Całkowicie zapomnieć się nie dało
Każdego dnia Przemek wracał z pracy do domu najpierw tramwajem, potem autobusem i w końcu był u siebie. Droga zajmowała mu ponad godzinę w jedną stronę. Samochód częściej stał nieużywany niż jeździł, bo w Warszawie rano i wieczorem są takie korki, że szybciej mu wychodzi komunikacją miejską.
Ponad dwa lata temu jego życie rodzinne przewróciło się do góry nogami. Rozszedł się z żoną bez większych awantur Przemek zawsze stronił od kłótni. Zauważył już od jakiegoś czasu, że żona nie była tą samą osobą, często była rozdrażniona, wychodziła gdzieś bez wyjaśnień, wracała późno, tłumacząc się, że spotykała się z koleżanką.
Kiedy raz zapytał:
Gdzie się włóczysz do późna? Przecież normalne żony siedzą o tej porze w domu.
Nie twoja sprawa. “Normalne żony” to kury domowe, a ja jestem inna mądra i towarzyska, mnie w domu jest za ciasno. I nie jestem wieśniaczką, jak ty rzuciła, nie wdając się dalej w dyskusję.
To po co wychodziłaś za chłopa ze wsi?
Spośród dwóch złych wybrałam mniejsze zło ucięła rozmowę.
Krótko potem złożyła pozew o rozwód, wyrzuciła Przemka z mieszkania i musiał wynajmować nowe lokum. Od tego czasu zdążył się już przyzwyczaić. Ponownie żenić się nie zamierzał, ale rozglądał się.
Podczas jazdy tramwajem Przemek, jak wszyscy dookoła, wpatrywał się w ekran telefonu. Przeglądał wiadomości, czytał żarty, oglądał krótkie filmiki. I nagle coś przykuło jego uwagę wrócił do poprzedniego posta, spojrzał dokładniej i przeczytał ogłoszenie:
“Leczenie ziołami. Pomogę każdemu. Ludowa zielarka Marianna”.
Na ekranie telefonu zobaczył swoją pierwszą miłość. Niespełnioną i wtedy wydawałoby się na zawsze zapomnianą, ale przecież o takiej nie da się nie pamiętać. Pamiętał doskonale dziewczynę z ich klasy trochę dziwną, ale piękną.
Omalo nie przegapił swojego przystanku. Wyskoczył z tramwaju, do domu ruszył szybkim krokiem, nie czekał na autobus. Automatycznie wbiegł do mieszkania, rzucił kurtkę w korytarzu i usiadł na stołku. Nie zapalił światła, wpatrywał się w telefon. Potem zanotował numer z ogłoszenia, ale telefon zaraz domagał się ładowania.
Podłączywszy go do prądu, chciał zjeść kolację, lecz apetytu nie miał. Dłubał w talerzu, potem usiadł na kanapie w pokoju, wpadły na niego wspomnienia.
Od pierwszej klasy Marianna wyróżniała się. Cicha, skromna dziewczynka z długim, grubym warkoczem, mundurek miała zawsze nieco za długi. Ich małe miasteczko pod Radomiem było takie, że wszyscy się znali, ale o niej nikt nic nie wiedział. Mieszkała z babcią i dziadkiem w domku na skraju miasta, tuż przy lesie, i ich dom był jak z bajki drewniany, z rzeźbionymi okiennicami.
Kiedy Przemek pierwszy raz ją zobaczył, od razu się zauroczył po dziecięcemu, ale poważnie. Miała w sobie coś innego. Zawsze nosiła na głowie chustę, miała plecak z piękną haftowaną aplikacją z czasem Przemek dowiedział się, że był robiony ręcznie przez babcię.
Zamiast zwykłego “cześć” mówiła uroczyście “Dzień dobry w zdrowiu”. Jakby z innej epoki. Nigdy nie biegała na przerwach, nie hałasowała, była uprzejma i spokojna.
Pewnego dnia Marianna nie przyszła do szkoły. Dzieci poszły po lekcjach sprawdzić czy nie zachorowała Przemek też z nimi. Poszli poza miasto, droga skręcała w lewo i nagle pojawił się ten bajkowy dom.
Ojej, tam chyba jest tłum ludzi zauważyła energiczna Basia.
Podeszli bliżej i zobaczyli pogrzeb. Zmarła babcia Marianny. Dziewczynka stała z chustą na głowie i wycierała łzy, obok dziadek patrzył w dal, posępny. Potem wszyscy poszli na cmentarz, dzieci też. Po pogrzebie zaproszono ich do domu na stypę.
Przemek zapamiętał to wydarzenie był pierwszy raz na pogrzebie. Marianna wróciła do szkoły po jednym dniu. Czas leciał, dorastali, dziewczyny z klasy zaczęły się malować, stroić, a Marianna zawsze chodziła wyprostowana, bez makijażu, naturalna, rumiana na policzkach.
Chłopcy zaczęli zabiegać o dziewczyny, więc Przemek też chciał zawalczyć o Mariannę. Początkowo nie reagowała, pod koniec dziewiątej klasy zdobył się na odwagę:
Mogę cię odprowadzać po lekcjach?
Marianna spojrzała na niego poważnie, cicho odpowiedziała, żeby nikt nie słyszał:
Jestem już obiecana, Przemku. Tak u nas bywa.
Przemek się zasmucił, nie rozumiał co to za zwyczaj i kim są “oni”. Dopiero później odkrył, że dziadkowie Marianny byli tzw. unici staroobrzędowcy. Rodziców już nie miała, wychowywali ją babcia z dziadkiem.
Marianna była wzorową uczennicą. Nigdy nie nosiła biżuterii jak inne dziewczyny. Oczywiście koleżanki plotkowały za jej plecami, ale ona była ponad to.
Z roku na rok piękniała, w dziesiątej klasie była już wyjątkowo zgrabna, elegancka i nieśmiała. Chłopcy podziwiali ją po cichu nie dokuczali, nie wyśmiewali.
Po maturze każdy rozjechał się w swoją stronę. Przemek wyjechał do Warszawy, zaczął studia. O Mariannie słyszał tylko, że wyszła za mąż. Do domu przyjeżdżał rzadko. Lato spędzał na wyjazdach.
Marianna wyszła za chłopaka, którego już dawno jej przeznaczono, i przeniosła się do jego rodzinnej wsi. Tam prowadziła typowe gospodarstwo: doiła krowę, zbierała siano, dbała o dom, zajmowała się synem. Nikt z dawnych znajomych jej więcej nie widział.
A więc Marianna została zielarką myślał Przemek, siedząc na kanapie ciekawe… Jeszcze piękniejsza niż kiedyś.
Tej nocy długo nie mógł zasnąć, a rano ruszył do pracy. Przeszłość nie dawała mu spokoju przed oczami wciąż miał Mariannę.
Pierwsza miłość zostaje w sercu. Nigdy nie wygasa.
Kilka dni żył jak we śnie, w końcu nie wytrzymał i napisał do niej.
Cześć, Marianno.
Dzień dobry w zdrowiu odpisała. Z tym się nie zmieniła. Jak mogę pomóc? Coś dolega?
To ja, Przemek, twój kolega z klasy. Siedzieliśmy razem w ławce. Zobaczyłem ciebie w internecie i od razu chciałem napisać.
Oczywiście, pamiętam cię Przemku! Najlepiej się uczyłeś z chłopców.
A czy można zadzwonić do ciebie? spytał nieśmiało.
Jasne, odpisz kiedy chcesz zgodziła się.
Po pracy więc do niej zadzwonił. Pogadali chwilę, opowiedzieli co u nich.
Mieszkam i pracuję w Warszawie powiedział on prosto. A ty? Rodzina duża? Dobry mąż? Gdzie się zatrzymałaś?
Mieszkam znów w swoim domu, tam skąd chodziłam do szkoły. Wracam tutaj po śmierci męża… niedźwiedź… Dziadek też już dawno zmarł.
Przepraszam, Marianno, nie wiedziałem…
Nic takiego, to był dawno temu. Już mi łatwiej o tym mówić. Życie jest takie, że prawie nic o sobie nie wiemy nawzajem. Dzwonisz jako znajomy czy interesuje cię ziołolecznictwo? Doradzam czasami…
Po prostu chciałem pogadać. Nie potrzebuję ziół, po prostu cię zobaczyłem i obudziły się wspomnienia. Tęsknię za naszym miasteczkiem, matka już nie żyje.
Porozmawiali jeszcze chwilę o dawnych znajomych, na koniec się pożegnali. Znowu praca, dom, a po tygodniu Przemek nie wytrzymał znowu zadzwonił.
Cześć, Marianno.
Dzień dobry w zdrowiu, Przemku, stęskniłeś się czy coś ci dolega?
Stęskniłem się, Marianno, nie denerwuj się, ale czy mógłbym cię odwiedzić? zapytał cicho, z nadzieją w głosie.
Przyjeżdżaj odparła nagle przyjeżdżaj, kiedy chcesz.
Mam urlop za tydzień ucieszył się.
To dobrze, adres znasz wyczuwał jej uśmiech w słuchawce.
Cały tydzień się przygotowywał, kupował prezenty dla Marianny. Przeżywał, bo nie wiedział co wybrać, czy bardzo się zmieniła. Po tygodniu ruszył w trasę z Warszawy na Mazowsze. Droga daleka, sześć godzin jazdy samochodem, ale uwielbiał dalekie podróże.
Miasteczko wyrosło nagle zza zakrętu, kiedy skręcił z trasy. Wjeżdżając, nie mógł się nadziwić tyle się pozmieniało. Nowe domy, zakład pracy się utrzymał, na ulicy supermarkety i kawiarnie. Zatrzymał auto przed sklepem.
A myślałem, że nasz miasteczko, jak wiele innych, podupadło. A ono rozkwitło! rozglądał się.
To już nie miasteczko, tylko miasto powiatowe powiedział z dumą starszy pan, który akurat przechodził obok. Status dali nam już dawno. Pewno pan dawno tu nie był?
Dawno, oj dawno potwierdził Przemek.
U nas porządny burmistrz dobry gospodarz, dba jak o swoje. Dlatego kwitniemy.
Marianna czekała na Przemka w ogrodzie, dostała telefon, gdy podjeżdżał. Zaraz zobaczyła jego samochód za zakrętem, serce biło jak szalone. Nikt nigdy nie wiedział, że Marianna od szkolnych lat kochała Przemka po cichu. To była jej tajemnica gdyby się nie pojawił, zabrałaby ją do grobu.
Spotkanie było radosne. Siedzieli długo w altanie za domem. Dom, choć już stary, został równie przytulny.
Marianno, przyjechałem do ciebie z ważną sprawą spojrzała poważnie, trochę z niepokojem.
Słucham, co się stało? zapytała napięta.
Kocham cię całe życie, nie odpowiedziałaś mi nigdy. Może dziś dasz się przekonać? wyrzucił z siebie w końcu.
Marianna gwałtownie się podniosła, podbiegła do niego i objęła za szyję.
Przemku, ja przecież też kocham cię od dzieciństwa.
Przemek spędził urlop u Marianny, a wyjeżdżając, przyrzekł:
Pozałatwiam wszystko w pracy, przejdę na zdalną i wrócę. Już nigdzie stąd nie wyjadę. Tu się urodziłem, tu chcę zostać na zawsze śmiał się szczęśliwy.



