W ŻYCIU CUDZEGO NIE BRAŁAM
Jeszcze w liceum Marta patrzyła na Nastkę z pogardą, ale jednocześnie z niemałą zazdrością. Marta gardziła Nastką, bo jej rodzice byli znani na całą okolicę głównie ze względu na ilości spożywanego alkoholu, a nie sukcesów zawodowych. Mieli robotę, jak się trafiła, w pieniądzach pływali tylko w wyobraźni, a Nastka wiecznie głodna i w podartej kurtce, tylko wzrokiem raczyła nowe ciuchy koleżanek. Ojciec czasem podkręcił jej kark, bo wypił za mało, za dużo, a czasem po prostu nie miał humoru. Matka raczej nie wchodziła w drogę ojcu sama trzęsła się ze strachu przed jego ciężką ręką. Jedyne ciepło Nastka odnajdywała u babci. Ta, jeśli tylko dostała emeryturę, dzieliła się pięcioma złotymi za dobre sprawowanie. Nastka wiedziała, że nawet jak coś nabroi, babcia udawała ślepą i nagroda i tak wpadnie do ręki. A wtedy prosto do sklepu: lody dla siebie i babci, trochę chałwy, garść krówki.
Za każdym razem Nastka planowała, żeby te słodycze rozciągnąć na cały miesiąc… ale po dwóch dniach słodkości znikały we wszechświat. Babcia wyciągała z lodówki swoje lody i mówiła z sapaniem:
Zjedz, wnuczku, bo mnie gardło szczypie.
Nastka tylko się dziwiła: Ciekawe, czemu babci gardło zawsze boli wtedy, kiedy kończą się cukierki? Ale w sumie zawsze na tę porcję czekała równie mocno co na własną.
Dom Marty to zupełne przeciwieństwo rodzice szanowani, kasa się zgadza, kąty pełne mebli. Marta zawsze w modnych ciuchach, dziewczyny aż się ustawiały w kolejce, żeby pożyczyć coś na imprezę. Jednym słowem: zawsze najedzona, starannie ubrana, zabezpieczona przed każdą pogodą.
Marta jednak zazdrościła Nastce: tej jej naturalnej urody, ciepła i tego, jak potrafiła rozmawiać z każdym, nawet z podłogą. Sama Marta uważała, że rozmawianie z Nastką to ujma na honorze. Jak ją mijała, patrzyła tak, że Nastce od razu robiło się zimno jakby kubłem lodu ją ktoś polał. Raz nawet Marta powiedziała przy wszystkich:
Ty jesteś taka nędzna!
Nastka w płacz, do domu, wszystko babci opowiedziała. Babcia tylko pogłaskała po głowie.
Nie płacz, Nastusiu. Jutro jej powiedz: Masz rację u Boga ja jestem! Od razu poczuła się lepiej.
Marta też była ładna, ale od tej urody wiało zimnem i niedostępnością jak zarys śniegu na szybie w listopadzie.
W ich klasie był jeszcze Maksym ulubieniec dziewczyn. Trochę łobuz, trochę dusza towarzystwa, wiecznie roześmiany i wiecznie na bakier z ocenami. Jedynki i dwójki sypały mu się w dzienniku jak śnieg w styczniu, zachowanie niezbyt godne podziwu. Ale wszyscy nauczyciele go lubili bo miał w sobie pogodę, a szkodził tylko samemu sobie. Maksym w starszych klasach zaczął odprowadzać Martę pod sam blok, a rano czekał na nią pod drzwiami szkoły, żeby wejść razem i słyszeć żarty kumpli:
O! Młoda para idzie!
Wszyscy wiedzieli, że coś się tam między nimi rodzi.
Dzwonek końcowy, bal maturalny, młodzi poszli każdy w swoją stronę.
A Marta i Maksym pobrali się na szybko, bo ślady wielkiej miłości nie dały się ukryć nawet pod suknią z miliona warstw. Pięć miesięcy później Marta urodziła Sofijkę.
Nastka po skończeniu szkoły musiała iść do roboty. Babcia już nie żyła, rodzice czekali, aż córka przyniesie coś do domu. Chętnych na rękę i serce Nastki nie brakowało, ale żaden nie chwycił jej tak naprawdę za serce, a i swoich pijących rodziców jakoś się wstydziła.
Minęło dziesięć lat.
…Pod gabinetem lekarza od uzależnień czekają dwie pary: Nastka z mamą i Maksym z Martą.
Nastka poznała od razu Maksyma wyrósł, przystojniał, tylko Marta wyglądała jak cień samej siebie: wychudzona, trzęsące się ręce, wzrok pusty, twarz jak u starej kobiety, chociaż miała dopiero 28 lat.
Maksym spojrzał na Nastkę z lekkim zażenowaniem.
Cześć, koleżanko z klasy, widać było, że nie chciał, żeby Nastka była świadkiem jego rodzinnych kłopotów, zwłaszcza w takim miejscu.
Cześć, Maksym. Widzę, że kłopoty cię dopadły. Marta pije od dawna? Nastka szybko oceniła sytuację.
Od lat, przyznał Maksym, spuszczając wzrok.
Kobieta z nałogiem to dramat. Wiem coś o tym moja mama pije, tata dosłownie wypił się z życia, pocieszała Nastka, współczując i sobie, i Maksymowi.
Po wizycie wymienili się numerami. W końcu w trudnych sprawach raźniej we dwoje. Maksym zaczął zaglądać do Nastki po poradę wiedział, że ona wszystko przeszła wcześniej. Nastka tłumaczyła, jak rozmawiać z pijącymi, jak leczyć, jakich błędów nie popełniać… Doskonale wiedziała, że więcej ludzi topi się w kieliszku niż w Wiśle.
Okazało się, że Maksym już dawno mieszka sam z córką Sofią, a Marta przeniosła się do rodziców. Maksym odciął córkę od wiecznie nieprzewidywalnej mamy.
Punktem krytycznym okazał się dzień, gdy Maksym wrócił z pracy, a Marta leżała nieprzytomna na podłodze, a trzyletnia Sonia stała na parapecie i patrzyła w przepaść z piątego piętra! Z Martą się więc napatrzył na wszystko. W cudzej duszy nie woda, nie przejrzysz… Najgorsze, że Marta dalej uważała, że wszystko jest pod kontrolą. Po co się leczyć, przecież w każdej chwili może przestać. Leci, leci byle głębiej
Małżeństwo się skończyło.
Pewnego dnia Maksym zaprosił Nastkę do restauracji. I tam wyznał: od liceum był w niej zakochany. Najpierw bał się, że mu odmówi, potem Marta zaszła w powiedzmy nieplanowaną ciążę, a życie, wiadomo, zaczęło się kręcić. Po spotkaniu u lekarza uzależnień zrozumiał, że to przeznaczenie. Rozmowa z Nastką była jak miód na duszę. Zaproponował jej, żeby razem układali przyszłość. Nastka była gotowa Maksym też jej się zawsze podobał. Ale żeby wejść między Martę a jej życie? Nigdy by wcześniej nawet o tym nie pomyślała. Teraz sprawa jest prosta: Maksym wolny, zakochany mogą być razem. W końcu znalazły się dłonie, które odbiorą jej miłość.
Ślub zorganizowali skromnie i szybko. Nastka przeprowadziła się do Maksyma. Na początku Sonia patrzyła podejrzliwie na nową ciocię w domu przecież teraz tata będzie musiał dzielić się sercem. Jednak Nastka otoczyła dziewczynkę taką opieką, taką czułością i ciepłem, że Sonia sama zaczęła wołać do niej: mama. Po kilku latach dołączyła do rodziny siostra Małgosia.
Pewnego popołudnia, ktoś zadzwonił do drzwi. Nastka otwiera… a w progu stoi Marta. Można ją było poznać właściwie tylko po głosie. Zapach alkoholu bił po nosie, a wygląd opowiadał krótko: Ten smok, co trzyma ją za gardło, jeszcze nie puścił.
Ty żmijo, zabrałaś mi męża i dziecko! Dobrze, że zawsze cię nienawidziłam! wysyczała Marta.
Na twarzy Nastki ani mięsień się nie poruszył. Stała w progu pewna siebie, zadbana, piękna kobieta.
W życiu cudzych rzeczy nie biorę. To ty sama zrezygnowałaś z rodziny, nie rozumiejąc niczego. Ani razu o tobie źle nie mówiłam. Szczerze mi ciebie żal, Marto…
Nastka zdecydowanie zamknęła drzwi przed nosem nieproszonej gościni.



