Słuchaj, muszę ci opowiedzieć coś, co wydarzyło się Lenie tuż przed Sylwestrem jakby życie chciało jej dać cały zestaw pechów na koniec roku
Zbliżał się Nowy Rok, dosłownie galopował jak ekspres z Wrocławia do Warszawy. Lena miała wrażenie, że ten pociąg zaraz ją zmiecie. Stała jakby na peronie, bez biletu zero szans, że tym razem cokolwiek się uda, zero świątecznego nastroju. I jeszcze zaprosiła znajomych Po co? Kto normalny chciałby spędzać Sylwestra z takim pechowcem?
***
31 grudnia zaczęło się od lokalnej apokalipsy. Pralka ta sama, co działała od czasów studiów w Poznaniu postanowiła odejść na emeryturę. Zafundowała Lenie powódź w łazience.
Znajdź hydraulika w przeddzień Nowego Roku misja niewykonalna! Ale Lena dała radę po wielu telefonach, straconych nerwach i cudach na kiju. Miała nadzieję, że nieszczęścia się na tym skończą.
Gdzie tam!
Rudzielec Felek, jej kot i samozwańczy mistrz degustacji, wciągnął całą kiełbasę szynkową, którą Lena odkładała do sałatki jarzynowej. Zostawił jej ledwie kilka korniszonów i puszkę groszku.
A to był dopiero rozgrzewka. Felek uznał jeszcze, że spróbuje zapolować na sikorkę, która usiadła na otwartym oknie. I co? Doniczkowy fikus poleciał z parapetu, zahaczył o choinkę i na zawsze zgasił starą, ukochaną przez Lenę lampki.
Szufelka ładowała ziemię, potłuczone bombki sprzed dziesięciu lat i skorupy z doniczki. Lena odpowiadała płaczem i sprzątaniem.
Później poległ szklany dzbanek, kurczak się przypalił i jeszcze to: kiedy goście już prawie dzwonili domofonem, Lena przypomniała sobie z przerażeniem, że nie kupiła tortu! Chwyciła za telefon i wykręciła numer siostry.
Kasia, mam dramat! Nie mam tortu!
Daj spokój! odpowiedziała jej ochocza siostra już jestem pod blokiem. Zejdź na dół, kupimy coś razem.
Ale gdzie jesteś?
Przecież mówię: pod twoim klatką!
Kiedy Lena wybiegła na zewnątrz, zobaczyła cyrk na czterech kółkach: oprócz Kaśki, stała już ich przyjaciółka Basia z olbrzymią siatą, a ciocia Gienia z nieodłącznym wielkim półmiskiem galarety.
Na co ci w ogóle aż tyle galarety, ciociu? zdumiała się Lena.
Na wszelki wypadek, kochanie! odparła z powagą ciocia, znana z życiowych porad, których nikt nie pragnął wiem, jak wy teraz gotujecie! Cała noc przed nami! Tylko powiedz, że sałatka jarzynowa gotowa?
Lena tylko wzruszyła ramionami
W tym czasie, jak dziewczyny biegały po tort, Basia zdążyła rozwiesić serpentyny. Oczywiście Felek po pięciu minutach był już cały zaplątany, wyglądał jak kosmita.
Ratować kota rzucił się mąż Kaśki Mirek. Przyszedł prosto z pracy i w samą porę.
Felek wytrzymał operację, póki nie zobaczył Leny. Widząc swoją panią, rzucił się jej na szyję tak wylewnie, że Mirek został po tej akcji z krwawiącą dłonią.
Ranę opatrzono, a Mirek prawdziwy bohater zaoferował pomoc w kuchni. Pomoc polegała jednak głównie na filozoficznych przemyśleniach typu Prawdziwa sałatka to nie tylko jedzenie, to uczucie!. Kaśce i Lenie w zupełności to wystarczyło.
Lena, a co to za pudełko? krzyknęła nagle Basia z salonu Szczęśliwego Nowego Roku napisane! O, i jakąś karteczka na boku Otworzyć w nocy. Babcia Wala.
Lena przyleciała z kuchni:
O Matko! Kaśka, całkiem zapomniałam! Babcia zostawiła to przed wyjazdem, kazała otworzyć w Nowy Rok, po drugiej godzinie. Miał być niespodzianka.
Co tam jest? Kaśka od razu zaczęła macać pudełko Może teraz zajrzymy?
Lena potrząsnęła głową:
Zwariowałaś? Babcia to sprawdzi na pewno! Jeszcze tam jest jakiś zamek na szyfr Lepiej zostawmy, zrobimy jak mówiła.
Wszyscy czekali na rozwiązanie zagadki. Nawet ciocia Gienia usiadła bliżej, ciągle zerkała na pudełko.
***
Później, jak to u nas prezydent przemówił, wystrzeliły korki od szampana, zajadali kocią sałatkę, żartowali i śmiali się jak dzieci. I w końcu nastała druga.
Jest druga? upewniła się Lena. No to czas, czas na niespodziankę od babci Wali!
Pudełko dostał Mirek, jako jedyny facet. Trochę pokombinował, podźwigał wieczko i je otworzył.
W środku same nie złotówki, nie zdjęcia, ale mnóstwo malutkich liścików zwiniętych w rulonik, przewiązanych kolorową wstążeczką. Każdy miał na sobie naklejone imię.
Co to ma być? zdziwił się Mirek.
Lena pierwsza rozwinęła rulonik z napisem Lena i przeczytała na głos:
Lenko, moja kochana wnuczko! Znowu coś dziś się nie udało? Pralka padła? Kot pożarł sałatkę? Nic się nie martw! Pamiętaj, każdy problem to tylko pretekst, żeby zamówić pizzę i obejrzeć serial. Tort można dokupić rano. Najważniejsze, by byli obok ci, z którymi tę pizzę zjesz. Kocham cię do księżyca i z powrotem. Babcia Wala.
Każdy przez sekundę spojrzał na siebie zaskoczony, a potem cały salon eksplodował śmiechem.
Lena śmiała się do łez aż musiała się wytrzeć.
Skąd ona ale jak ona to przewidziała?
To czysta magia wyszeptała ciocia Gienia.
Daj mi mój! wyciągnęła rękę niecierpliwie Kaśka.
Szybko przeczytała swój liścik:
Kasiu, kochana, nie spieraj się tyle z Mirkiem o wszystko. Lepiej go przytul. To dobry chłop, nawet jeśli lubi filozofować. Jak znów zacznie swoje, po prostu go pocałuj to najskuteczniejszy sposób przeciw męskiej logice. Całuję Was oboje!
Mirek zrobił się purpurowy i pocałował Kaśkę na oczach wszystkich.
Basia czytała swój liścik, chichocząc:
Basiu, ślicznotko. Nie szukaj miłości po knajpach, idź kiedyś do biblioteki albo po bułki do Żabki tam są fajniejsi ludzie niż myślisz. I przestań z tym fioletowym kolorem włosów najlepiej ci w naturalnych!
Skąd ona wie o fioletowych?! zdziwiła się Basia Przecież wczoraj przemalowałam!
W końcu przyszła kolej na ciocię Gienię. Rozwinęła liścik, jakby to był sekretny szyfr.
Gieniu, kochana. Wiem, że zawsze wszystko wiesz najlepiej. Ale zapamiętaj: życzliwość i dobre rady są super, ale czasem lepiej po prostu nic nie mówić i zjeść kawałek ciasta. Przytulam Cię mocno!
Ciocia poczerwieniała jak burak i pierwszy raz od lat nie skomentowała nawet sałatki. Po prostu ucięła sobie spory kawałek tortu i siedziała cicho.
Śmiechy i rozmowy ciągnęły się prawie do rana.
Zadzwonili do babci na wideo, a ona, uśmiechnięta w fotelu w Gdyni, tylko mówiła: Kochani moi! Jak się cieszę, że się udało! To żadna magia ja was po prostu świetnie znam i bardzo kocham!
Rano, sprzątając po imprezie, Lena zebrała wszystkie liściki do słoika i ustawiła na półce. Dla niej to nie były tylko życzenia to był przepis od babci: Nie przejmuj się chaosem, śmiej się z porażek, doceniaj bliskich i jedz, co lubisz byle z radością! I pamiętaj najcenniejszy prezent to wiedza, że gdzieś ktoś bardzo cię rozumie i kocha. Zawsze.Tego poranka, między pustymi kieliszkami a okruchem z ciasta, Lena przystanęła na moment w kuchennym świetle. Wokół niej świat nie był już polem katastrofy był miejscem, gdzie trochę rozlany sos, krzywy tort i przewrócona doniczka znaczyły, że życie płynie, nawet jeśli czasem rozbija się o krawędzie.
Felek przeciągnął się na parapecie, dumny z własnych dokonań. Basia parzyła kawę, Kaśka śmiała się, opowiadając, jak Mirek spał na kanapie wśród serpentyn. Ciocia Gienia bez słowa kroiła jeszcze jedną porcję galarety, z miną pogodzoną i na razie całkiem szczęśliwą.
Lena spojrzała na stół zasłany zarówno resztkami, jak i śmiesznymi rulonikami od babci. Pomyślała, że z takim zestawem absurdów, bliskich i babcinej mądrości nawet Nowy Rok nie jest straszny.
Za oknem pierwszy śnieg wirował w porannym słońcu, przykrywając wszystkie wczorajsze niedoskonałości nową bielą. Lena uśmiechnęła się do siebie, do świata i do tajemniczego słoika z liścikami.
Może i jestem pechowcem szepnęła, nalewając sobie herbaty ale z takim szczęściem, nikt by się nie zamienił.



