BEZDOMNY
Nikola nie miała dokąd pójść. Tak zupełnie nigdzie Dwie noce mogę przespać na dworcu. A dalej? rozważała. Nagle doznała olśnienia: Działka! Jak mogłam o niej zapomnieć? No, działka to za dużo powiedziane raczej rudera na obrzeżach, która widziała lepsze czasy. Ale i tak lepsze to niż nocleg na ławce w poczekalni myślała z lekką goryczą.
Wskoczyła do pociągu podmiejskiego, przytuliła się do zimnej szyby i zamknęła oczy. Przypomnienia o ostatnich wydarzeniach uderzyły ją jak chłodny wiatr z gór. Dwa lata temu Nikola straciła rodziców. Została sama, bez wsparcia znikąd. Nie miała pieniędzy na studia musiała rzucić uniwersytet i zacząć pracować na targu.
Po tylu przejściach los postanowił troszkę jej się uśmiechnąć. Nikola poznała swoją miłość Bartka. Był porządnym, uprzejmym facetem, a dwa miesiące później pobrali się, skromnie po polsku.
Można by pomyśleć żyć, nie umierać… Ale życie postanowiło znowu z niej zakpić. Bartek namówił Nikolkę, żeby sprzedała mieszkanie po rodzicach w centrum Warszawy i zainwestowali w własny biznes. Wizję roztaczał tak piękną, że dziewczyna nawet przez chwilę nie wątpiła była pewna, że wkrótce kłopoty finansowe będą tylko wspomnieniem. Jak się trochę odbijemy od dna, to i o dziecku można pomyśleć. Tak bardzo chcę być już mamą! rozmarzyła się.
Oczywiście, biznes Bartka rozsypał się szybciej niż schabowy na rodzinnym obiedzie. Za każdym razem, gdy wybuchała kolejna kłótnia o rozrzutność i braki w portfelu, ich związek kruszał niczym stary mur. Skończyło się tym, że pewnego dnia Bartek przyprowadził do domu nową wybrankę i delikatnie, acz stanowczo, pokazał Nikoli drzwi.
Pierwszy odruch policja! Ale zaraz Nikola przełknęła ślinę i pomyślała: w sumie, nie ma co zgłaszać sama sprzedała własne mieszkanie, sama wręczyła Bartkowi całą gotówkę
***
Wysiadła na stacji i ruszyła samotnie po pustym peronie. Początek wiosny, wszędzie cicho, do sezonu letniego jeszcze daleko. Działkowy grunt zarósł chwastem, a dom ledwo trzymał się w pionie. Nic, odgruzuję będzie jak dawniej! pomyślała, choć dobrze wiedziała, że już nigdy nie będzie jak dawniej.
Klucz znalazła bez problemu od lat leżał pod schodkiem przy ganku ale drzwi, jakby na złość, zaparły się na amen. Ciągnęła, pchała, próbowała wszystkiego, lecz drewno nie chciało współpracować. Po kilku minutach walki bez efektu, Nikola usiadła na progu i rozpłakała się jak mała dziewczynka.
Wtem, dostrzegła dymek z sąsiedniej działki i czyjeś krzątanie. Uśmiechając się mimo wszystko, pobiegła w tamtym kierunku.
Ciociu Reniu? Jesteś? zawołała ostrożnie.
W ogródku zamiast znajomej twarzy zobaczyła ogorzałego starszego mężczyznę. Przy niewielkim ognisku gotował sobie wodę w ubłoconym kubku.
Pan kim jest? Gdzie ciocia Renia? zapytała, cofając się ostrożnie.
Proszę się nie bać, i jeszcze proszę, nie dzwońcie na policję powiedział spokojnie mężczyzna. Nic złego nie robię. Do domu się nie włamuję, tylko tu, na dworze… przycupnę sobie czasem.
Zaskakująco miał bardzo przyjemny, głęboki głos, taki, jakim przemawiają profesorowie na wykładach.
Pan jest bezdomny? wypaliła Nikola, zanim zdążyła ugryźć się w język.
Tak, zgadza się odpowiedział cicho, spuszczając wzrok. Mieszkasz tu w sąsiedztwie? Proszę się nie martwić, nie będę przeszkadzać.
Jak pan ma na imię?
Michał.
A dalej? dopytywała dziewczyna.
Po ojcu? zdziwił się. Tadeusz.
Nikola zmierzyła go uważnym wzrokiem. Ubrania miał może i znoszone, ale czyste, a sam prezentował się całkiem schludnie.
Nie wiem, do kogo zwrócić się o pomoc… westchnęła ciężko.
A co się stało? zapytał przejęty staruszek.
Drzwi mi się zacięły, nie da się wejść wyjaśniła.
To może popatrzę, jeśli pozwolisz? zaproponował Michał.
Byłabym wdzięczna! powiedziała Nikola, już na granicy rozpaczy.
Gdy Michał majstrował przy drzwiach, Nikola siedziała na ławce, rozmyślając: Cóż ja mam do niego za żal? Jestem w tej samej sytuacji, też bez dachu nad głową…
No, paniusiu, gotowe! Drzwi otwarte Michał uśmiechnął się filuternie. Ale ty serio tu chcesz nocować?
A niby gdzie mam pójść? zapytała zdziwiona.
Masz tu jakiś piec?
Powinien być ale nie znam się na tym w ogóle przyznała się cicho.
No dobra, a drewno?
Ech, nie wiem spuściła głowę.
Spokojnie, zaraz coś wymyślę, tylko rozgość się w środku powiedział stanowczo Michał i wyszedł.
Przez godzinę Nikola sprzątała dom, zmarzła niemiłosiernie i coraz bardziej dom tracił urok w jej oczach. Nagle do środka wszedł Michał, dźwigając naręcze drewna. Nikola zdziwiła się, jak bardzo cieszy się z obecności drugiego człowieka.
Staruszek przeczyszczał komin i rozpalił piec. Po godzinie zrobiło się przyjemnie ciepło.
Proszę bardzo, ogień się niech grzeje, wieczorem tylko nieco przygaś, żeby nocą nie było pożaru. Spokojnie, do rana ciepło się utrzyma instruował.
A pan gdzie? Do sąsiadów się wybiera? zapytała Nikola.
Taki mam plan. Zostanę na działce, do miasta już nie wracam. Nie chcę rozdrapywać przeszłości powiedział cicho Michał Tadeusz.
Ale proszę, zanim pan pójdzie, zostanie pan na kolację? Napijemy się herbaty, niech pan nie odmawia! zaproponowała stanowczo Nikola.
Nie protestował. Zdjął kurtkę, przysiadł się przy piecu.
Przepraszam, że się wtrącam… ale nie wygląda pan na typowego kloszarda. Czemu został pan bez domu? Gdzie rodzina? spytała cicho.
Michał Tadeusz westchnął i zaczął opowiadać. Przez całe życie uczył na uczelni, zafascynowany nauką. Gdy zorientował się, że nadeszła starość i został sam, nie było już czego zmieniać.
Rok temu zjawiać się zaczęła siostrzenica taka, co potrafi ładnie prosić o przysługę. Powoli zasugerowała, że pomoże, jeśli w spadku zostawi jej mieszkanie. Michał się ucieszył, zgodził bez wahania. Później siostrzenica, Basia, zaproponowała, by sprzedać duszne mieszkanie w blokowisku i kupić domek z ogródkiem pod Warszawą. Miała już upatrzony dom tanio, okazja życia!
Michał zawsze marzył o zieleni i ciszy, więc z entuzjazmem zaakceptował plan. Gdy kasa wpłynęła ze sprzedaży, Basia powiedziała, żeby otworzyć konto bankowe, bo z taką kwotą nie ma co chodzić po ulicy.
Wujku, usiądź na ławce, ja zaraz sprawdzę formalności. Wezmę tę torbę z pieniędzmi, kto wie, ktoś może nas obserwuje padło pod bankiem.
Basia weszła do środka i tyle ją widział. Michał czekał godzinę, dwie, trzy Nic. Wszedł do banku pusto, z drugiej strony było dodatkowe wyjście.
Nie mógł uwierzyć, że własna krew tak go wystrychnęła na dudka. Całą noc przesiedział na ławce przed bankiem, czekając. Następnego dnia udał się pod adres Basi. Otworzyła nieznajoma kobieta i powiedziała, że Basia od dawna już tu nie mieszka mieszkanie sprzedane dwa lata temu.
Ot, taka to wesoła historia westchnął ciężko Michał. Od tamtej pory na ulicy. Nadal nie mogę uwierzyć, że nie mam gdzie wracać…
Ja też myślałam, że jestem jedyna tak pokrzywdzona Moja historia również smutna powiedziała Nikola, opowiadając wszystko mężczyźnie.
Nie jest dobrze. Ja swoje już przeżyłem ale ty? Rzuciłaś studia, zostałaś bez mieszkania Ale nie martw się, wszystko da się ułożyć. Ty jesteś młoda dasz radę pocieszał ją staruszek.
Ale co my tu tak o smutkach? Chodźmy jeść uśmiechnęła się Nikola.
Patrzyła, jak mężczyzna ze smakiem pałaszuje makaron z parówkami. Poczuła do niego zrozumienie i żal. Widać było, jak bardzo jest samotny.
Jak to strasznie zostać samemu na ulicy i wiedzieć, że nikt cię nie potrzebuje myślała ze ściśniętym sercem.
Nikolka, ja mogę ci pomóc z powrotem na uczelnię. Mam tam jeszcze kilku dobrych znajomych. Myślę, że uda się dostać na studia dzienne powiedział nagle Michał. Sam się nie pokażę w takim stanie u dawnych kolegów, ale napiszę list do rektora. Spotkasz się z nim to mój przyjaciel, Konstanty. Z pewnością pomoże.
Dziękuję, to byłoby cudownie! ucieszyła się Nikola.
Dziękuję za kolację i rozmowę. Już późno, czas się zbierać powiedział, podnosząc się powoli.
Proszę, niech pan nie idzie wyszeptała Nikola. Tu są trzy pokoje, niech pan jeden zajmie, który pan woli. A prawda jest taka że boję się tu sama spać. Boję się tego pieca. Nie zostawi mnie pan samej?
Nie zostawię obiecał poważnie Michał.
***
Minęły dwa lata Nikola z powodzeniem skończyła sesję i, podekscytowana wakacjami, wracała na działkę. W sumie to mieszkała już w akademiku, ale do swojego letniska wpadała co weekend.
Hej! zawołała radośnie, tuląc dziadka Michała.
Nikolka! Najukochańsza! Czemu nie dzwoniłaś? Odebrałbym cię z dworca! I jak, udało się? ucieszył się staruszek.
Tak! Prawie wszystko na piątkę! pochwaliła się. Kupiłam tort, stawiaj czajnik świętujemy!
Siedzieli razem, popijając herbatę i dzieląc się nowinkami.
Posadziłem winogrona! O, tam postawię altankę. Będzie wygodnie i przytulnie opowiadał z zapałem Michał.
Świetnie! Ale wiesz co, tutaj to już ty jesteś gospodarzem. Ja tylko przyjeżdżam, odjeżdżam śmiała się Nikola.
Michał całkiem się odmienił. Już nie był samotny. Miał dom, miał wnuczkę Nikolkę. Dziewczyna też wróciła do życia. Michał Tadeusz stał się dla niej najbliższym człowiekiem. Nikola była wdzięczna losowi, że dostała dziadka, który zastąpił jej rodziców i podał rękę, gdy była w najtrudniejszej chwili.



