się wcześniej z chłopakami, czasem w tajemnicy przed mamą, ale nigdy to nie było nic ważnego. Teraz pojawił się Grzegorz uroczy blondyn o niebieskich oczach, studiujący na równoległym kierunku.

Ludmiła dalej świetnie sobie radziła na uczelni, Grzegorzowi jednak nauka nie przychodziła z łatwością, szczególnie nie znosił długich prac pisemnych. Pewnego dnia zatrzymał Ludmiłę na korytarzu:

Ludmiło, ratuj, nie ogarniam tej pracy semestralnej

Pomogę ci zgodziła się z radością, bo Grzegorz bardzo jej się podobał.

Tak się zaczęło Ludmiła pisała mu prace, a on odwdzięczał się miłością i pozwalał się kochać. Spotykali się, chodzili do kina i do kawiarni.

Elżbieta szybko się domyśliła, że coś jest na rzeczy:

Wpadłaś, dziewczyno? Kto to jest? Poznaj mnie z nim, muszę wiedzieć z kim się zadajesz.

Grzegorz został zaproszony na obiad. Rodzice przyjęli go dobrze, nawet Elżbieta nie szukała dziury w całym. Kiedy pożegnał się i wyszedł, matka od razu powiedziała:

Co to za miłość, Ludmiło? On cię tylko wykorzystuje. Nic sobą nie reprezentuje, nie masz z nim o czym rozmawiać, a ty się w nim zakochałaś?

To nieprawda, mamo pierwszy raz córka się sprzeciwiła. Grzegorz jest ambitny, oczytany, interesuje się historią. Nie każdy musi być taki jak ty, poza tym jest młody.

On nie jest dla ciebie stanowczo ucięła matka.

Po tej rozmowie Ludmiła postanowiła trzymać się swojego. Po ukończeniu studiów wyszła za mąż za Grzegorza, dumna, że matka się pomyliła.

Czas pokazał, że ci, którzy w szkole byli przeciętniakami, potrafią zajść dalej od prymusów. Tak też się stało z Grzegorzem po studiach dostał świetną pracę, podczas gdy Ludmiła pracowała w firmie matki.

Grzegorz miał własne mieszkanie, które podarowali mu rodzice, więc po ślubie Ludmiła wreszcie mogła odetchnąć z ulgą, że nie musi już mieszkać z matką. Niestety, matka znalazła dla niej miejsce u siebie w firmie.

Pewnego dnia Grzegorz wrócił do domu z nowiną:

Ludmiło, awansowałem na kierownika działu! Co prawda na razie na próbę, ale dam z siebie wszystko!

I rzeczywiście, po trzech miesiącach został na stanowisku. Grzegorza jednak drażniło, że żona z dyplomem z wyróżnieniem pracuje pod matczynym skrzydłem.

Ludmiło, z matką do niczego nie dojdziesz. Czas się spod niej wyrwać. Ile jeszcze chcesz być marionetką? Ona tobą rządzi, a ty jesteś dla niej jak cień.

Było jej przykro słyszeć te słowa od męża, ale wiedziała, że miał rację. Z czasem Grzegorz przestał to powtarzać, lecz stawał się coraz cichszy i bardziej obojętny, co nawet jej odpowiadało. Ważne, że był, choć niewiele mówił.

Minął rok i któregoś wieczoru Grzegorz wrócił do domu zupełnie inny, niż zwykle:

Spotkałem inną kobietę. Zakochałem się. Odchodzę.

W Ludmile zawrzało. Krzyczała, wylała swój żal, tłukła naczynia, rzuciła jego telefonem o ścianę, podrarła kilka koszul. On patrzył tylko spokojnie i powiedział:

Masz w sobie ogień, szkoda, że odkryłem to dopiero dziś… i wyszedł.

Nienawidzę cię! wyszeptała Ludmiła, spakowała rzeczy, wynajęła mieszkanie i odeszła.

Matce nie powiedziała nic wiedziała, jaka będzie odpowiedź. Ponad miesiąc ukrywała się przed Elżbietą, aż ta w końcu wyczuła, że coś jest nie tak:

Ludmiło, co się stało? Masz smutne oczy, błąkasz się jakbyś nie wiedziała, gdzie iść. Co z twoim mężem?

Skąd ten pomysł? Nie mam problemu z mężem, bo… męża już nie mam.

Ja wiedziałam, on cię zostawił? Kiedy to było?

W kwietniu.

I przez tyle czasu nic nie mówiłaś?

Ludmiła westchnęła i spokojnie przyjęła potok matczynych oskarżeń skierowanych i do niej, i do byłego męża.

Przecież cię ostrzegałam, chociaż przynajmniej nie zostałaś jego służącą, szczęście że nie macie dziecka. Pamiętaj, żeby się mnie słuchać wyciągnęłaś wnioski?

Mamo, wszystko co się dzieje, jest na lepsze odparła Ludmiła, podniosła się i dodała: Od dziś nie pracuję już u ciebie, mam dość.

Wyszła z biura, zostawiając Elżbietę w zdumieniu.

Ludmiła postanowiła uciec jak najdalej od matczynego wpływu. Wiedziała, że teraz każdego dnia będzie słuchać kolejnych wykładów. Szła powoli przez miasto, podświadomie szukając odpowiedzi na swoje pytania.

Gdy dojechała tramwajem na swoją dzielnicę, wysiadła i… noga wpadła jej w dziurę na chodniku. Upadła, jęknęła z bólu i usiadła na ziemi.

Tylko tego mi brakowało pomyślała, zaciskając zęby.

Zaraz obok pojawił się młody mężczyzna.

Wszystko w porządku? zapytał z troską, pomagając jej wstać. Noga bolała nie do wytrzymania.

Bardzo boli wydusiła przez zaciśnięte zęby.

Niech się pani mnie przytrzyma za szyję, powiedział, zarzucił ją sobie na ramię i zaniósł do swojego samochodu, a Ludmiła nawet nie zdążyła zaprotestować. Jedziemy do szpitala, to może być złamanie.

Jestem Eugeniusz, a pani?

Ludmiła.

Na izbie przyjęć okazało się, że to tylko zwichnięcie. Opatrunek, rady lekarza i mogli wracać do domu. Eugeniusz cały czas czekał, odprowadził ją do wynajętego mieszkania.

Proszę mi zostawić numer telefonu, gdyby była jeszcze potrzebna pomoc.

Podyktowała mu numer bez wahania. Następnego dnia zadzwonił:

Potrzebuje pani czegoś ze sklepu? Założę się, że noga dalej boli.

Może sok i owoce, no i pieczywa mi brakuje odpowiedziała trochę nieśmiało.

Po godzinie Eugeniusz pojawił się z dwoma torbami pełnymi zakupów.

Matko Boska, po co aż tyle?

Świętujemy nasze spotkanie! Proszę się nie martwić, wszystkim się zajmę, może przejdziemy na ty?

Ludmiła zaczęła się śmiać. Z Eugeniuszem od razu znalazła wspólny język, przy nim życie wydawało się lżejsze.

To on przygotował kolację, rozłożył wszystko na stole, nawet podgrzał szaszłyki w kuchence mikrofalowej. Alkohol? Nie, Eugeniusz nie pił. Wieczór minął przyjemnie.

Po czterech miesiącach wzięli ślub. Po roku urodziła im się córeczka, Zosia. Gdy ktoś pytał Ludmiłę, gdzie znalazła takiego męża, śmiała się serdecznie:

Znalazł mnie na ulicy… Nie wierzycie? Zapytajcie Eugeniusza!

Dziękuję za wysłuchanie mojej historii. Niech wam się szczęści!

Rate article
Fajna Tajna
Wszystko, co się dzieje, jest po coś – Opowieść o Władzie, którą matka próbowała ukształtować na swój obraz, o presji bycia idealną córką, trudnych wyborach sercowych, rozczarowaniach, wyzwoleniu spod matczynej kontroli i niespodziewanym szczęściu na polskiej drodze życia