Jak często błagałam teściową, żeby nie przychodziła do nas tak późno, a ona i tak nic nie słyszała. Z jakiegoś niewyjaśnionego powodu uważa, że ma prawo wpaść do naszego domu bez zapowiedzi. Nasz synek ma już rok. Przyzwyczaiłam go do stałej rutyny. Jeśli nie zaśnie przed dwudziestą, wolę nie wkładać go do łóżka wcale wtedy dwie godziny piekielnych krzyków są gwarantowane.
Rozmowy z teściową nic nie dają. Ilekroć proszę, by nie wracała tak późno, ona tylko kiwa głową i nie rozumie, że odwiedzanie jednorocznego wnuczka w nocy to nie najlepszy pomysł.
Pracuję do późna mówi. Wpadnie na pół godziny, pobawi się z chłopcem, rozśmieszy go, trochę go pobudzi, a potem ja spędzam resztę nocy, próbując go położyć. Później wstaje, krzyczy i płacze.
Co mam zrobić?
Dziś zaczęliśmy kłaść maleństwo jak zwykle. Ja i mój mąż wybraliśmy film, który mieliśmy obejrzeć. Nagle zadzwonił dzwonek. Mąż otworzył drzwi i zobaczył swoją matkę Zofię Kowalską, przyjechałą z Krakowa.
Ciężko opisać moje emocje. Byłam wściekła. Wściekła. Dziecko właśnie zaczęło ząbkowanie i było niespokojne, więc każda spokojna chwila była na wagę złota. Próbowałam się uspokoić trzeba zachować zimną krew, w końcu to matka mojego męża.
Udawałam, że boli mnie ząb, przyłożyłam rękę do policzka i wykrzyknęłam:
Przyszłaś w najmniej odpowiednim momencie! Mam ból zęba nie wytrzymam. Nie pójdę sama do dentysty. Proszę, usiądź jeszcze chwilę przy dziecku, a potem zaraz wyjdziemy.
Mąż nie rozumiał, co się dzieje. Szybko się ubrał i wynieśliśmy się z mieszkania.
Co to za spektakl? zapytał mąż.
Przynajmniej znajdziemy chwilę dla siebie. I nie zapomnij wyłączyć telefonu! odparłam.
Wróciliśmy dopiero po północy. Teściowa musiała złapać taksówkę do domu. Wkładówka była pełna brudnych pieluch, ubrań i rozrzuconych zabawek smoczek, grzechotka, wszystko w artystycznym chaosie. Zofia wyglądała wyczerpana, makijaż rozmazany, a spódnica poplamiona dziecięcym kałem. Od tego czasu przychodzi do nas rzadziej i już nie tak późno.



