PAMIĘTAM? NIE MOGĘ ZAPOMNIEĆ!
Paulino, mam sprawę… Pamiętasz moją nieślubną córkę Agnieszkę? mój mąż, Andrzej, jak zwykle owija w bawełnę. Zaczynam się niepokoić.
No pewnie, że pamiętam. Jak miałabym zapomnieć? O co chodzi? siadam na krześle, przeczuwając kłopoty.
Nawet nie wiem, jak to powiedzieć… Agnieszka błaga, żebyśmy zabrali jej córkę, czyli moją wnuczkę Andrzej jąka się nieswojo.
A co się stało? A ojciec tej dziewczynki? Rozwiał się jak piana z piwa? zaczynam być ciekawa, jestem już zaintrygowana.
Wiesz, Agnieszce zostało mało czasu. Ojca dziecka nigdy nie było. Jej matka, moja dawna partnerka, od lat mieszka w Kanadzie z nowym mężem. Agnieszka z nią nie rozmawia są w wielkiej kłótni. Nikogo bliższego nie ma. Dlatego prosi nas o pomoc Andrzej patrzy zawstydzony w podłogę.
No i co chcesz zrobić? Jaki masz plan? Ja już właściwie wiem, co bym zrobiła.
Z tobą chcę to omówić, Paulino. Jak zadecydujesz, tak będzie w końcu spogląda na mnie pytająco.
Sprytnie. Narozrabiałeś za młodu, a teraz chcesz, żebym to ja wzięła odpowiedzialność za cudze dziecko? złość rośnie we mnie z każdą chwilą.
Paulino, jesteśmy rodziną. Musimy to przejść razem próbuje mnie przekonać Andrzej.
No patrzcie państwo! Jak szalałeś z inną, to się nie radziłeś, a teraz wszystko na moją głowę łzy napływają mi do oczu i uciekam do drugiego pokoju.
…W liceum spotykałam się z kolegą z klasy, Waldkiem. Ale gdy do naszej klasy dołączył Andrzej, cały świat przestał dla mnie istnieć. Waldka szybko odprawiłam. Andrzej od razu mnie zauważył, odprowadzał pod dom, całował w policzek, przynosił kwiatki z rabaty. Po tygodniu już leżeliśmy razem w łóżku. Nic nie mówiłam, zakochałam się bez pamięci. Po maturze Andrzeja powołali do wojska, do innego miasta. Żegnałam go na peronie zapłakana cała.
Rok pisaliśmy do siebie listy. W końcu przyjechał na przepustkę. Nie wiedziałam, jak mu się przypodobać; słuchałam każdego jego słowa i zadrżałam, gdy mówił:
Paulino, za rok wrócę, zrobimy wesele! Ale i tak już jesteś moją żoną.
Po tych słowach zalewała mnie fala czułości i miłości… I tak już miało zostać: Andrzej spojrzy na mnie tym swoim słodkim wzrokiem rozpuszczam się jak lody w lipcu, jak czekolada przy kaloryferze.
Andrzej wrócił do służby, a ja czekałam na niego, jak narzeczona. Po pół roku dostałam list. Andrzej pisał, że nasz związek nie przetrwa w jednostce znalazł prawdziwą miłość i nie wróci już do rodzinnego miasta.
A w moim brzuchu już fikał nóżkami jego syn. Tyle było z tej wielkiej miłości i wesela… Babcia zawsze powtarzała: Nie wierz w obietnice, wierz w czyny.
Nadszedł czas, urodził się Jaś. Muszę wspomnieć, że Waldek, mój były chłopak, zaoferował pomoc. Z braku wyboru ją przyjęłam. Tak, trochę nas z Waldkiem połączyło wtedy, ale pogodziłam się z myślą, że nie zobaczę już Andrzeja.
Zniknął całkowicie. I nagle znów wrócił. To Waldek otworzył mu drzwi.
Mogę wejść? Andrzej był chyba w szoku.
Wchodź, skoro przyszedłeś Waldek wpuścił go niechętnie.
Jaś wyczuł napiętą atmosferę, rozpłakał się i wtulił w Waldka.
Waldku, przejdź się z Jasiem na spacer szepnęłam, nie wiedząc, co robić.
Waldek wyszedł z synkiem.
Twój mąż? spytał z zazdrością Andrzej.
Co ci do tego? Po co przyszedłeś? wybuchłam. Nie domyślałam się, po co wrócił.
Zatęskniłem, nie mogłem być dalej z dala. Widzę, że dobrze sobie radzisz, Paulino. Masz rodzinę. Nie czekałaś na mnie. To wracam. Wybacz, że zakłócam twoją sielankę Andrzej już chciał wyjść.
Zostań, Andrzeju. Po co wróciłeś? Chcesz mnie ranić? Waldek pomaga mi i wychowuje twój synek ma już dwa lata próbowałam go powstrzymać. Nie zgasła we mnie miłość.
Wracam do ciebie, Paulino. Przyjmiesz mnie? spojrzał na mnie z nadzieją.
Siadaj, właśnie będziemy jeść serce mi aż podskoczyło, znów poczułam szczęście. Skoro wrócił, to nie zapomniał. A po co się sprzeciwiać?
Waldek znów musiał odejść. Jasiowi potrzebny był prawdziwy ojciec. Waldek potem ożenił się z dobrą kobietą, przygarnął jej dwójkę dzieci.
…Minęło kilka lat. Andrzej nigdy nie potrafił pokochać Jasia jak własnego syna. Zawsze miał wątpliwości, że to dziecko Waldka.
Nie bolało go serce przy wychowaniu syna to czułam. W ogóle Andrzej miał ciągotki do innych kobiet zakochiwał się i rozstawał łatwo. Zdradzał mnie z moimi koleżankami, z koleżankami koleżanek… Wyłam w poduszkę, ale trwałam przy rodzinie.
Chyba miałam łatwiej. Ten, kto kocha, nie musi kłamać ani się tłumaczyć. Po prostu kocha. Mąż był dla mnie całym światem. Czasem chciałam go zostawić, uwolnić się. Ale w nocy ganiłam się za te myśli. Dokąd miałabym pójść? Gdzie znajdę drugiego takiego? I komu Andrzej bezemnie będzie potrzebny? Dla niego byłam kochanką, żoną, matką.
…Swoją mamę Andrzej stracił jak miał czternaście lat. Umarła we śnie. Może dlatego tak szuka czułości po świecie. Wybaczałam mu wszystko i żałowałam go. Raz jednak pokłóciliśmy się na poważnie. Wyrzuciłam go z domu, poszedł do rodziny.
Minął miesiąc, zapomniałam, czemu się pokłóciliśmy, ale Andrzej nie wracał. Sama musiałam po niego iść. Ciotka się zdziwiła:
Paulino, czego tu szukasz? Andrzej mówił, że się rozwiedliście. Ma już inną.
Dzięki ciotce zdobyłam adres tej kobiety i poszłam do nich.
Dzień dobry! Czy mogłaby pani zawołać Andrzeja? chciałam być uprzejma.
Dziewczyna spojrzała na mnie, kpiąco się uśmiechnęła i zatrzasnęła drzwi przed nosem. Odeszłam bez słowa.
…Andrzej wrócił po roku. A tej kobiecie urodziła się córka Agnieszka. Do dziś mam do siebie żal, że wtedy go wyrzuciłam. Może nie byłoby tej historii? Stałam się jeszcze bardziej uległa, starałam się go uszczęśliwić, kochałam najmocniej.
Tematu Agnieszki nigdy w naszym domu nie poruszaliśmy. To była tematyka zakazana, jakby wypowiedzenie jej imienia miało rozbić naszą rodzinę jak domek z kart. Wszyscy woleliśmy milczeć i udawać, że to nas nie dotyczy.
Co z tego, że dziecko z innej kobiety? To się przecież zdarza. I niech żadne panienki nie polują na cudzych mężów!
I żyliśmy sobie z Andrzejem. Z wiekiem stawał się łagodniejszy, ciszej siedział w domu, telewizję oglądał. Nasz Jaś szybko się ożenił, podarował nam troje wnucząt. I nagle…
Odzywa się po latach Agnieszka, jego nieślubna córka. Prosi, by przygarnąć jej córkę.
Człowiek się głowi. Jak wyjaśnić Jasiowi, skąd nagle w naszym domu dziewczynka? Jaś przecież nie ma pojęcia o dawnych przygodach ojca…
…Oczywiście, przyjęliśmy pod opiekę pięcioletnią Alinę. Agnieszka zmarła, jej droga skończyła się na trzydziestu latach. Każdy grób porasta trawa, życie musi toczyć się dalej.
Andrzej sam postanowił porozmawiać po męsku z Jasiem. Nasz syn po wysłuchaniu wszystkiego skwitował:
Co było, to było, nie mnie oceniać. Ale dziewczyna to nasza rodzina, musimy jej pomóc.
Odetchnęliśmy z Andrzejem z ulgą. Mądry mamy syna, dobry chłopak.
…Alina dziś ma szesnaście lat. Uwielbia dziadka Andrzeja, zwierza mu się ze swoich sekretów, mnie nazywa babcią i twierdzi, że wygląda tak samo, jak ja w jej wieku. Zgadzam się z nią bez słowa…



