Dżem z mniszka lekarskiego
No więc słuchaj skończyła się ta łagodna, śnieżna zima, żadnych siarczystych mrozów w tym roku, tylko śniegu było sporo i temperatura taka w sam raz. Ale ile można, człowiek już tęsknił za zielenią, za kolorami, chciał zdjąć z siebie te grube kurtki i płaszcze. W końcu do naszego małego miasteczka na Mazowszu przyszła wiosna.
Halina zawsze kochała wiosnę, wyczekiwała aż przyroda się przebudzi, aż wszystko ruszy do życia. Patrząc z trzeciego piętra swojego bloku, pomyślała:
Z ciepłymi, wiosennymi dniami miasto wygląda, jakby się zbudziło po długim, zimowym śnie. Inaczej nawet auta brzdękają na ulicach, rynek się rozkręca, ludzie zaczęli chodzić w kolorowych kurtkach i płaszczach. Ptaki rano śpiewają tak głośno, że aż nie trzeba budzika! Ależ przyjemnie na wiosnę, a latem to już w ogóle bajka.
Halina mieszka w tym pięciopiętrowym bloku już od dawna. Teraz jest tylko we dwie ona i wnuczka Dobrosia, czwartoklasistka. Rok temu rodzice Dobrosi wyjechali pracować do Etiopii na kontrakt oboje lekarze, więc zostawili córkę pod opieką babci.
Mamusiu, powierzamy Tobie naszą Dobrosię, przecież nie zabierzemy jej na drugą stronę świata, wiemy, że dopilnujesz swojej najukochańszej wnusi tłumaczyła córka Halinie.
Ależ oczywiście, zaopiekuję się, z nią to mi weselej! Na emeryturze co mam robić? Jedźcie spokojnie, a my tu z Dobrosieńką damy sobie radę przekonywała Halina.
Hurraaa, babciu, będzie super, będziemy chodzić na spacery do parku, rodzice zawsze zajęci, nie mają głowy do takich przyjemności! cieszyła się wnuczka.
Nakarmiwszy Dobrosię śniadaniem i wyprawiając ją do szkoły, Halina zabrała się za domowe sprawy, nie wiadomo kiedy zleciało kilka godzin.
Pójdę na zakupy, a potem Dobrosia wróci ze szkoły, obiecałam jej coś słodkiego w nagrodę za piątki myślała, wychodząc z mieszkania.
Wyszła z klatki, a na ławce pod blokiem już siedziały dwie sąsiadki, podkładając sobie szmatki pod pupy, bo zimno jeszcze. Pani Stefania kobieta wiekowa, nikt nie wie dokładnie ile ma lat, bo nigdy nie zdradziła daty urodzenia, mieszka na parterze w kawalerce. Pani Wanda siedemdziesiąt pięć wiosen, oczytana, zna mnóstwo ciekawych historii, śmieje się donośnie, zawsze pogodna zupełne przeciwieństwo marudnej Stefani.
Jeszcze śnieg nie zniknie, a już ławka pod blokiem jest zajęta. Stefania z Wandą to etatowe bywalczynie potrafią siedzieć od świtu do zmierzchu, tylko na obiad schodzą do siebie, odpoczną i znów wracają. Znały każdą plotkę, żadna pszczoła nie przeleci bez ich wiedzy.
Halina czasem przysiada do nich, razem komentują nowinki, roztrząsają ciekawostki z gazet czy telewizji. Stefania uwielbia się żalić na swoje ciśnienie.
Dzień dobry, dziewczyny zagadała z uśmiechem Halina widzę, że dyżur jak zwykle.
Dzień dobry, Halinko, dyżur pełnimy, bo inaczej radny by się czepiał! Idziesz chyba do sklepu, co? zauważyła Stefania, patrząc na jej torbę.
Ano, tak, wpadnę szybko po coś słodkiego dla Dobrosi, jak wróci ze szkoły. Nie zatrzymała się długo, poszła dalej.
Dzień minął jak zwykle odebrała wnuczkę ze szkoły, nakarmiła obiadem, Dobrosia odrobiła lekcje, Halina oglądała telewizję.
Babciu, idę na taniec! krzyknęła Dobrosia.
Stała już w drzwiach z plecakiem i komórką w ręce. Tańczy od sześciu lat, lubi występować na różnych wydarzeniach. Halina jest dumna ze swojej wnuczki.
Dobrze, Dobrosieńko, leć już, pożegnała ją czule babcia.
Halina siadła na ławce pod blokiem, czekając na wnuczkę z tańców.
Nudzisz się? zagadał sąsiad z drugiego piętra, pan Jerzy.
A jak tu się nudzić w taki dzień? Wiosna, piękna pogoda! odpowiedziała Halina.
Rzeczywiście, słońce przygrzewa, ptaki śpiewają, wszystko wokół się zieleni, aż żółto od pierwiosnków. Wyglądają jak takie małe słoneczka, powiedział z uśmiechem, a Halina przytaknęła.
W tym momencie zza pleców wyskoczyła Dobrosia i rzuciła się babci na szyję z okrzykiem:
Hau, hau!
Ależ roztrzepaniec z Ciebie, przestraszasz mnie na śmierć! roześmiała się Halina.
Oj, to jeszcze nie czas na takie strachy, wtrącił Jerzy, klepiąc ją po ramieniu.
Chodź, kochana, starłam Ci marchewkę i posypałam cukrem, pewnie zmęczyłaś się na tych tańcach, zrobiłam też Twoje ulubione kotlety, zawołała Halina.
Jerzy też podniósł się z ławki.
Czemu uciekacie z podwórka? zdziwiła się Halina.
Tak smakowicie opowiadasz o kotletach, aż zgłodniałem, idę coś przekąsić! Ale potem wróćcie na ławkę, może się przejdziemy, zaproponował sąsiad.
Obiecać nie mogę, mam trochę roboty, zobaczymy!
Jednak wieczorem wyszła, w razie czego pożegnała sąsiada i uśmiechnęła się pod nosem. Weszła z wnuczką do klatki, Jerzy tuż za nimi.
Babciu, ten pan Jerzy chyba się w Tobie podkochuje! Dobrosia roześmiała się, gdy byli już w przedpokoju.
Eee, Ty to zawsze coś wymyślisz!
Ale zobacz, jak na Ciebie patrzy, już nie raz zauważyłam! nie dawała za wygraną Dobrosia, rozmarzona dodała Jakby mnie tak Marek z równoległej klasy oglądał, to cała szkoła by zazdrościła!
Siadaj do stołu, spostrzegawcza jesteś. A Marek jeszcze się zdąży napatrzeć, uśmiechnęła się Halina.
Wieczorem Halina znów wyszła na ławkę, a Jerzy już czekał. Co dziwne, nie było etatowych lokatorek.
Stefania z Wandą właśnie poszły na kolację, objaśnił radośnie Jerzy.
Od tamtej pory Halina z Jerzym spotykali się codziennie, czasem szli do parku po drugiej stronie ulicy, razem czytali Politykę lub Przekrój, czasem wymieniali przepisy i historie.
Sam Jerzy nie miał łatwego życia. Kiedyś miał żonę, córkę i wnuka, ale został wdowcem, córkę Dorotę wychowywał sam, jak umiał. Harował na dwa etaty, aby Dorocie niczego nie brakowało, lecz niewiele czasu jej poświęcał wychodził, gdy spała, wracał znów spała.
Dorota dorosła, wyszła za mąż, wyjechała do innego miasta, urodziła syna. Kilka razy jeszcze odwiedziła ojca, ale kontakt się urwał. A nawet gdy przyjeżdżała, nie była szczególnie serdeczna. Potem rozwiodła się z mężem, syna wychowywała sama.
Halina, wiesz co, Dorota zadzwoniła przyjeżdża za dwa dni. Nie rozumiem, czemu teraz? Tyle lat ciszy zwierzył się Jerzy. Z Haliną byli już po imieniu, rozmawiali o wszystkim, znali się jak łyse konie.
Może chce być bliżej rodziny, może tęskni, zgadywała Halina.
Szczerze? Nie jestem pewien
Dorota przyjechała. Ta sama, zimna, niezbyt serdeczna. Jerzy czuł napięcie, bo wyczuwał poważną rozmowę, i faktycznie nie musiał czekać długo.
Tato, przeszłam do rozmowy, szczerze. Proponuję, żebyśmy sprzedali Twoje mieszkanie, będziesz mieszkać z nami i wnukiem, będzie weselej! mówiła dość zdecydowanie, już wszystko miała zaplanowane.
Jerzy poczuł się nieswojo nie chciał wyjeżdżać z rodzonego domu do obcego miasta, pod okiem oschłej córki. Odmówił, tłumacząc, że lubi samotność.
Dorota jednak nie odpuszczała. Dowiedziała się, że ojciec przyjaźni się z Haliną, więc postanowiła odwiedzić sąsiadkę. Grzecznie przywitała się, weszła do kuchni, Halina postawiła herbatę, cukierki i dżem na stół.
Słucham, Dorotko, zapytała uprzejmie.
Zauważyłam, że bardzo się przyjaźnicie z moim tatą, zaczęła. Może spróbuje go Pani przekonać do mojej propozycji?
A konkretnie do czego?
No żeby w końcu sprzedał to swoje mieszkanie… Przecież po co mu tyle metrów? Może pomyśli o innych? zakończyła ostro.
Halina była w szoku, że można mieć tak zimny, wyrachowany stosunek do własnego ojca, odmówiła. Dorota się zagotowała, cała czerwona, piszczała z oburzenia:
Aha, rozumiem! Może sama chcesz zgarnąć mieszkanie znalazłaś samotnego dziadka, a wnuczce szukasz prezentu na przyszłość! Spotykacie się na ławce, wieczorami chodzicie po parku, rozmawiacie o właściwościach mniszka, dwa staruszki, a do tego… Co, już papiery do urzędu załatwiacie?! Ostrzegam, nic wam się nie uda, i z pogardą dodała nic ci się nie uda, babo stara! i trzasnęła drzwiami.
Halinie zrobiło się głupio, bała się, że usłyszą to sąsiedzi. Ale Dorota wyjechała i długo tu nie wracała. Halina omijała Jerzego, unikała spotkań, jeśli go dostrzegła, od razu spieszyła do domu.
Ale wiadomo, życia nie da się przechytrzyć. Gdy wracała raz ze sklepu, zobaczyła Jerzego pod klatką siedział z naręczem żółtych mniszków, zaplatał z nich wianek.
Halina, nie uciekaj! Siadaj na chwilę! Przepraszam Cię za moją córkę. Wiem, co mówiła… Rozmawiałem z nią porządnie, wnukowi pomagam, pomogę dalej, ale Dorota… no nie można tak traktować ludzi… Właściwie powiedziała, że już nie ma ojca… zamilkł, podał jej wianek z niedokończonych kwiatów. Weź, a do tego nasmarowałem dżem z mniszka, podobno bardzo zdrowy i pyszny, musisz spróbować. I do sałatki też świetny!
Po tej rozmowie zrobili razem wiosenną sałatkę, Halina spróbowała herbaty z dżemem z mniszka bardzo jej posmakowało. Wieczorem poszli do parku.
Mam świeży numer naszego ulubionego magazynu, powiedział Jerzy. Poczytamy na ławce pod lipą.
Usiedli razem, rozmowa się rozkręciła, śmiechy, plotki… zapomnieli o całym świecie. Dobrze im było razem.
Dziękuję, że słuchasz moich opowieści, wspierasz mnie i jesteś blisko. Trzymaj się ciepło!



