Zobaczyć na własne oczy
Po straszliwej tragedii, gdy w wypadku straciłam męża i naszą sześcioletnią córeczkę, długo nie mogłam się pozbierać. Spędziłam prawie pół roku w klinice, nie chciałam widzieć nikogo, ani słyszeć świata. Przy mnie nieustannie była mama, cierpliwie rozmawiała ze mną, nie odstępowała mnie na krok. Pewnego dnia przerwała ciszę:
Kasiu, wiesz, interes twojego męża zaraz się rozpadnie, jeszcze się jakoś trzyma, ale Piotrek ledwo daje sobie radę. Dzwonił do mnie, prosił, żebym ci powiedziała. Dobrze, że Piotrek jest porządnym człowiekiem, ale…
Po tych słowach coś we mnie drgnęło.
Masz rację, mamo. Powinnam się czymś zająć, pewnie mój Tomek chciałby, żebym kontynuowała jego pracę. W sumie coś tam rozumiem, przecież wziął mnie kiedyś do swojego biura
Wróciłam do pracy, trzymałam rodzinny biznes w ryzach, chociaż było ciężko. Jednak z biegiem czasu moja tęsknota za córeczką stawała się coraz dotkliwsza.
Kasiu, chcę ci coś doradzić powiedziała mama Weź dziewczynkę z domu dziecka. Najlepiej taką, której jest jeszcze trudniej niż tobie. Ulżysz jej, a sama kiedyś zrozumiesz w tym właśnie jest twoje ocalenie.
Myśląc o słowach mamy, poczułam, że to prawda. Wiedziałam, że nikt mi nie zastąpi mojej Julki, ale postanowiłam spróbować. Wkrótce odwiedziłam dom dziecka.
Jagódka urodziła się prawie całkowicie niewidoma. Gdy rodzice usłyszeli diagnozę, zrezygnowali z niej, mimo że sami byli wykształceni, z dobrych rodzin. Przerażenie odpowiedzialnością obudziło w nich najgorsze cechy. I tak maleństwo trafiło do domu małego dziecka, gdzie nazwano ją Jagoda. Rosła poznając świat ledwo odróżniając cienie. W domu dziecka nauczyła się czytać Brailleem, uwielbiała bajki i wierzyła, że kiedyś jej dobra wróżka po nią przyjdzie.
Tuż przed siódmymi urodzinami pojawiła się w jej życiu wróżka piękna, elegancka, bogata, choć rozbita wewnętrznie. Jagoda nie mogła jej zobaczyć, ale od razu wiedziała, że jest dobra. Dyrektorka nie dowierzała moim intencjom, pytała, dlaczego chcę dziecko z niepełnosprawnością. Wymówiłam się, że mam możliwości i chcę pomóc dziewczynce, która ma pod górkę.
Wychowawczyni przyprowadziła Jagódkę za rękę. Gdy ją zobaczyłam, poczułam, że to właśnie ona, moje dziecko. Złotowłosa, z ogromnymi, przejrzystymi jak jezioro oczami, niestety ślepnącymi.
Kim jest ta dziewczynka? zapytałam.
To nasza Jagódka cudowna, czuła, potrafi uśmiechem rozjaśnić dzień odpowiedziała wychowawczyni.
Jagoda jest moja, czuję to zdecydowałam natychmiast.
Zakochałyśmy się w sobie. Moje życie powoli nabierało barw, a ja zaczęłam odzyskiwać sens. Zwróciłam się do lekarzy powiedzieli, że jest szansa na operację, która mogłaby przywrócić jej wzrok, choć będzie musiała nosić okulary.
Chwyciłam się tej możliwości. Tuż przed pójściem do szkoły Jagódka przeszła operację, niestety poprawa była niewielka. Pozostała nadzieja, ale trzeba było poczekać aż podrośnie. Czas mijał. Biznes rozkwitał, poświęcałam córce każdą wolną chwilę. Byłam bogata i zadbana, ale nie interesowali mnie mężczyźni cała moja miłość należała do córki.
Jagoda wyrosła na olśniewającą kobietę, skończyła studia, była pokorna, wdzięczna. Zaczęła pracę w naszej rodzinnej firmie. Pilnie przyglądałam się osobom z jej otoczenia, obawiałam się, by nikt nie próbował się na niej wzbogacić jej przyszłość była zabezpieczona, a majątek niemały.
W końcu Jagoda się zakochała. Poznała Adama. Poznałam go i ja nie wzbudził moich podejrzeń, więc nie miałam nic przeciwko ich związku. Po pewnym czasie oświadczył się mojej córce. Zdążyłyśmy już nawet rozpocząć przygotowania do ślubu, a za pół roku miała być przeprowadzona ostatnia operacja, która mogła Jagodzie przywrócić wzrok.
Adam był troskliwy i czuły, chociaż momentami wydawał mi się nieco nieszczery myśli odganiałam, nie chcąc być podejrzliwa. Razem z Jagodą pojechali do restauracji pod Warszawą, by ustalić szczegóły wesela. W dzień sala była niemal pusta.
Usiedli przy stoliku, Adam położył swój telefon na stole, gdy nagle alarm w jego aucie się włączył. Wyszedł a wtedy telefon zaczął dzwonić. Jagoda najpierw go zignorowała, ale dzwonek był natarczywy. Gdy podniosła telefon, usłyszała głośny głos przyszłej teściowej, Ireny.
Adasiu, wymyśliłam, jak szybko pozbędziemy się ślepej Jagódki. Koleżanka z biura podróży trzyma dla was dwa miejsca zaraz po ślubie weź ją w góry, powiedz, że chcesz się napawać widokiem szczytów. Idźcie razem, i przypadkiem niech się poślizgnie i spadnie. A ty wracaj, zgłoś na policję, że zaginęła żona. Możesz powiedzieć, że się pokłóciliście, że wyszła sama nikt za granicą się nie będzie wysilał, by coś wyjaśniać. Zagrasz rozpaczającego wdowca, wiesz, potrafisz. Takie pieniądze ci przepadną, synu, nie dopuść do tego! Dobrze, kończę.
Jagoda odłożyła telefon, jakby ją oparzył.
Chcą mnie zabić… Adam też, inaczej by nie pozwolił matce tak mówić drżała cała.
Jeszcze chwilę wcześniej była szczęśliwą narzeczoną, a teraz… Zastanawiała się, co począć, jak powiedzieć mamie, że zawierzyły nie tym ludziom. Adam wrócił do restauracji:
Nie wiem, o co chodziło, może to kot, żadnych śladów nie ma rzucił lakonicznie, po czym jego telefon znów zadzwonił:
Tak, już, jasne, Rysiek, będę zaraz odparł i zwrócił się do Jagody Przyjaciel pilnie mnie woła, jadę go wesprzeć w pracy.
Jedź. Ja poczekam na mamę, przyjedziemy razem i wszystko ustalimy.
Gdy Adam wyszedł, Jagoda zadzwoniła do mnie.
Mamo, przyjedź jak najszybciej do restauracji głos jej się łamał, choć starała się brzmieć spokojnie.
Co się stało? byłam już w drodze, serce waliło mi ze strachu.
Gdy dotarłam i usiadłam przy niej, Jawody łzy lały się po policzkach.
Mamo oni chcą mnie zabić szlochała.
Kto?
Adam z Ireną… sama słyszałam, jak mi opowiadała, co ma zrobić Adam zostawił telefon na stole i pobiegł do auta To był plan, by przypadkiem zepchnął mnie w górach, zanim znów będę widziała.
Siedziałam, oniemiała. Jak mogłyśmy się tak pomylić? Nagle zadzwonił Adam.
Jagódko, mama przyjechała? Dogadaliście się z organizacją sali?
Wzięłam telefon i powiedziałam ostro:
Witaj Adamie. Dobrze, że na czas dowiedziałyśmy się o waszych planach z mamusią. Słuchaj uważnie o tych biletach w góry i twojej przyszłej wdowieńskiej fortunie już wiemy. Jeśli coś się wydarzy, nagranie rozmowy twojej mamy oddam policji. Jesteś tego świadomy?
Zamilkł, w końcu odpowiedział:
Rozumiem, ale… mamo, to nie ja, to ona
Odważ się wziąć odpowiedzialność. Rozumiemy się? Żegnam, Adamie.
Nazajutrz Adam zniknął z Warszawy. Obwinił matkę o to, że go wsypała, zabrał pieniądze i zniknął. Irena również wyjechała do przyjaciółki w innej części Polski.
W klinice okulistycznej Jagodzie zrobiono drugi zabieg. Do końca nosiła bandaż na oczach, wychodziłyśmy na świeże powietrze, siadałyśmy na ławce. Młody doktor, Michał, z troską się nią opiekował. Zarumieniał się przy każdej rozmowie, widać było, że mu się podoba. Patrzyłam na niego czujnym wzrokiem, ale wydawał się szczery i zakochany. Gdy zdjęto Jagodzie opatrunek, trzymał w dłoniach ogromny bukiet róż. Jagoda była w szoku pierwszy raz na własne oczy zobaczyła zachwycającą zieleń, pięknego, wysokiego blondyna z szarymi oczami.
Jak się cieszę, widzę! rozpłakała się Jagoda, a Michał popędził ją pocieszyć.
Od tej pory by widzieć, musiała już zawsze nosić okulary ale to nic, najważniejsze, że widziała.
Minął czas, ślub Michała i Jagody był przepiękny. Rok później urodziła im się córeczka, z oczami jak tata. Jagoda jest najszczęśliwszą kobietą pod słońcem, ma kochającego, oddanego męża, przy którym czuje się bezpieczna.
Wdzięczna za wszystko, co mnie spotkało, wierzę, że czasem nawet najtrudniejsze przeżycia prowadzą do szczęścia. Dziękuję za wsparcie i życzę Wam wszystkim szczęścia w życiu!



