Nie tych spotykamy, nie za tych wychodzimy za mąż: Historia Wery z babcinego królestwa, która marzyła o lepszym życiu, przeprowadzce do miasta i prawdziwej miłości, przez rozczarowania i nowe początki aż po szczęście u boku tego właściwego – opowieść o poszukiwaniu szczęścia, sile kobiet i nieuchronności losu w polskich realiach

Życie to niełatwa droga, a przed losem nikt nie ucieknie. Każdy ma swoją ścieżkę, swój sposób na przetrwanie. Wiesz, moja znajoma Weronika wychowywała się w typowo kobiecej rodzinie. Ale takiej swojskiej: własny domek na wsi, ogród, sterty pracy węgiel, drewno, studnia na podwórku wiecznie coś do zrobienia.

Babcia Franciszka od lat żyła sama na tej wsi. Wdowa była, owdowiała wcześnie. Córka, Maria, też samotna mąż ją zostawił, gdy Weronika miała ledwie dwa lata. I tak się kręciła ta ich kobieta rząda w domu. Weronika od małego umiała krowę wydoić, grządki wypielić, zupę zlepić, jak trzeba. Proste jedzenie, ale swoje.

Franciszka już dobrze po pięćdziesiątce była, kiedy któregoś dnia wróciła styrana z gospodarstwa i westchnęła:

Marianka, córciu, ile tak można

Co się dzieje, mamo? zapytała Maria, a Weronika zaraz przybiegła doskoczyć.

Mam dość szczerze powiedziała babcia już mi bokiem wychodzi to przekopywanie obornika i targanie wiader. Nie możemy choć raz żyć inaczej? Pokazała swoje zmęczone, żylaste ręce.

Ale co ty proponujesz, mamo?

A może byśmy tak do Krakowa pojechały? Sprzedamy wszystko tutaj, trochę grosza odłożonego mam, kupimy chociaż malutkie mieszkanie w mieście.

Babciu, ja chcę! aż podskoczyła Weronika z radości ja bardzo chcę do miasta!

No i się zebrały. Franciszka miała w Krakowie starszego brata Kazimierza. U niego najpierw zamieszkały.

Mam tu dla was jeden pokój, na początek wystarczy krzątała się żona Kazimierza jak się rozkręcicie, to się przeprowadzicie.

Rodzina była serdeczna, pomogli, jak mogli. Maria szukała mieszkania, Kazimierz pomagał. W końcu się udało: kupiły własny kąt.

Remont by się przydał westchnęła Franciszka ale wszystko wydałyśmy na mieszkanie. Z czasem się zrobi.

Mamo, znalazłam robotę w piekarni, jutro idę pierwszy dzień. Wero, trzeba cię do szkoły zapisać dodała Maria. Tutaj niedaleko jest podstawówka.

Dobrze, córciu, ja z Weroniką pójdę ją zapisać. Ty będziesz zajęta w pracy zdecydowała babcia.

Weronika została przyjęta do szóstej klasy szkoła naprawdę była niedaleko, cieszyła się bardzo.

Babciu, będę się starała, naprawdę lubię miejską szkołę obiecywała.

Maria wróciła z pierwszego dnia pracy i usłyszała od mamy:

Przyjęli mnie na sprzątaczkę w twojej szkole. Popracuję, ile dam radę. Grosz się przyda.

Mamo, daj już spokój, masz przecież emeryturę.

Jeszcze trochę popracuję, dopóki zdrowie pozwala. I przy Weronice w szkole będę, nowa w klasie, to popilnuję.

Lata mijały. Franciszka sprzątała w szkole, Maria pracowała w piekarni, Weronika uczyła się przeciętnie.

Po ósmej klasie Weronika już do szkoły nie wróciła. Pomagała w domu, wiedziała, że trzeba zarabiać na życie. Przechodząc koło restauracji, zobaczyła ogłoszenie o pracy dla zmywaczki. Weszła bez zastanowienia. Od razu ją przyjęli.

Weronika była pracowita, pomagała w kuchni: tu ziemniaki obrała, tam kogoś zastąpiła, czasem nawet doglądała garów, żeby nic nie przypalić. Szybko zaprzyjaźniła się z dziewczynami z pracy i razem biegały na potańcówki.

Mamo, idę do klubu potańczyć, wrócę później wołała.

Uważaj na chłopaków, Werka, nie daj się nabrać, myśl głową ostrzegała babcia.

Oj babciu, ja już nie dziecko! śmiała się Weronika.

Na jednej z potańcówek poznała Antka. Najpierw tylko do tańca, potem odprowadził ją do domu i tak wyszło, że zaczęli się spotykać. Antek w końcu powiedział:

Weronika, idę do wojska. Poczekasz na mnie? Będę ci pisał listy!

Dobrze, będę odpisywać obiecała.

Weronika rzeczywiście pisała każdy list z sumiennością. Antek po roku miał wrócić na przepustkę. Przyszedł dziwnie jakiś oschły, nie patrzył w oczy. Przepustka szybko minęła. Po powrocie do wojska jego listy stawały się coraz rzadsze, krótkie aż w końcu przestały przychodzić w ogóle.

Minął rok, Antek się zwolnił, ale Weroniki nawet nie odwiedził. Kiedyś na zabawie dziewczyny powiedziały jej prosto:

Werka, przecież on w wojsku się ożenił i już siedzi z żoną w domu. Daj spokój!

Weronika nie mogła uwierzyć.

Jak to? Przecież czekałam!

Ty czekałaś, a on nie.

Spotkali się jeszcze przypadkiem w parku on próbował ją zatrzymać, wyłuszczyć się, że żona go zaszantażowała, że ciągle myśli o Weronice, ale ona od razu ucięła:

Nie będę nikomu kuchać na boczku. Wybrałeś, to żyj z nią. Na mnie nie licz.

Pracowała dalej. Szef kuchni w restauracji zauważył jej zacięcie do gotowania i zaproponował kursy kucharskie w województwie. Weronika się ucieszyła!

Pierwszy raz sama jechała pociągiem do dużego miasta, trochę się denerwowała. Na peronie żegnali się młodzi ludzie jeden z nich, żołnierz Jurek, podszedł do niej.

Cześć, jestem Jurek. A ty jak masz na imię?

Weronika odpowiedziała z zaskoczeniem.

Chwilę pogadali, wymienili się adresami, a potem każde pojechało w swoją stronę.

Weronika nie robiła sobie nadziei miała już swoje przejścia ale Jurek był wesoły, sympatyczny, nie składał wielkich deklaracji Listy pisać nie była jej trudno. Babcia zawsze powtarzała: Nie tych spotykamy, nie za tych wychodzimy, więc Werka nie robiła sobie złudnych nadziei.

Mimo wszystko pisali do siebie przez rok, aż w końcu Jurek wrócił po wojsku, przyszedł do niej od razu. Spotkali się, bardzo się cieszyli, Weronika od razu poczuła, że ten chłopak jest inny, słowny, godny zaufania.

Czas leciał. Wyszła za Jurka za mąż, pracowała jako kucharka, on w fabryce. Weronika uwielbiała porządek dom zawsze na błysk, dzieci wypielęgnowane, bliźniaki chodziły do przedszkola, wszystko pod linijkę.

Tylko z Jurkiem była wojna on gdzie coś rzucił, tam leżało. Na początku się złościła, latała za nim, zbierając porozrzucane rzeczy, ale potem stwierdziła, że lepsza metoda do serca niż krzyk, to urok i delikatność. Z czasem Jurek nauczył się zostawiać robocze łachy pachnące benzyną przed drzwiami, części trzymał w garażu, nawet w szopie i kotłowni zrobił porządek. Werka aż się cieszyła.

Jednak wbrew babci spotkałam tego właściwego, za tego wyszłam myślała.

Przeżyli razem szczęśliwie prawie całe życie. Aż pewnego dnia Jurek wracając z pracy nie doszedł do domu serce nie wytrzymało Nawet nie zdążyli się pożegnać. Weronika bardzo to przeżyła.

Została sama, jak jej babcia Franciszka, jak mama Maria. Teraz też żyje samej, dzieci i wnuki odwiedzają często. No i tak to jest przed losem nikt nie ucieknie.

Rate article
Fajna Tajna
Nie tych spotykamy, nie za tych wychodzimy za mąż: Historia Wery z babcinego królestwa, która marzyła o lepszym życiu, przeprowadzce do miasta i prawdziwej miłości, przez rozczarowania i nowe początki aż po szczęście u boku tego właściwego – opowieść o poszukiwaniu szczęścia, sile kobiet i nieuchronności losu w polskich realiach