Syn mojego byłego męża, z jego drugiego związku, zachorował, a były poprosił mnie o pieniądze. Powiedziałam mu: Absolutnie nie!
Mam lat trzydzieści siedem, a z mojego małżeństwa wyszłam dekadę temu. Powód klasyczny, jak w polskim romansie: zdrada. Pan Dawid (tak, żeby bardziej swojsko zabrzmiało) zamienił mnie na panią Jolę jakoś mi jej nie żal. Z zasady nie palę mostów, ale z nimi to nawet pomostu nie zbuduję nie rozmawiam, nie dzwonię, nie interesuję się ich losem. Nie chce się człowiek stresować.
Z finansami nie mam problemów, pensja w złotówkach zupełnie mnie satysfakcjonuje. No i co się dzieje? Przed tygodniem do mojego mieszkania w Warszawie wpada Dawid. Nie widziałam go od lat, a on wpada jak typowy Janek z Piątku po flaszkę niespodziewanie. On oczywiście zaczyna od razu temat, zamiast powiedzieć przepraszam, że przeszkadzam. Powiedział mi, że jego syn z Jolą zachorował na raka i leczenie kosztuje fortunę. Oni, rzecz jasna, takich pieniędzy nie mają, więc stary dobry Dawid decyduje się przyjść do byłej żony po kasę. No jasne. Nabrał ochoty na cudzy portfel, bo słyszał, że sprzedałam dom po babci z Kalisza.
Zastanawiam się, na co wydam tę gotówkę. Myślałam o porządnym samochodzie może Skoda w automacie? Ale najpierw musiałabym się nauczyć jeździć, a przecież wiadomo, ile to kosztuje czasu i nerwów. Póki co pieniądze leżą spokojnie na koncie PKO BP, niech czekają. Zresztą, ciekawe, czy Dawid dałby mi coś, gdybym była w podobnej sytuacji. Wątpię jego empatia zwykle kończyła się na lodówce.
Masz pojęcie, w jakiej jesteśmy desperacji? zawołał dramatycznie, jakby występował w Na Wspólnej. Szkoda tylko, że tej empatii nigdy nie miał wobec moich uczuć. Przypomnę: bez mrugnięcia okiem zamienił mnie na Jolę, podzielił majątek po połowie, chciał nawet odkupić mieszkanie, które kupiłam jeszcze przed ślubem! Na szczęście notariusz z Grochowa był czujny. Dawid był tak nieszczęśliwy, biedny, pokrzywdzony! Teraz przyszedł i domaga się pieniędzy, powołuje się na uczucia. Cóż za ironia.
Twierdzi, że jak mi nie wystarczy słowo, to przyniesie całą dokumentację. Tylko, że mnie to w ogóle nie interesuje ani dokumentacja, ani jego przysięgi, ani jego syn potrzebujący rehabilitacji za tysiące złotych. Szczerze mówiąc, raczej nie zobaczę zwrotu tych pieniędzy w Polsce dług rodzinny to z gatunku science-fiction.
A może pożycz z banku? rzuciłam, starając się być uprzejma i stanowcza. Dawid poczuł się urażony, zaczął podnosić głos, nawet rzucił propozycją, żeby uklęknąć. Ale po co mi ten teatr? Naprawdę nie mam ochoty go widzieć, ani rozmawiać. Kiedyś mnie zamienił na lepszą wersję (przynajmniej tak mu się wydawało), więc teraz niech radzi sobie sam. Powiedział jeszcze, że wróci jak już ochłonę, ale raczej nie ma na co czekać.
Pewnie znajdą się tacy, którzy stwierdzą, że jestem bezduszną zołzą. Tylko że ja z przyjemnością zarządzam MOIMI pieniędzmi. Nie mam zamiaru dzielić się złotówkami i tyloma latami padających z mojego konta podatków z kimkolwiek poza mną samą. Po tej rozmowie czuję lekkiego moralnego kaca bo jednak w Polsce każdy chciałby być trochę Matką Teresą. Ale nie tym razem. To będzie dla nich lekcja życia i drobna kara za stare grzechy.



